Bardo, albo przekroczenie koncepcji języka
PRZEDSŁOWIE

Wstęp autora wiersza: Gdy uczeń zapytał Milarepę, co było kluczem jego sukcesu, ten zadarł szatę, odwrócił się do ucznia tyłem i wypiął pośladki pełne sińców, zadrapań i zrogowaciałej skóry.

Pośladki, skóra, sińce, strupy — znamiona przemijalności zagnieżdżone w materialnym ciele. Mądrość wyrażona w symbolizmie naturalnej cielesności. Zestawienie z mikronacyjnym, embodyingowanym fantazmatem, avatarem, przedstawieniem granej postaci — niecielesną cielesnością wirtualnej rzeczywistości.

Bardo, idąc za definicją autora, to stan pośredni, zatrzymanie, tunel przejścia, wielowymiarowość. Od śmierci do narodzin. Immanencjo-transcendencja. Czym jest śmierć, czym są narodziny w naszej fabule mikronacyjnej? Czy śmiercią jest utożsamienie się z „w-między”, bycie „w-między”? Czy może wręcz przeciwnie – śmiercią jest oddalenie się, zanegowanie „w-między”? Może śmiercią jest uwierzenie w performatyczną fabularność, w grę? A może racjonalizowanie jej i penetrowanie narzędziami niebędącymi częścią granego przedstawienia?
Reprezentacja autora

Liminalność, bycie w międzyczasie, w przestrzeni „poza”, w bardo. Zawieszając siebie — tworząc Innego — będąc wciąż sobą. Warto tu nakreślić wybitnie ciekawy konflikt. Wyobrażenia przemawiające w mikronacji (połączone z wszechmocą litery) są wciąż w niezgodności z racjonalizacją rzeczywistości poza tym światem iluzorycznym (który również jest we władzy pisma). Mamy kreacje, które są przedłużeniem systemu wyznawanych wartości, antytezą nas samych, nie-nami. Kryptogej-papież, dyslektyk-noblista. Niecielesność ucieleśniona. To co urojone ma literę rzeczywistości w wirtualności. Rodzi się tu ogromna płaszczyzna konfliktów natury semantycznej (ja, nie-ja, ile w nie-ja jest ja, gdzie jest przerzut znaczeń?, czy w ogóle jest? etc.), psychologicznej (nie-ja to ja, jednak jest mną?, czy mogę bronić nie-ja?, ile w nie-ja bohatera fabularnego, a ile ja?).

Mamy też problem, bo w tych dwóch przeciwnych przestrzeniach używamy tego samego języka. A to może prowokować nieskończoną ilość nieporozumień z samym sobą (percepcja, tożsamość). No i z innymi (różne poziomy znaczeń słownictwa). Wchodzi też problem kodu językowego wspólnoty tworzonej, kontekstu. Autor prezentuje kilka systemów zapisu językowego — alfabet łaciński, cyrylicę, grekę, hiraganę. Czy to wiara w ekspresję ponad symbolami, graficznością języka? Czy szansa na zrozumienie poza kontekstami? A może wiara w przekazanie siebie, zapisanie siebie — albo uniknięcie zapisu siebie?

Problem polega również na użyciu — obok tego samego języka — tej samej jednostki myślącej do: konstruowania fantazmatu; bycia realnym poza fantazmatem, bycia fantazmatem. Kim jest w naszych warunkach „ja”? Czy autorem postaci? Czy postacią wykreowaną? Czym byłoby rozpowiadanie o sobie? Czy tworząc narrację potrzebujemy cenzora wykraczającego poza nas (wychodzącego z wymiarowości, na którą z założenia mamy nie spoglądać)?

