Głos Sclavinii, Karolina Aleksandra, 16.07.2015 r. o 01:29
Pocztówki z Republiki No-life-ów

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
82OyQZ5z.png
Pocztówki z Republiki No-life’ów

Piątego września 2014 roku Michał v-hr. Bryennios złożył dymisję ze stanowiska Kanclerza. — Nie jestem w stanie poświęcić Księstwu i Sclavinii nawet dwóch-trzech godzin dziennie, nie mówiąc już o dawnym, ośmio- czy dziesięciogodzinnym standardzie, jaki dawniej uprawiałem — mówił, uzasadniając swoją decyzję.

— Republika No-Life nie wytrzymuje tempa, które sama sobie narzuciła — rzucił z przekąsem diuk Kwazi — Nawet 3 godziny, poświęcane Sarmacji regularnie - codziennie, to dość sporo.

Dwudziestego czwartego października Sarmacki Ośrodek Badania Opinii Społecznej ogłosił wyniki ankiety, która zapytywała respondentów o to, ile czasu spędzają w Sarmacji. Na 36 osób, 24 przyznały się do zaglądania na strony Księstwa co parę godzin lub częściej. A w komentarzach na forum do sondy pojawiały się uwagi o braku opcji „co parę minut”.

Przedstawiamy jedyny w swoim rodzaju reportaż z Rzeczypospolitej Nołlajfowskiej, połączony z przemyśleniami osobistymi autorki i przeplatany wypowiedziami osób pytanych w ostatnich dniach o różne kwestie.

* * *

gRY7aOd3.png

Ściskam i pozdrawiam z mroźnego i mrocznego Srebrnego Rogu. Jest niesamowicie!

W październikowej sondzie najciekawsze było to, że mimo tego, że te dwadzieścia cztery osoby zaglądały do Księstwa co parę godzin, wówczas aktywności nie było za bardzo widać.
— Szokujące [wyniki – przyp. red.], owszem. Ale raczej dlatego, że tego troszkę.. hmm.. nie widać? — komentował wówczas markiz Altborka.
Tego lata na IRCu codziennie pojawia się sporo osób, tak samo pewnie sporo osób zagląda do Księstwa.
— Słów brak — w ten sposób Laurencjusz Ma Hi baron von Vincis-Kazakov ocenia obecną aktywność w Księstwie.
— Obecny poziom aktywności w Księstwie jest adekwatny do panującego sezonu ogórkowego. W zasadzie to powiedziałbym nawet, że jest lepiej niż mógłbym się spodziewać. Wcale jakoś strasznie nie zwolniliśmy z tempem życia, a bywało w wakacje tak, że padały może cztery posty na dzień. Także nie ma co narzekać — tonuje diuk Czuguł-Chan.

Zmagamy się z okresem wakacyjnym, który jest czasem wyjazdów, ale i czasem, gdy młodzież posiada mniej realnych obowiązków. Mimo wszystko, aktywność zauważalnie spadła. Artykuły pojawiają się raz na parę dni, a na forach samorządowych czas upływa raczej leniwie. Kącik propagandowy zapraszający na 13-lecie Baridasu został zmieniony dopiero po 10 dniach od imprezy.

Wydaje mi się, że zamknęliśmy się w błędnym kole. Wszyscy zaglądamy bardzo często (na miarę naszych możliwości) do Księstwa. Szukamy tutaj emocji, czegoś, co będzie można skomentować. Nie ma ich, nie ma więc naszych postów, artykułów, polemik. A skoro nie ma artykułów, które w jakikolwiek sposób wzywałyby kogokolwiek do udzielenia odpowiedzi na jakieś pytania, nie ma emocji. Nie ma sporów politycznych, bo nie ma kto ich wzniecać. Nie ma kto komentować naszej, sarmackiej, rzeczywistości.

Przemowa Kanclerza Ahabejża, w której przedstawiał plany Rządu, zyskała 9 serc i jeden polemiczny komentarz. Niedawny artykuł informujący o sytuacji w Sejmie autorstwa Ignacego Kursa, który właśnie zyskał obywatelstwo sarmackie, to jest początek cyklu, którego prasa sarmacka potrzebuje. Też nie dostał dużej ilości serc, ale po komentarzach widać pewne ożywienie.

GAP stara się informować o tym, co się dzieje, ale nie wszyscy go śledzą, i nie można zawrzeć w nim dłuższego komentarza. Brakuje nam subiektywnego podejścia do życia politycznego. Brakuje nam dziennikarzy. Głównie dlatego, że większość z nich jest politykami.

* * *

1fnOO80z.png

Nie widziałam jeszcze żadnego nudysty na plaży w Soli, ale jeszcze parę dni urlopu zostało, więc nic straconego! Jest gorąco i cudownie, pozdrowienia z pięknej Tropicany.

A jeszcze tak niedawno w prasie codziennie pojawiało się coś nowego. Ba, jednego dnia i pięć artykułów, jeśli nie więcej, mogło się pojawić. Tu konkurs, tam artykuł narracyjny o Teutonii.

Co się zepsuło?

Może to, że w konkursie z okazji 13-lecia Baridasu udział wzięło bardzo mało osób. Może to, że Lord Koadiutor Heach wydał nagrodę tylko jednej osobie za udział w konkursie teutońskim. Może to, że FotoZagadka Rady Ministrów nie zyskała zainteresowania więcej niż 10 osób przez cały czas organizowania tego konkursu.

Czasami autorom inicjatyw czy opisów nie wystarczy tylko walnięcie serca bez przeczytania artykułu. Czasami, gdy nie ma nawet serca, to już ich wystarczająco zniechęca. A już gdy ogłasza się konkurs i nikt nie bierze w nim udziału…

Wtedy się człowiek zniechęca. Tak po prostu. Przestaje więc organizować konkursy. Przestaje pisać, czy to artykuły, czy posty na forum, jeśli nie widać reakcji na nie. Czasami chciałoby się zobaczyć nawet tylko krytykę. Bo to też jakaś reakcja.

Można mówić, że liberty są mało wartościowe, więc po co brać udział w rywalizacjach, gdzie są nagrodą?

