Głos Sclavinii, Karolina Aleksandra, 03.01.2016 r. o 05:16
Niedziela z… Fryderykiem von Hohenzollernem [#34]

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
82OyQZ5z.png

Dzisiaj w siedzibie eldorackiej redakcji przy ulicy Hetmańskiej gościł Prześwietny Hrabia Fryderyk von Hohenzollern. Monarchista, polityk i romantyk, który jednak potrafi przejść prosto do sedna. Zapraszamy do lektury.

Głos Sclavinii: Ktoś kiedyś zarzucił w eter uwagę, że jest Prześwietny ekspertem od tworzenia deklaracji ideowych. Nasz poprzedni rozmówca nazwał Prześwietnego Hrabiego wręcz „Twórcą Idei”. Jak się do tego Prześwietny odniesie?
Dzień dobry, pani redaktor. Cóż, nie wykażę się tu skromnością, ponieważ od moich początków w KS zawsze interesowały mnie doktryny polityczne, idee. Faktycznie w większości partii politycznych które tworzyłem w Sarmacji byłem twórcą lub współtwórcą idei przewodnich tych stronnictw. Jedno w tym wszystkim było niezmienne, mianowicie monarchizm - zawsze był bazą początkową do rozwinięcia jakiejś doktryny. Obojetnie czy to był wpierw monarchobolszewizm czy też potem sarmacki lojalizm - elementem podstawowym i wspólnym był monarchizm.

Myślę, że Lord Dalek powiedział to, co wszyscy wiedzą. Jestem osobą, która jest mocno przywiązana do pewnych wartości, w tym przypadku pewnych wzorców, zasad politycznych i staram się wedle nich postępować. Zresztą tak naprawdę po raz pierwszy tego zwrotu „Twórca Idei” użył hrabia Altbork, co miało być raczej dla mnie przytykiem niż komplementem.

Co jest takiego atrakcyjnego w monarchii w mikronacjach?
Przede wszystkim, monarchie w mikronacjach się sprawdziły jako ustrój polityczny — wystarczy spojrzeć na Księstwo Sarmacji czy też Królestwo Dreamlandu. Natomiast w realu się wypaliły. W świecie wirtualnym monarchie stały się tym, czym nie udało im się stąć w realu. Mam tu na myśli cały etos z nimi związany.

Ja go w mikronacjach nieco inaczej rozumiem, otóż od zera do bohatera. Tu każdy możę stać się władcą państwa. Wszystko zależy od tego, jaką ścieżkę wybierze — budowy państwa od podstaw czy też mozolnej pracy od zera na rzecz wspólnoty. W momencie, gdy wybierze tę drugą opcję, jest to nie lada wyczyn, przypominający ścieżkę kariery w jednej z popularnych gier Paradoxu — Crusader Kings II — gdzie od pozycji hrabiego wspinamy się po szczeblach kariery, aby zostać w końcu suwerennym władcą.

Monarchie w mikronacjach na pewno są atrakcyjne pod względem nagrodowym. Tutaj człowiek świadczy o tytule, jaki nosi, to nie tytuł definiuje człowieka.

Wiele razy w Sarmacji zwracaliśmy uwagę na to, że ludzie męczą się robieniem kariery u nas i wolą łatwiej a szybciej zostać „kimś” w innym kraju, gdzie jest mniejsza populacja i nie trzeba aż tak walczyć o swoją pozycję społeczną. Odwróćmy to zagadnienie. Co przyciąga tych, którzy u nas zostali, do robienia swojej kariery „od zera do bohatera”, zamiast – na przykład – przeprowadzki na Nordatę?
Księstwo Sarmacji ma specyficzny klimat, to po pierwsze. Po drugie, jesteśmy najliczniejszą osobowo mikronacją na Pollinie. Po trzecie, jesteśmy jedną z najaktywniejszych polskich mikronacji. Wystarczy spojrzeć na forum, stronę, Ćwirka, gdzie roi się od postów, artykułów i to na dość wysokim poziomie. Nie wspominając już o IRCu, gdzie codziennie gromadzi się około dziesięciu osób plus więcej i integrują się.

Myślę, że to są te praktyczne czynniki, które przyciągają ludzi do KS. Nie jest to jednak wszystko, przypominam sobie, jak jeszcze istniała Organizacja Polskich Mikronacji i debatowała właśnie nad uchwałą o uznawaniu tytułów. Wtedy to sarmacka dyplomacja zwiększyła prestiż swojego państwa.

