Rezydencje von Thorn, Cudzoziemiec, 15.06.2016 r. o 12:46
Tydzień z lennem — Wieś Czekany
Seria wydawnicza: Historia i legendy

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Cykl "Tydzień z lennem" to książęca inicjatywa, której celem jest pobudzenie aktywności sarmackich lenników i pokazanie jak bardzo różnorodna jest Sarmacja. Dziś również ja włączam się w tę inicjatywę i chcę zaprosić Was do bliższego poznania Wsi Czekany — niegdyś jednej z najstarszych prywatnych miejscowości Księstwa Sarmacji, a dziś jednego z najnowszych nadanych przez Księcia Tomasza lenn. Jeśli spodoba się Wam to co niżej przeczytacie nie wahajcie się by wyrazić swoje uznanie serduszkiem, mile widziane również Wasze pytania i komentarze. Miłej lektury!
____________________________________________________________

F790OJ5n.jpg

Pierwotnie Wieś Czekany lokowana była nad rzeką Narwią, na południe od Grodziska i na zachód od Athos. Z czasem została przeniesiona i ulokowana w ówczesnej Marchii Trzyczaszkowskiej, gdzie po dzień dzisiejszy ma swe miejsce. Wieś Czekany to niewielka miejscowość leżąca na rzeką Iseną, połączona drogą ze stolicą Marchii Trzyczaszkowskiej — Gniewem oraz wsią Trzyczaszkowo. Przez miejscowość przebiega również linia kolejowa łącząca Trzyczaszkowo z Krezem. Niedaleko, tuż za granicą Wsi, rozlega się malowniczy widok na zatokę, a z klifu nad nią górującego, przy bardzo dobrej pogodzie, można dostrzec wyspę Tropicanę.

Wieś Czekany to piękne, stare budynki, krystalicznie czysta i płytka w tym miejscu rzeka, zielone falujące zbożem pola i przede wszystkim spokój. Wspaniały klimat kształtowany przez wymieszanie się powietrza doliny Iseny i pobliskiej zatoki, powoduje, że Czekany to znakomite miejsce do odpoczynku i relaksu. To co przez wieki decydowało o powodzeniu Czekan to unikatowy charakter miejscowości. Surowe, restrykcyjne niemalże, warunki zabudowy oraz oczywiście otoczenie, które posiada wysokie wartości zabytkowe, krajobrazowe i estetyczne.

Pierwsze wzmianki o Czekanach znajdują się w kronikach zakonu medardystów w Athos. W nich to w Roku Pańskim 1326 pojawiają się słowa o wiosce leżącej nad rzeką Narwią, na drodze pomiędzy Grodziskiem i Acjo, wokół której znajdowały się żyzne pola i lasy pełne zwierzyny. Lud jaki zamieszkiwał te okolice słynął z pracowitości i rzetelności, więc nie było dziwnym, że wkrótce wyroby z tej wioski zaczęły słynąć na całą okolicę. Najsłynniejsze były wina z miejscowych winnic i miody pitne produkowane na bazie tutejszych miodów z leśnych barci. Także na rok 1326 datuje się akt lokacyjny Czekan, wydany na prawie trzyczaszkowskim.

Z tego czas pochodzi również przechowywana i przekazywana z pokolenia na pokolenie rodowa legenda, oto ona.
Cytuję:
Było onegdaj tak, że ród niewielki okolice Feru zamieszkiwał. Nie znanym był, nie znaczącym. Ród, jakich wiele. Ot ubodzy mieszczanie z przedmieść wielkiego miasta. Kolejne pokolenia panom ferskim służyły, najlepszych synów swych w terminarz do panów rycerzy posyłając, córy za bogatych mieszczan wydając, i trwając. Nic się nie zmieniało. Nic nie rozwijało. Chałupina podupadała, synowie a córy zapominali o siole jak tylko je opuścili. Aż jednego roka na padół ten przyszedł czwarty syn Mikołaja, nazwany od miesiąca powicia Januarym. Przyszedł obojętnie, nikt się ani nie zachwycił, ani nie zdziwił, nikt nie pomógł nie do księdza zaniósł. Ot nie było i nagle jest. Rok dokładny narodzin Januarego nie jest znany, takoż i jego pierwsze na świecie tym świecie postawione. Do szkół nie chodził, za pachołka robił, za pannami się uganiał. Jak każdy z Thorna dzieciak. Thornem nazywane było podferskie sioło od dawien dawna, nikt nie wiedział i nie pamiętał skąd nazwa się wzięła.

