Synowie Anarchii: Początek

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Stało się... pragnę jedynie wyjaśnić że jest to lekki wstęp do opowiadanka, którego pierwszy(dość obszerny jak na sarmackie warunki) rozdział ukaże się na dniach. Wstęp może się z czymś błędnie kojarzyć(jak całość zresztą) a jako że nie lubię wyjaśniać wszystkiego od razu, wszystko będzie pojawiało się stopniowo w kolejnych rozdziałach.
Nie przeciągając...Synowie Anarchii: Początek.


U
noszący się wszędzie w koło smród nie tyle ile był nieprzyjemny, co był, delikatnie rzecz ujmując irytujący, zresztą było to jedno z kilku potwierdzeń naszych obaw, jednak z drugiej strony za to nam płacono. Stary magazyn, chyba magazyn, cztery kondygnacje piwnice i inne bzdety, równie dobrze mogła, być to hala montażowa, lecz wszystko, co miało jakąś wartość, zostało już dawno rozgrabione.

Przykląkłem przy niewielkiej kupce popiołu, mierzwiąc ją palcami, popiół był aksamitny w dotyku, pachniał wanilią, który to zapach tworzył całkiem przyjemny kontrast w stosunku do tego parchatego smrodu. – mam cię – pomyślałem. Nieopodal kręcił się zawsze niespokojny i impulsywny Sequer, fakt był kmiotem, ale dobrze nam się pracowało… co było swoistego rodzaju sprzecznością, która nie miała racji bytu, nawet tu i teraz.

- Czai się, czeka, obserwuję – rzuciłem od niechcenia, po czym wstałem z klęczek.

- Serio? Nie no powaga istny mistrz dedukcji z ciebie! I teraz bądź mądry i szukaj! – wrzasnął Sequer.

- Cztery kondygnacje…

- Pojebało?! – przerwał mi z wrodzoną finezją – mamy teraz latać i szukać? Przecie to jest większe niż stadion miejski w Almerze! – wrzasnął.

Myślałem, że sprzedam mu bułę albo nie myślał, albo chciał mnie zirytować, obstawiłem obie możliwości, nie mniej miał racje, ale to ja miałem plan.

- Dobra ruchy, przejdziesz się? Ja bym się przeszedł. – Rzuciłem, po czym ruszyłem przed siebie, wkładając ręce w kieszenie płaszcza, by wyjąć i odpalić papierosa. – Palenie zabija, ta robota mnie kiedyś zabije – pomyślałem.

Sequer został lekko z tyłu, wiedziałem, jaki ma wyraz twarzy, pewnie jeszcze w heroicznym czynie rozłożył ręce, ale nie miało to znaczenia, on, jak i ja wiedzieliśmy, co należy zrobić, po chwili dołączył, do mnie a ja spokojnie paliłem papierosa.

- Stadion w Almerze powiadasz? – rzuciłem – nie jesteśmy w Almerze, ale
będziemy.

- Czyli zgodziłeś się prawda? No! Bo już myślałem, że się wycofasz, ja chciałem się wycofać.

- Nadal możesz to zrobić, jednak na razie skupmy się… jest robota. – odparłem.

To, co miało nastąpić później, zapowiadało się bardzo ciekawie, nawet intrygująco, ale i na to przyjdzie czas. Szliśmy przez dłuższą, chwilę a zeszyt otaczała nas cisza i ten cholerny smród, ciekawe doświadczenie, bardzo ciekawe. Zatrzymaliśmy się i popatrzyliśmy po sobie.

- Czujesz? – spytałem.

- Mmh… - mruknął.

- Może byś użył „tego”? Wiesz to przydatna rzecz.

- Jeszcze nie… zresztą to cacko działa na baterie. – w tej chwili rozbrzmiał potężny huk, a miejsce, w którym staliśmy, spowiło się pyłem, kurzem i innym tałatajstwem. Musiała minąć chwila nim z chmury pyłu wyłoniła się ta maszkara, ponad dwa metry wzrostu, potężne łapy i twarda skóra, dodatkowo było to szybkie, ale nie zbyt mądre jak to każdy Krygol.