Chcę przez to powiedzieć, że w Sarmacji naprawdę jest trudne, wręcz niemożliwe, aby w ciągu roku działalności dojść do tytułu hrabiego. System nagrodowy w KS jest tak rozciągnięty w czasie, aby człowiek mógł cały czas do czegoś dążyć, do jakiegoś celu i czerpał z tego choćby symboliczne profity w postaci właśnie tytułów szlacheckich czy też orderów.

Na pewno jest to zachęcające oraz mobilizujące. W momencie, kiedy przybywamy do RON, możemy w ciągu roku zasłużyć na, powiedzmy, tytuł Księcia, natomiast w Sarmacji trzeba prez lata napocić się na tytuł Diuka. Dlatego też uważam, że w KS zostają jedynie ambitne osoby, którym odpowiada współtworzenie takiego społeczeństwa. Osoby lubiące wyzwania, którymi nie kieruje próżność.

Jakie wyzwania napotkał Prześwietny na swojej drodze w Sarmacji? Warto było je podjąć, w ogóle przeprowadzać się do Sarmacji z – jeśli dobrze pamiętam – Kontynentu Wschodniego?
Zgadza się, jestem emigrantem, jak większość Sarmatów. Moją pierwsza mikronacją była Monarchia Austro-Węgierska. Jej wybór był spowodowany faktem, że zawsze interesowałem się historią, więc taka koncepcja państwa wirtualnego do mnie przemawiała. Niemniej jednak, zawsze byłam ciekaw sławnego, aroganckiego i buńczucznego państwa Sarmatów — a trzeba wiedzieć, że wtedy taka opinia o KS krążyła po Pollinie.
No i przybyłem, jeszcze nie jako Kaizer, lecz Jan Zamoyski. Wybrałem RSiT, głównie dlatego, że posiadało forum. Lista dyskusyjna jakoś mnie nie przekonywała. Dopadła mnie jaokś realioza, i nie wiem, po roku bądź dwóch, znowu zamieszkałem w Sarmacji.
Początki były trudne. Po powrocie czułem, że muszę się wszystkiego na nowo uczyć, jak dziecko, które zaczyna raczkować, bądź mówić.
Wyzwaniem na pewno było zintegrowanie się z sarmacką społecznością i zdobycie ich zaufania. Tutaj jestem szczególnie wdzięczny JO diukowi Zbyszkowi von Thorn-Brońkowi, który we mnie uwierzył i powierzył funkcję animatora kultury w Grodzisku. Wraz z upływem czasu coraz prężniej działałem w samorządzie, gdzie zdobywałem kolejne szlify do momentu, w którym zauważył mnie JO diuk Ivo Danuta Karakachanow Śr. i wciągnął w wir polityki centralnej. Również jemu jestem bardzo wdzięczny. Szkoda, że nasze losy potoczyły się tak, a nie inaczej i na sam koniec zostaliśmy wrogami. Zdecydowanie wyzwaniem dla mnie było zdobycie godności barona oraz dostanie się do Sejmu.

Jak wspomina Prześwietny Rzeczpospolitą Sclavinii i Trizondalu?
Cóż, słabo pamiętam te czasy, ale działo się, działo. Trafiłem tam właśnie w okresie debaty czy też przygotowań do secesji. RSiT była jednym z najaktywniejszych samorządów KS, była jednak przez Sarmatów traktowana lekceważąco, z przymrużeniem oka. RSiT poczuła powiew wolności i odłączyła się od KS. O dziwo, rozwód przebiegł dość spokojnie. To co utkwiło mi w pamięci, to właśnie rozmowy na skypie.

Rozmowy na Skypie zapewne pomagały w zacieśnianiu wirtualnych znajomości. Z tymi Prześwietny nie ma problemu — wszakże ma nawet hrabia wirtualną familię. Czym jest dla Prześwietnego wirtualna rodzina?
Ciekawe pytanie, pani redaktor zaskoczyła mnie. W sumie rodzinę w świecie wirtualnym odbieram jako formę emancypacji narracji. Chcę przez to powiedzieć, że fajnie mieć ród, być jego członkiem i rozwijać narracyjnie dynastię. Dążyć do tego, aby nazwisko Hohenzollern stało się głośne na cała Sarmację, rozpoznawalne w całym mikroświecie. Dobrze pozostawić po sobie spuściznę, wiedząc że to dziedzictwo będzie dalej kontynuowane. Może to zabrzmi to dziwnie, lecz familia jest tym, co chcę po sobie zostawić w wirtualnym świecie, czyli jest moją/wspólną historią pozostawioną dla potomnych.

