Ekologia dialogu
PUBLIKACJA ORYGINALNA W KURYERZE IMPERTYNENCKIM

Neil Postman, amerykański badacz i krytyk mediów, ukuł na potrzeby swoich teorii dwa terminy, które, przy niewielkiej modyfikacji, można zastosować również w Księstwie, szczególnie w kontekście zapowiadanych przez JKM Roberta Fryderyk dyskusji nad kształtem sarmackiej federacji.

Z pewnością dyskusja jest pożądana, a sama gotowość i otwartość nowego Księcia są godne pochwały, niemniej muszę dodać łyżkę dziegciu do beczki miodu. Zanim usiądziemy do produkcji postów, zastanówmy się nad kształtem samej dyskusji, bo w przeciwnym razie najprawdopodobniej nie zaowocuje ona żadnymi działaniami – jak większość egalitarnych dyskusji.

Informacyjny śmieć, czyli powszechna produkcja aktywności

Uzależnienie od Wittowskich rankingów, w których widząc naszą mikronacyjną ojczyznę na prowadzaniu, szczególnie gdy wyprzedza Dreamland, cieszymy się, jakbyśmy rzeczywiście osiągnęli coś wyjątkowego, jest bardziej szkodliwe, niż wielu mogłoby sądzić. Aktywność dla samej aktywności, masowa produkcja kolejnych wiadomości na forum, w DSG, ćwirku, IRCu i Wanda wie, gdzie jeszcze, tylko po to, by pokazać konkurentom, że jesteśmy w stanie zasypać ich stogiem bzdur. Sam Książę, o ile mnie pamięć nie myli, obwieścił przed elekcją, że nie jest fanem elitarnego rozumienia aktywności (jakość, nie ilość).

Powyższe podejście prowadzi do pojawienia się hałd informacyjnych śmierci – bezwartościowych wypowiedzi, w których się gubimy, bo jest ich po prostu za dużo; których nie potrzebujemy, by rozwijała się kultura i polityka. Za przykład posłużyć może sarmacki ćwirek lub dyskusja nad konstytucją zapoczątkowana przez JKW Tomasza Ivona Hugona.

Wyżej przywołane exemplum posłużyć może doskonale za antywzór. Same intencje były słuszne, ale wykonanie kiepskie. Jego Książęca Wysokość wyprodukował kilkadziesiąt inicjalnych postów, w których za temat posłużyły ustępy z obowiązującej ustawy zasadniczej. Następnie zleciało się grono obywateli, którzy dorzucili swoje trzy grosze, wypluli kilkadziesiąt nowych wypowiedzi i na tym koniec. Dyskusja jest już od dawna gnijącym truchłem, a większość, o ile nie wszystkie, posty w niej, nie przedstawiają żadnej wartości.

Jeśli chcemy, by dyskusja przebiegała w pożądanym kierunku i naprawdę nam zależy na skutkach dyskursu, dyskutantom powinno się przedłożyć konkretny temat; propozycję do rozważenia. Rzucenie ogólności nie zaprowadzi donikąd – co najwyżej zaowocuje pozbawioną znaczenia i wartości aktywnością.

Ekologia mediów dialogu w Sarmacji

Mikronacje to rzeczywistość utkana ze słów i obrazów. Język, podstawowe narzędzie komunikacji, kreuje w naszym przypadku ramy rzeczywistości jako takiej – staje się namacalnym przedmiotem, środowiskiem, w którym żyjemy. Skoro realnie dbamy o środowisko naturalne, tak też powinniśmy zadbać, według Postamana o środowisko medialne, w którym człowiek znalazł się po przejściu z natury przez kulturę, według mnie o środowisko dialogu, w które wskakujemy z każdym logowaniem do DSG i z produkcją każdej pojedynczej wypowiedzi.

Naiwnością jest sądzić, że w dyskusji każdy głos się liczy; że każdy jej uczestnik wnosi wartość swoją wypowiedzią. Nie oszukujmy się, taki dyskurs przerodzi się prędzej, czy później w bełkot. Jeśli Księciu zależy na wyhodowaniu nasion, które mają dać początek reformom w kształcie i rozumieniu naszej wspólnoty, powinien ograniczyć krąg dyskutantów.

Co ciekawe, że tak wtrącę na marginesie, widzę u siebie pewien dysonans. Gdybym mi przyszło dźwigać sarmacką mitrę, kazałbym sobie przedstawić konkretne propozycje różnych środowisk i z nich autorytarnie wybrałbym najlepsze rozwiązanie. Nie ma nic bardziej męczącego dla monarchy, niż rozgadana demokracja. Z kolei jako obywatel nie chciałbym, by podejmowano decyzje o mnie beze mnie. Ot, paradoks.

Najlepszym wyjściem byłby elitarny egalitaryzm – zaproszenie skierowane do zamkniętej i ograniczonej grupy złożonej z osób, które reprezentują sobą konkretne wizje oraz z głów samorządów. Zamiast powszechnej dyskusji raczej koło doradców. Tylko wtedy uchronimy się przed zalaniem forumowymi fekaliami.

Oświecona tyrania

Czasami myśl, że byłoby dobrze, gdyby każdy człowiek dysponował z góry zdefiniowanym zasobem słów przyznanych mu w chwili narodzin. Być może wtedy potrafilibyśmy lepiej i precyzyjniej wyrażać nasze myśli, unikając produkcji informacyjnych odpadów. Niestety, język to dobro, które możemy gwałcić w nieskończoność. Niewyczerpalne źródło bezpłciowej gadaniny i grafomanii.

Mam nadzieję, że Książę przyjmie postawę tyrana dialogu, organizując konsultacje w ograniczonym gronie. A obywatele i demokracja? – ktoś by zapytał. Nie bądźmy naiwni – odpowiedziałbym. – Większość nie ma zdania, dopóki się im go nie włoży do głów.

Jako że nikt nie chce być postrzegane jako bezwolna marionetka, mam nadzieję, że powyższe słowa zmuszą wielu do wypracowania własnego stanowiska.