Nigdy nie bierz Baridajczyka do łoża
Seria wydawnicza: Sztuka Apollina

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
aOpPK554.png
KĄCIK LITERACKI

KdPd0GP4.jpg

– Gdzie jest mój mąż? – zapytał Vladimir Iwanowicz von Lichtenstein, gdy do jego samotni weszła baridajska służka. – Jeśli znowu znajdę go z tą wywłoką Irminą albo jego bardem Eradlem, to każę ich wszystkich powywieszać na murze! – mówił donośnym głosem, patrząc w swoje odbicie w polerownym lustrze.

Królewski syn był o wiele starszy od swojego partnera Kristiana Markusa Iversena und Arpeda, który nie potrafił wzbudzić w sobie pożądania do barona Tselebormu, czemu Vladimir się zbytnio nie dziwił. Małżeństwo pomiędzy dwoma potężnymi rodami miało tylko zapewnić pokój Teutonii i Baridasowi. Jaśnie oświecony diuk pozwalałby małżonkowi na kochanków i nawet kochanki, choć było to obrzydliwe, gdyby tylko Arped nie obnosił się z tym zbyt otwarcie.

– To jak, powiesz mi, gdzie znajdę mojego męża? Muszę z nim porozmawiać – zwrócił się ponownie do służki.
– Przebywa w zamkowych ogrodach, panie – służka spuściła wzrok.
– Jest sam? Odpowiadaj, jeśli skóra jest ci miła!
– Towarzyszą mu pani Irmina i pan Eradl – odpowiedziała cicho.

Vladimir postanowił opanować rosnącą w nim wściekłość.

– Idź do nich i powiedz, że Irmina i ten żałosny bard mają zniknąć, nim pojawię się w ogrodzie – wycedził przez zaciśnięte zęby.

Służka wyszła z komnaty barona w kornych ukłonach. Vladimir wstał od lustra. Wybrał dłużą drogę do ogrodów, by dać kochankom męża czas na zniknięcie z jego oczu. Przechodził starymi, podniszczonymi korytarzami, które wciąż wymagały naprawy. Remont posuwał się powoli na przód, jednak wciąż za wolno. Tseleborm musiał stać się największym bastionem na loardyjsko-teutońskiej granicy.

To, co diuk-baron nazywał ogrodem, w rzeczywistości było gruzowiskiem w obrębie murów. Niegdyś mógł rzeczywiście znajdować się tutaj ogród, dziś jednak wszędzie poniewierały się wielkie kamienne bloki i cegły, spomiędzy których wyrastały zdziczałe kwiaty i powykręcane drzewa. Będę musiał sprowadzić tutaj fachowców z Teutonii – pomyślał diuk.

– Miło, że tak dzielnie ukrywasz się przede mną – powiedział Vladimir na powitanie.

Kristian Arped siedział pod rozłożystym jedwabnym baldachimem. Na stole przed nim stały trzy kielichy wina.

– Nie ukrywam się, chciałem miło spędzić to popołudnie – odpowiedział. – Napijesz się?
– Nie, musimy porozmawiać o twoim ojcu – Vladimir postanowił od razu przejść do sedna sprawy. – Dostałem wiadomość, że zebrał siły swoich lennych panów i wyruszył w stronę muru. Wiesz coś o tym? – Kristian był zaskoczony.
– Myślisz, że planuje atak na Loardię? Stary i leniwy Markus? Prędzej z nudów zachciało mu się zorganizować wielki turniej lub manewry. Wojownik z niego żaden, ale lubi potrzeć, jak rycerze tłuką się mieczami. Nie przejmowałbym się tym na twoim miejscu – odpowiedział, popijając wino. – Jesteś pewien, że nie chcesz? Wyśmienite, gideńskie – na sam dźwięk słowa "Giedna" Vladimir się skrzywił.
– Ponownie podziękuję – wstał od stołu. – Napisz do swojego ojca, chciałbym się upewnić jego zamiarów. I jeszcze... mógłbyś być dyskretniejszy w zabawach z Irminą i Eradlem. Jeśli znowu usłyszę, że nakryła was służba na wspólnych igraszkach, ich zabiję, a ciebie wyślę do Abvienolheimu – dodał z groźną miną, na co Kristian tylko się uśmiechnął.
– Och nie... – zadrwił. – Będę musiał porzucić wygody tej ruiny na rzecz ciepłego, suchego i solidnego dworu. Jak ja to przeżyję?!

