Bullace Inc., Albert Felimi-Liderski, 05.04.2016 r. o 21:22
Największy męczennik Sarmacji? – wywiad z Robertem Januszem von Thorn
Seria wydawnicza: Wywiady

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
238XpZFa.png

Kariera polityczna, walka z falą krytyki, MUP, Valhalla, „Talk to the hand”... a także wiele więcej — o tym wszystkim porozmawiam dzisiaj z Robertem Januszem von Thorn.

Dzisiaj moim i państwa gościem jest Robert Janusz von Thorn. Obmyśliłeś już wyjątkowe przywitanie?

Siema bąble? Nie no, nie mam jakiegoś egzaltowanego powitania. Po prostu — cześć! I dziękuję za zaproszenie.

Cała przyjemność po mojej stronie. Może przedstawisz się szerzej czytelnikom? Czym aktualnie zajmujesz się w mikroświecie?

Nazywam się, jako się rzekło, Robert Janusz von Thorn, znany także jako Lord Darth Kanzler, RCA, czy Ruda Grażyna. Lub po prostu Czekan. Obecnie, ponownie, pełnię funkcję Prezydenta Mikroświatowej Unii Piłkarskiej. A wcześniej różnorakie funkcje w naszym, i nie tylko, kraju.

Funkcje także polityczne, racja? Jeszcze niedawno byłeś Kanclerzem i posłem z ramienia Ruchu Sarmackie Odrodzenie. Jak oceniasz swój Rząd?

Swoje inicjatywy ocenia się najtrudniej, bo można popaść w nieuprawnioną egzaltację. Oceniam go dobrze. Nie jakoś przesadnie dobrze, ale dobrze. Udało nam się pracować efektywnie, nie było przestojów. To, że nie udało się zrealizować wszystkiego to wina mojej rezygnacji.

Zatrzymajmy się na chwilę przy wspomnianej przez Ciebie rezygnacji. W swoim oświadczeniu napisałeś: „rezygnacja jest podyktowana obecną sytuacją polityczną w Księstwie — kontestowaniem (nie krytykowaniem) każdej decyzji podejmowanej przez obecny Gabinet". Pytam więc: RCA Największym Męczennikiem Sarmacji?

Ah, dlaczego od razu tak? To normalny gest, ruch kiedy flagowe działania rządzącego gabinetu są odrzucane, tak stanowczo, przez społeczeństwo. To nie ma nic wspólnego z męczeństwem, to po prostu wyraz rezygnacji, rozczarowania, przyjęcia krytyki społecznej. Jeśli główne działania rządu spotykają się z taką krytyką i są wprost społecznie odrzucane, to jedyne co rządowi pozostaje, to ustąpić. Ja od początku mówiłem, że nie będę przyspawany do kanclerskiego zydla, a podjęta, choć trudna, decyzja byłą konsekwencją zapowiedzi składanych dwa miesiące wcześniej. U mnie działania polityczne zawsze bazowały na publicznie dawanym słowie i stanowiły swoisty ciąg przyczynowo-skutkowy. Wbrew temu co mi się zarzuca, w moich działaniach było mało politycznej kalkulacji, a dużo odpowiedzialności za słowa i dużo... honoru.

Można powiedzieć, że za Twoich rządów, KS podzieliło się na dwa obozy: „Team RCA” oraz „Team Ktokolwiek Inny”. Czy znajdujesz jakiekolwiek racje w zarzutach twoich oponentów? Czy był to jedynie bełkot głoszony w celu publicznego pogrążenia Cię?

Wiesz, że podział RCA vs. Reszta Świata to nie wymysł ostatnich miesięcy? Tak było odkąd sięgam pamięcią. Pewnie, że w zarzutach oponentów jakaś racja jest, w każdym działaniu jest jakaś cząstka racji, tak jak jest ziarno prawdy w każdej opowieści, baśni, legendzie. Ja nigdy nie twierdziłem, że jestem zbawcą, czy że jestem święty. Jestem człowiekiem, popełniam błędy, uczę się na nich, ale one nie powstrzymują mnie od dalszego działania, a wręcz przeciwnie — nakręcają mnie, by prostując je, działać jeszcze więcej, jeszcze mocniej. Co do pogrążania — nie przypisuję ówczesnym oponentom tak niskich pobudek, chociaż faktem jest, iż będąc tak aktywny musiałem powodować (i pewnie wciąż muszę) niechęć innych... Ale to mamy już za sobą i ufam, że kończąc z polityką i mając określone plany, pracując nad poprawą wizerunku, jestem dziś bardziej strawny dla mieszkańców kraju niż jeszcze kilka tygodni temu.

