Rien
Inspirowane "Wieczną nocą" Karoliny von Lichtenstein

Za biurkiem tak szerokim, że mogłoby pomieścić stosy papierów, ustaw, różnorakich dokumentów i wielostronicowych konstytucji, siedział Edward II. Choć mebel został przygotowany do pracy z tomami zapisanymi paragrafami i artykułami, przed królewskim majestatem leżała tylko jedna kartka pokryta równym, czarnym pismem. Blat był zupełnie pusty.

Monarcha spojrzał przeciągle zmęczonym wzrokiem na portrety przodków, które zdobiły ściany komnaty. Nie bądźcie już tacy poważni - zwrócił się do nich w myślach. Martin to dobry kandydat. Następnie znowu przerzucił oczy na tekst abdykacyjnej mowy. Z samego rana zostanie opublikowana we wszystkich najważniejszych informatorach imperium. Królestwo jest wieczne - dodał.

Zaiste, monarchia jest wieczna. Cokolwiek by się działo, jakiekolwiek zawirowania dotknęły Dreamland, ten zawsze wychodzi z nich niezmienny i silniejszy. Był jak statek w królewskim godle - prujący niezwyciężenie fale czasu. Czy nie wykonałem mojego zadania? - zapytał portrety poprzedników. Czy nie ożywiłem Dreamlandu, który odrodził się niczym feniks z popiołów?

Edward II powstał z miejsca. Podszedł do okna, które wychodziło na główna ulicę Ekorzyna. Dawniej o tej porze była pełna ludzi, rozbrzmiewała głosami zaangażowanej w zabawy młodzieży. Dziś, choć dopiero zapadł zmrok, panowała na niej pustka, jakby ci współcześni młodzi obawiali się ciemności lub wbrew junackiej naturze chodzili wcześniej spać — zgodnie z wolą rodziców. A może oni wszyscy stracili już zainteresowanie mrokiem? Czy to w ogóle możliwe? Ciemność to wspaniała rzecz — ukrywa nasze słabości, rozkład duszy i zanik motywacji. Tylko w mroku królestwo może istnieć wiecznie.

Edward odwrócił się od okna. Gdzieś w głębi serca czuł wątpliwości. Odrestaurował pozycję ojczyzny Ebruzów, ale na jak długo? W tym świecie nic nie jest wieczne — może nawet i monarchia!

Wzdrygnął się. Nie przystało jemu, dziedzicowi najstarszej korony Pollinu, mieć takich myśli. Heretyckich myśli...

Nagle półmrok gabinetu rozjaśnił blask. Wysoki, nieskazitelnie biały anioł zamanifestował się przed Edwardem. Przez chwilę wydawało mu się, że portrety na ścianach przedstawiają rozsypujące się, gnijące i zarobaczywione zwłoki.

— Już czas, Ebruzie. Poddaj się i umrzyj. To nienaturalne, by snuć się w mroku, jak żywy.

Król spojrzał na emanującą światłem postać i spokojnie usiadł za biurkiem. Wziął do ręki pióro i dopisał jedno słowo na końcu — rien. Anioł tylko pokręcił głową i rozpłynął się w powietrzu. Gabinet ponownie utonął w mroku.