5 pytań do Andrzeja Fryderyka - wywiad "rzeka"
Seria wydawnicza: 5 pytań do

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
img_948_10.jpg

Sarmaci, Sarmatki!

Po miesięcznej przerwie spowodowanej problemami w udzieleniu wywiadu przez jednego z Sarmatów, zdecydowałam zaprosić się do cyklu Króla Teutonii - Andrzeja Fryderyka. Żeby nie zanudzać Was wieloma niepotrzebnymi słowami, zapraszam do przeczytania wywiadu.

Rihanna Aureliuš-Sedrovski: Drodzy Państwo! Po dłuższej przerwie spowodowanej takimi i innymi problemami zdecydowałam się na zaproponowanie wywiadu Królowi Teutoni - Andrzejowi Fryderykowi, który oczywiście zgodził się i miło mi go powitać w mych skromnych progach. Nie wiem jeszcze jak mam się zwracać, ale mam nadzieję, że to Król zaproponuje. Andrzeju Fryderyku - powiedz tutaj nam wszystkim obecnym jak się czujesz po objęciu tronu? Byłeś zaskoczony wynikiem?

Andrzej Fryderyk: Dzień dobry, mnie również miło zagościć u Pani redaktor. Jak się zwracać? Toż to proste: Król Teutonii zjednoczonej w Rzeczypospolitej Sarmackiej, wielki książę Awii, książę Slavii i Enderasji, książę Sangrii, palatyn Weyr-Benden, hrabia Loardii, lord protektor Nowej Teutonii, pan Srebrnego Rogu i Złotego Grodu, władca wszystkich teutońskich wysp etc. etc.

Choć przyznam, że łatwiej będzie po prostu „Wasza Królewska Wysokość”.

Pani redaktor pyta, jak się czuję po objęciu tronu. No cóż. Czasem zdarzają się sytuacje, gdy jest tak wiele do zrobienia, że nawet nie wie się za co się zabrać jako pierwsze. I mniej więcej tak właśnie się czuję, a z każdą chwilą pojawiają się pomysły na kolejne rzeczy, które warto zrobić. Moją rolą jest zachęcić Teutończyków do działania i pokazać im rzeczy, które są do zrobienia, dla sprawnego jej rozwoju.

Co do wyniku – do końca nie miałem pewności jak się one potoczą, ale dawałem sobie duże szanse. Zaskoczony jednak byłem tym jak szerokie poparcie zdobyłem. Pamiętajmy, że ostatnio wybory na ważne urzędy państwowe w Teutonii zazwyczaj kończyły się remisem – tutaj też się spodziewałem bardzo zbliżonego wyniku, zwłaszcza że moi kontrkandydaci są naprawdę kompetentni. Jak się jednak okazało, zwyciężyłem elekcję z ogromnym poparciem Teutończyków. Ucieszyło mnie to niezmiernie, ale też zaskoczyło. Motywuje mnie to jednak do najszerszego działania, by udowodnić osobom, które mi zaufały, że postąpiły właściwie.

RAS: W sumie to Wasza Królewska Wysokość wygrał bardzo zdecydowanie. Nawet dla mnie była to niespodzianka, ponieważ reszta kandydatów reprezentowała wysoki poziom. Proszę mi i naszym czytelnikom opowiedzieć co konkretnie WKW planuje zrobić w Teutoni w najbliższym czasie?

AF: Jak się domyślam, Pani Redaktor chodzi już o konkrety na najbliższe dni i tygodnie. Nie ukrywam, że samo wejście w nowe stanowisko nie jest łatwe i zajmuje sporo czasu. Niemniej jednak na pierwszy ogień chciałbym aby poszła konstrukcja ustaw organicznych o Senacie i Radzie Królestwa Teutonii. Od czasów przyjęcia nowej Konstytucji Senat funkcjonuje na zasadach zakładających brak ustawy szczegółowej. Rada Królestwa Teutonii opiera się natomiast na przepisach tymczasowych. Powyższe braki w ustawach należy jak najszybciej załatać. W związku z tym, w najbliższych dniach będę konsultować się z Lordem Koadiutorem w celu sporządzenia podstawowych założeń i opracowania planu działania.

