Głos Sclavinii, Maxymilian Velmilla-Popow, 17.01.2016 r. o 18:11
Sarlequin - Varia w świecie finansjery - cz. II

h7Iu5cC2.jpg


Wcześniej zapoznaj się z "Varia w świecie finansjery - cz. I"

J
uż od szóstej rano zapach miodu i chmielu roznosił się po ulicy przy siedzibie „Wielkiego Banku Baridasu”. Marmurowy wieżowiec zdawał się wystrzeliwać w niebo, będąc pionowym przedłużeniem ulicy, znanej z największych banków i kancelarii prawniczych Księstwa Sarmacji. Elegancka ulica z czarnych, marmurowych płytek pełzających wśród akacji i bzu – ul. Królewska - duma Feru.
Od czasu kiedy Carl po raz pierwszy pojawił się w kawiarni, praca zaczęła Varii sprawiać coraz większą przyjemność. Podawanie wywarów miało być dodatkowym zarobkiem na czynsz i pieniędzmi na ostatni rok studiów. Dotąd nie sądziła, że wcielanie się w rolę kelnerki nabierze dla niej głębszego sensu. Bardzo szybko zdała sobie sprawę, że tylko dla odwiedzającego kawiarnię obcokrajowca przychodzi do pracy. Varia od rana pragnęła usłyszeć tylko jedno zdanie…
- miód chmielny z syropem klonowym poproszę – znów ten znajomy głos. Znów na niego czekała. Znów jej ciałem zaczęły władać silne emocje.
– czy ży… życzy Pan s.. s...obie do… dodatkową ą..ą… szczyptę ch.. chm.. chmielu? – pytanie padło jakby wypowiadająca je osoba miała zaraz się udławić. Na widok uśmiechu Carla zaczęła się rumienić. Nie chciała wiedzieć jak bardzo widać było na jej twarzy, że oddałaby życie za tego faceta.
- nie dziękuję – odpowiedział z uśmiechem Carl. Ze spokojem odszedł od kasy, przyjął wywar i usiadł z gazetą przy stoliku. Varia co chwilę coś rozlewała lub tłukła, nie mogła się skupić przez te jego ukradkowe spojrzenia. Wiedziała, że prędzej czy później kierownik zwróci jej uwagę, a przecież jak straci tę pracę, to długo jej zajmie znalezienie równie dobrze płatnej. Kawiarnia w „Wielkim Banku Baridasu” była oblegana zgłoszeniami o pracę, więc miała w czym przebierać. Każdy student chciał pracować w tym miejscu. Trzykrotnie większa pensja niż w innych kawiarniach, prestiżowe miejsce pracy oraz oczywiście kontakt z najważniejszymi ludźmi biznesu sarmackiego. Każdy myślał, że w ten sposób uda się zdobyć znajomości na wysokim szczeblu. Oczywiście każdy się łudził. Jednak nie tym kierowała się Varia. Sama chciała dojść do sukcesu i wierzyła, że jak skończy studia to być może „Wielki Bank Baridasu” przyjmie ją do pracy.
- Pani Vario. Czy zdaje sobie Pani sprawę w jakim miejscu Pani pracuje? – zapytał za jej plecami kierownik kawiarni, Greg Lubton. Nie znosiła tego faceta. Od pierwszego spotkania uważała go za egocentrycznego dupka, który ma się za nie wiadomo kogo i to tylko dlatego, że prowadzi ekskluzywną kawiarnię w jednym z największych banków Księstwa Sarmackiego.
- Tak Panie Lubton. Bardzo przepraszam za mój brak profesjonalizmu, ale dzisiejszy dzień…
- Niech Pani da sobie spokój z tłumaczeniami! – przerwał jej kierownik – dzisiejszy dzień jest jak każdy inny, a jeżeli nie potrafi Pani obsłużyć klientów bez rozlania wywaru, to może czas się zastanowić nad inną pracą?
- Więcej się to nie powtórzy Panie Lubton – jak kierownik się oddalił, dodała – dupek – choć wiedziała, że miał rację. Od pojawienia się Carla nie radziła sobie w pracy. Został jej jeszcze tydzień studiów i tylko jeszcze jedna opłata za kierunek bankowości. Potem miała nadzieję na znalezienie lepszej pracy w wybranym zawodzie.
Carl po chwili wstał i uśmiechając się do niej na odchodne wyszedł z kawiarni. Obserwowała go jak przechodzi na drugą stronę ulicy i wchodzi do gmachu „Sclavińskiego Konsularnego Banku Kredytowego”. – O jakże chciałabym tam pracować! – pomyślała na głos.
- Najlepiej pewnie przy tym samym biurku, co ten facet co? – powiedziała z uśmiechem Doria, koleżanka z pracy.
- Jaki facet? – obruszyła się Varia.
- Nie udawaj! Promieniujesz na całą kawiarnię dziewczyno! Ale nie sięgaj wyobraźnią zbyt daleko, to wiceprezes jednego z największych sarmackich banków. Nie myślisz chyba, że będzie zainteresowany prostą kelnerką? – i odeszła zostawiając Varię przygnębioną przy kasie.

* * *

- No i jak Ci idzie? – Carl spodziewał się tego pytania. Od kilku dni tylko to pytanie padało z ust prezesa „Sclavińskiego Konsularnego Banku Kredytowego” – Andrena Von Giensdorfa.
- Spokojnie.. Będzie moja.
- To dobrze! Byle szybko! Został jej tydzień studiów, jak ukończy zaoferuj jej dobre stanowisko u nas.
- Powiedz mi Andren.. dlaczego tak Ci zależy na tej dziewczynie?
Andren Von Giensdorf uśmiechnął się lubieżnie – widzisz Carl… Ta cała Varia Bulmar to adoptowane dziecko. Nie wie, że jej prawdziwe nazwisko brzmi von Kravaden. Nie wie też, że jest zaginionym dzieckiem Brada von Kravadena. Nie wie również, że Brad leży u kresu życia w szpitalu. A na pewno już nie wie, że jest spadkobierczynią „Wielkiego Banku Baridasu”.

cdn.
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Cudzoziemiec, Karolina Aleksandra, Tytus Aureliusz-Chojnacki.
Serduszka
3 193,00 lt
Ten artykuł lubią: Cudzoziemiec, Fryderyk von Hohenzollern, Siergiusz Asketil, Michał Pséftis, Karolina Aleksandra.
Komentarze
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.