Krótkie rozważanie lingwistyczno-ontologiczne o esencji bytu mikronacyjnej rzeczywistości
ORYGINALNIE TEKST UKAZAŁ SIĘ W KURYERZE IMPERTYNENCKIM.

Krótkie rozważanie lingwistyczno-ontologiczne o esencji bytu mikronacyjnej rzeczywistości

Mój rocznicowy artykuł na łamach Kuryera Impertynenckiego nie będzie poświęcony komentowaniu ostatnich wydarzeń lub przekazywaniu nihilistycznych treści o bezwartościowości mikronacyjnej aktywności i związanych z nią iluzji. Dziś pochylam się nad tak niedocenianym tematem jak natura nasza rzeczywistość, w której działamy. Nie będzie to próba oceny tej rzeczywistości, lecz raczej wyprawa w poszukiwaniu jej kośćca; tego, co stanowi jej budulec, fundament, na którym wznosi się Sarmacja jako idea kontynuowana już od długich siedemnastu lat.

Nie ulega wątpliwości, że centrum naszej aktywności stanowi tekst, jednak ilu z nas poświęciło choć kilka minut refleksji nad jego istotą? Innymi słowy – czy zadaliśmy sobie kiedykolwiek pytanie, czym jest tekst? Wydawać by się mogło, że to pytanie banalne, bo wszak współcześnie obcujemy z tekstami wszędzie – w szkole, na uczelni, w pracy, w domu, w czasie wolnym. Tekst, który przychodzi na myśl w tym kontekście, to jego wąski aspekt. Jest uszeregowanym ciągiem logicznych zdań utrwalonych na nośniku treści – na papierze lub stronie internetowej. Ponadto tekst, w warunkach idealnych, charakteryzuje się koherencją, kohezją i ortograficzną poprawnością. Warto jednak skupić się na szerszej definicji, według której tekstem jest wszystko, co, jako pewien kod, którego klucz znają jego użytkownicy (tj. język symboli), przekazuje informacje. W tym kontekście tekstem jest ubiór (np. uniformy, sutanny, mundury), znaki drogowe, kolory, gesty, mimika, obrazy, filmy, dźwięki, etc., etc.

Poznawszy pewne definicje, pora, by pochylić się nad kwestią tego, czym jest mikronacja. Już nasza intuicja poparta krótszym lub dłuższym stażem każe określać mikroświat jako mimesis struktur państwa i społeczeństwa w warunkach wirtualnych. Ową konstrukcję naśladuje się przez odtworzenie[1] pewnych elementów ją cechujących (prawo, władze, hierarchia społeczna i przestrzeń publiczna). Odtworzenie następuje w infrastrukturze informatycznej (forum, strona internetowa, lista dyskusyjna). Narzędziem mimesis jest z kolei tekst, który przesądza o szkielecie mikronacyjnej rzeczywistości.

Ważną cechą każdego tekstu jest jego linearność – struktura, z której możemy wyodrębnić konkretne elementy składowe jak początek i koniec, niemniej tekst w warunkach mikronacyjnych (również ogólnie – internetowych) traci swoją linearność. Nie można wyodrębnić prologu sarmackiego magnum opus – wielkiego w znaczeniu nie tylko swojej doniosłości i oryginalności, ale również rozmiarów. Ponadto nie można znaleźć epilogu tej ogromnej konstrukcji złożonej z niezliczonych, pojedynczych tekstów, a nawet nie sposób go przewidzieć. Tę sieć wzajemnych odniesień, linków i intertekstualnych nawiązań[2] nazywa się hipertekstem.

Słusznie zauważyłby ktoś, że Sarmacja nie składa się z samych tekstów (rozumianych w ramach wąskiej definicji). Tekstom powstającym w Sarmacji niejednokrotnie towarzyszy grafika[3], niekiedy film i muzyka. Te sekundujące części (lub teksty w szerszym znaczeniu) budują razem multimodalność sarmackiej przestrzeni. Innymi słowy – Sarmacja to konglomerat wzajemnie powiązanych tekstów, materiałów wizualnych, audiowizualnych i audialnych.

Dla mnie niepowtarzalnym fenomen mikronacji jest właśnie jej hipertekstualność i multimodalność, które konstytuują esencję (eidos) sarmackiej rzeczywistości, naturę jej bytu. Ponadto, co zasługuje na szczególne zaakcentowanie, za produkcję tego hipertekstowego kośćca odpowiedzialna jest mnogość autorów i pluralizm ich stylów, wieku, poglądów, umiejętności oraz pomysłów. Dzięki temu Sarmacja nie jest projektem jednoosobowym, raczej jawi się jako hybryda, patchwork. Oczka multimodalnej sieci plotą realne, żywe osoby o indywidualnym charakterze, które sygnują swój udział w dziele pseudonimami-nickami. Często pojedyncze oczko wymaga zaangażowania wielu współautorów oraz interakcji między nimi. Trudno, jak sądzę, znaleźć ekwiwalent tego zjawiska charakteryzującego się hipertekstami, multimodalnością i dodatkowo mimetycznością, dlatego Sarmacja i mikroświat w ogóle są fenomenem jedynym w swoim rodzaju.

Mając powyższe na uwadze, rocznica powstania Księstwa Sarmacji przybiera głębszy wymiar, bo staje się świętem oddającym hołd wciąż aktywnym autorom, ale przypomina nam także o tych, którzy swoją obecność utrwalili jakimś elementem. Należy też pomyśleć o tym, ile z tego działa straciliśmy przez nieuwagę administratorów, ile postów na listach dyskusyjnych, artykułów i wpisów na forum zagrzebanych w archiwach opowiada historię siedemnastu lat Sarmacji! Aż chciałoby się zaapelować o szeroko zakrojoną akcję archiwizacji! Choć nie ulega wątpliwości, że byłoby to niemożliwe. Pozostaje nam pogodzić się z nietrwałością naszych kulturowych produktów i przynajmniej pamiętać o tych, których czas zanonimizował.

[1] Trzeba dodać w tym miejscu, że mikronacyjna mimesis nie jest koniecznie poszukiwaniem ekwiwalentów realnych cech państwa i społeczeństwa. Mamy bowiem do czynienia również z groteską, hiperbolą lub absurdem, które wchodzą niekiedy w miejsce możliwych, „poważnych” zamienników i stanowią ironiczny komentarz do realnych zdarzeń, instytucji, osób lub sytuacji.
[2] Intertekstualność w mikronacjach, co wynika z moich własnych obserwacji, może odnosić się do tekstów powstałych i funkcjonujących w świecie wirtualnym i realnym.
[3] Uważam, że można byłoby wyodrębnić trzy rodzaje takiej grafiki: (1) autorską (oryginalną), (2) grafikę już funkcjonującą w przestrzeni wirtualnej, ale kreatywnie przetworzoną, (3) grafikę funkcjonującą już w przestrzeni wirtualnej, którą zaanektowano na potrzeby mikronacji i wklejono w mikronacyjną narrację.