„Doktor twierdzi, że to poważna zabawa” zestawione z „niewyczuwalnym smrodem trupiego ciała”. Pytanie – kim jest osoba pisząca fabułę w momencie pisania? Mamy językowy obraz świata państwa wirtualnego — tworzenie krajobrazu, przestrzenności, prawa, historii, kultury i — nade wszystko — postaci. Czym są te postaci, czym jest ten proces? Czy kreując postać autor postaci nie rozpowiada już o sobie samym? Czy jest w stanie ucieleśnić się, a może jest już ucieleśnieniem, smrodem trupiego ciała? Czy możemy wyobrazić sobie sytuację, w której przedstawienie jest zaburzone, bo właśnie smród realiów dociera do nozdrzy wszystkich współgrających?
Język, natura

Co jest przeciwieństwem, przekroczeniem języka? Zastanówmy się nad nie-językiem. Czy jest to gest, a więc płaszczyzna cielesności? Czym jest cielesność w wirtualnym świecie? Jak skonstruować, wyrazić cielesność poza językiem budującym te wirtualia? Czy możemy zbudować kod ekspresji niebędący językiem? Czy ten system ekspresji nie stałby się ponownie językiem? Czy forma ekspresji jest problemem? Jestem pewien, że wychodzenie poza język w ramach mikronacji byłoby zamachem na piśmienności będącej tu Absolutem. Mogę tu zasugerować hasło powrotu do natury. Tylko — o ironio — czym byłby powrót do natury w wirtualiach? Nieustannie woła w naszym kierunku jakaś niewola sytuacji, bezwyjściowość.

I tutaj ponownie autor — gest pokazania nagich pośladków przez Milarepę, anty-koncept. Wydaje mi się, że to głęboka nadzieja wyrażona w burzeniu posągów, łamaniu constansów w celu dojścia do ekspresji tego, co chcemy; takiej, która byłaby „nasza”.To prośba o fantazmat, który zostałby stworzony na systemie symbolicznym nieodwołującym się do świata spoza gry.

Piszemy fabułę, wcielając się w fabułę, chcąc lub nie chcąc nią być. Mikronacja to przedstawienie wyjątkowe i niebezpieczne. Wszelaka próba analizy to kroczenie przez gąszcze, chaszcze problemów. W wypadku tej całej konstrukcji fabularnej (tj. mikronacji) wchodzimy na bardzo cienką granicę — powiedziałbym, że nieco schizofreniczną – twórca postaci/piszący/wytworzony. Ogromnie problematyczne, bo związane z nami. Nie mamy tutaj do czynienia z interpretowaniem wytworzonych elementów fabuły niemikronacyjnej, ale operujemy na żywym ciele. To, co pewne, to wyzwalający krzyk szaleństwa.
Misza
BARDO, ALBO PRZEKROCZENIE KONCEPCJI JĘZYKA

Oto przypadł ci w udziale stan bardo[1] —

pomiędzy światami.

Wpisujesz login i hasło,

zostajesz księciem, premierem lub artystą.

Kim jednak jesteś w między,

gdy system trawi tormy[2] twojego loginu?

Tвorzymy ciała iluzoryczne,

WYOBRAŻONE.

Tłuścioch staje się atletѫ;

Kryptogej rozdaje papieskie błogosławieństwa;

Ladacznica uchodzi za cnotliwą だmę;

Spierdolina przywdziewa złotą koronѧ;

Dyslektyk otrzymuje literackie のble;

A LOT OF NOTHING.

MEHR LICHT der Hoffnung in Nichts.

しゃлєńctvo. Игры. Spaß.

tylko дokとr twierdzi, że to poważna impreza.

смрoдy гниёнцeгo тpyхлα тyт

nie poczujesz.

vexillium ciała Dharmy in der Hand des Sohnes bezpłodnej kobiety[3].

krzyk шαлeństвα.



[1] Bardo — stany, w których znajduje się umysł według teorii buddyzmu wadżrajany. Jednym z bardo jest stan pomiędzy śmiercią, a powtórnymi narodzinami.

[2] Torma — tybetańska ofiara, tradycyjnie wykonywana z masła.

[3] Parafraza okrzyku Milarepy.