Proces tworzenia ustaw na pewno nie będzie natychmiastowy, nie zamierzam więc poprzestać na tym jednym. Jako zwykły obywatel Królestwa Teutonii i Senator, nie zauważałem jak wiele jest do zrobienia. Teraz widzę wiele prac bieżących, a przychodzi mi na myśl wiele kolejnych inicjatyw. Chciałbym więc rozpisać rzeczy, którymi warto się zająć. Dzięki temu utworzymy Teutoński Ośrodek Pracy, gdzie każdy chętny do działania będzie mógł znaleźć rzeczy, którymi będzie mógł się zająć, by wspomóc Królestwo Teutonii. A zadania będą bardzo różne – myślę że każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie.

Nie zamierzam też zaprzestać wspomagania inicjatyw Teutończyków – będę starał się wspierać i pomagać zarówno w projekcie wicehrabiny de Vellior y Thorn odbudowania narracji Zielnyboru, czy też nadzorować projekt kawalera Heacha odnośnie akademii – jeśli tylko autorzy zechcą, to będę aktywnie uczestniczyć w procesie rozwoju, tak by móc w każdej chwili wspomóc ją i wesprzeć.

Tak więc moje najbliższe działania będą skupiały się na tych trzech rzeczach – pracy nad ustawami, stworzeniem rejestru pracy oraz wspieraniu Teutończyków w ich inicjatywach.

RAS: Bardzo to cieszy, że Wasza Królewska Wysokość chce pomóc Teutończykom. Czy nie obawia się WKW, że w przyszłości nagle zaatakuje realioza?

AF: Nawet jeśli zaatakuje, to jestem dość odporny. Czasem może się zdarzyć sytuacja, gdzie będę potrzebować pomocy Regenta, ale raczej to będzie przejściowy niż stały problem. Dotychczas, nawet gdy nie mogłem sobie pozwolić na większą obecność, to i tak starałem się obserwować życie w Teutonii i Sarmacji i można powiedzieć, że od mojego przybycia, w większym czy mniejszym stopniu, byłem tu zawsze.

Dużo bardziej obawiam się możliwości wypalenia i zmęczenia, które może pojawić się z czasem. Ciężko mi przewidzieć kiedy może to nastąpić i jak się objawić, ale po obserwacji przywódców innych samorządów wiem jak fatalne skutki może to za sobą nieść. Mimo wszystko jestem dość optymistycznie nastawiony i liczę na długą i owocną kadencję. Jeśli okaże się, że faktycznie nie będę mógł już godnie reprezentować Teutończyków – zrzeknę się tronu.

RAS: Patrząc na WKW poprzednika, to niestety realioza była głównym powodem jego rezygnacji. Oczywiście liczę, że tym razem będzie inaczej. Może Wasza Królewska Wysokość opowiedziałby o swoich początkach w Sarmacji. Jak się w niej czuł na początku?

AF: Mój poprzednik to mój poprzednik, ja to ja. Mimo iż obaj pochodzimy z Cesarskiego Domu, nasza sytuacja życiowa jest nieco inna. A to właśnie ona wywołała realiozę u Mateusza Wilhelma. Ocenianie nowego Króla przez pryzmat poprzedników jest, w mojej ocenie, wybitnie niesprawiedliwe.

Jeśli zaś chodzi o moje początki w Sarmacji… To było nie tak dawno temu. Do Księstwa Sarmacji przybyłem 16 listopada 2013 roku, w godzinach wieczornych. Stało się to za uprzednimi namowami do zainteresowania się tym v-państwem propagowanymi przez Karolinę von Lichtenstein oraz Jakubbu Ashikagę, którego słowa ostatecznie zmotywowały mnie do zamieszkania tutaj. Nie była to jednak moja pierwsza styczność z Księstwem, diuczessa von Lichtenstein już dużo wcześniej pokazywała mi uroki tej pięknej krainy. Natomiast kilka miesięcy przed moim przybyciem, miałem okazję poznać kilku obywateli Księstwa Sarmacji, daleko poza jej granicami i zrozumieć zapał jaki w nich drzemie.