Narracja to słowo, którego Prześwietny często używa. Wciela się hrabia w swoją postać, kreuje ją, a potem wyłącza komputer i w rzeczywistym życiu nagle staje się kimś kompletnie innym?
Pozwolę sobie tu zacytować Williama Szekspira — „świat jest teatrem, ludzie aktorami, którzy kolejno wchodzą i znikają”. Każdy z nas ma do odegrania jakieś role, tak w świecie wirtualnym, jak i tym realnym. Czy moje kreacje się różnią? Nie wydaje mi się.
W Księstwie Sarmacji odgrywam rolę obywatela, monarchisty, polityka, publicysty, animatora kultury, seniora rodu, przyjaciela, itd. W świecie realnym jest podobnie — muszę wcielać się w rolę syna, przyjaciela, pracownika budowlanego, obywatela oraz wiele innych, zależnych od danej sytuacji. Można do tego by dołączyć wiele cech charakteru — takich jak pomocny, komunikatywny, szczery, sumienny, koleżeński, rzetelny. Dlatego też uważam się za wartościowego człowieka, tak w świecie realnym, jak i wirtualnym. To nasze emocje, czyny, zachowania definiują, jaką jesteśmy osobą.

Znajduje kiedyś hrabia czas na to, aby być sobą?
Ależ ja jestem cały czas sobą. Role, w jakie się wcielam, które odgrywam, mówią jakim jestem człowiekiem, jaką jestem osobą. Natomiast różne sytuacje wymuszają na nas wszystkich, abyśmy przybierali różne maski i grali wyznaczone role w teatrze zwanym życiem. Nie ma w nich nic z sztuczności, plastiku. W większości przypadków musimy improwizować i tak właśnie odkrywamy kawałek po kawałku samych siebie.

Coś w tym jest. W teatrze sarmackim odgrywa hrabia również rolę aktywnego polityka. Ciężko to robić?
Bardzo trudne jest to zadanie, zwłaszcza jeśli ma się poczucie misji publicznej. Ciężkie jest codzienne przekonywanie obywateli do swoich racji. Wyczerpujące są debaty, dyskusje, poszukiwanie konsensusu tam, gdzie wydaje się to niemożliwe. Sarmacka polityka jest wyzwaniem, chociażby dlatego, że ilu Sarmatów, tyle opinii.
Wiadomo że nie da się uszczęśliwić wszystkich, jednak jest duże pole manewru aby zaspokajać potrzeby znacznej części społeczeństwa. To co w tym wszystkim ułatwia sprawę, to na pewno wiara w słuszność idei jaką się reprezentuje — w mym przypadku jest to tradycjonalizm sarmacki / sarmatopozytywizm. Pozwala to skupić się na faktycznych celach, na kluczowych elementach ważnych dla rozwoju państwa oraz samodoskonaleniu się wspólnoty.

„Słuszność idei” czy „misja publiczna” to sformułowania dosyć niecodzienne. Większość ludzi po prostu idzie do władzy po władzę, bez głębszej refleksji.
Czemu niecodzienne? Być może wielu młodych stażem tak podchodzi do sprawowania władzy. Patrząc na politykę w realu, można dojść do podobnego wniosku, że po prostu idzie się po władzę, żeby się nachapać. Ja reprezentuje nieco inną szkołę. Może jest to zbyt staroświeckie podejście pamiętające czasy wielkich myślicieli takich jak Sokrates, Platon, Montekiusz etc… Zacznijmy od tego, że władza nie jest żadnym przywilejem, jest raczej obowiązkiem. Obowiązkiem wynikającym z faktu, iż w sposób pośredni i bezpośredni jesteśmy odpowiedzialni za losy państwa, w jakim kierunku się ono rozwija. Zazwyczaj dokładamy wszelkich starań, żeby był dobrobyt. Jednak, aby to osiągnąć, trzeba nakreślić plan, wizję i podążąć w jej kierunku.

Biorąc pod uwagę stan sceny politycznej, wygląda to tak, jakby niewielu chciało się podjąć tego obowiązku. Jesteśmy leniwi?
Nie, nie jesteśmy leniwi. Po prostu ogranicza nas czas. Trzeba pamiętać że mikronacje to zabawa, hobby. Udzielamy się na tyle na ile możemy i nie ma w tym nic złego. Ważnym jest pamiętać, że państwo wirtualne jest po to, aby czerpać z niego przyjemność. Nie ma ono zastępować świata realnego lecz być dla niego odskocznią — dzięki której możemy się zrelaksować.