— (...) Nie cierpię języka niemieckiego, ale w konkursie udział wziąłem. Nie znam historii Loży Rycerzy Teutońskich, ale udział w quizie wziąłem. Grafikiem nie jestem, ale w inicjatywie graficznej JO Czuguł-Chana udział wziąłem. Dla frajdy, nie licząc na zwycięstwa — powiedział Roland Heach w wywiadzie dla Głosu Sclavinii.

* * *

0i3KxWhj.png

Dużo zieleni i betonu. Cóż za miasto paradoksów. Załączam pozdrowienia z Eldoratu.

Gdzieś zgubiliśmy radość z bycia w Księstwie i rozwijania naszych zdolności. Radość, która nas motywowała do pisania o różnych rzeczach, która motywowała do rozwijania naszego świata, dodawania do niego nowych elementów.

Dzisiaj chodzi tylko o system i informatyzację. Bo bez tego nie ma życia na osiedlu. Albo jest — ale słabe. Najczęściej winę za to zrzuca się na Radę Ministrów albo Naczelną Izbę Architektury. Bo nie ma systemu, więc nie chce się nam działać.

Czekamy wiecznie na informatyków, bo przecież nie możemy realizować żadnych inicjatyw, jeśli nie jest to w formie aplikacji. Nic innego nie jest atrakcyjne.

Rada Ministrów może zasuwać, ale co z tego, skoro potrzebne są jeszcze inicjatywy oddolne, takie jak tomik wierszy Heacha, z których dochód poszedł na konto Rządu? Nie chodzi o czyn społeczny na rzecz RM. Chodzi o to, aby Sarmaci sami chcieli bawić się w swoim gronie.

— O ile się nie krzyczy na prawo i lewo co zostało zrobione, to nawet jeśli informacje są dostępne - choćby w DP - z czasem słychać coraz więcej opinii że dana Rada Ministrów “nic nie robi". Oczywiste przykłady to MSZ - to praca mało widoczna z założenia. Ale podobnie MSW na przykład — komentuje Wojciech v-hr. Wiśnicki, były Kanclerz — Ogarnianie wypłat też trochę czasu zajmuje, a w praktyce tego "nie widać". Są też stołki bardziej wyeksponowane na oczy publiki, choćby MDN, ale ogólnie RM to raczej mało widoczna praca.

— Od władzy wymagamy zazwyczaj, by podtrzymywała i zwiększała aktywność obywateli, wychodziła z nowymi inicjatywami, reformowała i promowała Sarmację. W praktyce jednak administracja musi się w pierwszym rzędzie zajmować codzienną biurokratyczną krzątaniną niewidoczną z perspektywy zwykłego mieszkańca, który nie zbliżył się do centrali — pisze Henryk K. Leszczyński w swoim artykule — Wszystko to władza robi w ogniu krytyki szarych obywateli, którzy nie rozumieją, czym ta władza jest tak zajęta, skoro efektów nie widać i opozycji, która doskonale to rozumie i dlatego z tego korzysta.

Z kolei NIA na bieżąco reperuje i dodaje nowe funkcje. Przedwczoraj pojawiła się opcja podglądu komentarzy i listów w Poczcie Konnej. Na giełdzie znaczków po cichu pokazała się opcja przekazania komuś znaczka. Czy ktoś na forum lub w DSG wyraził jakieś słowo podziękowania?

A skądże.

Za to wszyscy oczekują od władzy — w zasadzie nie wiadomo czego. Tego, że zastąpi obywateli w działaniu?

* * *

cpQ0V5wM.png

Stolica Sarmacji i konglomerat kultur. Taki jak Sarmacja. Ściskam z Książęcego Miasta Grodziska.

Wiele osób zwracało uwagę na to oczekiwanie aktywności od innych przy niedawaniu zbyt wiele od siebie. Wyczerpani namiestnicy i Kanclerze irytują się, gdy ktoś rzuca, że nic nie robili.

Doprowadziło to u niektórych do odwrotnego i skrajnego trendu — uznawania, że jeśli ja jestem bardziej aktywny niż ktoś inny, to oznacza, że mogę olać jego krytykę, nawet jeśli słuszną i konstruktywną. Mimo że mamy w KS bardzo dużo osób, które może nie siedzą po dziesięć godzin dziennie, ale od czasu do czasu zaglądają, śledzą wydarzenia i mają o nich własną opinię. Mimo że ich nic nie zobowiązuje — czasami nie mają nawet obywatelstwa — to wciąż są ciekawi, co się u nas dzieje.

— Prawdopodobnie bardziej bym oparł się na zdaniu aktywnego uczestnika wydarzeń, niż biernego obserwatora. Dlaczego? Bo jest własnie uczestnikiem i jako osoba niejako biorąca udział w większym stopniu niż osoba nieaktywna, ma w mojej ocenie, większe prawo do kreowania decyzji — przyznaje Roland Heach, zapytany o to, co uczyniłby, gdyby spotkał się z dwoma różnymi opiniami, jedną pochodzącą od osoby aktywnej, drugą od mniej aktywnej — Najważniejsze jest jednak, by wysłuchać obydwu osób i od każdej dowiedzieć się czegoś wartościowego.

Każdy obywatel i mieszkaniec jest ważny. Nawet jeśli tylko siedzi na IRCu albo od czasu do czasu coś skomentuje. Tym też przecież dorzuca pewną cegiełkę do aktywności i budowania Księstwa.

* * *

kEeZLj86.png

Dopłynęliśmy do portu morskiego w Ferze. Jest wspaniale. Przesyłamy pozdrowienia.

Nasze życie to życie od wydarzenia do wydarzenia. 13-lecie Sarmacji, potem Baridasu, niedługo 12-lecie Teutonii. W międzyczasie kampania wyborcza, jedna z bardziej gorętszych kampanii ostatnich lat. Kampania, w której faktycznie zaprezentowano konkretne pomysły na Sarmację. A, i spór o (jeszcze) Gellonię i Starosarmację, która ma być niedługo Koroną Sarmacji.

To dowodzi, że potrafimy wykrzesać z siebie aktywność. Potrzebujemy tylko czegoś, co nas ruszy.