Wracając jednak do moich początków – w pierwszych chwilach czułem się nieco zagubiony, próbując prowadzić narrację, w której dobrze się czułem: narrację smutku i bezradności. Diuk Arped, poprzez mojego znajomego Jakubbu, zachęcił mnie do zamieszkania w Królestwie Baridasu. W pierwszych krokach w Księstwie realnie pomagali mi jednak wyłącznie Jakubbu i Karolina. A to wszystko głównie dlatego, że znałem ich wcześniej i nie obawiałem się do nich odezwać, by dowiedzieć się czegoś. Myślę, że gdyby nie to, wiele z mojego zapału rozbiło się na braku wiedzy i niemożności bycia profesjonalnym. Jest tu duże pole do popisu dla samorządów, które do tej pory nie wykorzystują go we właściwy sposób. Stworzenie dla nowych mieszkańców przyjaznej atmosfery, w której nie będą mieli obaw pytać i tworzyć własne inicjatywy, jakie tylko sobie wymarzą. To jest niestety bardzo trudny temat, ale mam nadzieję, że uda się go zrealizować w Królestwie Teutonii.

Ponownie jednak wracając do meritum i dziękując, że Szanowna Pani Redaktor nie przerywa moich dygresji: przybyłem w ciekawym okresie, albowiem w przeddzień koronacji Tomasza Ivona Hugona na Księcia Sarmacji. Pamiętam, że jako nowy mieszkaniec przeżywałem ją w niesamowity sposób. Pierwsza uroczystość w której uczestniczyłem była zorganizowana na naprawdę ogromną skalę i wywierała niemałe wrażenie. Wiele moich odczuć i przemyśleń z samych początków mojego życia w Księstwie opisałem zresztą w moim pierwszym artykule, do którego lektury zachęcam zainteresowanych.

W czasie gdy bylem nowym mieszkańcem, aktywnie udzielało się wiele znamienitych osób: JKW Romański, JKW Piotr II Grzegorz, diuk Torped, diuk Czuguł-Chan i wielu innych. Mimo wszystko niemal od razu za autorytet obrałem mojego obecnego v-ojca JKW Kwaziego. Jego konkretny sposób formowania wypowiedzi, chłodna ocena zdarzeń i ogólne wrażenie jakie sprawiał, powodowało, że czułem respekt do jego osoby. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak na kanale IRC opowiedział mi kawał historii związany z Teutońskim Majem… W ten sposób bardzo szybko Kwazi stał się dla mnie autorytetem. Natomiast Teutonia, którą reprezentował, była według mnie tajemniczą krainą z niezwykle rozbudowaną narracją i ciekawą, niepowtarzalną otoczką. Gdybym nie został zachęcony do Baridasu, prawdopodobnie od swoich początków zamieszkałbym właśnie w Teutonii, jako najciekawszym i najbardziej dbającym o swoje dziedzictwo samorządem.

Gdy zamieszkałem w Sarmacji, Baridas przeżywał chwile nieaktywności. Jak wiele osób wie, pisałem kiedyś dla Głosu Sclavinii. Czemu wybrałem wtedy właśnie tę agencje? Nie ukrywam że duży wpływ miała tu diuczessa von Lichtenstein, która zabiegała o to, oferując uczciwe wynagrodzenie. Mimo iż oferowałem swoje usługi dla Herolda, zarządcy gazety zignorowali moją propozycję. I tak jeden z bardziej poczytnych cyklów tamtego czasu trafił właśnie do Sclavińskiej Gazety. W samym Baridasie było również niezbyt wesoło, jeśli chodzi o poprowadzenie młodego mieszkańca. Jako nowy obywatel, kompletne nie moglem odnaleźć dla siebie miejsca w tym samorządzie, a ogólny brak aktywności zniechęcał do działania. Gdy hrabia Buddus został powołany na urząd Regenta, pojawiła się nadzieja na pozytywne zmiany. Niestety, umarła ona wraz z kolejną nieaktywnością.

