Trzeci rozdział "Instytutu Tajemnej Wiedzy" – Plamy z krwi
Seria wydawnicza: Instytut Tajemnej Wiedzy

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
aOpPK554.png
11kP3Bod.jpg
Instytut

Tajemnej Wiedzy
11kP3Bod.jpg

ROZDZIAŁ II "ARCHIWUM"

q35Iw53R.jpg

Plamy z krwi

Część I

Kolejna noc zarwana – pomyślał Surma, wspinając się po schodach Instytutu. Gdzieś w mrocznym zaułku przemknął niewyraźny kształt. To pewnie jakiś anonimowy pracownik sprawdzał, czy nie ciągnie się za nim ogon.

Tak jak już od kilku tygodni, Surma wspiął się po schodach. Za drzwiami głos kazał mu iść przed siebie, aż spostrzegł wątły blask płomienia świecy ślizgający się po szarych ścianach korytarza.
- Dobry wieczór – przywitał go hrabia apo Voo w nienagannym stroju. – Proszę iść za mną.

Podczas każdego spotkania w Instytucie, hrabia wybierał inny pokój, w którym rozmawiał z Surmą. Tym razem dość długo kluczyli we wnętrznościach molocha, aż weszli do dużego pomieszczenia, wypełnionego aż po sufit regałami, na których piętrzyły się zakurzone papiery.
- Proszę usiąść – apo Voo wskazał uprzejmym gestem zwyczajne, drewniane krzesło przed stołem zbitym z nieoheblowanych desek. Arystokrata usiadł naprzeciw niego.
- Jeszcze nigdy nie spotkałem w Instytucie innych pracowników oprócz dostojnego i odźwiernego – stwierdził Surma.
- Ach, to proste. Staramy się zachować jak największą anonimowość. W tej chwili pięciu innych łączników, takich jak ja, rozmawia z pięcioma innymi pracownikami Instytutu – powiedział apo Voo. – Ale nie będziemy przecież rozmawiać o funkcjonowaniu naszej placówki! Nadszedł dzień, w którym problem Domestosigosów będziemy mogli rozwiązać – hrabia pchnął niewielką teczkę w stronę efety.
- Co to?
- Dowody obciążające Domestosigosów. Podejrzewamy, że są agentami rotryjskimi powiązanymi z tajnymi służbami z Niderlandów. Inna sprawa, że od wielu już lat na terenie Surmenii działa agentura sarmacka, ale z tego, co wie Instytut, są raczej cichymi obserwatorami.

Surma otworzył teczkę. Przyglądał się zdjęciom i czytał zapisy prowadzonych rozmów, które miały pozostać tajne. W papierach znalazł również zapis rozmowy swojej z Orjonem Domestosigosem sprzed trzech miesięcy.
- Czemu… - spojrzał w dokumenty - …Leonowi III zależy na zniszczeniu Demokracji? – zapytał.
- Czekałem, aż dostojny zapyta! – powiedział apo Voo. – To dziwny fanatyk, którego jednak nie wolno nam lekceważyć. Dogadał się z Niderlandczykami, którzy ubzdurali sobie, że restaurują w Surmenii monarchię i osadzą na tronie przedstawiciela swojej dynastii.
- Myślałem, że dostojny jest monarchistą?
- Tak, jestem, ale nie chcę tutaj niderlandzkiego króla ani rotryjskiej agentury. Domestosigosowie mieli zdestabilizować Surmenię, co, jak zapewne dostojny widzi, właśnie się dzieje. W najtrudniejszym momencie mieli zaproponować powrót do monarchii, do czasów stabilizacji i równowagi, a kandydatem miał zostać jeden z Orańczyków – odpowiedział apo Voo.
- Jak możemy wyeliminować obcy element?
- Pewnie dostojny wie, że Orjon Domestosigos wydaje bankiet, mimo kryzysu, w pałacu archonckim. Zaproszony został pan, ja również tam będę. Nadarza się okazja, by otruć Domestosigosów – arystokrata sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej dwie małe ampułki z białym proszkiem. – To bardzo silna toksyna. Wystarczy, by zatruty nie miał szans na powrót do zdrowia. Toksyna nie pozostawia praktycznie żadnych śladów w organizmie.
- W pomieszczeniu pełnym gości będzie to niezwykle trudne, powstanie zamieszanie – zauważył Surma.
- Tak, trzeba będzie być bardzo ostrożnym. Oprócz mnie i dostojnego na bankiecie będą jeszcze inni pracownicy Instytutu. Trucizna zaczyna działać po około pięciu godzinach od aplikacji. To naprawdę cudowny środek – hrabia spojrzał na dwie ampułki z uśmiechem.
- Skąd mam wiedzieć, że obiekty nie zostały już otrute?
- Nie będzie dostojny wiedział. Każdy pracownik Instytut dostał to samo polecenie. Próbować aż do skutku.

Surma spojrzał na biały proszek w szklanych buteleczkach. Blask świecy odbijał się od ich powierzchni.


Część II

Hrabia apo Voo wyszedł z Instytutu dopiero nad ranem. Świt już różowił niebo nad kamienicami, które otaczały gmach. Nie miał żadnych wyrzutów sumienia, że nie powiedział Orjonowi Surmie, że jeśli zostałby załapany podczas wykonywania misji, Instytut go zlikwiduje.