Kiedy wystarczająco podrósł Mikołaj posłał syna swego na termin u pana chrobrego i bitnego, który znów na wojenne wojaże ruszał, ze morvańskimi synami ponoć. January na oklapłym wałachu w ślad za nowym panem ruszył. Naumieć nie naumiał się za wiele. Tu otrok dać, tam kopyto wyczyścić, podkowę zamocować, strawę uważyć, zbroję oczyścić, zdjąć i założyć, miecz ostrzyć. Pan, jako się rzekło chrobry był i któregoś wieczora zaczął Januaremu lekcje liter dawać. Szło jak szło. Po grudzie. Ale z każdym postojem młodzik umiał więcej. Nawet w dysputy z dobrodziejem swoim się wdawać zaczął i naiwnością straszną rażąc o świecie rozprawiał. A co on tego świata umny był? Nic a nic. Jeno to co od ziomków swoich na podwórcu przed chatami podłapał, co uganiając się za kiecą spostrzegł. Toteż rycerz dobry śmiał się do rozpuku naiwności różne słysząc, a bawiąc się przy tym doskonale postanowił giermka głupola poduczyć życia i świata nieco. Księgę mu dał z temi słowy: „Masz i czytaj niecnoto, ano bacz jeno na to byś zrozumiał co napisane, jak słowa jakiego nie pomnyś zapytaj…”. I tak January w świat nieznany sobie trafił. Księga owa, jako legenda rodowa niesie, wciąż w rodowej biblioteczce ponoć się znajduje. January czytał i czytał. Litery i słowa pochłaniał jakby to owsianka na śniadanie była. Rozumować zaczynał inaczej, rozmowy z panem swym tocząc do późna języka szlifował i umny się stawał ponad innych giermków. Aż przyszła bitwa.

Bitwa okropna była, rycerstwo niczym kwiaty polne pod wiatrem padało, konie z kwikiem okropnym życie dawały, ziemia piła… Rycerz dobry, pan Januarego życie swoje na niebezpieczeństwo wystawił pognawszy w najgorszy wir, gdzie od żelastwa aż gęsto było. Młodzik sam pozostał i rozglądać się zaczął, jako, że bitwy losy nie pomyśli się układały. Beczki zauważył, do których zakaz zbliżania z ogniem był, a srogą karę obiecano za zakazu tego złamanie. January za wozem się rozejrzał, znalazłwszy ten jął beczki na niego ładować a wałacha swego dołączać. I ruszył za wzgórze. Okrążywszy je skierował się ku skraju pola, z którego wrogi biły i ogniem piekielnym raziły. Podjechał niezauważony w zgiełku bitewnym, za giermka na rozkaz z dostawą prochu jadącego wzięty. Ustawiwszy wóz podług linii artylerii wrażej wałacha odtroczył i za uzdę wziął. Powiódł w tył. Chwycił January stojącą opodal żagiew i rzucił wprost na ustawiony wóz. Wskoczywszy na wiernego konia pognał w drogę powrotną. Ryk okropny niczym piekieł zew rozdarł niebo. Ogień piekielny podmuchem niesiony pochłaniał wokół wozu wszystko i wszystkich. Rycerze na ziemie popadali, głowy w rękach kryjąc, Kyrie Elejson wołając ku niebiosom. Zapadła cisza. Kompletna cisza. Pierwszy na równe nogi stanął dobrodziej Januarego naszego. Widząc co się wydarzyło i że z wrogiej artyleryji nic nie pozostało, zakrzyk bojowy uskutecznił i towarzyszy do szturmu porwał na Morwieńców. Dzień był ich.