Czasami, pośród kłótni, relaks bywa mało możliwy…
No tak, ma pani redaktor rację. Jednak nie posiadamy daru wróżenia z fusów i nie widzimy przyszłości. Kłótnie wynikają z ścierania się poglądów, argumentów i niekiedy są potrzebne. Zresztą ostre dyskusje działają edukacyjnie, można poszerzać wiedzę na różne tematy i dowiadywać się nowych rzeczy. Niestety, kłótnie jest to ryzyko, którego nie sposób uniknąć.

Edukacyjnie, rzecze Prześwietny… Coś w tym jest. Natomiast, gdyby miał pórownywać hrabia Sarmację z innymi krajami, jak wypadłoby to porównanie i dlaczego?
To jakby porównać młot pneumatyczny z pyrolem. To jakby porównywać Wielką Brytanię z Republiką Burkina Faso. Różnica jest diametralna, wręcz kosmiczna. Przede wszystkim Sarmacja jest aktywna i liczna, i to jest nasz sukces, ponadto posiadamy specyficzny klimat jak i poczucie humoru.
No i dużą wagę przykładamy do wprowadzania nowych mieszkańców w życie państwa. Może nie tyle przez urzędy, biurokrację, choć tu też mamy mocno rozwinięty system socjalny, ale przez indywidualne podejście do nowego mieszkańca.
Droga redaktor, niech Pani sama sobie zada pytanie, ilu nowym mieszkańcom zdołała pomóc, ile godzin spędziła radząc świeżo upieczonym obywatelom. Myślę, że tu wynik jest jednoznaczny na korzyść Księstwa Sarmacji. Przyznam szczerze, że mało podróżuję po sąsiednich państwach, stąd też mam ograniczoną wiedzę w tej materii. Jednak patrząc z perspektywy czynników aktywnościowych, konkurencja wypada blado przy nas. Co nie oznacza, że powinniśmy popadać w samozachwyt, bo jest jeszcze wiele do zrobienia.

Co na przykład?
W zasadzie jest to temat stary jak Księstwo Sarmacji, chodzi tu o promocję. Tak w mikroświecie przez dyplomacje, jak i w internetach przez szukanie grupy docelowej mogącej zasilić szeregi naszego państwa. Nie ma co się oszukiwać, nie przyciągniemy do Sarmacji miłośnika wędkarstwa. Szanse są nikłe w takim przypadku. Sprawa ma się inaczej dla wielbiciela gier RPG, czy też początkującego blogera, bądź sympatyka jakiejś partii politycznej. To tam powinniśmy skupić się na promocji.

Ma to pewien sens, acz miłośników wędkarstwa też mamy — pozdrawiamy Jego Książęcą Mość, który przez pewien czas nawet angażował się w tworzenie związku wędkarskiego w Księstwie. Niestety, dyplomacja i promocja to tematy, które zawsze pojawiają się w toku debaty wyborczej, lecz nie zostają pociągnięte dalej. Niemniej, mikroświat się zmienia, a my musimy iść do przodu. Ten wywiad zostanie opublikowany już w roku 2016. Pokusi się Prześwietny o jakieś podsumowanie 2015 w Księstwie?
Droga redaktor, raczej się nie skuszę, z tego względu iż w 2015 roku byłem mało aktywny w Księstwie Sarmacji. Pozostaje mi życzyć wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku.

Przyda się. Ciąg dalszy podsumowań zatem — jeśli miałby hrabia podsumować swoje życie w mikronacjach, kogo uznałby Prześwietny za swojego mentora czy autorytet?
Jestem zadowolny z swojej kariery w mikronacjach, ze swojego życia. Wiadome, z pewnych czynów jestem dumny, z niektórych nie. Tak jak w realu powinniśmy się cieszyć każdą chwilą oraz planować i myśleć przyszłościowo. To już powiedziałem bodajże w tym wywiadzie, za mentorów uważam J.O Diuków Zbyszka i Iva, spoza Sarmacji był to na pewno JCiKM Franciszek Józef II. Autorytetem w Księstwie Sarmacji jest dla mnie na pewno osoba JKW Piotra II Grzegorza, z względu na jego rozległą wiedzę polityczną, społeczno-kulturową oraz za umiejętności informatyczne.

