Głos Sclavinii, Karolina Aleksandra, 28.04.2015 r. o 00:06
Niedziela z... Ignacym Chojnackim-Ferskim [#14]
Seria wydawnicza: Niedziela z…

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
82OyQZ5z.png

Kolejna poniedziałkowa, a nawet wtorkowa niedziela już w Waszych kioskach. Tym razem rozmawialiśmy z hrabią Altborka o mikronacjach, tytulaturze i hiperpoprawności. Miłej lektury!

Głos Sclavinii: Ignacy hrabia Chojnacki-Ferski. Znaczy, no. Ignacy Chojnacki-Ferski, hrabia Altborka. Czemu Prześwietny tak się przy tym upiera?

Ignacy Chojnacki-Ferski: Upieram się po części dlatego, że taki mam po prostu charakter. Jeśli coś niebezpodstawnie uważam za słuszne, tedy bronię tego usilnie. Tak samo jest z pochodnymi od Baridasu. Chociaż tradycja utarła "baridajski", "Baridajka", "Baridajczyk", ja obstaję przy "baridaskim", "Baridance" i "Baridaninie" (analogicznie do choćby realnego Hondurasu). W kwestii samej już tytulatury - aby to dobrze zrozumieć wystarczy siegnąć po sarmacki poradniczek, tzw. tytulaturę Olszewskiego.
Autor wyjaśnia tam, skąd w języku polskim wzięło się poprzedzanie nazwisk tytułami - po prostu akt nobilitacji dotyczył całej rodziny. W rzeczywistości to kwestia jeszcze bardziej złożona, bo w historii Polski nie było innych tytułów niż książęcy, który przysługiwał potomkom rodów bojarskich nobilitowanych jakoś na przełomie XIV/XV w. Pozostałe pojawiły się dopiero później - wraz z zaborcami. Rodzina mogła stać się więc rodziną np. hrabiowską, stąd mówimy np. o hrabiach Fredro. W Sarmacji tytuł jest tytułem tylko i wyłącznie osobistym, nie jestem - jak mój ojciec - markizem. A przedstawianie go jako Leszka markiza Chojnackiego de Ruth powoduje taki wniosek.
Jest jeszcze i inna zawiłość - mamy w języku polskim nazwiska budowane od miejsc pochodzenia [szlachty]. To z kolei powoduje wątpliwość, czy hrabia Chojnacki-Ferski nie jest przypadkiem hrabią Chojny i Feru (albo Chojny-Feru?). To bardzo mocno widać w drażniącym mnie podpisie JKiKW Piotra Mikołaja. Helwetyk książę Romański - czyli Helwety z książąt Romańskich (książąt Romania?), Helwetyk książę Romania, czy jeszcze coś innego? Zamęt i bałagan. A ja sobie wymyśliłem (moze naiwnie i dziecięco, ale myślę, że w miarę konsekwentnie), że spróbuję z angielska. Ten, którego dzieckiem jest tzw. skala Kelvina, nazywał się przecież William Thomson. Był jednak baronem Kelvin, tak wiec o nim mówiono. Skoro mam lenno - staram się z nim identyfikować i ładnie narracyjnie je do siebie przypiąć. Dlatego nie denerwowuję się na nazwanie mnie po prostu Altborkiem, hrabią altborskim, czy - tak jest najfajniej - hrabią Altborka tak, jak hrabią Chojnackim-Ferskim.

