Trybuna Diuków, Henryk Leszczyński, 14.05.2016 r. o 00:23
Grodzisk, miasto zapomniane

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
tKdeTno1.png
"Tu nie ma życia", słyszymy od jednego z mieszkańców stolicy. Stolicy, która jest w opłakanym stanie, na której ulicach odgrywają się dantejskie sceny. Zapraszamy do lektury wstrząsającego reportażu z Grodziska.

- Tam leżały, w rowie. Ale i na asfalcie wszystko było rozwleczone, jakby nie wiem, kto je ciągnął, szarpał. W najgorszym koszmarze czegoś takiego… Nogi ni ma, wszystko na wierzchu, ja nawet nie wim czy to chłop był, czy kobita!

Z Jadwigą Klimczuk stoimy na szosie łączącej Grodzisk z Poddębicami. Wąska, połatana droga, z jednej strony rzadki las, z drugiej porzucone pola. Na asfalcie leży jeszcze piasek, którym przysypano krew. Kilka dni temu znaleziono tu zwłoki młodego mężczyzny. Lokalne władze nabrały wody w usta, ale mieszkańcy mówią, że pożarły go kukuły.

Właściwie nie wiadomo, kiedy doszło do tragedii. Boczna droga jest rzadko uczęszczana, pani Jadwiga jeździ nią co tydzień rano do Grodziska. W stolicy na szczękach sprzedaje warzywa i owoce z ogrodu. W mieście co rusz brakuje żywności. Kto nie wykarczował przydomowego ogródka może na głodnych grodziszczanach nieźle zarobić.

- Tysiąc libertów za kylo marchwi dajo! Poszalely w tej stolycy! - nie może się nadziwić pani Jadwiga.

KTqd6jln.png
Nowi mieszkańcy na ulicach Grodziska.

W centrum Grodziska nic nie wskazuje jednak na to, by ktokolwiek oszalał. Na ulicach pustawo. - Kryzys – wzdycha Aborcjusz Więźba, szef Grodziskiej Organizacji Turystycznej. - Wszyscy się śmieją, jak się mówi o kryzysie, ale turystów jest po prostu dramatycznie mało. Nawet jak przyjeżdżały klony z Al Rajnu, był jakiś ruch. Teraz nawet tego nie ma – mówi.

Bo to turyści sprawiali zawsze, że Grodzisk tętnił życiem. Upadek wielu mikronacji sprawił, że do sarmackiej stolicy po prostu nie ma kto przyjeżdżać. I to widać, bo Grodzisk nie jest typową metropolią. To turyści w dużej mierze kształtowali obraz miasta. I urzędnicy.

- Zostawili nas – rozkłada ręce Danuta Kolibko, młodsza referentka ds. skarbowych w Ministerstwie Finansów i Gospodarki. Sarmaci kojarzą ją z komunikatów w DSG. Od kilku lat urzęduje w gmachu przy Alei Senatorskiej, jednak z zespołu dwudziestu współpracowników zostało jej tylko trzech. Tak jest i w innych urzędach. W ostatnich latach rząd i wiele centralnych instytucji przeniesiono do innych miast za namowami samorządów. Do Grodziska coraz rzadziej zagląda też dwór książęcy.

Pusto także w magistracie. Lokalni urzędnicy żalą się, że od lat nie widzieli tu zaangażowanego burmistrza, który działałby dłużej niż kilka tygodni. - Przychodzą i odchodzą. Tyle, że zdążą nowe meble zamówić, z piwniczki coś uszczknąć. O tak, z piwniczki to przede wszystkim. Do tego pierwsi są – żali się Piotr Scholandzki, woźny w ratuszu, grodziszczanin, jak podkreśla, od dwunastu pokoleń. - Mam papiery! - zarzeka się.

Nie wiadomo jednak, czy syn Scholandzkiego będzie mógł się chwalić w podobny sposób. Woźny radzi mu, by wyprowadził się z miasta. - Tu nie ma życia – macha ręką.

CuK7A2Ya.png
Olszyna, dzielnica Grodziska.