Jakież było zdziwienie tej kupy gówna, gdy okazało się, że pod stopami ma tylko beton, miast naszych ciał, nie byliśmy szybsi od Krygola nie było takiej możliwości.

- tutaj! – wrzasnąłem, nim bestia odwróciła się moją stronę, wpakowałem w nią dwa magazynki, dwa pistolety w dłoni, nie była to zwykła broń o nie. Chwilowy ostrzał zatrzymał bestie, mocno ją poranił to fakt, ale nie zabił. Krygol rzucił się na mnie, w mgnieniu oka znalazł się przy mnie, zadając cios swoją łapą… i co? i nic, znowu wygrałem, iluzja był bardzo przydatna, w rzeczywistości stałem ponad dwadzieścia metrów dalej, zdążyłem przeładować i ponownie otworzyć ogień.

- Teraz! – wrzasnąłem a Sequer użył „Tego” a był przy tym pomysłowy, Krygol stanął płomieniach, pięknie się palił, ale to nie był koniec, po opróżnieniu magazynków sięgnąłem, po drugą broń a nosiłem ją na plechach… jedno precyzyjne cięcie, w tej samej chwili uderzył też Sequer wbrew pozorom kumulacja energii w jednym dała w tym przypadku świetny efekt. Krygol padł, a jego ciało zmieniło się w pył… po robocie.

- Łatwizna. – Rzuciłem.

- Łatwizna, bo byłem obok!

- Może tak może nie, mniejsza… teraz odebrać nagrodę i ruszyć w stronę starego Baridasu.

- Jasne prowadź to twoje tereny, ale… nie uśmiecha mi się ganianie za tym gnojem.

- Mi też nie. – Odparłem.

Należało poczynić stosowne przygotowania, nie dość, że wyprawa sama w sobie była karkołomna, to jeszcze zlecenie było niecodzienne. Zabawę czas zacząć.
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Paulus Buddus.
Serduszka
6 584,00 lt
Ten artykuł lubią: Paulus Buddus, Irmina de Ruth y Thorn, Susanne Delfina Kierkeller, Baszar Svensson at Atera, Cudzoziemiec, Laurẽt Gedeon I, Daniel Günther, Mikołaj Torped, Fryderyk von Hohenzollern, David de Hoenhaim, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Paulus Buddus
Czekam na kolejne części i mam nadzieję, że całość będzie w jakimś PDFie :) z obrazkami :D
Odpowiedz Permalink
Susanne Delfina Kierkeller
Miło widzieć aktywność w Heroldzie! I egzotyczną interpunkcję.
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Całość w Google docs... jeśli przypomnę sobie co i jak XD Egzotyczna? hmmm (patrze) fakt, ale nie mam sił tego poprawiać, jutro na 6 trzeba do pracy ale reszta będzie tip top, jak bonie dydy! :)
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
scTqpfL9WMA - wstaw pełen odnośnik do filmu z YouTube (np. https://www.youtube.com/watch?v=tLcpwwSRx24).
Odpowiedz Permalink
Leszek de Ruth
Cytuję:
Szliśmy przez dłuższą chwilę a zeszyt otaczała nas cisza i ten cholerny smród

Jaki znowu zeszyt? :D
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Fajny artykuł :) Uważaj na wulgaryzmy, co byś się nie wyślizgał do przechowalni ;)
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Dobra ogarnąłem XD chyba...
Odpowiedz Permalink
Daniel Günther
Ekstra!!! Czekam na kolejne części :)
Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Zeszyt... bo to death note :) podstępny i nieoczekiwany błąd, ale tak jest jak tekst wymyśla się w 15 min xd
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Dobrej prozy nigdy dość. Wyłapałem kilka inspirujących fragmentów :)
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.