GS: Jednak u nas w Sarmacji przyjęło się mówić tak, a nie inaczej. Kwestia przyzwyczajenia, chociaż tytulatura powiązana z lennami mogłaby sprawić, że będą jeszcze ważniejsze. Jednak hiperpoprawność Prześwietnego widać nie tylko w tytułach, ale i herbach…

ICF: Oczywiście - przyjęło się 'tak, a nie inaczej'. Myślę sobie jednak, ze ze złymi nawykami nalezy walczyc. I o ile kiedys nie miało to wielkiego znaczenia, to od czasu reformy Piotra II Grzegorza moze mieć. I może byc fajnym dżyngsem w naszej 'Oberspiele'. Po prostu system lenn umozliwia naprawdę znakomitą i ciekawą zabawę, i żonglerkę tytulaturą, itd. To np. powinno się spodobać miłującym posiadanie wielu funkcji w stopkach Sclavińczyków, a mimo to nie dostrzegam takiego trendu. Szkoda. Pozostaje jedynie, w jakis ograniczony chociaż sposób, takie postrzeganie propagować. To staram się czynić własnym nazwiskiem.
Uczepię się JKiKW Romańskiego, bo jest tu po prostu najlepszym przykładem. Jest on księciem-seniorem, królem-seniorem Baridasu, do tego Markizem Podżołędnym (jako markiz Poddębic). Toż to uroczo wygląda i brzmi dumnie. A jednak i tak czytam podpis ksiecia Romańskiego. Nie wiem, gdzie leży Romań! (śmiech) (Przepraszam przy okazji JKiKW, nie tylko do Niego kieruję obiekcję - On jest najlepszą figurą w tej sprawie).
Myślę zresztą, że nie mamy tu do czynienia z jakąś moją hiperpoprawnoscią. Mam potrzebę ładnego, składnego i poprawnego nazewnictwa, ale przecież ostatecznie toleruję i inne. Czepiam się tylko we własnej sprawie. W kwestii języka polskiego - czepiam sie błędów, ale nie jestem purystą. W tym wywiadzie juz dwa razy chlapnąłem słowem 'fajnie', zdarzyło się też mówić o 'dżyngsie', czy właśnie 'chlapać'. I podobnie jest przy herbach - mam po prostu cel. A jest on prosty - ma być schludnie.
Nie każdy musi mieć fajerwerki w gaciach, ale powinniśmy się trzymać podstawowych zasad. Są wyznaczniki sztuki heraldycznej i jest poczucie dobrego smaku (tu akurat nie jestem aż taki mocny, nieraz opiniowali mi w pomocy wspomniani Leszek, JKiKW Helwetyk, czy mój v-mąż Markus Arped). Jeżeli wszyscy będziemy mogli się pochwalić takim znakiem osobistym, który faktycznie jest ładny, wyjściowy i w miarę systematyczny, będą kontent i 'usytasy'.
Wtedy można się będzie bawić w reformy takie, jakie marzą się Leszkowi (a jakie wprowadził do debaty publicznej).

GS: Właśnie, reformy. Ojciec Prześwietnego parę miesięcy temu ogłosił kierunek, w który powinna iść sarmacka heraldyka. Jak idzie jego realizacja? Było tam też parę kontrowersji - czy to zostanie jakoś rozwiązane? Czy któreś opinie się Wam przydały?

ICF: Zamierzenie jest takie, ze kursu nie zmienia się. Jednak Jaśnie Wielmożny Ojciec dał nura za burtę, a ja mam teraz trochę realnego bigosu do wszamania. Będę się starał od końca maja przede wszystkim systematyzować jakoś te herby. Tarcze herbowe, klejnoty, słowem - podstawy. Trzeba przygotować surowicę pod jakiekolwiek zmiany i prowincjonalizmy.
Jak zapowiadał mój Ojciec, projekt jest zarówno sztywny, jak i elastyczny. Są założenia niezmienne, są i takie, które można łatwo modelować. I faktycznie, w kilku kwestiach zostały poczynione wnioski. Propozycje rozwiązań zanotowano, spisano, ale póki co (jak cały na szeroką skalę zakrojony plan) powędrowały do szuflady.
To zostanie z pewnością odkopane wspólnie, nie jednak od razu. Roboty przy usystematyzowaniu czegoś, czym przez lat więcej niż 10 rządziło bezprawie, jest całe mnóstwo. Powoli do celu.

