Puls Sarmatów, Persywald Moncki, 02.05.2015 r. o 16:46
Kiedy Pradziad bywał Dziadem... [cz.7] EPILOG
Seria wydawnicza: Kiedy Pradziad bywał Dziadem

8qytS80y.jpg

N
areszcie mógł na prawdę poczuć wiatr na twarzy i słone krople wody. Był to jego pierwszy "rejs" od dwóch miesięcy. Już prawie zapomniał o przykrych wydarzeniach. Teraz liczyło się to, że znów był w swoim żywiole. Ludność już prawie zupełnie zapomniała kim jest. Tylko nieliczni jeszcze sąsiedzi pamiętali.


*********************************


Dwa miesiące wcześniej...

C
elius wyszedł spomiędzy krzaków. Widok go załamał. Resztki jego wioski dogasały. Był to obraz pobojowiska. Wszędzie leżały porozrzucane zwęglone deski ze spalonych domów. W powietrzu unosił się smród palenia ludzkich ciał. Po każdym kroku unosił się w powietrze kłąb pyłu - resztki dawnych dokumentów i ksiąg. Uchował się w całości właściwie tylko kamienny pręgież na środku placu. Starzec był zrozpaczony. Wtem jednak usłyszał trzaskanie gałązek. Z drugiej strony pobojowiska wyłonił się chłopiec. Był on ostatnim (nielicząc rybaka) przetrwałym z wioski.
Wędrowiec wziął ze sobą chłopca. W środku wiedział gdzie chce iść, chociaż nie potrafił tego określić w głowie czy też wskazć kierunek ręką.
Po drodze napotykał kolejne osady. Jedne były zburzone, inne wypalone, następne po prostu wymordowane. Spotykał też ludzi - z trudem ocalałych z najazdu wroga. Po jakimś czasie utworzyła się z nich grupa prawie stuosobowa. Tak wiele wiosek i wioseczek zostało zrujnowanych. Pod wieczór doszli w miejsce, którego nikt z wędrownej grupy nie znał. Zauważyli jednak pochodnie. Po raz pierwszy Celius nie czuł strachu przed ogniem. Mógł się bez obaw przechadzać pomiędzy płonącymi pochodniami. Czuł, że nabrał odwagi.
Nagle pojawiła się szóstka zbrojnych. Byli nieco przerażeni tak dużą gromadą ludzi. Jeden z nich wystąpił do przodu.
- Jam jest Gelon, rycerz wędrowiec i dowódca mych kompanów .- rzekł - Kim jesteście i czego chcecie?
- Oto stoi przed tobą lud rybacki, mieszkańcy ziem pobliskich. - przemówił Celius - Ostatni ocalali z napadu pirackiego. Przybyliśmy tu, opuszczeni przez bogów, aby odbudować nasz naród.
Gelon to usłyszawszy i po krótkiej rozmowie, wraz z towarzyszami począł pomagać przybyłym rozbić obozowisko. Jak później opowiadał przybył tu właściwie z ciekawości za szkarłatnym feniksem, który usiadłszy na wzgórzu spłonął.
Po kilku tygodniach osadnictwa ludzie zaczęli budować domy. Postanowiono też, że miasto otoczą murem, aby w przyszłości bronić się przed napastnikami. W ten sposób powstało niezdobytego przez wieki miasto Fer, które przez wieki ewoluowało i przekształcało się.

5LQ1bfd8.jpg

*********************************

Z
azwyczaj główni bohaterowie są piękni i młodzi, na końcu zakładają rodziny i żyją długo i szczęśliwie lub też giną na polu chwały owiani wieczną legendą. Celius jednak nie był ani młody, ani piękny, czy też wielodzietny. Nie zginął również w trakcie wielkiej bitwy. Skromny staruszek do końca życia mieszkał w drewnianej chatce i pływał na żaglówce, którą udało mu się samemu złożyć mimo już podeszłego wieku. Pewnego dnia już nie wtał z łóżka. Pogrzeb odprawiono bez większych ceremonii, a zbutwiałą chatkę rozebrano i postawiono na jej miejscu nowy, ceglany budynek. Słuch o naszym bohaterze zaginął. Na grobie nawet nie napisano nazwiska pochowanego. Jednak wypełnił on swe zadanie. I morski lud odrodził się, niczym feniks z popiołów...


>>>CZĘŚĆ PIERWSZA
>>>CZĘŚĆ DRUGA
>>>CZĘŚĆ TRZECIA
>>>CZĘŚĆ CZWARTA
>>>CZĘŚĆ PIATA
>>>CZĘŚĆ SZÓSTA


Od autora: Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca serii mimo wzlotów i upadków treści. Mam nadzieję, że jednak znajdzie się ktoś komu się ona podobała. Dziękuję za przeczytanie. :)
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
1 014,00 lt
Ten artykuł lubią: Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Daniel January von Tauer-Krak.
Komentarze
Ten artykuł oczekuje na pierwszy komentarz.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.