Rozumiem. A co powiesz o swojej „drużynie”, która wspierała Cię do samego końca Twojej kariery politycznej? Jednym z zarzutów twoich przeciwników było m.in. manipulowanie, przekabacanie ludzi, gdzie jako przykład stawiana była posłanka Irmina de Vellior y Thorn, która zdobyła mandat do Sejmu startując z ramienia Porozumienia Sarmackiego, zmieniając w trakcie kadencji swoje barwy na Ruch Sarmackie Odrodzenie. Jak się do tego odniesiesz?

O powody zmiany barw przez Irminę należy pytać Irminę — jestem pewien, że prędzej, czy później powie o nich publicznie. Natomiast ja, jak wielu innym osobom, po prostu dałem możliwość działania, nie blokowałem, nie zniechęcałem, dałem oparcie i otwarte drzwi. Gdyby nie ja, Irmina nie zostałaby MDN, a z posłowania zapewne zrezygnowałaby wkrótce po objęciu funkcji. W ogóle cały wic polega na tym, że ja staram się ludzi wspierać, nie zniechęcam, nie odrzucam ich uwag czy propozycji. Po prostu staram się wspierać. Każdy pomysł jest dobry, a każda inicjatywa cenna. Jak za starych czasów. Wtedy to się ceniło. Dziś, a przykład najlepszy mamy z dnia dzisiejszego, często inicjatywy są odrzucane, blokowane, a niektóre koterie blokują się wzajemnie wykorzystując instrumenty polityczne, zamiast rywalizować na polu aktywności i działalności. Z posłanką Irminą właśnie tak było. Otworzyłem przed nią drzwi i zaprosiłem do środka.

Blokowane tak jak próba reaktywacji Cesarstwa Valhalli, jako piątego samorządu Księstwa? Zabolały Cię głosy sprzeciwu pośród Sarmatów?

Mówiąc o dziś miałem na myśli zablokowanie Michasia w Sejmie(Sejm odrzucił kandydaturę Defloriusza Dymana Wandera na Asesora Trybunału Koronnego — przyp. red), ale tak, zabolał mnie głos sprzeciwu wobec Elektoratu Valhalli. Mocno. Odebrałem to dwojako — z jednej strony po prostu jako brak zaufania, z drugiej jako próbę zniechęcenia do działania. Bo takie sytuacje zniechęcają. Chciałem po prostu coś budować, udałoby się to fajnie, nie, to nie. A tu, mimo że projekt rozwijałem mocno ostrożnie, spotkałem się z niechęcią i swego rodzaju krytyką. Zabolało. Ale trudno, widać tak miało być.

Jak można zauważyć, zdecydowałeś się w zamian poświęcić mikronacyjnej piłce nożnej, zostając Prezydentem MUP, czy prowadząc relację prasową z v-Mundialu. Dlaczego wybrałeś akurat taką ścieżkę?

Mikronacyjna piłka nożna, czy szerzej — sport — zawsze był równoległą ścieżką mojej działalności. Zakładałem Sarmacką Ligę Hokeja, sięgnąłem w hokeju wirtualnym po mistrzostwo świata, zakładałem Sarmacką Ligę Piłkarską, Wandejską Ligę Piłkarską, ligę MUP, i sam MUP. Byłem już kiedyś prezesem MUP i prezydentem MUP, teraz po prostu jestem znów. To było ze mną zawsze. Może dlatego, że w realu, z racji problemów z kolanem, nie uprawiam sportów

Kto wie, kto wie. Zostając jeszcze przy MUP, niedawno udało się, przy Twoim ogromnym wkładzie, odkryć pewną tajemnicą Al Rajnu... Jakie to uczucie dowiedzieć się jako jeden z pierwszych, iż przez lata byliśmy oszukiwani?