Vladimir odwrócił się na pięcie i ponownie skierował się do swojej samotni. Chyba już czas na rozwód – pomyślał diuk-baron. Między nimi nie było już nawet wzajemnego szacunku, który przysięgali sobie w obliczu Wielkich Binarów. Pokój z Baridasem i tak jest kruchy – dodał w myślach.

Minęło kilka godzin, gdy jego spokój zakłóciła służka.

– Panie, twój mąż wzywa cię na Wieże Vaovrima – powiedziała cicho. – Mówi, że to bardzo ważne.
– Nie mam czasu, niech zejdzie do mnie – odpowiedział znad sterty papierów.
– Ale pan Arped zagroził, że jeśli nie sprowadzę jaśnie oświeconego, każe mnie wychłostać – w oczach dziewczyny stanęły łzy.

Vladimir zlitował się nad nią i wstał znad biurka. Wieża Vaovrima była jedyną budowlą, która w całym Tselebormie zachowała się w całości mimo upływu wielu setek lat. Solidny fundament, mocna podstawa i grube mury uchroniły konstrukcję przed zawalaniem.

Diuk-baron z trudem wspinał się po stromych schodach, gdy w końcu znalazł się na szczycie, jego małżonek przywitał go promiennym uśmiechem.

– Posłuchaj, mój mężu. Co słyszysz? – Vladimir wsłuchał się w wijący wiatr.
– Nic – odpowiedział.
– Właśnie, nawet twoi teutońscy murarze i cieśle ucichli. A teraz spójrz na dziedziniec – polecił.

Vladimir zbliżył się do poszczerbionej krawędzi. Na dziedzińcu układano bezgłowe ciała, jedno na drugim.

– Co to jest? Co to ma znaczyć? – zapytał przerażony.
– To twoi teutońscy słudzy – odpowiedział Kristian i w ułamku sekundy znalazł się przy Vladimirze.

Arped już nie trzymał kielicha w ręku, lecz szeroki sztylet, którego ostrzę przyłożył do jego gardła.

– Nigdy nie bierz Baridajczyka do łoża – wyszeptał mu do ucha, gdy stal przeszła gładko pomiędzy żebrami i wbiła się w serce.

Następnego dnia baridajskie wojska zostały przywitane przez głowy Teutończyków nabite na palach. Jedna z nich, nad główną bramą twierdzy, zastygła z wyrazem zaskoczenia i niemym pytaniem w oczach – czy to jakaś zagadka?
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Yennefer von Witcher.
Serduszka
7 950,00 lt
Ten artykuł lubią: Laurẽt Gedeon I, Robert Fryderyk, Yennefer von Witcher, Irmina de Ruth y Thorn, Ryszard Paczenko, Baszar Svensson at Atera, Defloriusz Dyman Wander, Fryderyk von Hohenzollern, Kristian Arped, David de Hoenhaim, Ivan von Lichtenstein, Krzysztof St. M. Kwazi, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Laurẽt Gedeon I
Fajnie się czyta, ale kto ściął te głwy?
Cytuję:
Następnego dnia baridajskie wojska zostały przywitane przez głowy Teutończyków nabite na palach.

Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi ;)
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Brak czasu, sorry za te głwy. Chodziło oczywiście o głowy?
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Ale moją prawnuczkę to Ty szanuj!
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Teutończyków zabili baridajscy słudzy, którzy byli w zmowie z moim przebiegłym mężem. :(
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
Ps. jakiej czcionki użyłeś?
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
New Times Roman
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Bierz Baridajczyka do łoża - o ile jest Królem, a Ty masz opcję na zostanie Królową. Pozdrawiam - Michaś Elżbieta I, Królowa Seniora Baridasu.
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Ta zniewaga krwi wymaga :P
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Zniewaga kogo czego? Sam sie pchał, Baridajczyk. To wzięłam koronę.
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Może o to chodzi... Skoro musiał sam się pchać... :P
Odpowiedz Permalink
David de Hoenhaim
Nie no Teutoni są okej :)
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
@ Ryszard
O tym nie pomyślałem!

@David
Sprawdzmy! U mnie, czy u Ciebie?
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
:D
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Zbyt krwawe klimaty jak dla mnie...
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.