Tymczasem nad Teutonią i Wandystanem, wówczas będącym Krajem Korony Księstwa Sarmacji, zawisły czarne chmury. Władze centralne wprowadziły zmiany w prawie prowadzące do odwołania władz tych samorządów, w tym władz najwyższych: Króla Teutonii, JKW Michaela von Lichtensteina oraz Mandragora Jutrzenki i Socjogramu, tow. Alojzego Pupkę–Bumbuma. To były mroczne czasy dla Księstwa Sarmacji. Przez złośliwe działania władz centralnych, bez porozumienia z samorządami, obywatele Mandragoratu Wandystanu jednogłośnie zadecydowali o wypowiedzeniu Traktatu Unii, a na terenie Teutonii o mało nie doszło do secesji. Widząc zmiany w prawie i zdając sobie sprawę, że Teutonię czekają ciężkie czasy, zakochany w teutońskim klimacie, postanowiłem o zmianie miejsca zamieszkania. Do przeprowadzki nigdy nie zostałem przez nikogo zachęcony. Ani przez mojego obecnego v-ojca, ani przez żadnego z jej obywateli. Nie związany w żaden sposób ze swoim ówczesnym domem w Baridasie, chciałem wspomóc swoją osobą samorząd, który wydawał się mi najciekawszy ze wszystkich sarmackich samorządów. I tak właśnie zostałem Teutończykiem.

Moja historia w Sarmacji, mimo iż długa nie jest, jest rzeczą, o której mógłbym pisać naprawdę wiele. Lubię wspominać stare czasy i czasem żałuję, ze nie jestem tu dłużej. Jestem pewien, że miałbym jeszcze wiele, wiele więcej do opowiedzenia czytelnikom Szanownej Pani redaktor.

RAS: Oczywiście, że nie przeszkadza mi o moim czytelnikom Waszej Królewskiej Wysokości opowieść o tym jak to było na początku. Wbrew przeciwnie! Uważam, że takie swoiste "wywody" muszą zdarzać się częściej tak abyśmy nie zapomnieli o tym kim byliśmy, ale też żeby pokazać nowym mieszkańcom, że każdy z nas kiedyś był na tej samej pozycji jak oni. A co powie Wasza Królewska Wysokość o bieżącej sytuacji w Sarmacji?

AF:
Cóż. Bieżąca sytuacja w Księstwie Sarmacji skupia się od jakiegoś czasu wokół polityki centralnej. Nie bez powodu – wrócił do niej rasowy, acz kontrowersyjny polityk, Robert Janusz von Thorn. Jeśli Pani redaktor chciałaby poznać moją opinię na temat podejmowanych przez niego działań, nie potrafiłbym odpowiedzieć jednoznacznie na tak postawione pytanie. Albowiem uważam, ze z punktu widzenia lokalnego, część podejmowanych działań wyjdzie na plus, a inne są groźne i niebezpieczne. Choć i tak nie aż tak niebezpieczne, jak były działania niektórych wcześniejszych rządów ostatnich lat, nawiązując do tego, co mówiłem przed chwilą. I choć tempo życia politycznego przyspieszyło… Bywały dużo gorsze rządy. I mam nadzieję, że jako Król Teutonii nie będę musiał zbyt wiele ingerować w debaty nad projektami szczebla centralnego. Bo zwyczajnie nie będę miał ku temu powodu.

Martwi mnie natomiast sytuacja samorządowa. Wyraźnie widać, że aktywność lokalna znacznie spada. Dotychczasowo tętniąca życiem Sclavinia zapadała w kryzys, z którego powoli się otrząsa. W KKS padają pytania, czy ktokolwiek jeszcze żyje… Tak w sumie to dość przewrotne pytanie, myśląc o diuku Zombiakowie… Baridas, nieco wolniej niż zwykle, rozdzierany jest przez spory wewnętrzne, ale mimo to stara się realizować swoje inicjatywy. Natomiast Teutonia powoli zbudziła się do życia, głównie dzięki uroczystościom koronacyjnym. Niestety, wciąż jednak życie dzieje się tu bardzo powoli. Mam nadzieję odmienić nieco sytuację Królestwa Teutonii, lecz sam nie jestem w stanie spowodować, że obywatele z pełnym zapałem wezmą się do pracy na rzecz ojczyzny. Cóż. Chyba nie będę odkrywcą, jeśli powiem, że Sarmacja przeżywa kryzys aktywności. Albowiem trwa on chyba aż od jego powstania.

