Park Stołeczny, Albert Felimi-Liderski, 09.12.2015 r. o 21:34
972 dni

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
B8VsjZS0.png

Jeśli już zabierasz się za czytanie - nie rób tego między wierszami. Informacji i przekazu - nie zawsze prostego - jest tu sporo.

972 dni.
11 kwietnia 2013 r.
9 grudnia 2015 r.

Bully.
Dean.
Stone Cold.
Goldberg.
Bobby.

Nie jestem typem społecznika. W sumie nie wiem dlaczego. Nigdy nie kręciła mnie zabawa w jakieś tam gimbazjalne samorządy, wolontariat i inne. Przecież to fajne. Pomagasz innym, robisz coś dla ogółu, bezinteresownie. Nic nie wymagasz, nic nie dostajesz. Spełniasz się na polu społecznym, uczysz czegoś nowego, masz okazję poznać różnych ludzi, dyskutować z nimi na różne tematy, sprzeczać się i godzić. Mieć problemy i wspólnymi siłami szukać z nich wyjścia. Radość z efektów, duma otoczenia i jakiś wewnętrzny spokój, że jest się ważnym i coś wartym.

972 dni to kupa czasu. Czasu, który ludzie pożytkują na wiele sposobów. Wspinają się po stromych szczeblach kariery zawodowej, wychowują potomstwo, zakładają firmę, piszą maturę, bronią magisterkę, udzielają się w Internecie, na forach, w mikronacjach... W Sarmacji, w 972 dni można zrobić praktycznie wszystko i zostać praktycznie każdym. No, może poza najwyższym Monarchą, do tego chyba potrzeba dużo więcej doświadczenia. Mniejsza. 972 dni to okres, w którym jest czas na wszystko. Na naukę. Na pracę. Na osiągnięcia. Na odpoczynek. Na realiozę. Na sukces. Na szacunek.

972 dni to mało czasu. Czym są te 2,5 roku w odniesieniu do wszystkiego, co nas otacza? Mając 2,5 roku, dziecko ledwo wypowiada pierwsze słowa, biznes mając 2,5 roku może dopiero się rozkręcać, w 2,5 roku nie jest nam dane nawet skończyć szkoły średniej... W Sarmacji w 972 dni ciężko zostać kimkolwiek. Zwykle masz słaby start, palniesz coś głupiego, skupisz na sobie negatywną uwagę ogółu i falstart jak ulał. Z rok minie zanim staniesz się sumiennie pracującym obywatelem i odkupisz swoje winy. Sejm? Może za 2-3 razem dostaniesz się do niego, może nawet z trzy razy z rzędu... możesz nawet mieć szanse na urząd Kanclerza przy odrobinie szczęścia! Ale może jednak Ci go zabraknie... Może zabraknie ci czasu. Na naukę. Na pracę. Na osiągnięcia. Na odpoczynek. Na realiozę. Na sukces. Na szacunek.

Jak widzicie, czas to pojęcie względne. W 972 dni można brnąć w to samo, albo nawrócić się chwalebnie. Można osiągać sukcesy, a można być podrzędnym wyrzutkiem, dla którego los nie był zbyt łaskawy. W ciągu 972 dni można zostać ulubieńcem tłumów, a także zrazić do siebie większość, albo i wszystkich.

Mój sarmacki zegarek zatrzymał się dla mnie dnia 11 kwietnia 2013 r. Jest to dzień mojego pierwszego „odejścia” z Księstwa Sarmacji. Dzień publikacji, wypełnionego żalem artykułu „O braku limesów słowo”. Dzień, w którym konto zostało opuszczone, ciasteczka wyczyszczone, a sarmacja.org z zakładek usunięte. Z perspektywy lat, tak powinno zostać. Mój powrót do KS, ogłoszony zaledwie po czterech miesiącach, był zdecydowanie przedwczesny i niepotrzebny. Mimo ówczesnych przekonań, wciąż byłem przepełniony żalem po wydarzeniach z kwietnia 2013 roku. Odcisnęły one na mnie straszliwe piętno. Raczej się już go nie pozbędę.