Kampania wyborcza dała nam spory zastrzyk energii. Tylko że ta energia powoli się kończy. Front Robót wystawił na sztandary Serieusa bnta Ahabejża z jego programem. Zaczęli z przytupem, za porażkę uznając to, że nie zyskali powyżej połowy mandatów w Sejmie. W zasadzie mieli rację. To oni i SF zasłużyli najbardziej na zwycięstwo, bo de facto tylko oni angażowali się w kampanię wyborczą. Plakaty, postulaty, dyskusje. To było fajne.

Teraz, po walce Ahabejża z realiozą i jego dymisji, okazało się, że nie ma nikogo, kto mógłby go zastąpić i pociągnąć tę wizję na czele koalicji FR-SF, którą przecież niełatwo było utworzyć. Do końca nie było wiadomo, czy będzie FR-SF, FR-PS czy może PS-SF. Wszystko było możliwe.

— W momencie powołania rządu, dużo bardziej zanosiło się na to, żę sam będę musiał podać się do dymisji, niż Kanclerz. Niestety, niedługo później okazało się, że Kanclerz jest stosunkowo nieuchwytny — mówi wicehrabia Angloviasty, Minister Spraw Wewnętrznych — Stało się to bardzo wcześnie – nie zdążyłem nawet całkowicie zaprezentować mu swoich pomysłów na mój urząd. Niestety, oprócz nieobecności sławetnego baroneta Ahabejża, nieobecny był jeden z podkanclerzych. Reszta Rady Ministrów, działała samodzielnie, jako iż zanim realioza dopadła Kanclerza, nie zdołano utworzyć miejsca wspólnej komunikacji. Na mnie spadło też wykonanie najpilniejszej rzeczy – spłacenie zobowiązania Rady Ministrów wobec Samorządów Księstwa Sarmacji. Rząd do czasu dymisji nie funkcjonował też długo – należy pamiętać jak szybko ona nastąpiła. Z ręką na sercu mogę powiedzieć – wszystko zapowiadało się dobrze, jednakże realioza… Ta piekielna choroba potrafi zniszczyć wszystko. I tak wszystko zaczęło się sypać — tłumaczy.

— Wszelkie działania prowadzone w ramach RM i podział obowiązków zostały ustalone przed powołaniem rządu, w każdym razie miałem być odpowiedzialny za papierologię, pocztę, wszelkie rodzaju wnioski i komunikację wewnątrz RM — opowiada kaw. Krak de Shall Vie — Niestety Sławetny Serieus nie podołał na samym początku, gdyż chciałem na kilka dni odpocząć. Wziąć się w garść, bo miałem wątpliwości. Informowałem o tym kanclerza, niestety wyszło jak wyszło i przepraszam wyborców Frontu, że powstała taka sytuacja. Jeśli dostanę szansę, w nowym rządzie postaram się zrealizować większość postulatów Frontu i naprawić to co zepsuliśmy.

— Ciężko ocenić coś, czego za bardzo się nie widziało. Na początku kadencji Sejmu i tuż po wybraniu bnt. Ahabejża wymieniliśmy kilka postów i było widać zapał do pracy, a przede wszystkim pomysł na rządzenie Księstwem. Niestety później kontakt się urwał, a ostatnio nie doczekałem się nawet na odpowiedzi na kilka moich listów — mówi Jego Książęca Mość Tomasz Ivo Hugo, zapytany o ocenę rządów Ahabejża.

— O ile rezygnacji Marszałka Sejmu nie rozumiem, bo Wielmożny Pan Siergiusz v-hr. Asketil, mimo kilku nieznacznych błędów, sprawował urząd dość dobrze, o tyle rychłej dymisji Kanclerza się spodziewałem. Mam wrażenie, że Front Robót wygrał wybory z hasłem przewodnim „My zrobimy więcej”, tudzież „Oni nie robili nic”, a okazało się, że rząd stronnictwa Sławetnego Pana Serieusa bnt. Ahabejża zrobił o wiele mniej niż rząd Porozumienia Sarmackiego, a w zasadzie — ograniczył swoją aktywność do wypłacenia subwencji po terminie i rozpatrywania wniosków. To, owszem, zdarza się, gdy ambicje kandydata na Kanclerza zderzą się z ograniczoną ilością czasu w bezlitosnym świecie realnym, ale przecież to samo spotkało Wielmożnego Pana Wojciecha v-hr. Wiśnickiego, który był zewsząd atakowany — i to nie tylko przez działaczy ówczesnej opozycji — krytykuje markiz Arped.

W sondzie hr. Kawowego, którą przeprowadził, sześć osób opowiedziało się za przeprowadzeniem ponownych wyborów. Wyłączając jedną, która przyznała, że wybrała tę opcję dla żartu, to wciąż pięć osób. I o tej opcji szepcze się coraz mocniej, zwłaszcza od momentu dymisji Ahabejża.

— Nowe wybory nie zmienią niczego, wynik prawdopodobnie byłby podobny jak w przypadku ostatnich wyborów, prawdziwym problemem jest brak ludzi nadających się na kanclerza — stwierdza otwarcie Daniel Krak kaw. de Shall Vie. Powtórzmy to sobie, Front Robót — mając nakreśloną wizję Sarmacji i konkretne cele, które nieraz przedstawiał — ma problem z osobą, która będzie koordynowała realizację tej wizji. Mając w szeregach Angloviastego, Kraka, Kawowego, a do tego w koalicji Federalistów z Kwazim czy Heachem. A Kanclerz nie zrezygnował z powodu braku motywacji do działania, ze zmęczenia, a z realiozy.

— Nowe wybory nic nie zmienią, nie dadzą żadnej nowej energii. Do tego potrzebny jest nowy gracz. Chyba, że Stronnictwo Federalne się zmobilizuje, weźmie większość mandatów i zacznie rządzić z rozmachem. Wówczas powinna pojawić się naturalna opozycja. I jakoś pociągniemy. Ale chcę zobaczyć tę wolę walki u federalistów — wyznaje Leszczyński.

— Nowe wybory nic nie zmienią — kręci głową markiz Arped.