RAS: Też liczę na ożywienie samorządowe. Może potrzebny jest rzeczywiście ktoś w centrali, kto zechce zabrać wszystko. A kultura, sport - coś Waszą Królewską Wysokość bardziej kręci w tych dziedzinach?

AF: Muszę przyznać, że ani z kulturą ani ze sportem nie miałem zbyt wiele doświadczenia. Jeśli chodzi o sport, nigdy nie gustowałem w klasycznych dyscyplinach, najpopularniejszych w Księstwie Sarmacji. Jednak zawsze, z chęcią, brałem udział w dość niszowych Turniejach Strategii Turowej w grze Warlight, organizowanych przez Międzymikronacyjny Klub Miłośników Strategii, Siergiusza Asketila. Jeśli czas by mi pozwolił, z chęcią wziąłbym też udział w turnieju szachowym. W swojej przeszłości pomagałem też w organizacji technicznej turnieju agar.io. Piłka czy skoki nigdy do mnie nie przemawiały.

Jeśli chodzi jednak o kulturę – tu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Faktem jest, że moja kontrybucja do dziedzictwa kulturowego jest niemalże zerowa. Nie wynika to z braku mojego zainteresowania twórczością – absolutnie nie. Problem polegał na znalezieniu w Sarmacji, Teutonii, odpowiedniej inspiracji. Dużo winy zrzucam tu niestety na obecny system informatyczny, który nieco hamuje i zniechęca do prowadzenia rozbudowanej narracji miejskiej. Ja osobiście pragnąłem napisać niegdyś opowiadanie o Kanclerzu Sarmacji, Rolandzie Heachu, który objął władzę w „oknie” braku większości Rządu Represji, za czasu Sejmu Walnego. Pomysł mój rozbił się jednak na brakach potrzebnych materiałów o Złotym Grodzie. Nie czułem się natomiast na siłach by tworzyć taką narrację na nowo, gdy miałem naprawdę niewiele punktów zaczepienia. Dlatego właśnie dążyć będę do odzyskania jak największej ilości materiałów o teutońskich miastach. W szczególności przydałyby się plany każdego z nich i specyfika narracyjna, zabytki. Dzięki dużemu zróżnicowaniu miast, Teutonia jest miejscem, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Bazując na dokonaniach poprzedników, a dodając coś od siebie, można tu budować bardzo ciekawą i różnorodną narrację. I powinniśmy z tego korzystać. Choć może to wydawać się ironiczne, zdaje się, że potwierdzam słowa Krzysztofa Hansa barona van der Ice, jakoby polityka jednego miasta nie była dobrą drogą. Być może właśnie w tym aspekcie miał on rację?

Niemniej jednak, powracając z dość rozległej dygresji: na mój udział kulturowy w życiu Księstwa Sarmacji można spojrzeć nieco inaczej. W swoim v-życiu napisałem dokładnie jedno opowiadanie w mikronacyjnym klimacie, do którego lektury serdecznie zapraszam. Nie jest ono ani trochę wybitne, nie jest też popisem kunsztu artystycznego. Było ono napisane na konkurs „Jeden dzień z życia Sarmaty”, jako próba przełamania pierwszych lodów z twórczością w klimatach mikronacyjnych. Jak wiadomo, w tym czasie pojawiało się wiele podobnych konkursów, ze strony Rady Ministrow i Dworu Książęcego. Dlaczego więc to ten, prywatny, przyciągnął moją uwagę? Myślę, ze dlatego, iż organizowała go stosunkowo nowa mieszkanka Gellonii i Starosarmacji, Aga Jacobsen. Swym pozytywnym podejściem, chęcią zorganizowania ciekawej inicjatywy, zachęciła i zainspirowała mnie do napisania tego krótkiego opowiadania. W konkursach organizowanych przez państwowe instytucje brakuje właśnie tej pasji, przez co ilość zgłoszeń jest tak dramatycznie mniejsza, a obecnie chyba zupełnie zrezygnowano z organizacji takowych. A szkoda. Konkurs, organizowany przez Szlachetną Damę Jacobsen zwyciężyłem, tak więc mogę powiedzieć, że wygrałem we wszystkich konkursach kulturowych, w jakich brałem udział (śmiech).

