Gazeta Teutońska, Martes von Padors, 29.04.2015 r. o 10:30
Ruszył Szkwał

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Szaruga i deszcz. Barowa pogoda. Autokary; które przywiozły ich z leśnego parkingu odjechały. Ściśnięci w olbrzymiej jasnej sali oczekują na dalsze wydarzenia.

f97b58edec7432f3673c_720x540_cropromiar-niestandardowy.jpg
Obraz symbolizujący Teutońską Lwią Gwardię Królewską

W dniach 28-30 kwietnia 2015r. rozpoczęły się wspólne ćwiczenia Teutońskiej Lwiej Gwardii Królewskiej z Królewską Gwardią Baridasu. Przybyły na nie najznamienitsze osobistości obu królestw w osobach Króla Teutonii Jego Królewską Wysokość Mateusza Wilhelma i Wicekróla Baridasu Jego Królewską Wysokość Markusa Arped oraz Wielkiego Mistrza Loży Rycerzy Teutońskich Jaśnie Wielmożnego Pana Vladimira Ivanovitsš ik Lihtenštán.

Celem tego zgrupowania jest weryfikacja i sprawdzenie umiejętności poszczególnych oddziałów Gwardii na zagrożenie pożarowe i chemiczne w portach oraz podniesienie sprawności fizycznej i zdolności współdziałania w razie zagrożenia terrorystycznego.

Dodatkowym elementem szkolenia był trening w zdolności szybkiego przemieszczania się na duże odległości realizowany poprzez desantowanie Gwardzistów z samolotów transportowych. W ten sposób Gwardziści są w stanie natychmiastowo się przemieścić w przypadku różnego rodzaju zagrożeń i natychmiast przystąpić do akcji np. gaszenia pożaru, ale o tym później, w następnej relacji z ćwiczeń.

Pierwsi w rejon ćwiczenia dotarli gwardziści z KGB z pododdziału „GROMOWŁADNI”.
Ich dowódca kpr. Sucio VIPS o godzinie 3.30 zarządził alarm i nakazał zabrać pełne wyposażenie na ćwiczenia. Po spakowaniu wyposażenia kpr. VIPS zarządził zbiórkę pododdziału , sprawdził wyposażenie podległych Gwardzistów, a później wykonał zbiórkę pododdziału w dwuszeregu i przywitał się dla podniesienia morale. Gdy krzyknął „CZOŁEM GWARDZIŚCI” usłyszał równy i głośny okrzyk„CZOŁEM PANIE KAPRALU”. Następnie Gwardziści śpiewając „DZIELNI FUNKCJONARIUSZE KGB” udali się maszerując kolumną na lądowisko. Pionowzlotami Boeing CH-47 Chinook z Grupy Bojowej „Task Force Eagle”przerzuceni zostali w rejon poligonu na terenie Teutonii . Pozostałe pododdziały KGB nadal stacjonują w Awarze Południowej.

6J3Mnr7q.png
Boeing CH-47 Chinook – eskadra w Awarze Południowej w gotowości do startu


Pierwsza konkurencja rozpoczęła się już o 6 rano. Pokonanie potoku górą po linie. Stała się ona prezentacją wszelkich możliwych technik przeprawiania się tzw. " mostem odwagi" na wisząco, leżąco, przodem i tyłem. Doping i emocje były tak wielkie, że nagle dwie "gruchy" urywają się i wpadają plecami do płytkiej wody.

Trasa nie jest może mordercza, ale kłopot w tym, że trzeba ją pokonać w mieszanych zespołach i liczy się czas ostatniego. Ludzie muszą się szybko zgrać, a nie jest to proste. Wreszcie ustala się dobre tempo, które akceptują wszyscy i zwycięża duch zespołu. Bieg przez chaszcze po mokrym piachu przez trzy godziny wyczerpuje siły . Nagle za zakrętem stoi terenówka, a za nią instruktorzy...czyżby meta? Prawie. Teraz należy zejść ostro w dół, nad potok i wdrapać się z całym bagażem na plecach, do góry po niemal pionowej osuwającej się przy każdym kroku ścianie. Teoretycznie mimo pomocnych lin alpinistycznych wydaje się to niesłychanie trudne. Praktycznie ku zaskoczeniu wszystkich ból i otarcia przegrywają z siłą i odpornością. Zwiadowca gwardzista Antoni RUDNICKI z Gwardii Baridasu wręcz wbiega po stromiźnie na wysokość 5-ciu pięter.