— Jeśli nie będzie szybkiego porozumienia między tymi co wygrali wybory, to trzeba rozpisać nowe — stwierdza krótko Laurencjusz Ma Hi baron von Vincis-Kazakov.

Co dalej z Frontem Robót?
— Wewnątrzpartyjne zmiany i reformy, wybierzemy nowego szefa partii, prawdopodobnie również jeszcze raz określimy wygląd Sarmacji do której będziemy chcieli dążyć. Będziemy również poszukiwać nowych członków — zapowiada Krak de Shall Vie.

* * *

1beYJ60s.png

Ściskam i całuję, śląc gorące słowa z zapomnianego miasta — Cracoffii.

Stołek Kanclerza od jakiegoś czasu nie cieszy się wielkim powodzeniem. Zaczęło się już od Sejmu Walnego (który zresztą miał być receptą na kryzys), gdzie diuk Torped po początkowych kontrowersyjnych decyzjach i sukcesach, zaczął zapadać na realiozę. Jego następcą został Roland Heach, którego jednak połączenie spraw realnych i gorących emocji w wirtualu doprowadziło do uzyskania wotum nieufności. Represja znowu przejęła władzę, tym razem na stolcu kanclerskim obsadzając Michała Bryenniosa.

Jednak on z kolei wybrał się na bardzo długi wyjazd wakacyjny. Co ciekawsze, był to jeden ze sprawniej działających rządów. Podkanclerzowie Levengothon, Romański i Paczenko doglądali wszystkiego.
— Rada Ministrów trzymała się przede wszystkim dzięki aktywnym działaniom podkanclerzych Paczenki i von Levengothona, a także pracy JKW Helwetyka. Nie miałem przez nieobecność żadnego wkładu w prace rządu, więc po powrocie musiałem wdrożyć się od nowa. — mówił w rozmowie z Głosem Sclavinii Bryennios.

Po Bryenniosie misji stworzenia rządu ponadpartyjnego podjęłam się ja. W międzyczasie Sejm Walny się skończył, nastąpiły pierwsze wybory do tradycyjnego parlamentu. Kanclerzem po nich został Wojciech v-hr. Wiśnicki, który przetrwał jedną kadencję i połowę drugiej, zanim i go uderzyła realioza. Jego kadencję dokończył Asketil, a potem nastąpiły kolejne wybory… I jesteśmy w tym momencie, w którym jesteśmy.

Ciężko winić Kanclerza Ahabejża za istnienie realiozy, lecz cała ta sytuacja jest mocno niekorzystna dla Frontu Robót, który miał zmieniać i naprawiać. A wiem, że plany mieli. W pamięć zapadła mi rozmowa z Ahabejżem, gdy podeszłam do niego i zaczęłam mówić o czymś, do czego — jak mi się wydawało — miałam rozsądne podejście, a on nieco zbyt rewolucyjne. Szybko mi udowodnił, że to mój pogląd na ten temat jest formą stagnacji. Liczyłam więc na wiele, chociaż wiedziałam, że będzie to dla niego trudne zadanie, ze względu na to, że większość ludzi w tym rządzie jest nowa w temacie Rady Ministrów i jej funkcjonowania. Liczna biurokracja i rzeczy do wykonania, które należy wykonać, a których nie widać na co dzień na pewno stanowią wyzwanie dla wszelkiej maści nowych.

— Dziennik Praw, żmudne nowelizowanie kolejnych aktów prawnych, liczenie rankingów, budżet, wypłaty, pilnowanie aktywności urzędników, podtrzymywanie istniejących inicjatyw, o których już nie pamiętamy — wylicza w swoim artykule diuk Leszczyński — Rzadko kiedy można wykrzesać z siebie siłę i znaleźć kadry do przeprowadzenia faktycznej reformy lub stworzenia efektownej inicjatywy.

— Rezygnacja Kanclerza jest naturalna — stwierdza krótko Ignacy Chojnacki-Ferski, markiz Altborka.

Chyba wszyscy liczyli na Front Robót, że będzie kontrowersyjnie, ale ciekawie. Niestety, nie tylko Kanclerzowi się nie powiodło — po ataku jednego z posłów, dymisję złożył Marszałek Sejmu, startujący z listy Frontu Robót jako kandydat niezależny. Jego funkcję przejął Marszałek-Senior, Krzysztof St. M. diuk Kwazi, który później został także wybrany na nowego Marszałka Sejmu. Siergiusz v-hr. Asketil napisał krótko i zwięźle o swojej rezygnacji. Dopiero w swoim oświadczeniu rozwinął swoje motywy, wskazując m. in. na atmosferę panującą w Sejmie.

— Doskonale widać, że Wielmożny Pan Siergiusz v-hr. Asketil pije w swoim oświadczeniu bezpośrednio do mnie. Nie robię z siebie żadnego „błazna”, a moje poprawki nie miały na celu zademonstrowania swojej obecności — stanąłem w obronie osób, które działają i tworzą organizacje paramilitarne, a które wolałyby, aby te podlegały pod Jego Książęcą Mość, nie zaś pod Hetmana Wielkiego — kontruje Markus Arped — Złożyłem również wniosek o odrzucenie projektu Ustawy o opłacie za niegłosowanie w Sejmie, który uważam za bzdurny, bo taka kara nie ma większego sensu, co zresztą powtarzam od samego początku, a także zwróciłem Wielmożnemu Panu Siergiuszowi v-hr. Asketilowi uwagę, że najpierw powinien rozpocząć głosowanie tegoż wniosku, a następnie dopiero poprawek do projektu.

— Nie śledzę uważnie wszystkich pyskówek w Sejmie, ale decyzja marszałka wydaje się dojrzałą i motywowaną politycznie. Nieszczęśliwie nałożyła się jednak na dymisję kanclerza. Obawiam się więc, że Front Robót jest już w proszku, bo Siergiusz Asketil, choć bez partyjnej legitymacji, wydawał się ważną postacią w tej partii — mówi nam Leszczyński.

— Muszę przyznać, że gość jest naprawdę pracowity. Mało kto robi tyle co on — stwierdza baron von Vincis-Kazakov.