Gdyby nie trafne pytania i kierunek wskazany przez Siergiusza Asketila pewnie wciąż byśmy na ten temat tylko żartowali — to dzięki niemu podjąłem się trudu sprawdzenia, a po pierwszych przerażających informacjach ściągnąłem go do pomocy. Resztę znacie. Uczucie? Smutek. Wiesz, zawsze kiedy nagle okazuje się, że tam gdzie fair play powinno być zasadą świętą, a ta została pogwałcona bez skrupułów, pojawia się smutek. Nawet nie złość. Ja złoszczę się coraz mniej, częściej za to się smucę... Nie chciałem w to wierzyć. Liczyłem, że może nadinterpretuję, dlatego przeprowadziłem jeszcze jeden test — porównałem daty wypowiedzi różnych osób operujących na tych samych IP... i to się zazębiło. Nie było wyjścia, musieliśmy to ogłosić.

Cóż — bywa i tak. Kolejnym projektem, który rozwijasz jest „Obserwator Sarmacki”. Co nam o nim opowiesz? Masz jakieś konkretne plany związane z twoją gazetą?

Obserwator Sarmacki od początku zaplanowany został jako gazeta maksymalnie obiektywna, opiniotwórcza, otwierająca swe łamy dla każdego, kto umie pisać i ma coś do powiedzenia na temat otaczającej nas rzeczywistości. Częstotliwość publikacji nie jest wysoka — wyjątkiem jest obecny mundial, którego oprawą prasową w Księstwie zajął się właśnie Obserwator — bo i osób skłonnych do bardziej analiz i opinii jest mało, w stosunku do osób, które chętnie opowiadają się po jednej ze stron różnych sarmackich konfliktów. Przy czym to też być może wina moja — nie chcę by Obserwator był wyjałowiony z punktów widzenia, chętnie je zaprezentuję, otworzę pole do polemik, ale chciałbym, aby takie wypowiedzi miały wysoką jakość, jakiś przewód, jakąś tezę... ot, by teksty w Obserwatorze były czymś wartościowym.

Uważasz, że w Sarmacji brakuje prasy publicystycznej z prawdziwego zdarzenia?

Niestety tak. Zauważ, że mamy dużo prozy, poezji, rzeczywistość opisywaną depeszami. Brakuje analiz, zadawania pytań, wywiadów na gorąco, konfrontacji, rozliczania obietnic, dziennikarstwa śledczego. Brakuje żaru.

Przynajmniej o wywiady nie musimy się już martwić... ta... Wracając, chciałem zadać Ci dość ogólnikowe pytanie: co nie podoba Ci się w KS? Jakich postaw społecznych nigdy więcej nie chciałbyś zobaczyć w Sarmacji? Mój poprzedni rozmówca, Książę-Senior Daniel Chojnacki, poruszył temat ostracyzmu publicznego. Na co Ty chciałbyś zwrócić uwagę?

Ostracyzm — tu się z Danielem muszę zgodzić. Mnie boli też to o czym już dziś wspominałem, a co poruszałem także gdzieś tam w przestrzeni publicznej wcześniej, a mianowicie takie zniechęcanie do działania. Strasznie łatwo przychodzi Sarmatom odrzucanie inicjatyw innych osób, a zamiast dać im „benefit zaufania”, wolimy stawiać chińskie mury i za wszelką cenę bronić status quo przed wyimaginowanym wrogiem modernizmu. Druga sprawa, która mnie w Sarmacji mierzi to represyjność prawa — nasz system karania jest, w moim odczuciu, szalenie opresyjny i represyjny. Nie ma roli socjalizującej, a raczej opiera się na zemście dokonywanej z całą mocą aparatu państwowego.

Rozumiem. Teraz coś specyficznego, co często jest wg. Ciebie przeinaczane, nadużywane, błędnie interpretowane... jak to w końcu było z tym „Talk to the hand”? Najlepszym wyjściem jest chyba przedstawienie genezy tego zwrotu już teraz, bo z czasem urośnie to wtedy do miary jakiegoś kultu i co wtedy? Wiesz, jak trudne jest życie JKW Chojnackiego? On na pewno za nim nie przepada... a więc, jak to było naprawdę?