Stopniowe odejście ludzi, których darzyłem sympatią i szacunkiem ogromnym, było knockoutem, po którym do dzisiaj nie potrafię się otrząsnąć. Nazwiska muszą paść. Ivo, Grigorij, a przede wszystkim P2G. Osoby tworzące ówczesną, niezwykle barwną kulturę sarmacką, okraszoną nutką bananów, mimo wielu swoich wad, były i są dla mnie nierozerwalną cząstką Księstwa Sarmacji. Osobami, które zatrzymały mnie tutaj swoją barwą, swoim charakterem, osobowością. To ciekawe, gdyż wywołany wyżej Grisza był podstawowym i naczelnym hejterem, totalnie nieprzystosowanego do internetowego środowiska Albercika. To też jest z pewnością kwestia warta omówienia. Do dzisiaj twierdzę, że najlepsza rzecz, jaka może spotkać nowego mikronautę, to solidna dawka krytyki, spadająca na jego poczynania. Jeśli jej nie przetrwa – cóż, bywa. Jeśli jednak nie podda się i będzie chciał pokazać wszystkim, że jest coś lub zdecydowanie więcej niż tylko ‘coś’ wart – mamy zahartowanego obywatela na lata. Wracając. Cała ta atmosfera, kultura, były czymś niesamowitym dla mnie wtedy i zresztą teraz także.

Na osobny akapit zasługuje Piotr II Grzegorz, czyli Książę, panujący do okolic pamiętnego dla mnie 11 kwietnia. Ciężko znaleźć mi osobę, którą darzę w środowisku mikronacyjnym szacunkiem tego pokroju. Akceptuję wady i być może złe „rozegrania” niektórych sytuacji w przeszłości. Niestety, każdy z nas, obarczony jest mniejszą lub większą dawką minusów. P2G „kupił” mnie od samego początku Złotą Wolnością, nowoczesnym podejściem do Sarmacji i swoją ogólną opiekuńczością skierowaną w stronę obywateli. Żałuję, że JKW rozstał się z Sarmacją w nienajlepszych stosunkach – czasu się jednak nie cofnie.

Wróćmy jednak do wątku głównego. Wracając do KS w sierpniu 2013 r., zaliczyłem delikatny falstart i o ile nie pamiętam już dokładnych okoliczności, to miałem w głowie wiele pomysłów, niestety do dzisiaj niezrealizowanych. Dużo ważniejszą datą jest sierpień 2014 r., gdzie właściwie zaczyna się główny powód, dla którego piszę to wszystko. Wróciłem inny. Odmieniony. Gotowy do działania.

Moja działalność od sierpnia 2014 r. do kwietnia 2015 r. oscylowała w okolicach fajnej, pożytecznej. To przecież wtedy powstały projekty jak FC Bullace, wywiady serwowane przez Bully Corporation, czy kapitalny projekt HotStone 24 – który, niestety, zawiesiłem tudzież porzuciłem. Tradycyjnie jednak, coś musiało nie grać. I była to głównie moja działalność w GiSie, zakończona ogólnoprowincjonalną kłótnią, podziałem, odejściem sporej grupki osób. Nie poczuwam się bardzo odpowiedzialny za tamte wydarzenia, choć z pewnością można było je rozegrać lepiej i z mniejszą szkodą dla wszystkich.

I tu zaczyna się moja współczesna historia. Historia, z której nie jestem dumny. I mimo, że nie doczekałem się banicji, długiego wyroku, wykluczenia społecznego, o tyle moje zachowanie wobec niektórych nie było „fair”. Historia, która ma swoje korzenie we wszystkich wcześniejszych wydarzeniach, sytuacjach, które mnie dosięgły. Działalność przepełniona ukrytym żalem pod postacią błyskotliwej postaci, próbującej walczyć z nie wiadomo do końca czym, na sposób, który nie ma racji bytu. Szukanie swojej tożsamości, próba ukrycia wszystkich emocji, z którymi jednak wojny nie da się zwyciężyć. Ostatnie kilka miesięcy, spędziłem na IRCu, będąc często niefajny, irytujący, momentami chamski. Dla osób nieprzebywających zbyt często na sarmackim kanale, byłem w sumie nikim specjalnym, może tylko gościem zmieniającym imiona, który skrobnie czasem jakiś wywiad, albo pośmieje się z kogoś na forum.