Istotnie, od początku kadencji daje się obserwować różnorakie utarczki między posłami. Jest to wprawdzie miła odmiana od poprzednich kadencji, gdy w debatach sejmowych nierzadko zapadała cisza, ale z drugiej strony, zarówno sam ex-Marszałek, jak i niektórzy posłowie nie szczędzili sobie czasami ostrych słów. Na usprawiedliwienie Asketila rzec należy, że jednak był niesamowicie pracowity, drobiazgowy i generalnie merytoryczny.

— Jest ona [dymisja - przyp. red.] spowodowana sprawami wewnętrznymi Królestwa Baridasu, wywlekanymi na grunt polityczny — twierdzi wicehrabia Angloviasty — Konflikt Markusa markiza Arpeda i Siergiusza wicehrabiego Asketila przychodzi właśnie z gruntu samorządowego. Nie umiejąc zachować ich właśnie tam, mogliśmy obserwować w Sejmie różne, nieco specyficzne akcje. Cóż, mogę to skomentować tylko w jeden sposób – każda ze stron ma trochę racji, jednak wielu niepotrzebnych słów i czynów można było uniknąć. I ubolewam, że ostatecznie skończyło się to dymisją. Jestem w stanie zrozumieć zmęczenie Marszałka Asketila. Wszak nie jego błąd był powodem dymisji, ale cała atmosfera.

— Nie jestem w Sejmie po raz pierwszy, zatem nie takie spory i waśnie między posłami miałem okazję zobaczyć. Nie uważam, żebym kiedykolwiek — także w trakcie obecnej kadencji Sejmu — był zbyt ostry i niemerytoryczny — mówi markiz Arped.

— Skład mieszany — mówi o obecnym Sejmie markiz Altborka — Kilku ludzi, którzy spokojnie dostaliby ode mnie dożywotni mandat i kilku wafli, którzy nie powinni się tam znaleźć. Skład i tak lepszy niż ostatnio.

— Nie zamierzam również przepraszać Wielmożnego Pana Siergiusza v-hr. Asketila za to, że wiążę go z Frontem Robót — oświadcza markiz Arped — Trudno nie wiązać posła ze stronnictwem, z ramienia którego kandydował w wyborach do Sejmu, które poparło jego kandydaturę na urząd Marszałka Sejmu i którego program w dużej mierze pokrywa się z jego poglądami. Zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, że nie obowiązuje go dyscyplina partyjna, ale przecież nie jest to żaden wyznacznik — w większości głosowań i tak się ze sobą zgadzają.

— Pragnę jednak przypomnieć, JO Redaktorce, że już kiedyś byłem posłem na Sejm. Było to za czasu Sejmu Walnego… I mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że obecne przepychanki i kłótnie to nic poważnego. Jest znacznie lepiej, niż było wtedy. I doceniam to — uśmiecha się Angloviasty.

* * *

zr80E17U.png

Ciekawe pozostałości po unii sclavińsko-trizondalskiej i charakterystyczny klimat miasta sprawiają, że żałuję, że nie ma Cię tu z nami. Załączam pozdrowienia z Jastrzębca.

— Stoimy w obliczu dwóch dymisji i nie wiemy jeszcze, jak zachowają się sejmowe stronnictwa — komentuje diuk Leszczyński — Jeśli nikt nie zmierzy się z sytuacją, formując nowy rząd, rozczarują wszyscy. Na chwilę obecną najbardziej jednak rozczarowuje Front Robót, bo i wielu Sarmatów pokładało w nim największe nadzieje.

— Wciąż myślę, że dobrym Kanclerzem byłby Wierny Obywatel Roland Heach, niedoszły kandydat Porozumienia Sarmackiego na Kanclerza, a zarazem były członek Stronnictwa Federalnego. Jego aktywność, owszem, jest cykliczna, ale charakteryzuje się poświęceniem dużej ilości czasu i zwykle przynosi wymierne rezultaty — stwierdza markiz Arped — Jeśli nie on, pozostaje Jaśnie Oświecona Karolina dssa von Lichtenstein, która bywała już Kanclerzem, gdy nie było wokół innych chętnych, którzy potrafiliby udźwignąć ciężar urzędu. Na niej jednak kończy się lista i, zdaje się, to w gruncie rzeczy ogromny problem Księstwa, że brakuje nam osób zdolnych do zarządzania Radą Ministrów — konkluduje.

— Nie chcę bawić się w giełdę nazwisk, ale polityczna logika nakazywałaby wzięcie odpowiedzialności za państwo przez Stronnictwo Federalne — dodaje diuk Leszczyński — Zwłaszcza, że diuk Kwazi deklarował niedawno gotowość do tego kroku. Jeśli teraz federaliści się wycofają, oznacza to zupełny uwiąd naszej klasy politycznej.

Przechodnie na ulicy, gdy zapytani o to, kto mógłby być Kanclerzem, rzucają: Asketil, Kwazi, von Lichtenstein, Heach. I… Tomasz Ivo Hugo.
Dzisiaj w Sejmie Siergiusz v-hr. Asketil złożył wniosek o powołanie Rządu Książęcego. O wykorzystaniu artykułu 35. Konstytucji sarmackiej mówi się w sumie od paru kadencji, chociaż nigdy nie było to artykułowane tak głośno i wyraźnie. Czy czas na to, aby Książę stanął przy sterze Rządu?

— Tak, być może tak — odpowiada markiz Altborka — Ale musiałby to być rząd maksymalnie i do bólu technokratyczny.

— Rząd Książęcy w warunkach sarmackich bywał ostatecznością, ale i dziś może się okazać, że nie mamy innego wyjścia. Jeśli Jego Książęca Mość ma obecnie czas zarówno na obowiązki książece, jak i kanclerskie, to myślę, że warto zaryzykować — uważa markiz Arped.

