Miłość na złotogrodzkich ulicach

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
yh58Tc7P.jpg


Na złotogrodzkich ulicach, codziennie maszerują zakochani, trzymając się za ręce. Nikt tak naprawdę nie wie co ich połączyło, co ich od siebie różni, jacy są, a jakimi pragną być. Każde z nich ma swoją przeszłość, która wykreowała ich na takich, jakimi są dziś i swą przyszłość, którą zapisują na pustych kartach swej historii. Ostatnio widziałam starszą panią, która z miłością w oczach patrzyła na swego męża, który bawił się z wnukami w parku nieopodal rynku. Mężczyzna był średniego wzrostu, miał lekki uśmiech na twarzy. Zmęczony zabawą z wnukami podszedł do żony, delikatnie się pochylił i ucałował ją w czoło. Ona podniosła głowę do góry, uśmiechnęła się czule i wskazała mu dłonią miejsce obok niej. Żwawy staruszek usiadł obok niej i ujął jej dłoń w swojej, lekko pieszcząc jej nadgarstek kciukami. Podeszłam. Poczułam usilną chęć porozmawiania z tymi, zakochanymi jakby od wczoraj, ludźmi.

-Witam Państwa, przez pewien czas przyglądałam się Państwu z pewnej odległości i chciałabym się dowiedzieć co sprawia, że jesteście państwo tak szczęśliwi, czy to, że wziął Pan tak piękną kobietę za żonę sprawia panu tyle szczęścia? Czy może coś innego?

W odpowiedzi najpierw dostałam uśmiech starszego małżeństwa. Byli chyba pod wrażeniem, że kogoś interesuje ich historia.

-Proszę Pani- zaczął niepewnie staruszek- Nazywam się Roland Heach, a to moja wieloletnia partnerka i żona, Yennefer Heach. Jesteśmy małżeństwem już 40 lat, dziś właśnie mija rocznica tego wspaniałego dnia, kiedy to moja dama wypowiedziała magiczne TAK przed ołtarzem. Pani pozwoli, że opowiem jak to było z nami…
Dawniej gdy byliśmy jeszcze młodzi poznaliśmy się przez listy internetowe, oboje mieliśmy założone profile na pewnym serwisie społecznościowym, gdzie mieliśmy możliwość się odstresować od dnia, który był jak zwykle męczący. Do dziś dzień pamiętam, że sposób w jaki do mnie pisała urzekł mnie natychmiast, mimo, że chciałem ją początkowo odstraszyć, ona nie pozwoliła mi na takowy manewr obronny. Brnęła w tą znajomość dalej i dalej, aż w końcu wpadłem po uszy, no i oczywiście pragnąłem tylko by spotkać ją w rzeczywistości. I tak oto udało nam się w sobie zakochać. Spotkaliśmy się najpierw raz, później kolejny, za trzecim razem przyjechałem po nią i jej synka (wtedy to już naszego-szepce po cichutku) i zabrałem z domu w którym mieszkała by dać jej swoją miłość. Oczywiście nie obyło się bez większych starć. Kilkakrotnie niemalże wyrzuciłem ją z domu-śmieje się serdecznie na wspomnienie tych chwil- ale i to nie było w stanie nas rozdzielić. Po prostu kochałem ją całym sobą, mimo że ona bardzo często starała się utrzymać coś przede mną w tajemnicy, bądź nawet mnie okłamać. Ale ja jestem inteligentny, umiem wyczuć gdy ktoś robi się nie swój. Ona nie zdołała zabić tej miłości, w sumie to myślę, że nawet nie chciała, po prostu było jej wstyd z różnych powodów, co chciała zakamuflować poprzez kłamstwa. Po roku od momentu gdy wszystko się zmieniło postanowiłem się jej oświadczyć, a tuż przed końcem moich studiów wzięliśmy ślub. Nasz związek był bardzo burzliwy, ale przez to i nie był nudny. Wiele razy w nas wstępowała niepewność co do kontynuowania naszej więzi, ale nie pozwoliliśmy na to by niepewność ta wzięła nad nami górę. Od tamtej pory, gdy wzięliśmy ślub nasze życie ustatkowało się, z miesiąca na miesiąc coraz mniej się kłóciliśmy… Teraz jedynie czasem się pokłócimy gdy moja Yenn przełoży gdzieś moje okulary czy sztuczną szczękę i zapomni gdy je przełożyła podczas sprzątania, ale to wiek, on już robi swoje.

-Pan tak ciekawie opowiada panie Heach. Dałabym wszystko, by móc przeżyć takie szczęście jak państwo przeżyli. Tyle lat razem, to już nie słychane i nie spodziewane, w dzisiejszych czasach niemal każdy po 2-3 latach bierze rozwód z błahych powodów, a pan nadal mimo błędów ukochaniej trwa przy niej. Czy jest jakaś rada na tak szczęśliwe i udane wieloletnie małżeństwo jak Wasze?

