Bullace Inc., Albert Felimi-Liderski, 25.07.2016 r. o 20:49
Nieobecny krytykant? — wywiad z Michałem Bryenniosem
Seria wydawnicza: Wywiady

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
w85tNbX4.png

Nieudane połączenie Sclavinii ze Starosarmacją, Robert Janusz von Thorn, helwetyzacja Sclavinii, wreszcie Bialenia i centrala — o tym wszystkim porozmawiam dzisiaj z Michałem Bryenniosem.

Dzisiaj moim i państwa gościem jest Michał „Andro” Bryennios. To idealny moment na kreatywne przywitanie. Pokaż, na co Cię stać.

Niechaj Trwa Ostateczna Krucjata! Zaciągajcie się, budujcie schrony, chrońcie żony i dzieci... chociaż nie, wszystko na próżno. I tak wszyscy umrzemy.

Nieźle, nieźle, daję siedem na dziesięć w skali Richtera. Ale do rzeczy. Twoja główna rola w Sarmacji — nieobecny krytykant?

Tak mówią. W oczach niektórych mam też pełno werwy — ale tylko do psucia, jestem też uzdolniony — ale tylko w kategoriach niepotrzebnych. Po prawdzie nie jestem i nigdy nie będę pierwszymi skrzypcami Sarmacji — ta rola należy do Helwetyka. Jestem tu, tak jak inni, żeby się dobrze bawić i wracam do KS myślami, kiedy muszę odpocząć. Nazwałbym się więc raczej bywalcem.

„Tak mówią”... wyczuwam aluzję do Roberta Janusza von Thorna, zgadza się? Straciłeś do niego szacunek po jego działaniach na rzecz połączenia Sclavinii i Starosarmacji?

Raczej wyczułem w tym oportunizm, zbyt duży, żeby rzeczywiście mógł być powodowany dobrem Sclavinii — o tym jednak rozsądnie zadecydowali Starosarmaci. Na początku byłem zły, ale teraz jestem po prostu zadowolony, że udało mi się, z pomocą innych, nielicznych Sclavińczyków uratować mój samorząd. Bądź co bądź nie wyobrażam sobie, żeby Starosarmacja w takich samych okolicznościach zgodziła się na to, aby zostać częścią Sclavinii. Wierzę głęboko w Sarmację składającą się z czterech samorządów oraz w to, że zmniejszenie tej liczby nas zuboży.

Twierdzisz więc, iż pomysłodawcy fuzji mieli na celu głównie zwiększenie pozycji Starosarmacji, a Sclavinia była ku temu jedynie narzędziem?

Martin Schlesinger-Asketil i Otto von Spee-Asketil z pewnością nie podzielali tych intencji — wierzyli za to, że jest to jedyny sposób, by Sclavinię odratować. Na szczęście udało się ich przekonać, że jest jeszcze alternatywa — nasza własna aktywność. Diuk Leszczyński wierzył, że kultura Sclavinii wzbogaci Starosarmację, a wplecione wątki Ostatecznej Krucjaty pozwolą ożywić jej ducha. Z kolei Robert Janusz von Thorn... ciężko jest mi szczerze odpowiedzieć na pytanie, jakie były jego motywacje. Z pewnością jednak nie działa na jego korzyść fakt, że w sytuacji, gdy jego własni rodacy odrzucili proklamację, zwrócił się do Rady z pytaniem, jak sprzedać działkę w Eldoracie. Czyli jednak nie palił się tak bardzo do działania na rzecz Sclavinii...

Coś w tym jest. Jakie są więc Twoje plany związane ze Sclavinią? Zamierzasz intensywnie zaangażować się w przywrócenie jej dawnego blasku, czy też, parafrazując Roberta Janusza von Thorna, będziesz „znów powoli odchodził”?

Mogę mówić tylko o tym, co jestem w stanie obiecać, a są to dwa miesiące wolnego czasu przed studiami. Planuję zaangażować się w projekty Guedesa de Limy i pomóc porządkować lokalne prawo. Sprowadzę do Sarmacji co najmniej kilka osób — głównie starych bywalców, z którymi mam kontakt, ale jeśli mi się poszczęści, to i zupełnie nowe osoby. Z moich osobistych projektów zostaje jeszcze nieregularne pismo — Amadeja — do której mam spory sentyment i która swojego czasu służyła mi do opisywania ziem Konsulatu i mojego lenna... właśnie, lenna. Chciałbym napisać jeszcze trochę o Grani, może zgłosić się do sierpniowej edycji programu JKM. Na pewno nie będę w najbliższym czasie odchodził ani znikał bez żadnej zapowiedzi.

Twoim zdaniem Sclavinia potrzebuje gruntownej przebudowy w sferze prawa? Helwetyzacja daje się we znaki obywatelom?