Heh... w całej tej sytuacji najzabawniejsze jest to, że do „politycznego symbolu” urasta sytuacja całkowicie z polityką niezwiązana, która wynikła podczas nieco bardziej emocjonalnej rozmowy na IRC, który przecież cechuje się znacznie gwałtowniejszą i szybszą reakcją na każdy tekst, który na nim pada, a często wypowiedzi te też są podszyte żartem. W przypadku „talk to the hand” chodziło o zakończenie przedłużającej się rozmowy, w której, w moim odczuciu, padać zaczynały coraz bardziej absurdalne argumenty, które nie dość, że nie prowadziły do porozumienia, to eskalowały problem. W rozmowie odnośnie wag głosów byłem sam przeciwko 2-3 osobom i padały w niej takie argumenty jak np. „pisowskie standardy RSO”. W pewnym momencie, nie widząc sensu porozumienia, przerwałem rozmowę pisząc do Rolanda „EOT”, i dodając, gimbazjalne, neokidowskie, „talk to the hand”, które miało odpowiadać absurdalnym argumentom oponentów. Nie było to ani stanowiskiem politycznym, ani oficjalną odpowiedzią kanclerza.

Rozumiem, to z pewnością przyda się w przyszłości młodym pokoleniom, studiującym ten okres życia politycznego Księstwa. Zbliżając się powoli do końca, chciałem zadać Ci nieco bardziej osobiste pytanie. Czy żałujesz czegoś, co zrobiłeś, powiedziałeś w ciągu tych ostatnich paru miesięcy w KS?

Tak. Żałuję nazbyt ostrych i bezpośrednich ataków wobec Gauleitera Kakulskiego i ekipy jego rządu. Zagalopowałem się w opozycyjnym amoku i zacietrzewieniu. Popełniłem wówczas duży błąd, nie tylko wobec drugiego człowieka, ale i wizerunkowy. Ale to właśnie za krzywdę wobec drugiej osoby najbardziej do dziś żałuję.

Rozumiem. Nadchodzi koniec, a więc tradycji musi stać się zadość: mikronacje upadają?

Nie upadają. Zmieniają się. Tak jak zmieniają się narzędzia, z których, bawiąc się w nie, korzystamy, tak jak zmieniają się osoby, które się bawią. Dziś mamy do czynienia z postmikronacjami, ale na pewno nie jest to upadek. Jak dowodziłem już w jednej ze swoich prac, procesy ewolucji i inwolucji zachodzą w wirtualnych krajach równolegle, na różnych poziomach.

I to by było na tyle. Masz teraz swoje pięć sekund glorii. Chciałbyś coś powiedzieć, kogoś pozdrowić?

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i proszę — dawajcie szanse sobie wzajemnie na działanie. Dzięki temu Księstwo będzie silniejsze i bardziej atrakcyjne! Dziękuję raz jeszcze za zaproszenie.

S8g7VkES.png
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Henryk Leszczyński, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Cudzoziemiec.
Serduszka
11 774,00 lt
Ten artykuł lubią: Otto von Spee-Asketil, Irmina de Ruth y Thorn, Sorcha Raven, Vladimir ik Lihtenštán, Kristian Arped, Henryk Leszczyński, Susanne Delfina Kierkeller, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Cudzoziemiec, Daniel Chojnacki, Daniel January von Tauer-Krak, Baszar Svensson at Atera, Arsacjusz Arped, Jan Grimknur, Andrzej Fryderyk, Yennefer von Witcher, Tomasz Ivo Hugo, Markus Arped, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Heweliusz Popow-Chojnacki, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Vladimir ik Lihtenštán
Optymizm aż od Ciebie kipi, mój drogi Robercie. Nie chciałbyś go może sprzedać? Choć odrobinę? Przyda mi się.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Kochany Vladimirze, chętnie bym Ci sprzedal, ale tylko wyrzucisz kasę w błoto. Jesteś przypadkiem beznadziejnym w zakresie swego smutku i zniechęcenia do świata.
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Dziękuję za te miłe słowa. Staram się każdego być posłańcem nihilizmu.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.