Niechaj wskazówką dla wszystkich organizatorów konkursów i innych działań będą słowa, które tu wyżej powiedziałem. Kiedy nikt nie chce brać udziału w Waszych inicjatywach, zastanówcie się najpierw, czy sami robicie wszystko, aby się udały. Niestety, bardzo mało kto wkłada tyle serca w to, co robi. I dlatego brakuje mi w Sarmacji więcej takich osób, jak wspomniana wyżej Aga Jacobsen, nieskażonych negatywnymi myślami, a wciąż traktujących Sarmację, jak glinę, z której można ulepić niemal wszystko.

RAS: Tak - Sarmacja powinna być pewnego rodzaju gliną dla rodaków. Czyli Wasza Królewska Wysokość myśli, że Sarmaci powinna przełamać pewnego rodzaju "lody", tak aby zobaczyć w Sarmacji potencjał do stworzenia niemal wszystkiego?

AF: Moim zdaniem to nie tyle przełamanie lodów, co zrozumienie mikronacji na nowo. Proszę zauważyć, że przez wiele czau, a być może i nadal, standardową odpowiedzią na pytanie „co można w Sarmacji robić” było „tylko wyobraźnia Cię ogranicza”… Lecz czy na pewno? Znacznie bardzo zbliżoną do rzeczywistości odpowiedzią jest „wszystko w granicach tolerancji społecznej”. Problem jest w tym, iż z biegiem lat, społeczność zapomniała o tym, że sami sobie ustalamy ramy. Bardzo często można się tu spotkać z krytyką w postaci „nie warto tego robić bo to niepotrzebne”. Powoli odnoszę wrażenie, że niedługo niektórzy stwierdzą, że nie jest nam potrzebna narracja – wystarczyłaby sama polityka. Czy aby na pewno powrót do korzeni sprawdziłby się? Dlaczego mamy ograniczać czyjeś pomysły dlatego, że akurat nas samych dana dziedzina mniej interesuje? Granica tolerancji robi się niezwykle wąska – a przecież nowi są zachęcani, że mogą robić co tylko zechcą. Czy aby na pewno?

Drugim problemem jaki trawi Księstwo Sarmacji, spowodowany stosunkowo długim czasem jego istnienia, jest brak szacunku do pracy, która nie spełnia wszystkich kryteriów profesjonalizmu. To naturalne, że z racji tego, że jesteśmy rozwiniętą społecznością z bogatą historią, wymagamy od siebie więcej. Mam jednak wrażenie, że niektórzy zapominają, ze nie od razu Grodzisk zbudowano i wolą zmieszać czyjąś twórczość z błotem, zamiast zaoferować pomoc. Ile to razy możemy słyszeć w różnych miejscach niecenzuralne wypowiedzi, odnoszące się do danych inicjatyw, albo ludzi? Jak bardzo wiele w tym merytorycznej krytyki, z której można się czegoś nauczyć? Czy to tędy droga?