— Nie rozpatruję tego w kategoriach ambicji. Już nie raz pytano mnie o rząd książęcy, sugerowano w publicznych wypowiedziach, że nadszedł na to czas. Jednak ja zawsze odpowiadałem w prywatnych rozmowach, że nie obejmę obowiązków Kanclerza dla samego obejmowania — mówi Jego Książęca Mość — Chciałbym móc przedstawić Sejmowi skład osobowy, z którym mógłbym tworzyć tę Radę Ministrów. Jednak muszą to być osoby, które chcą, potrafią i wiedzą czego chcą. Zdaję sobie sprawę, że nie mam zaplecza politycznego ani w obecnym Sejmie, ani w ogóle. Jednak przy obecnym usytuowaniu osoby Księcia, jego kompetencjach konstytucyjnych, nie ma wielkiego sensu budowanie takiego zaplecza. Wręcz byłoby to szkodliwe - zawsze powtarzałem i będę powtarzał, że współpracował będę z każdym rządem, jeśli nie będzie działał na szkodę Sarmacji. Dlatego też moja działalność polityczna ograniczała się do działań zakulisowych w pozytywnym znaczeniu.

Mimo tego, że rząd JKM mógłby być najstabilniejszym rządem ostatnich miesięcy, nie wszyscy podchodzą do niego z entuzjazmem. Nasi rozmówcy wskazują na takie problemy jak to, że w przypadku, gdy Książę sam zostanie Kanclerzem, na nim skupią się problemy związane z Kanclerstwem, takie jak krytyka, obniżenie autorytetu w razie jakichkolwiek porażek, a także zużycie ogromnej ilości energii na to.

— Książę powinien być ponad Rząd, by móc w odpowiedniej chwili zareagować — mówi wprost Laurencjusz Ma Hi bar. von Vincis-Kazakov.

Kogo Sarmaci chcieliby widzieć w Rządzie?

— Nie wiem. Martina Schlesingera, Krzysztofa Kwaziego, Helwetyka Romańskiego, Beznadzieja Angloviastego, Młynka Kawowego. Nazwisk trochę jest, ale nie są one zawsze do połączenia. Trzeba konfiguracji optymalnej. Lub, najzwyklej, politycznie realnej — komentuje Chojnacki-Ferski.

— Karolinę jako Kanclerza, Wojtka, Kwaziego, Anglova, Młynka, Calisto (o ile przejdzie jej brak weny) — wylicza baron von Vincis-Kazakov.

— Na pewno najbardziej aktywnych obywateli, którzy mają czas i ochotę angażować się w Księstwie w trakcie wakacji. Nie jestem w stanie teraz wymienić nazwisk, bo nie jestem zorientowany w możliwościach czasowych poszczególnych obywateli sarmackich — stwierdza markiz Arped.

* * *

6JorLial.png

Ostatni bastion Teutonizmu nie umarł. Pozdrawiam z uroczego Zielnyboru, gdzie trwa wieczna zima.

Gdy obserwuję kolejne przychodzące i odchodzące rządy, gdy widzę v-hr. Asketila twierdzącego, że po półtora miesiąca rządzenia już ma dosyć Kanclerzowania na jakiś czas, generalnie wiem, że to stanowisko nie jest popularne. Nic dziwnego — trzeba na nim sporo zasuwać, a praca, jak wspomniano wyżej, nie zawsze jest widoczna.

— Bo tu nie chodzi o kwalifikacje. Nie chodzi o doświadczenie (acz ważnym jest, aby osoba nieco się z Sarmacją zaaklimatyzowała). Myślę natomiast, że dobrego Kanclerza wyróżniają trzy cechy: po pierwsze musi mieć pomysł na to, co chce zrobić. Po drugie – musi mieć czas, by dobrze sprawować swój urząd. I to nie chodzi mi tutaj o to, by być tzw. „nolifem”, ale by mieć kilka godzin dziennie, by móc wykonywać obowiązki. No i ostatnią, ale nie mniej ważną rzeczą – musi umieć dobrać sobie odpowiednich ludzi, z którymi będzie w stanie na tyle dobrze współpracować, by móc utworzyć z nimi sprawny rząd — wskazuje v-hr. Angloviasty — Osoby, które będą miały pomysł na to co robią, a równocześnie będą mogły w jakiś sposób wypełniać wizję Kanclerza i uzupełniać ją.

Wicehrabia Angloviasty zwraca uwagę na ludzi. Ja zaś odnotowuję, że ludzie na wielu stanowiskach menedżerskich w Księstwie, zamiast zarządzać tymi, którzy są „pod” nimi, sami często zasuwają. Widząc, że inni nie mają tak wiele czasu, widząc, że sami są w stanie zrobić coś szybciej niż ich podwładni — zasuwają, robią bardzo dużo za swoich ministrów i urzędników.

Albo odwrotnie, denerwują się, że ci, którymi zarządzają, nie mają czasu i nie wykonują zadań przekazanych im odgórnie. I zwalniają lub składają wnioski o zwolnienie danego urzędnika. Nawet na parę dni przed końcem kadencji.

Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że aby być Kanclerzem, Wicekrólem, Konsulem, Królem lub Premierem, trzeba albo umieć bardzo dużo robić i poświęcać bardzo dużo czasu na Księstwo, aby reagować na bieżąco na każdy problem, albo umieć rozsądnie rozdzielać zadania między ludzi, motywować ich do pracy i nagradzać za wykonaną robotę. To jest egzamin z menedżerki, który większość oblewa, chyba że ma jednego człowieka, który zrobi za nich większość rzeczy. Najbliższy przykład potwierdzający tę tezę to wspomniany już rząd Bryenniosa, gdzie bardzo duża część pracy była wykonywana przez Podkanclerzych.

Jakie są wymagania wobec przyszłego Kanclerza?

— Kreatywność, aktywność, ogarnięcie. Tak serio, to nie wiem. Aby mnie zaskoczył? — zastanawia się Chojnacki-Ferski.

— Myślę, że przyszły Kanclerz powinien cechować się umiejętnością zarządzania zasobami ludzkimi w taki sposób, by nieco zmniejszyć zakres swoich obowiązków — twierdzi markiz Arped.

— Minimalne, czyli zapewnienie po prostu ciągłości finansowej dla budżetu RM i sprawnego działania organu wykonawczego, czyli RM w Sarmacji — rzuca Krak de Shall Vie.

* * *

dzCHd6Y8.png

Z gorącymi pozdrowieniami z miasta betonu — Berezy Kotwickiej.