Niestety tak. Doświadczenie pokazało, że jeśli ma się tak dobrze działający silnik Diesla, to trzeba mieć też maszynerię zdolną wykorzystać jego możliwości. Bez niej najlepsi, najefektywniejsi pracują sami i przyzwyczajają do tego innych, a kiedy znikają, wszystko zaczyna się sypać. Mieliśmy za dużo administracji i biurokracji, zbyt mało spraw pozostawialiśmy wyobraźni, mieliśmy za mało chętnych do pracy osób. I jeszcze to niechlubne znikanie... Przede wszystkim potrzebujemy prawa prostego, ale przygotowującego nas na podobne sytuacje, dającego gotowe, logiczne i wypracowane rozwiązania. Potrzebujemy konstytucji z tylną furtką, która zabezpieczy nas przed kolejnym zagrożeniem wrażej aneksji, która wskaże na mechanizmy odbudowy aktywności i nie będzie jedynie sztywnym dokumentem do którego wszyscy będziemy musieli się dostosować. Potrzebujemy drogowskazu, a nie martwej mapy.

Dobrze, wyobraźmy sobie w takim razie taką sytuację. Cała Sclavinia prężnie pracuje, zmienia prawo, a po pewnym czasie „przychodzi Helwetyk” i raz jeszcze wprowadza w życie swoje idee tylko po to, żeby wkrótce zniknąć. Nie obawiasz się takiego scenariusza?

Obawiam się. I dlatego, chociaż sami nie jesteśmy bez winy, musimy zmienić podejście i zamiast od razu oddawać ster władzy, aby Jego Książęca Wysokość poprowadził nas na głębokie wody, musimy stanowczo nalegać na trzymanie się brzegu do czasu, aż nie zaczniemy być na to gotowi. Republika no-life'ów poniosła ostatecznie fiasko i tylko dzięki codziennej, stałej i przeciętnej aktywności — nie przez demotywujące zrywy ponad nasze możliwości — możemy osiągnąć długoterminowe efekty. Ale Helwetyk to wiedział, wielokrotnie pisał, że nie chce grać w teatrze jednego aktora, lecz to my nie wyciągnęliśmy z tego lekcji i woleliśmy siedzieć w wygodnych fotelach, pewni, że wszystko zrobią za nas. A potem znikaliśmy, a zostawali nieliczni. Nie popełnimy już tego błędu.

Rozumiem. Odchodząc nieco od bieżących tematów, chciałbym poruszyć kilka kwestii z przeszłości. Zacznijmy od Twojego konfliktu z Bialeńczykami, których zdarzało nazywać Ci się nawet „bialeńskim ścierwem”. Czym na to sobie zasłużyli? I czy topór wojenny został już definitywnie zakopany?

Dobrze żyję z Bialeńczykami, którzy osiedlili się w Sarmacji. Żałuję pewnych zagrywek jakich dopuściłem się, nadając sprawie Nowej Sclavinii zbyt duży priorytet i wielu ostrych słów, które padły spod moich palców. Kilka osób już przeprosiłem, kilka jeszcze powinienem — prawda jest taka, że ciężko zabrać im prawo do budowania czegoś nowego, jeżeli stare fundamenty zdążyły się już rozłożyć i zaniknąć. Chciałem chronić dorobek i pamięć o nim, zapomniawszy, że bezpowrotnie zniknął za zasłoną lat. Nie próbuję ponownie podsycić tego płomienia i już próbował nie będę — tak, oto wyznanie grzechów wroga publicznego Bialenii numer jeden sprzed dwóch lat.

To się ceni. Kolejna kwestia to Twój epizod na szczycie centrali – przez pewien okres czasu byłeś Kanclerzem. Jak to wspominasz?

Wypromowałem całkiem adekwatną nazwę na moją kadencję — Rząd Podkanclerzych. Powołałem bodajże cztery osoby na stanowisko Podkanclerzego, wiedząc, że muszę wyjechać i nie będę mógł kierować pracami Rządu. To już zamierzchła przeszłość, ale dalej wspominam to z rozbawieniem i to główny powód, dla którego nie maczam już palców w centralę — swego czasu byłem jeszcze posłem, chociaż sam siebie tym zaskoczyłem. A co do samych wspomnień mojego epizodu jako Kanclerz Sarmacji, myślę, że są bardzo pozytywne — ta gra na czas z opozycją, rywalizacja o wpływy, klimat politycznych intryg i super ludzie — tak po mojej, jak i po przeciwnej stronie barykady. Rozumiem doskonale, dlaczego ludzie angażują się w politykę w mikronacjach i strasznie mnie ona kręci. Tylko, że ostatecznie bierzemy wtedy na siebie ogromną odpowiedzialność, a mi się jej sprostać nie udało. Żyję jednak dalej, na szczęście, aby odnajdywać się w innych dziedzinach.

Fakt — odpowiedzialność Cię nieco przerosła. Ale może mimo wszystko warto spróbować raz jeszcze? Michał Bryennios, Kanclerz Sarmacji — brzmi dumnie, nieprawdaż?

My, Sclavińczycy, mamy wspaniałą tradycję kolekcjonowania tytułów — były Konsul, były Kanclerz — ja mam ich już całkiem sporo. Ale jeszcze wiele wody musi w Eldzie przepłynąć, zanim się tego podejmę. Jeżeli okaże się, że realioza w trakcie studiów nie pochłonie mnie w całości i studenckie życie nie będzie tak wyniszczające, jak o nim słyszałem, to jeszcze kilkukrotnie zagrożę Sarmację swoją obecnością na wyższych szczeblach!