Część III

Mieszkańcy Kaharonei kładli się spać. W biedniejszych kamienicach matki układały swoje dzieci do snu z pustymi żołądkami. Trwał kryzys, deficytowe towary można było zdobyć tylko na czarnym rynku za ceny dwukrotnie lub nawet trzykrotnie wyższe niż przed Wielką Aferą, która wstrząsnęła fundamentami Demokracji. W Kiprii i Kukrii toczyła się regularna wojna, wyznawcy Dury nie chcieli dopuścić do tego, by Surmenia utraciła choć piędź ziemi. „Surmnia jest tam, gdzie stopa surmeńskiego żołnierza” – głosiły propagandowe plakaty na rogach ulic.

Kryzys, jak to zazwyczaj bywa, w cudowny sposób omija ludzi władzy. Politycy, nowa klasa posiadająca Demokracji, wyparła arystokratów z czasów monarchii. Ci nowi włodarze wybrani wolą ludu zbierali się w pałacu archonta w Kaharonei. Orjon Domestosigos, który objął obowiązki po oskarżonym o udział w aferze Mikisigosie, postanowił uczcić urodziny swojego brata Petrosa.

Damy w najnowszych kreacjach sprowadzonych specjalnie z Grodziska, w biżuterii skrzącej się w elektrycznym świetle masywnych żyrandoli, panowie w ciemnych garniturach, aksamitnych muszkach i krawatach tłoczyli się na schodach prowadzanych do soli bankietowej, gdzie dwaj bracia przyjmowali gości.

Orjon Surma raczył się szampanem. Co chwila macał kieszeń marynarki, by sprawdzić, czy dwie ampułki są na swoim miejscu. Dwa razy spotkał wzorkiem hrabiego apo Voo. Gdzieś w tym tłumie są inni pracownicy Instytutu, którzy mają zlikwidować obiekty – myślał. To nie muszę być ja… a jeśli oni też tak myślą w tej chwili? – pytał sam siebie. – Muszę podjąć próbę.

Nie było to jednak łatwe. Braci Domestosigosów zawsze otaczał wianuszek oddanych mu popleczników. Pomiędzy gośćmi snuli się ochroniarze i przedstawiciele konserwatywnej bojówki durystów. Orjon spotykał również znajomych oraz innych polityków, z którymi musiał zamienić choć kilka kurtuazyjnych słów.

Nagle usłyszał dwa wystrzały! Niektórzy goście padli na ziemię i osłonili głowy rękoma. Wzrok Orojna powędrował w stronę źródła dźwięku. Mężczyzna w czarnym garniturze wciąż mierzył do leżącego na ziemi Viktorjosa Pappasa. Plamy krwi wykwitły niczym róże na jego kolanie i prawym barku. Jakaś obfita w kształtach dama zemdlała.
- Dosypał czegoś do kieliszka Petrosa Domestosigosa – usłyszał szept jakiegoś mężczyzny obok siebie. – Dostojny Petors wypił już kieliszek, ewakuują go do szpitala.

Orjon spostrzegł, że bracia Domestosigosowie zostali potajemnie wyprowadzeni z sali, a Pappas zwijał się z bólu na podłodze. Bankiet się zakończył.

O9xMJ0S7.jpg
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Robert Fryderyk, Andrzej Fryderyk, Markus Arped.
Serduszka
6 699,00 lt
Ten artykuł lubią: Susanne Delfina Kierkeller, Robert Fryderyk, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Orjon von Thorn-Surma, Andrzej Fryderyk, Markus Arped, Alfred, Ryszard Paczenko, Adam Jerzy Piastowski, Yennefer von Witcher.
Komentarze
Andrzej Fryderyk
Muszę przyznać, że mroczniejszy klimat poprzedniej części nieco bardziej przypadł mi do gustu. Ale dobry poziom wciąż zachowany.
Odpowiedz Permalink
Susanne Delfina Kierkeller
I wszystko na marne, trzeba było przynieść kałachy.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Mocne zakończenie tego odcinka :) Kolejna fajna odsłona.
Permalink
Ryszard Paczenko
Kałachy zawsze w modzie, może w następnym odcinku
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Na miejscu apo Voo nie ryzykowałbym powodzenia całej misji od rozkazu wydanym 5 różnym osobom, żeby wszyscy zrobili to samo.

Każdy jeden z zabójców powinien mieć przypisaną jedną osobę z rodziny Domestosigosa jako cel swojej misji. To nierozsądne, aby każdy mógł zdecydować komu dosypie truciznę, korzystając tylko z okazji, bo przez przypadek mogłoby dojść do tego, że 5 osób podjęłoby próbę zabójstwa tylko jednej i zwiększyłoby to prawdopodobieństwo nie tylko wykrycia, ale też zmarnowania trucizny na jeden cel.

Ale opowiadanie wciąga! Kontynuuj... :)
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Ale każdy agent miał dwie ampułki, po jednej dla każdego z braci. Apo Voo najwidoczniej postawił na radziecką ilość, nie niemiecką jakość. :3
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Ilość przechodzi w jakość :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.