W dniu wczorajszym nastąpił dla mnie dzień przełomowy. Dzień, w którym nastał w końcu tak przeze mnie omijany na wszelkie sposoby dzień rachunku sumienia, podsumowania tego, co dokonałem w ostatnim czasie i jak odbiło się to na moim powszechnym odbieraniu, szacunku. Podsumowanie? Szczerze? Nie chcę skończyć odchodząc, przy ogólnym uradowaniu społeczności, czego doświadczamy dzisiaj, w przypadku Lamberta. Nie chcę być zapamiętany jak hejter, którego jedynym celem w KS było... no właśnie, co? Nie chcę, aby zapomniane zostały mi wszystkie jakieś tam osiągnięcia, zasługi, projekty, dzięki którym dorobiłem się także tytułu arystokratycznego. Nie chcę, aby Albercik, który błąkał się z dziwnymi ludźmi na dziwnych, sarmackich zjazdach, został zapamiętany źle, jako osoba nielubiana, niepożądana, a wszystko przez 972 dni...

W dniu dzisiejszym licznik się zatrzymał. 972 dni to historia, o której nigdy nie zapomnę, ale też taka, do której nie zawsze będę chętnie wracał. Koniec z uciekaniem od własnych doświadczeń i chowaniem się pod skorupą „zdemoralizowanego gnojka”, na jakiego wyraźnie się stylizowałem. Nie, nie zamierzam być od dzisiaj strażnikiem tęczy i tego, co dobre. Nie, nie liczę na mizianie po jajkach i natychmiastowe pokochanie. Proszę jedynie o zrozumienie, gdyż wiem, że jeszcze nie jedną, dobrą rzecz jestem w stanie dla Księstwa zrobić. Po prostu. Przepraszam.
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Vladimir ik Lihtenštán, Markus Arped, Karolina Aleksandra.
Serduszka
8 591,00 lt
Ten artykuł lubią: Cudzoziemiec, Kristian Arped, Laurẽt Gedeon I, Vladimir ik Lihtenštán, Młynek Kawowy, Alfred, Michaś Elżbieta II, Michał Pséftis, Markus Arped, Irmina de Ruth y Thorn, Fryderyk von Hohenzollern, Andrzej Fryderyk, Karolina Aleksandra, Ivan von Lichtenstein.
Komentarze
Cudzoziemiec
"Mając 2,5 roku, dziecko ledwo wypowiada pierwsze słowa" - musiałbyś usłyszeć jak NAWIJA moja córka mając 2 lata i 5 miesięcy ;)
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Każdy z nas ma gorsze i lepsze chwile, które przeplatają się różną ilością czasu. Życzę Ci wszystkiego najlepszego i cały czas zastanawia mnie Twoja rekordowa ilość zmian własnego wizerunku. Nie mieszkam tu zbyt długo, ale dla mnie jesteś rekordzistą ;)
Odpowiedz Permalink
Lambert von Güden
hehe
"ogólnym uradowaniu społeczności"
To jest naczelnego smutasa Vladimira i zabłąkanego RCA?
lel
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Po pierwsze: Lol! Po drugie: artykuł świetny, według mnie przecudownie piękny i lekki styl, ale temat całkowicie nietrafiony. Po trzecie: Jesteś hejterem, masz specyficzne, odstające od szeregu poczucie humoru, ale nie jesteś kimś takim jak Lamberta*. Z pewnością nie cieszyłbym się na Twoje odejście.

* Nie wiem, jak powinienem określić ten typ. Pewnie negatywnie.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Cóż za pasjonujący kac moralny. To witamy z powrotem tradycyjnym TL;DR.
Odpowiedz Permalink
Lambert von Güden
Taki nudziarz z ciebie, Vladi.
Kiedy odchodzisz, Vladimir? Mam nadzieję, że niedługo ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.