Zrzucają plecaki, łapczywie piją wodę, rozciągają spracowane mięśnie. Kto myślał, że na tym koniec srodze się zawiódł. Istota tych ćwiczeń polega na nieustannym nękaniu Gwardzistów, a każda kropla potu świadczy o ich determinacji w wykonaniu postawionych zadań.

"Do samochodów "- pada komenda. Ciężarówki wiozą ich dwadzieścia kilometrów w głąb lasu. Gdy las się kończy w blasku nieśmiało przebijającego się przez chmury słońca widzą lśniącą taflę jeziora. Stają przy drewnianym pomoście prowadzącym do ustawionej po środku jeziora betonowej wieży. Instruktor kolejno przewiązuje im oczy. Zapada ciemność. Prowadzeni za rękę niczym ślepcy, idą w górę nie kończącymi się stopniami. Instruktorzy czują szalejące tętno i doskonale wiedzą, że w takiej chwili dusza najchętniej opuściłaby ciało. Czują strach ćwiczących, ale każdy się boi. Istotą ćwiczenia jest by się przemóc i nad nim zapanować. Pod butami koniec kładki. Nie ma odwrotu. Im szybciej każdy zespół pokona strach tym wyżej zostanie oceniony. Dwie sekundy lotu wydają się wiecznością. Twarde uderzenie, chłód i długie, jak się zawsze wydaje wynurzanie na powierzchnię. Haust powietrza i śmiałek płynie do brzegu wcale go nie widząc... Nagle ktoś krzyczy, a płynący zaczyna rozumieć, że coś jest nie w porządku. Wtem uświadamia sobie, że nic nie widzi i płynie nie wiedząc dokąd, bo nie zdjął opaski. Zrywa szmatę... pozostali na brzegu skręcają się ze śmiechu widząc jak daleko odpłynął od brzegu. Będzie dodatkowy wysiłek, bo pływanie w butach i umundurowaniu nie jest łatwe, a sił co raz mniej co od razu widać gdy w końcu wychodzi na brzeg.

Po sprawdzianie wodnym Gwardziści zebrali się na polanie. Nie było czasu na zmianę mundurów. Rozpoczął się trening walki wręcz. Prowadziło go dwóch instruktorów. Początkowo proste elementy, pojedynki na ilość trafień otwartą dłonią próby przewrócenia przeciwnika stojącego na sztywnych nogach i obrócenia leżącego z rozrzuconymi nogami na trawie. Siłacz w zielonej koszulce z Teutońskiej Lwiej Gwardii Królewskiej nie bawił się w zawiłe ceremonie, chwycił przeciwnika za obie nogi, podniósł do góry i obrócił jak placek na patelni. "powinni dyszeć z agresji"- skomentował ćwiczenia instruktor.