-Pani kochana- mówi do mnie Yennefer, pieszczotliwie zwana przez staruszka Yenn- tylko wytrwałość w dążeniu do szczęścia pozwoli na to by związek się nie rozpadł, czasem na poprawę nastroju w związku wystarczy romantyczna kolacja przy świecach i trochę szampana, czasem dłuższe rozstanie by zrozumieć, że to właśnie ta miłość, której chcemy. Tu w Teutonii, w tym pięknym mieście Złotym Grodzie jest wielu takich wytrwałych, którzy nie rozstawali się ze sobą z błahych powodów, ale też i wielu takich, których rozstanie uwieńczała afera związana na przykład z przelewami na konta różnych instytucji… Wie pani, jakie my kobiety jesteśmy, a ja to już całkiem- śmieje się w głos serdeczna babcinka- Roland mówi, że jestem wariatką, ale czy aby przypadkiem nie jest tak, że tylko wariaci są dziś coś warci?

-Pani Yennefer, nie wiem, jestem jeszcze zbyt młoda, by móc to ocenić. Ale skoro pani tak twierdzi… W takim wypadku zapewne tak właśnie jest…

-Pani… Pani… Jak pani ma na imię? –pyta szczęśliwie zakochany staruszek.

-Jestem Agnieszka, Panie Heach.

-No, to Pani Agnieszko, nasz związek wiele przeszedł już w pierwszym roku. Rozumie pani, że ta ilość prób na nas w pewien sposób rzuciła swój cień? W tamtej kapliczce-wskazuje palcem na kaplicę po lewej stronie parku- wzięliśmy ślub, to tam często stawałem przed drzwiami i wołałem jak mam wytrzymać to co aktualnie się między nami dzieje, jak naprawić to co zepsute. I wie pani co, dostałem swoją odpowiedź, na każde z moich pytań odpowiedzią była miłość, bo tylko miłością można zwyciężyć zło.

-Panie Rolandzie, to bardzo ciekawe co pan mówi, czy był pan może klerykiem?

-Nie hahahahahah, nie nadawałbym się do tej roboty, powiem nawet więcej, ja jestem ateistą, nie wierzę w nic co miałoby mieć jakiekolwiek nadprzyrodzone moce.

-To dlaczego stawał Pan właśnie pod kapliczką?

-Ponieważ mawiają że bóg istnieje i nas słyszy, dlatego przychodziłem właśnie pod jego „dom”.

-Rozumiem, czy to, że przychodził pan pod kapliczkę dużo zmieniło w państwa związku?

-Ehhh, sądzę, że nie ale kto wie, może to właśnie miało tak być…- śmieje się radośnie starzec.

-Zimno strasznie- Yennefer chwyciła go za ramię by się choć trochę ogrzać.

-Dzieci! Chodźcie do domu, babcia zrobi wam gorącą czekoladę z bitą śmietaną tak jak uwielbiacie! Pani wybaczy, musimy już iść. Moja żona odczuwa chłód a co za tym idzie sądzę, że jest jej tutaj już niekomfortowo.

-Rozumiem Panie Heach. W takim razie życzę dużo zdrowia i mam nadzieję do zobaczenia.

-Do zobaczenia!- rzucili chórkiem na odchodne i nim się obejrzałam już ich tutaj nie było.


Park stał się ciemny, liście nagle zaczęły szeleścić i łopotać na drzewach. Kraj wiecznej zimy znów niebawem zacznie wracać do swej śnieżnej formy, a my znów przesiedzimy w domach cały wolny czas, przy kominkach by się ogrzać. Jedni będą spożywać różnego rodzaju nalewki i napary by rozgrzać ciało od wewnątrz. Ciekawa jestem czy jeszcze kiedyś spotkam państwa Heach. Są bardzo mili i wydaje się, że nadal w sobie zakochani młodzieńczą miłością. A ja? Cóż nadal spaceruję samotnie po złotogrodzkich ulicach w poszukiwaniu tego jedynego mężczyzny na całe życie. Mam nadzieję że kiedyś go spotkam…

pt5d16Y9.jpg
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Zoara Schlesinger-Asketil, Daniel January von Tauer-Krak, Gotfryd Slavik de Ruth.
Serduszka
7 921,00 lt
Ten artykuł lubią: Daniel January von Tauer-Krak, Zoara Schlesinger-Asketil, Siergiusz Asketil, Irmina de Ruth y Thorn, Krzysztof St. M. Kwazi, Adunaphel Kovall, Vladimir ik Lihtenštán, Laurẽt Gedeon I, Aga Jacobsen, Gotfryd Slavik de Ruth, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Marek von Thorn-Chojnacki, Adrian Maksymilian Józef Alatriste.
Komentarze
Zoara Schlesinger-Asketil
Piękne.
Zakręciła mi się łezka w oku..
Odpowiedz Permalink
Daniel January von Tauer-Krak
Powtórzę za Zoarą, Piękne.
Odpowiedz Permalink
Heweliusz Popow-Chojnacki
Potwierdzam: piękne. :)
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Genialne i piękne :)
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Ślicznie dziękuję za uznanie :)
Odpowiedz Permalink
Ivusia Buddusówna
Cudowny wyciskacz łez ;* Oby tak dalej! :)
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Świetny artykuł i fotki :D
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Miło jest tak dla odmiany poczytać, o takiej prawdziwej miłości. Bo czym było by życie, bez tego co w nim najważniejsze Miłości :)
Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
To akurat fajne, czy tałem z zaciekawieniem.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Chyba muszę rozpocząć inną serię, bo patrzę, że "Więzienną rzeczywistością" nikt już się nie zachwyca :D
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.