Sarmacja wybiera nowego Kanclerza. Obecny Rząd jest praktycznie w rozsypce. Minister Spraw Wewnętrznych stara się wykonywać wnioski, które piętrzą się w odpowiednim dziale.
Cytuję:
Uprzejmie informuję, iż w związku z bardzo złą sytuacją finansową Rady Ministrów oraz kryzysem władzy, zasilenia Funduszu Pracy w tym tygodniu nie będzie.
Minister Spraw Wewnętrznych
Beznadziej Angloviasty

A najgorsze jest to, że wszystko to nie wydaje się budzić wielkich emocji w Sarmatach. Gdzie są artykuły publicystyczne i informacyjne? Gdzie są komentarze?

Republika No-life’ów udała się na letni wypoczynek. Puenty nie będzie. Niechaj każdy sam wyciągnie wnioski z tego reportażu. Zachęcam do dzielenia się opiniami pod tym artykułem :)

Rejestr zmian

Serduszka
20 562,00 lt
Ten artykuł lubią: Markus Arped, Roland Heach-Romański, Andrzej Fryderyk, Młynek Kawowy, Sted Asketil, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Helwetyk Romański, Henryk Leszczyński, Julian Fer at Atera, Wojciech Wiśnicki, Orjon von Thorn-Surma, Vladimir ik Lihtenštán, Adunaphel Kovall, Alfred, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Daniel January von Tauer-Krak, Prokrust Zombiakov, Tomasz Ivo Hugo, Zoara Schlesinger-Asketil, Maria von Primisz, Ławica Żubrów, Ludwik Tomović.
Komentarze
Młynek Kawowy
Autorka osiąga efekt synergii, efektownie łącząc skrajnie pesymistyczną ocenę sceny politycznej z egzystencjalnymi wątpliwościami pozostającymi bez wyjaśnienia. Skutkuje to zupełnie nowym poziomem depresji. Czy mamy w KS-ach odpowiednik nagrody Najki?
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Dziwna ta eldoracka pocztówka.
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
W obecnej sytuacji politycznej jedynym rozsądnym wyjściem w tej sytuacji jest Rząd Książęcy - na partie polityczne raczej nie ma co liczyć.

Byle by tylko te "zebrania na szczycie" nie trwały zbyt długo i skończyły się sprawnym podziałem władzy.

Tego sobie i wszystkim nam życzę.
tylko Julian :)

PS: Podejrzyj jest ok NIA :D
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Zacne. To, że ludzie się zniechęcają widzę po sobie.

No i krytyka. Na pocztówce z Zielnyboru powinno być napisane: Die letzte Bastion des Teutonismus. :*

Nie wiem, gdzie autorka dostała tę kartkę, ale to chyba był jakiś baridajski sabotaż.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Problemem jest to, że żyjemy w erze klikactwa. Nie ma klikania, nie ma rozrywki dla nowego pokolenia mikronautów. Nowe pokolenie wychowane jest na dynamicznych grach komputerowych, interakcji z otoczeniem środowiska wirtualnego, bogato ilustrowanych browserówkach typu point and click. Dla nich to jest miechęm i "tym czymś" co magnesuje do zabawy w daną formę rozrywki wirtualnej.

Starsi stażem mikronauci są zaś wychowani na tekstówkach, na forach (a nie wideoczatach), ba na listach dyskusyjnych. Mają inną mentalność. Kontentową. I mają te przykrą cechę, że są na tyle starzy, że dla nich w gruncie rzeczy wszystko już było. Są wypaleni.

Rozwiązaniem jest niestety rozbudowa systemu klikactwa w taki sposób by jak najwięcej przemycić w nim mikronacyjnych wartości. By był do bólu naszpikowany kontentem i procesem treściotwórczym.

Rodzi to jednak problem kadrowy w służbach informatycznych. Potrzeba ludzi z umiejętnością programowania. Nie wolno bowiem bagatelizować tej prawdy o mikronacjach: stoimy na rozdrożu i musimy podjąć decyzję. Albo trwamy w obecnym modelu mikronacji i skupiamy wysiłki na werbunku ludzi, którzy jeszcze ten model aprobują, dla których wciąż wydaje się on atrakcyjny i ciekawy, albo zastanawiamy się nad ewolucją tego modelu w kierunku ukłonu do obecnej mentalności nowego pokolenia.
***

Kanclerzem być, no nie wiem czy chcę. To jest myśl przewodnia każdego Sarmaty w ostatnich dniach. Dlaczego tak twierdzę? Mamy w Sejmie 3 stronnictwa, w ramach których jak się okazuje brak kandydata na ten urząd. Sięganie po Księcia w tej sprawie tylko mnie umacnia w tym przekonaniu. Dlaczego jednak tak jest? Według mnie z tego powodu, że jednak wymogi stawiane RM przepisami prawa są ogromne, a nakłady pracy poświęcanej na ich realizację niewspółmiernie większe od końcowego efektu. Rozbudowany aparat administracji można rozwiązać na dwa sposoby.

Automatyzacja procesów biurokratycznych, polegająca na jak najszerszym oskryptowaniu przepisów, by do lamusa odeszły arkusze kalkulacyjne i liczenie na piechotę, wraz z szukaniem danych statystycznych do nich koniecznych również na piechotę. Albo rewizja prawa i uproszczenie go do granic możliwości. Dlaczego? Bo obecne doświadczenia pokazują, że każdy kanclerz wypala się i męczy niebagatelnie wykonywaniem czynności czysto machinalnych.

Oczekujemy od Władzy stymulacji życia w Księstwie nie licząc się z faktem, że na tę stymulację brakuje po prostu czasu. Liczmy się z tym, że większość z nas ma realne powinności, większe lub mniejsze, ale zawsze i na prawdę, ciężko jest realizować i inicjatywy i przeprowadzać reformy i organizować aktywność społeczeństwa, mając deficyty czasu na Sarmację i ciągle wiszące nad głową chmury powinności administracyjnej.

Kto wie, może do zabiegów czysto automatycznych należałoby powołać Naczelny Urząd Biurokratyczny, werbujący dewiantów takich jak Avril, Siergiusz czy ja. Osoby lubiące papierologię i mogące wykonywać te czynności, odciążając każdy kolejny rząd z tych obowiązków i dając mu możliwość skupienia się na realizacji programu.