Do legendy przeszły wypowiedzi, w których hrabia bronił JKW Piotra II Grzegorza po jego spektakularnej abdykacji. Dlaczego? Niewielu miało na to siłę po tym, gdy zabrał system Złota Wolność.
Z powodu prostej ludzkiej poczciwości. Trochę z względu na lojalność wobec korony. Tak naprawdę jednak dlatego, że zawsze szanowałem i szanuję do teraz JKW Piotra II Grzegorza. Chociaż w kwestiach politycznych nie zawsze się z nim zgadzałem i ślepo przytakiwałem jego pomysłom. Zasadniczym jednak argumentem był fakt, że JKW na początku beta testów Złotej Wolności stanowczo zaznaczył, iż nie oddaje systemu w wieczne użytkowanie Sarmatom. JKW Piotr II Grzegorz był surowym lecz sprawiedliwym władcą. Wielu pochlebców JKW w tym czasie się od niego odwróciło. Słusznie bądź nie, nie nam to oceniać, historia oceni.

Jest sens być surowym władcą w mikronacjach? Jak w ogóle powinien zachowywać się monarcha w opinii hrabiego?
Myślę, że jest sens. Na wszystko nie można pozwalać, nie można ulegać, nie można dać sobie wejść na głowę, a raczej na koronę. Ta surowość pozwala tworzyć klimat oraz narrację, więc myślę że jest potrzebna. Monarcha powinien mieć pewien dystanas, być poważanym, postępować według pewnego rytuału, ceremonii oraz mieć w zanadrzu wysublimowany żart.

W ostatnich latach w Sarmacji jednak dążymy bardziej do większego luzu, odrzucając ceremonializm. Nie wszyscy przepadają za narracją. Chyba trochę szkoda.
Nie chodzi o to aby cały czas trzymać kij w dupie, lecz trochę nim tam pogmerać i od czasu do czasu go wyciągnąć. Dzięki temu jest miejsce na ceremoniał oraz na wyluzowanie. Te dwie rzeczy się wzajemnie uzupełniają, nie można być sztywnym jak Scholandczyk na mrozie, ale też nie można być jak Wandejczyk po wypiciu kilku szkanic antyalkoholu. Trzeba znaleźć złoty środek. Szkoda właśnie że wiele osób odrzuca narrację, to może martwić. A narracje mogą być przeróżne i dostosowane do każdego, wystarczy jedynie odrobina wyobraźni.

Chyba po prostu większość z nas nie podchodzi do Sarmacji jak do gry RPG, gdzie budujemy swoją kartę postaci…
Taaa… Lepiej się bawić w bezpłciową papierkologię. Ma pani redaktor rację. A tak na serio, narracja to kultura. Bez niej nie ma racji bytu żadne państwo wirtualne, ponieważ jeśli nie ubierzemy w szaty tego, co się dzieje w urzędach, nie sięgniemy głębiej w historię, lekko ją koloryzując, nie wysilimy chociaż trochę naszych szarych komorek i będziemy postępować według odgórnie nałożonych schematów, to faktycznie wtedy będzie to mało interesująca gra…

Widać, że lubi hrabia grać przeciwko schematom. W monarchii baridajskiej dosyć często wciela się Prześwietny w rolę opozycji.
Nie zawsze i niekoniecznie. Niekiedy do takiej roli zmusza mnie sytuacja, zwłaszcza w momentach kiedy panuje zastój, bądź cofamy się kilka kroków do tyłu. Gdy widzę, że nic się nie dzieje, wtedy staram się wkraczać do akcji, z lepszym bądź gorszym pożytkiem. Moje zachowanie oraz krytyka może motywować, ale też zniechęcać — jestem tego świadom.
Cóż, moja rola w Królestwie Baridasu wiąże się też z odwieczną rywalizacją z JO Diukiem Markusem Arpedem, którego z tego miejsca pozdrawiam. I nie jest to tak, że jeśli Arped jest za czymś, to ja jestem zaraz temu przeciw, i jak myślę jest też tak vice versa. Ma to też swoje uwarunkowania historyczne, o których pani redaktor jak i czytelnicy będą mogli przeczytać w Zamku Zollern bądź w żywotach rodu von Hohenzollernów.

Skąd ta rywalizacja z JO Arpedem?
Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Może dlatego że w tym samym czasie rozpoczynaliśmy karierę w Sarmacji - Baridasie. Markus chyba nawet trochę wcześniej w Teutonii. Różnimy się na pewno spojrzeniem na samorząd. Markus to typowy biurokrata, ja natomiast bardziej lubuję się w narracji i tworzeniu kultury. Rywalizacja napędza aktywność, więc jest wskazana. W każdym razie, obaj chcemy jak najlepiej dla Baridasu i Sarmacji.