Już się boję. Tymczasem pora na dwa ostatnie, rutynowe pytania. Co nie podoba Ci się w KS? Jakie postawy społeczne należy Twoim zdaniem tępić? Moi poprzedni rozmówcy wskazywali na ostracyzm oraz nadmierne krytykanctwo i torpedowanie inicjatyw. Jaka jest Twoja opinia?

Najbardziej nie podoba mi się ostracyzm. Przez Sarmację przewinęło się w ciągu ostatnich czternastu lat kilka tysięcy osób, niektóre z nich zostawały obywatelami, niektóre osiągnęły tytuły arystokratyczne. Teraz jest nas ledwie kilkudziesięciu, setna część z nich wszystkich. Powinniśmy budować społeczność, która nie będzie obwiniała się wzajemnie o niesystematyczność i dzieliła na wrogów i przyjaciół, za to będzie doceniała wszystkie przejawy pracy na rzecz samorządów i ogółu. Należy z całą pewnością tępić egocentryzm oraz, rzeczywiście, owe nadmierne krytykanctwo. Zdarza się, że inicjatywy nie są odpowiednio dobrze przemyślane i nie dorastają do poziomu osób, które mogłyby się nimi w innych okolicznościach zainteresować, ale do poprawy tego służy rozmowa, albo „głupie” serduszko, którym zachęcamy do zrobienia czegoś, do działania. Takie proste docenienie czyichś intencji.

Rozumiem. Czas w takim razie na finałowe pytanie: mikronacje upadają?

Mikronacje upadają od momentu, kiedy powstała pierwsza z nich. To może się wydawać banalne, ale dopóki jakieś dzieciaki będą się za dwieście lat bawiły na podwórku w królów i rycerzy, dopóty możemy być zadowoleni z tego, że jeszcze ktoś jest w stanie myśleć tak jak my. Rozpowiedzenie znajomym, że jest się hrabią w Księstwie Sarmacji grozi wyśmianiem, a opowiadanie o jego walorach — nudą. Żyjemy w smutnych czasach, w których mało kto interesuje się czymś konkretnym, jeszcze mniej osób ma jakieś zasady, a zdolność kreatywnego myślenia to już chyba w ogóle zanika. My jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że jest nas na razie sporo i taki trend się utrzymuje. Odpowiem więc wymijająco — ludzie upadają, mikronacje trzymają się jak zwykle.

I to by było na tyle. Dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę. Chciałbyś jeszcze coś dodać, kogoś pozdrowić?

I ja także dziękuję. Pozdrawiam wszystkich mikronautów i dziękuję tym wszystkim, którzy przeczytali sumiennie cały wywiad i wytrwali do końca. No i oczywiście redakcję!


S8g7VkES.png
Dotacje
2 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Guedes de Lima, Henryk Leszczyński, Andrzej Fryderyk, Adam Jerzy Piastowski.
Serduszka
10 894,00 lt
Ten artykuł lubią: Michał Pséftis, Torkan Ingawaar, Guedes de Lima, Otto von Spee-Asketil, Yennefer von Witcher, Tomasz Ivo Hugo, Alfred, Henryk Leszczyński, Edward II, Kristian Arped, Fryderyk von Hohenzollern, Andrzej Fryderyk, Orjon von Thorn-Surma, Siergiusz Asketil, Adam Jerzy Piastowski, Juliette Alatriste.
Komentarze
Guedes de Lima
Bardzo przyjemnie się czytało! Wysoki poziom, zarówno z jednej jak i drugiej strony. Gratuluję.
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Wspaniały wywiad. Gratuluję :)
Odpowiedz Permalink
David de Hoenhaim
To może teraz ja zostanę wrogiem nr 1 Bialenii?
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
słodcy diukowie, obyśmy tylko po tym wszystkim jeszcze widzieli w sobie ludzi i przyjaciół, którzy wspólnie budują sarmację.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Bardzo ciekawy wywiad - nie tylko dzięki Pytanemu. Mam nadzieję, że kolejne wywiady pojawią się wkrótce. I również żywię nadzieję, że aktywność Hrabiego rzeczywiście wzrośnie i pozostanie Hrabia z nami tym razem na dłużej (a zapisy na Tydzień z Lennem już wkrótce)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Bardzo ładnie przeprowadzony wywiad, cieszę się że to pierwsze co przeczytałem po powrocie z urlopu (w realu) bo zachęca do czytania i nadrabiania kolejnych artykułów.

Zasłużone serducho zostawiam, ale przyczepię się do tego zdania:
"Kolejna kwestia to Twój epizod na szczycie centrali – przez pewien okres czasu byłeś Kanclerzem" - Nie stosujemy takiego sformułowania, powinno być przez pewien czas, lub przez pewien okres. Ale nie okres czasu użyte jedno po drugim - to takie trochę nie po polskiemu.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Wy nie stosujecie, my stosujemy
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.