Z tyłu głowy należy mieć to, że nie wszyscy jesteśmy Karolinami i Helwetykami, tytanami pracy. Pracy dynamicznej i na szeroką skalę. Musimy się liczyć z tym, że nawet tytani doznają wypalenia. Potrzeba nam gruntownej analizy życia społeczno-politycznego w księstwie, ustalenia faktycznej masy krytycznej, faktycznych barier czasowych i dostosowania tempa życia do faktycznych możliwości.

No i niestety, ale każda aktywność wymaga inicjatora.
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Fajny artykuł oraz ciekawe komentarze. Gratuluję.

Zgadzam się z faktem, że za dużo jest "kwitologii", a za mało opieramy się na skryptach. Większość informatyków niestety albo pogrążył real, albo są zmęczeni, albo już im się po prostu nie chce jak widzą co się dzieje.

Z mojej perspektywy wygląda to tak - funkcjonujące( a nie senne) i stabilnie rządzone Samorządy (mam na myśli terminowe rozpatrywanie spraw) to silne Księstwo.

Kolejną sprawą są podatki. W kółko coś drożeje, a i tak nie ma kasy. Dofinansowanie nowoprzybyłych przez samorządy z jednej strony to pomysł, który zasługuje na pochwałę, ale z drugiej strony stawia go na pozycji "wyciągającego rękę". Wiadomo na starcie nie można mieć zaraz full pełnego konta, bo nie o to chodzi.

W tym momencie mam pytanie. Skoro instytucje są w rękach Księstwa, to czemu nie ma powołanych rządowych instytucji generujących fundusze poza Pocztą Baridajską (zabraną od Baridasu-wiem, że zgodnie z prawem) i zyskami z kilku jeszcze podatków generujących niewielki zysk?

Podatek można było by ściągać od wykonania herbu, a skoro pieniądze miały by trafiać do Księcia, to i tak zysk, bo Rząd wtedy mógł by przelać mu mniej kasy - już w kilku miejscach o tym pisałem wraz z Julianem.

Drugą opcją podatkową mogło by być opodatkowanie od uzyskania tytułu!
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
progresywny podatek majątkowy!
Odpowiedz Permalink
Wojciech Wiśnicki
Ze niby jak, ze niby JKM wyroznia mnie kolejnymi gospodarstwami, dostaje w zwiazku z tym tytul, i mam za to placic? ;) Zeby czasem ktos z tego kary zamiast wyroznienia nie zrobil :P
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
Kurcze - taki artykul jest za dlugi nawet dla starych i kontentowych ktorzy sa wypaleni i zawsze maja wrazenie, ze taki artykul juz kiedys ktos napisal.

Moze jednak trzeba przejsc w standard "5 rzeczy ktore wiemy o Sarmacji po upadku rzadu" ... i 5 krotkich slajdow z trywialnymi komentarzami :)
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
Dodam jeszcze, ze dawno temu bedac Kanclerzem robilem arkusz z lista obowiazkow administracji panstwowej i przypisanymi osobami (+zastepca). Moze reforme (uproszczenie wladzy) mozemy zaczac nawet bez Rzadu tworzac takie zestawienie w sposob otwarty.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Ciekawy, wciągający i celny artykuł. Wspaniała i piękna publicystyka. Przepraszam, że tak mało komentuje saramckie artykuły. Muszę się poprawić.
Odpowiedz Permalink
Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni
Bardzo wartościowy artykuł. Sporo w nim prawdy, a zwłaszcza w tym miejscu:
Cytuję:
Wydaje mi się, że zamknęliśmy się w błędnym kole. Wszyscy zaglądamy bardzo często (na miarę naszych możliwości) do Księstwa. Szukamy tutaj emocji, czegoś, co będzie można skomentować. Nie ma ich, nie ma więc naszych postów, artykułów, polemik.
Odpowiedz Permalink
Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni
Sam łapię się na tym, że wchodzę kilka razy w krótkim okresie czasu na sarmacja.org, tylko po to żeby sprawdzić czy pojawiło się coś nowego i na tym koniec mojej aktywności.
(chciałem to opublikować w jednym komentarzu, ale nie trafiłem w opcję "podejrzyj przed publikacją")
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
Wszystko prawda. Jak to się mówi w korpolandzie: ktoś musi drajwować ten effort. Jak jest masa krytyczna to maszynka sama się napędza. Jak nie ma to wygląda wszystko jak wiosłowanie w g.wnie.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Cytuję:
Kto wie, może do zabiegów czysto automatycznych należałoby powołać Naczelny Urząd Biurokratyczny, werbujący dewiantów takich jak Avril, Siergiusz czy ja. Osoby lubiące papierologię i mogące wykonywać te czynności, odciążając każdy kolejny rząd z tych obowiązków i dając mu możliwość skupienia się na realizacji programu.
(Buc alert) Niektórzy to proponowali wiele miesięcy temu; aż w końcu stwierdzili, że nie ma sensu, i lepiej przenieść aktywność na szczebel prowincjonalny, gdzie nie trzeba iść na bezsensowne kompromisy koalicyjne, a zjawisko pary w gwizdek jest zdecydowanie o wiele mniejsze. (/Buc alert)
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
Jeszcze raz proponuje sporządzić listę tych "automatycznych" czynności zarówno na poziomie Rządu jak i samorządu a następnie zrobić burzę mózgów (z resztą bardzo smacznych). Na pewno jakieś muszą zostać żeby ludziska mieli co robić - dla reszty należałoby określić jak można je wyeliminować i co jest potrzebne.

To się nazywało... SYMPLIFIKACJA. Jestem jej fanem - nawet po śmierci.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Faktycznie jest to długi i wyczerpujący artykuł. Dawno nie czytałem tak ciekawego opracowania w temacie aktualnej sytuacji polityczno-społeczne...
Brawo słowa uznania :)
Permalink
Karolina Aleksandra
Dziękuję wszystkim za komentarze i przepraszam za mój niemiecki. Na dniach postaram się jakoś odnieść do tego wszystkiego, może już w formie nowej ściany tekstu.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.