Uważam więc, że przede wszystkim niektórym Sarmatom przydałby się kubeł zimnej wody, wylanej na głowę i przypomnienie, że to co budujemy, to mikronacja, kreatywna zabawa. To nie jest obóz pracy, gdzie wszystko musi być zrobione w sposób w pełni idealny i natychmiast, albo w ogóle. Wszak nawet z najbardziej prymitywnego zaczątku, z pomocą wieloletniego doświadczenia, można zrobić naprawdę, naprawdę wiele. A o tym się zapomina. Zapomina się też o tym, że niektórzy z nas mają też obowiązki pozamikronacyjne i nie mają możliwości być obecnie 24 godziny na dobę, a czasem mogą nie mieć możliwości ogarnięcia spraw bieżących przez cały dzień. A takiego bycia „zawsze” wymaga się od wielu osób pełniących funkcje publiczne. W Księstwie potrzeba nam przewartościowania. Zamiast wartościować tzw. „nolifizm”, chwalić powinniśmy aktywność i działanie. Zamiast propagować idealność, popierać powinniśmy rozwój, chęci i krytyczność. Niestety, społeczna zmiana postrzegania wartości jest rzeczą, którą niezwykle trudno osiągnąć.

RAS: Właśnie takie zachowania wobec nowych są powodem, że czasem rezygnują. A proszę powiedzieć, tak już w sumie na zakończenie czego Wasza Królewska Wysokość życzy Sarmatom, no i przede wszystkim komu dziękuję WKW?

AF: Sarmatom życzę przede wszystkim, aby do głowy im nie przyszło robienie zamachów na naszą samorządność. To są chyba najlepsze życzenia, jakie Sarmatom może złożyć Król Teutonii.

Jeśli chodzi o podziękowania – dziękuję Pani redaktor za to, iż pozwoliła mi na tak rozbudowane dygresje w wypowiedziach. Teutończykom, za wyrażone wobec mnie w elekcji zaufanie, bez którego nawet nie myślałbym udzielać wywiadu do tak znamienitej gazety. No i na koniec dziękuję każdemu, kto podczas lektury nie pominął żadnego zdania pomiędzy powitaniem, a podziękowaniami i dodatkowo postarał się włożyć trud w refleksję nad słowami, jakie tu padły. A nie wątpię, że takich osób będzie wiele.

RAS: Ja również dziękuję Waszej Królewskiej Wysokości za zgodę na wystąpienie w tym wywiadzie. Było mi niezmiernie miło i życzę powodzenia!

Dziękuję za dotrwanie do tego wyjątkowo obszernego wywiadu. Liczę, że się podobał wywiad i już zapraszam na kolejny, który liczę, że tym razem będzie wkrótce! Także zapraszam do przeczytania ostatniego wydania Pulsu News! Zapraszam!
Serduszka
11 490,00 lt
Ten artykuł lubią: Gotfryd Slavik de Ruth, Kristian Arped, Siergiusz Asketil, Vladimir ik Lihtenštán, Andrzej Fryderyk, Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, Yennefer von Witcher, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Susanne Delfina Kierkeller, Irmina de Ruth y Thorn, Adam Jerzy Piastowski, Gerald Klemens, Ivan von Lichtenstein, Henryk Leszczyński, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Arcadio Norbert dal Deliart-Wissener, Tomasz Ivo Hugo.
Komentarze
Gotfryd Slavik de Ruth
Faktycznie wywiad rzeka, sporo ciekawych i szczerych wyznań.
Nawet nie zauważyłem że sporo tego tekstu jest, a to niewątpliwie spory sukces. Jak się chłonie tekst :)
Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Zgadzam się z moim przedmówcą, wywiad rzeka, ale faktycznie chłonie się go i znakomicie czyta. Dziękuje JKW Andrzejowi Fryderykowi za wspieranie mojej inicjatywy, której na pewno nie porzucę.

Co do samego tekstu to nie spodziewałam się, że król Teutonii może mieć tak ciekawe życie. Gratuluje redaktor przeprowadzenie tak wyśmienitych pytań. Chciałoby się więcej :)
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Dziękuję za te ciepłe słowa. Rozmówca ciekawy to i wywiad musi być :D
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
WKW mówi o przysłowiowym "kuble zimnej wody", no to może zrobić z tego jakiś konkurs/wyzwanie/inicjatywę w stylu ice bucket challenge - chociaż zwolennikiem tegoż rodzaju zabawy nigdy nie byłem, bo ludziska nie rozumieli jaki był pierwotny sens.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Artykuł o mnie to by było coś :D
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Przecież już sobie sam napisałeś :P
Odpowiedz Permalink
Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki
Piekny wywiad
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.