GS: Czy taka robota jest warta wysiłku? Wielu czuje, że herb to ich osobista sprawa.

ICF: Pamiętam jak bedąc sarmackim neofitą, spierałem się na privach z Hetmanem von Graudenz, ówczesnym jedynym słusznym (jeśli nie policzymy, jak zwykle, JKiKW Romańskiego (śmiech)) 'starszym nad herbami', o prawo do herbów. Żywiłem zawsze jakieś wewnętrzne przekonanie, ze herb należy się każdemu - instytucji, mieszkańcowi, obywatelowi. W przypadku arystokraty ma on trochę inny wydźwięk, więcej różnego rodzaju dekoracji i 'bibelotów', ale całościowo dostępny jest dla każdego. Jednak Sarmacja postanowiła w swojej wieloletniej historii zrobić z herbu coś więcej. Prezent, prawo. Szybko dostępne, ale jednak znaczące wiecej niż byle logo ubrane w konwencję rodem ze średnich wieków
Dlatego uważam, że skoro podnieśliśmy herb do rangi oznaki szlachectwa (tzn. do rangi pierwotnej), a potem ogołociliśmy je [szlachectwo] ze wszelkich innych znaczących uprawnień i przywilejów, typu waga głosu (dziś z uwagi na to, że jestem hrabią, jestem przecież jedynie herbownym Prześwietnym i mam troszkę większy przychód z Funduszu Pracy) to powinniśmy go ze wszech miar szanować.
To spór podobny do tego o strój do teatru czy opery. Są tacy, którzy nie pójdą inaczej niż w smokingu, są tacy, którzy nałożą czarny golf i marynarkę, a są i tacy, którzy wybiorą krótkie spodenki. Moja rolą jest nie dopuścić do tego, by wybierano się do heraldycznego przybytku w kąpielówkach i białych skarpetach w sandałach. Do smokingu mogę jedynie przekonywać. Pozostaje jednak wątpliwość, jaką wysuwa JO Redaktor - czy to ma sens?
Uważam, że ma sens, mimo iż jest skazane na porażkę. Proszę spytać Camusa o życie - powie to samo. Jak mówi JKiKW Romański, powieję bucem, ale chcę być po prostu dr Rieux sarmackiej heraldyki.

GS: Zobaczymy więc, jak to wyjdzie. Póki co, Prześwietny jest znany również jako ostry komentator sarmackiej rzeczywistości. Skąd ta bezpośredniość? Opłaca się?

ICF: Zdecydowanie się nie opłaca. Nadaje postaci kolorytu i wyrazistości, ale jednak bardziej odstręcza innych. Mimo to nie potrafiłbym chyba, nawet nie chcę już, robić inaczej. Takiego mnie wykształciło kilka czynników. Mój v-Ojciec bywał zawsze bezposredni, w tym czasem bezczelny. Niektórzy, których szanuję, doceniali to i chwalili. Też więc poszukałem gdzieś tej ścieżki. Poszedłem ja jednak konsekwentnie, trochę za daleko w las. Z drugiej strony - wsadziłem swój wirtualny avatar w konwencję trochę inną od tej, w której egzystuję realnie. To ciekawe doświadczenie. I choć czasem żałuję zbytniej ostrości słów, które mogą krzywdzić, to wierzę, że w granicach v-świata rozchodzą się one inaczej.
Zresztą - popatrzmy na starszych ode mnie mikronautów. Kto z nich nie gorzkniał? (uśmiech)

GS: Komentuje Prześwietny ostro nawet swoich partyjnych kolegów, niezależnie od tego, w której partii jest. Nie wpływa to jakoś na morale?