zdjecie6.jpg

Po tym etapie trochę przerwy. Czas na zapoznanie się wzajemne Gwardzistów. Krótki biwak przy ognisku; suszenie mundurów i kolejna podróż ciężarówkami nad brzeg zatoki. Tu stoi przycumowany stary okręt przygotowany do ćwiczeń przeciwpożarowych. Alarmowe buczki dzwoniły jak oszalałe. Pulsowały lampki sygnalizacyjne. Raptem wszystko cichnie aby odezwać się ze zdwojoną siłą. Gaśnie światło. Kierownik ćwiczenia wyskoczył na korytarz na który mieli wejść Gwardziści. Dla bezpieczeństwa wszyscy nałożyli ognioochronne kombinezony. Korytarze mają zaledwie metr wysokości i zmuszają do poruszania się na czworakach. Niespodziewanie pojawia się dym a widoczność jest równa zeru. Gwardzista mocował się z zasuwą. Nadaremnie. Dopiero gdy podważył ją łomem zamek gwałtownie odskoczył. Za zakrętem kabina, w której powinien być zaczadzony marynarz ( manekin). Wśród gęstego dymu z trudem zauważyli pochyloną nad stolikiem postać. Bezwładnego wyciągnęli na pokład. Gdzieś wgłębi nadal płonęła kajuta. Dostanie się do nie było kolejnym zadaniem. Z wnętrza buchały płomienie. Kombinezony pokryły się sadzą. Czyjeś ręce przez właz podały czerwony pojemnik gaśniczy. Gorąco narasta... Strumień piany wlewa się tam gdzie najciemniej. Jeden z Gwardzistów zaczął się dziwnie zachowywać i podskakiwał. Okazało się że nieostrożnie dotknął nogawką substancji zapalającej służącej do symulacji pożaru. Z napalmem nie ma żartów. Jego nogawka zaczęła się palić. Instruktor przerwał ćwiczenia. Wniosek jest jeden – najważniejsze bezpieczeństwo i nawet na ćwiczeniach trzeba uważać.

size0.jpg

Godzinna przerwa i kolejne ćwiczenie. Zamknięty właz. Trzech Gwardzistów zostaje zamkniętych w środku. Niespodziewanie w małym pomieszczeniu tryska woda. Lodowaty strumień był tak silny, że przewrócił jednego z Gwardzistów. Ciśnienie 10 atmosfer to nie przelewki wody wciąż przybierało sięgała już do kostek. Gwardzistom nic nie groziło. Byli zamknięci w specjalnej komorze, w której symuluje się różne przebicia poszycia okrętu. Woda sięgała już kolan. Z zimna drętwiały stopy. Rozdarcie burty należało jak najszybciej przykryć warstwą zbitych ze sobą desek na krawędziach owiniętych brezentem. Kilka takich gotowych "opatrunków" pływało pod ścianami. Udało się, ale to jeszcze nie był koniec "zabawy". Niespodziewanie coś zabulgotało Gwardzistom pod nogami. U nasady przebiegającego nad zęzami rurociągu zaczęła pienić się woda. Żeby dostać się do tego miejsca trzeba było zanurkować. Po chwili usunęli awarię ale w ostatniej chwili bo woda sięgała już szyi. Tak do późnego wieczora przebiegały ćwiczenia pierwszego dnia na poligonie. Pamiętajmy jednak minął dopiero dzień pierwszy... cdn...
Serduszka
7 651,00 lt
Ten artykuł lubią: Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Mateusz Wilhelm, Vladimir ik Lihtenštán, Adunaphel Kovall, Sucio Vips, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Krzysztof St. M. Kwazi, Daniel January von Tauer-Krak, Marek von Thorn-Chojnacki, Adam Jerzy Piastowski, Julian Fer at Atera.
Komentarze
Adrian Maksymilian Józef Alatriste
Może jeszcze połączmy się unią i dajmy buziaka w czułko.
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
E tam. Ważne by nie używać tej samej szczoteczki do zębów :)
Odpowiedz Permalink
Alfred
Przecież to nie jest Chinook, tylko Osprey.
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Cytuję:
Przecież to nie jest Chinook, tylko Osprey.

Brawo! Była to ukryta zagadka niespodzianka. Jak to mówił Franek Dolas-
"Szanowny Pan wygrał". Nagroda niespodzianka zostanie ujawniona pod koniec ćwiczeń.

GRATULUJĘ :)
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Niezła podpucha Komendancie :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Bardzo udany opis pierwszego dnia ćwiczeń.
Zakładam że kolejne będą równie ciężkie i owocne jak dotychczasowe dni szkolenia.
Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Jeśli chodzi o niespodziankę wysyłam monetę : ODOLAN :)
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Potwierdzenie przekazania :
TX70MyLj.jpg
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.