Dziś na obiad u Joanny Chojnackiej pierś kukuła z konfiturą książęcą. Brzmi smacznie, jednak dla grodziszczan to jedyne pożywienie. W sklepach pod dostatkiem jest tylko konfitur, octu i majonezu. Kukule mięso bierze się z półlegalnych ubojni. - Inne produkty to rarytas – mówi pani Joanna, cierpliwie wydzielając porcje kawy zbożowej „Inkaska”.

Dzwoni telefon. - Na Czarnoleskiej rzucili rolmopsy! - mówi zaaferowana gospodyni. Biegniemy. Przed „Salonem rybnym” gigantyczna kolejka. Aż dziw, że w tak pustym z pozoru mieście znalazło się tyle ludzi. Ale ryba to rarytas. - Byndzie do bimberka! - szczerzy się w niekompletnym uśmiechu pan Stanisław. W kolejce stoi służbowo. Dorabia. - Byndzie na bimberek – cieszy się.

Nieopodal sklepu stoi dwóch uzbrojonych po zęby żołnierzy. Co rusz słychać trzaski krótkofalówki. To gwardziści z Grodziskiego Pułku Straży Przybocznej, którzy ochraniają centrum miasta i najważniejsze budynki rządowe. Straż miejska kilka lat temu została rozwiązana. Obywatelskie patrole, które miały ją zastąpić, dawno się rozpierzchły.

- Ryba wyszła! - rozlegają szepty. - Już? - dziwi się jakaś emerytka. Ludzie zaczynają się rozchodzić, sklepikarka zasuwa roletę. Pani Joanna nic nie kupiła.

Jak się żyje w Grodzisku? - Sam pan widzi – mówi smutno nasza bohaterka. W sklepach pusto, na bazarach ceny jak w scholandzkim szalecie. Po zmroku strach na ulicę wychodzić, taka bandyterka. Tutaj pilnuje wojsko czy tam jakaś gwardia książęca, ale i to nieswojo jak z takimi karabinami chodzą. Jakby wojna była. Ale najgorsze jest to, co się dzieje w dalszych dzielnicach. Martwe dusze.

xaA8MF9y.png
Zamieszki z udziałem zdesperowanych grodziszczan.

Są wszędzie. Na ławkach, trawnikach, chodnikach, placach, nawet na środku ulic. W różnym stopniu rozkładu. Jedni jeszcze się ruszają. Inni leżą nieruchomo tak długo, aż zgniją. Martwe dusze.

Widok jest upiorny. Wzrok tępo wbity w przestrzeń, wiotkie kończyny, brak reakcji na jakiekolwiek bodźce. Poszarpane, zniszczone ubranie. Straszny smród.

Skąd się biorą? To przede wszystkim nowi mieszkańcy. Przyjeżdżają do miasta, jednak nikt na nich nie czeka. Stołeczny urząd imigracyjny jest zupełnie niewydolny, w mieście nie ma pracy, nowym nie ma kto zapewnić dachu nad głową. Tylko nieliczni dostają pracę u któregoś z mieszkańców w charakterze pomocy domowej lub trafiają do kilku przepełnionych ośrodków pomocy społecznej, skąd zazwyczaj są kierowani do innych miast. Inni błąkają się bez celu po ulicach. Mieszkają w byle jak skleconych szałasach i pustostanach, których jest pod dostatkiem. Większość żebrze, inni uciekają się do kradzieży i rozbojów.

Tak naprawdę martwe dusze są w każdym mieście. Mijasz ich na ulicy, to ci co bardziej rozkojarzeni przechodnie. W Srebrnym Rogu, Eldoracie czy Almerze są jednak szybko przechwytywane przez służby porządkowe, nikt nie pozwala, by zapadali w śpiączkę na ulicy. Martwe dusze leczy się lub kieruje na cmentarzysko w Trzyczaszkowie. Aktywni obywatele, którzy planują urlop, zazwyczaj chronią się przed martwotą w specjalnych ośrodkach lub w szpitalach na oddziałach realiozatycznych. W Grodzisku jednak martwe dusze są pozostawione same sobie.

Z czasem są coraz bardziej apatyczne, przestają reagować na bodźce. W końcu siadają, kładą się lub wręcz padają tam, gdzie stały. I już się nie ruszają. Długimi miesiącami trwają w letargu. Po kilku latach zaczynają żywcem się rozkładać. Znikają. Te w Grodzisku jednak jeszcze nie zniknęły.