W to nie wątpię. Co do tworzenia kultury, ostatnio na forum Księstwa padła teza, że polityka jest trudniejsza niż właśnie tworzenie kultury. Jak się Prześwietny do tego odniesie?
Z tego co sobie przypominam, to Wielmożny Ivan stwierdził, że kultura jest łatwiejsza niż polityka. Mniejsza o to, jak zwał, tak zwał. Polityka i kultura łączą się nawzajem, nie ma jednego bez drugiego. Obie dziedziny są mocno wyczerpujące intelektualnie.
Jednym będzie łatwiej przychodzić pisanie ustaw i argumentowanie za ich przyjęciem, drudzy lekkością pióra opiszą najdalsze zakątki Teutonii i jej historię, trzeci zaś zaargumentują daną ustawę przez piękny opis demonstracji poparcia przed Sejmem.
Chcę przez to powiedzieć, że polityka to nieustająca walka o hegemonię nad każdym aspektem życia. Sprowadza się to do tego, co lubimy bardziej robić — pisać wiersze czy też wypełniać formularze. A to, co lubimy robić, przychodzi nam łatwiej.

Złota zasada, jeśli chodzi o mikronacje. Tym niemniej, czas powoli kończyć tę rozmowę. Tradycyjne pytanie tej rubryki – kto następny do odpytania?
Następną osobą niech będzie Wielmożna Wicehrabina Irmina, ciekaw jestem jej kobiecego spojrzenia na Sarmację. Dziękuję pani redaktor za ten wywiad i pozdrawiam czytelników.

Zatem niech będzie. Jakieś ostatnie słowa, pozdrowienia, ciekawe sentencje życiowe?
Hrabia zrywa się nagle z krzesła. Zerknąwszy na zegarek, z pośpiechem łapie za aktówkę i mamrocząc wyrazy przeprosin, wspomina coś o pociągu do Baridasu. Szybkie pożegnanie i mój rozmówca znika, pozostawiając po sobie tylko niedopitą kawę i pełną popielniczkę petów.
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Cudzoziemiec, Markus Arped.
Serduszka
8 577,00 lt
Ten artykuł lubią: Krzysztof St. M. Kwazi, Siergiusz Asketil, Cudzoziemiec, Daniel January von Tauer-Krak, Otto von Spee-Asketil, Laurẽt Gedeon I, Marcin Stranczyk, Vladimir ik Lihtenštán, Irmina de Ruth y Thorn, Ivo Karakachanow, Heweliusz Popow-Chojnacki, Markus Arped, Juliette Alatriste, Tomasz Lerent-Popow, Tomasz Ivo Hugo.
Komentarze
Cudzoziemiec
CYTAT ROKU:
Cytuję:
Nie chodzi o to aby cały czas trzymać kij w dupie, lecz trochę nim tam pogmerać i od czasu do czasu go wyciągnąć.
Odpowiedz Permalink
Ivo Karakachanow
Tam zaraz wrogami.
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Jak zwykle znakomity wywiad :) dziękuję Prześwietnemu Hrabiemu za wytypowanie mnie:)
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Widzę, że rozmówcy dają na następne wywiady swoich znajomych, a szkoda,szkoda .. . .Nie mniej wywiad dobry.
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Jaśnie Wielmożna Markizo, pobudki jakimi kierowałem się typując kolejną osobę do wywiadu były prozaiczne. Po pierwsze ta jak napisałem, byłem ciekawy kobiecego spojrzenia na Sarmację. Dwa z tego co mi wiadomo Wielmożna Wicehrabina nie udzielała jeszcze wywiadu w GS niedzieli z.... Trzy Wicehrabina jest wieloletnią mieszkanką Sarmacji, i z chęcią bym usłyszał co się podziało, pozmieniało przez te lata.

Dlatego za bardzo nie rozumiem też zarzutu jakoby "że rozmówcy dają na następne wywiady swoich znajomych". Nie wiem skąd taki wniosek. Zresztą nawet jakby, to KS jest taką grupką bliższych bądź dalszych znajomych. Z racji faktu że trudno kogoś nie znać bądź niemieć styczności w tak wąskiej grupie społecznej. Więc trochę taki argument z dupy Markizo.
Odpowiedz Permalink
Sorcha Raven
Czekam z niecierpliwością na ten wywiad :D
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Bardzo rzeczowy i ciekawy wywiad, dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. No no nawet niektóre mi się spodobały...
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.