ICF: Wpływa bardzo mocno, rzecz jasna: negatywnie. To właśnie sprowokowało też małą tzw. gównoburzę w szeregach PSu. I to ze strony spokojnej, z którą miałem dotad relację nienaganną. Choć nie ukrywajmy - bardziej niz słowa, przyczynił się do tego mój głos wstrzymujacy w sprawie ustawy o blokadzie konta. Ponieważ sama krytyka to tylko owoc uporu i pewnej manii estetyki, od której zaczęliśmy nasz wywiad. Staram się być w niej maksymalnie, jak tylko potrafię, konstruktywny. Często nie jestem, pewnie dlatego, że wewnątrz mojego 'doświadczonego' pięcioletniego avatara siedzi jednak gówniarz z licbazy. Sam jestem ciekaw siebie za kilka lat.

GS: Wyłamuje się Prześwietny z polityki typu "moja partia polityczna to świętość, inne to zuo". To słuszne, ale wiadomo z drugiej strony, że przepis na dobrą dyskusję tkwi czasami w skrajnościach.

ICF: To nie do końca tak. Teraz mamy chwilowo dwie partie i faktycznie tę drugą uznaję za czyste zło. Tak samo chyba, jak większość moich koleżanek i kolegów. AntySyFicznosć leży, nei ma co sie czarować, u fundamentów PSu. W roli - dodajmy - kamienia węgielnego. Wydaje mi się więc, że połowicznie w te zasadę wpisuje się cały PS. A to automatycznie wyklucza uznanie całej naszej zbieraniny za najwyższą "świiętosć". Jesteśmy raczej frontem ludzi, którzy się cenią, szanują i zgadzają w kwestiach fundamentalnych (sprzeciw wobec SF, monarchizm, 'aktywizm punktowy'), ale wokół wielu kwestii bieżących niesamowicie się spierają. Z tego rodzi się, w to chcę wierzyć, nudny i szary, ale stabilny kurs państwa. Przypominamy teraz chyba trochę schyłek JSu. A marzyłby się nam jego poczatek. Prześwietny Kawowy (tytulatura baridaska to kolejne cudo, które ratuje mnie przed sformułowaniem 'hrabia Kawowy' :D) napisał keidyś na łamach Kuriera arcyksięcia de Brolle, że celem PSu jest osiagnięcie statusu Represji. Myślę, ze nie do końca. W głębi serc jedziemy za poprzednim tworem tej frakcji. Większym i wspanialszym, za Jedną Sarmacją właśnie.

GS: AntySyFiczność? To mocne określenie. Gdyby nie było SF na scenie politycznej, nie byłoby żadnego sporu o nic.

ICF: Jestem odmiennego zdania. Uważam, że byłby mocny spór, który aktualnie dusi się na rządowych salonach z uwagi na to, że panuje powszechna mobilizacja przeciwko słabym lub debilnym postulatom. Za słabe uważam te, które nastawione są na więźniów i umilanie im życia. Za debilne - te, które mówią o Banku Centralnym. To niedorzeczne.
Można mówić o Stronnictwie Teutońskim, o Stronnictwie Uwolnienia ‘Uciśnionych’, ale gdzie tu federalizm? Gdyby był rozsądny program nastawiony na samorządy, sam bym się zapisał. Tymczasem koronne postulaty to oddanie głosu banitom, wobec których kara jest w mocy. Pogratulować.
I faktycznie, określenie jest mocne. Ale oddaje istotę rzeczy, emocjonalne nacechowanie sporu. I jest moje (śmiech).

GS: Banici nie powinni wracać do Księstwa? Nawet zmoderowani?

ICF: To nigdy nie może byc kwestia powinności. To kwestia dobrej woli. Dobrej woli tej strony, która zawiniła. Przypadek Rolanda, czy słynne powroty Pana de Hoenheim, pokazują, że obecne instrumenty prawne doskonale radzą sobie z 'przywracaniem do żywych' tych, których uznano w świetle prawa za element szkodliwy i niepożądany. I aby to osiągnąć, nie potrzeba zmian. Zauważmy, że projekt ustawy nie podejmuje kwestii powrotów jako takich.
To tylko furtka, aby za zgodą prefektury, można było raczyć Sarmatów wypowiedziami banitów. Moderacja zresztą wniesie zapewne tyle, że będą to wypowiedzi merytoryczne. Co z tego? Sam fakt, że będą możliwe stanowi zbyt silne podważenie instrumentu kary. To sprzeniewierzenie się przez państwo konsekwencji własnych wyborów i własnego działania.
Uważam, że tak robić nie wolno.