- A co, mamy ich palić? - gdy pytamy o martwe dusze, Elżbieta Derkacz z wydziału porządku publicznego w ratuszu wybucha. - Panie, ja nie mam ludzi, nie mam środków, ja nie mam siły! - krzyczy. Zaczyna płakać.

Na płacz zbiera się też Teresie Skworz, miejskiej urbanistce. Bo miasto się sypie. Wyludnione, niedofinansowane, zaczyna obracać się w gruzy. Przytłoczeni widokiem martwych dusz nie dostrzegamy wybitych okien, odpadającego tynku, zdemolowanych witryn sklepowych, drzew rosnących na dachach. - Mogę tylko rejestrować zniszczenia. Ratujemy zabytki, ale reszta budynków niszczeje. Tylko w ubiegłym tygodniu na Olszynie zawaliły się dwa bloki. Za kilka lat Grodzisk będzie wyglądał jak po bombardowaniu – mówi Skworz.

A teraz pod miasto podeszły kukuły. Te ogromne ptaki przez lata trenowano do walk na arenach. Kiedy sport stracił na popularności, wielu hodowców wypuściło je po prostu na wolność. Ich stada błąkają się w różnych miejscach wysp sarmackich polując na zwierzynę. Jednak martwiak w letargu to łatwiejsza ofiara.

Na razie kukuły nie odważyły się jeszcze wejść do miasta na żer. Wciąż czują respekt przed ludźmi, choć dorosłego mężczyznę ptak szkolony do walki może roznieść w kilkanaście sekund. Według relacji mieszkańców podgrodziskich wsi kukuły polują już na martwiaków, którzy w rozpaczy wypuszczają się za miasto. Tak też było na szosie.

Pan Janusz, który jechał rowerem do Poddębic, zatrzymał się obok nas, bo myślał że zwłoki martwej duszy będą jeszcze w rowie. Od sąsiada, który je widział, usłyszał że widok był „epicki”.

- Wiesz pan, może to i jakie wyjście z sytuacji, jak kukuły wszystkich martwiaków wyżrą – zastanawia się. - Ale z drugiej strony, jak się rozochocą, to żeby i aktywnych nie pozjadały. O ile jeszcze ktoś aktywny będzie w Grodzisku mieszkał.
Serduszka
14 220,00 lt
Ten artykuł lubią: Helwetyk Romański, Laurẽt Gedeon I, Fryderyk von Hohenzollern, Vladimir ik Lihtenštán, Sorcha Raven, Cudzoziemiec, Alfred, Irmina de Ruth y Thorn, Michał Pséftis, Julian Fer at Atera, Orjon Surma, Markus Arped, Eddard Noqtern, Marek von Thorn-Chojnacki, Jack von Horn, Piotr II Grzegorz, Daniło de la Vega, Ryszard Paczenko, Michaś Elżbieta II.
Komentarze
Laurẽt Gedeon I
Smutno to wygląda :(
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Ten artykuł jest świetny. Fajna narracja, styl i pióro. ;) gratuluję i zazdroszczę.
Odpowiedz Permalink
Sorcha Raven
Ludzie! Przy Inżynierskiej rzucili papier toaletowy, dają po 5 rolek!

papier-toaletowy_zakupy-w-PRL-u.jpg
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Grodzisk. Historia zapomniana.
Odpowiedz Permalink
Arkadiusz Maksymilian
Miejsce zapomniane przez Boga.
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Świetnie i trochu smutno napisane ;)Zapowiada się ciąg dalszy, a to fajne ;)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Dam serce bo podobało mi się.
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Ja się cieszę, że miałem zaszczyt przeczytać przed publikacją. Bo nie mogłem powstrzymać okrzyku zachwytu, który był... cóż, pewnie dostałbym karę porządkową. Teraz, na spokojnie, napiszę, że nie przypominam sobie lepszego artykułu w KS, odkąd tu mieszkam.
R E W E L A C J A
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Interesujące a zawsze uważałem że to takie spokojne miejsce...cóż po lekturze muszę to sobie jeszcze raz przeanalizować.
Permalink
Michaś Elżbieta II
Sama prawda!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.