Gdy tygodnie trzy później January przed panem Feru stanął, z poręczenia dobrodzieja swego, za czyny swoje pas rycerski i miecz otrzymując, płakał do serca tuląc księgę, którą w podarku na obozowym postoju od pana swego niegdysiejszego dostał. Książę Feru, Scholandzką rodzinną prowieniencją się legitymując, nadając mu rycerską godność rzekł „January von Thorn od dziś dzień po wsze czasy z dumą nazwisko swe noś, a ród niechaj znany będzie jako godny i honorowy, za służbę twą wierną, za zwycięstwo morvańskie, pamiętany bądź i dzieci twoje”.

W drugiej połowie XIV wieku został wybudowany kościół św. Roberta i wraz z jego rozbudową w późniejszych wiekach powstał klasztor zakonu cystersów. Zakon swój największy rozkwit przeżywał do połowy XVII wieku, kiedy to kompletnie spłonął. Wtedy też odbudowano tylko sam kościół, który najmniej ucierpiał w wyniku pożaru. W pożodze została zniszczona prawie cała biblioteka klasztoru, która wtedy liczyło około 600 woluminów, ocalały tylko te pozycje, które znajdowały się wtedy na wypożyczeniu w dworku rodu von Thorn, a także kilkanaście annałów kronik zakonu, które zostały schowane pod posadzką kościoła, a które zostały odkryte podczas ostatnich badań archeologicznych.

W XVIII wieku posiadłość familii von Thorn została poddana znacznej przebudowie i osiągnęła stan widoczny także dziś. Wiek XVIII to wiek zmian na wyspie, znaczne wpływy osiągnęło wtedy państwo trzyczaszkowskie. Miało to także odbicie w historii Czekan kiedy to ówczesny rezydent, Janusz von Thorn, otrzymał od Księcia Trzyczaszkowskiego Lazarusa w nadaniu ziemię, gdzie dziś wieś z ziemi wystaje, za wierną służbę u jego boku. Po latach upadku spowodowanego licznymi wojnami osada odżyła dopiero na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to zaczęli do niej napływać nowi osadnicy. W czasach nowożytnych zostały przeprowadzone gruntowne badania archeologiczne, w trakcie których okazało się, że w tym samym miejscu znajdowała się osada z czasów paleolitu, zaś pod kościołem św. Roberta — miejsce nieznanego jeszcze kultu, w lasku nieopodal wieży strażniczej odkryto starożytny cmentarz, lecz niestety z powodu niewyjaśnionych zjawisk nie udało się przeprowadzić pełnej eksploracji tego stanowiska...

mapka.gif
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Ryszard Paczenko, Irmina de Ruth y Thorn, Zbyszko Gustolúpulo.
Serduszka
7 198,00 lt
Ten artykuł lubią: Tomasz Ivo Hugo, Ryszard Paczenko, Siergiusz Asketil, Irmina de Ruth y Thorn, Fryderyk von Hohenzollern, Laurẽt Gedeon I, Gustaw Witkowski, Sorcha Raven, Zbyszko Gustolúpulo, Orjon von Thorn-Surma, Roland Heach-Romański, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Ryszard Paczenko
Lennicy... Niech czytelnika nie zwiedzie urok tego artykułu! Tylko niediukowie i nielennicy są w porządku! :P
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Za każdego Barona bez lenna, jedno małe dziecko w jego Samorządzie nie dostaje śniadania jednego dnia w tygodniu. Im wyższy tytuł, tym w więcej dni dziecko nie dostaje.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Prawdę rzecze Książę. PRAWDĘ!
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Odczepcie się już od tej prawdy, naPRAWDĘ zaklinam Was, na Prawdę!
Odpowiedz Permalink
David de Hoenhaim
Rozwijaj, rozwijaj. Pracuj, pracuj :) Śliciasto.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.