GS: Czyli jeśli jest zbrodnia, kara musi być. Takoż i bywa. Projekt w Sejmie na pewno będzie gorąco dyskutowany, my zaś przenieśmy się na grunt samorządowy. Ma Prześwietny ID z charakterystycznym T na początku, zamiast A…

ICF: I choć proponowano, nie zamierzam tego zmienić.
W baridaskiej ankiecie narodowej zaznaczyłem narodowość teutońską. Co więcej - nadal obowiązuje moja przysięga wobec teutońskiego króla. Mój problem z Teutonią polega na tym, że działaniami włąsnych obywateli stała się symbolem i wylęgarnią antypaństwowej, i antystemowej, a czasem po prostu nieprzemyślanej, działanosci. Nie kręci mnie tam klimat, nic mnie tam nie ciekawi. Ale tam się pojawiłem dla mikroświata i to chcę uszanować.

GS: To dosyć intrygujące podejście. Teutończyk, a jednak nie w Teutonii. Rozwinie Prześwietny antypaństwową i antysystemową działalność?

ICF: Nie, nie zamierzam iść w ślady moich braci i nie będę rozwijał takiej działalności (śmiech). Sama figura Teutończyka poza Teutonią bierze swoją żywotność z tego, że jest niezmiernie wygodna. Będąc osobą, która obijała się po wielu samorządach, będąc mikronautą, który w każdym momencie może przejść metamorfozę, jest się zarazem osobą, której nie przysługuje żaden tożsamościowy korzeń. Ja miałem farta - zapewnił mi go system, nie wiem nawet - czy nie był to przypadkiem akt stuprocentowo losowy. A jednak dostałem T - i gdziekolwiek nie jestem i czego nie robię, mogę się jakoś określić. To trochę przeniesienie reala na warunki wirtualne, co dodaje - jak sądzę - avatarowi Ignacego trochę mistyki.
Poza tym - słabe byłoby, gdybym za każdym razem zmieniając samorząd miał zmieniać nardowość - brak byłoby ciągłości 'w grze'. Z drugiej strony, ciężko siedzieć przez lata w jednym samorządzie. JO Redaktor na zawsze będzie Trizondalką, Sławetny Asketil zawsze będzie Dreamlandczykiem. W chwili obecnej żadne z nas nie mieszka u siebie. A i tak jest nam ‘ciepło i puchato’.

GS: Ciągle wspomina Prześwietny o avatarze. Mikronacje to jednak gra RPG?

ICF: Chyba tak, chociaż też nie do końca. Ale poniekąd tak - zagnieżdzona w internetach i pozbawiona mistrza gry, używająca sobie zarówno na realnych, jak i teoretycznych zjawiskach i zmianach społecznych i politycznych.

GS: A jednak wielu traktuje to jako drugie życie, albo nawet i część pierwszego.

ICF: Dokładnie z tych powodów. Jesteśmy grupą ludzi, którzy nie lubią wyżyć się jedynie 'rąbiąc w komputer'. Tutaj też wyładowujemy się, podejmując konstruktywne działanie, często realne ciche pasje, które albo nam w życiu realnym nie były dane, albo nie są wystarczająco mozliwe. Albo też takie, które kochamy tak, że łapiemy się ich i w realu, i w wirtualu - żonglując pełnionymi rolami. Odgrywamy teatrzyk, mały teatrzyk życia. Mikronacje to sztuka theatrum mundi pisana w czasie rzeczywistym na kilkadziesiąt par dłoni.

GS: Do matury z polskiego, jak widać, Prześwietny przygotowuje się solidnie. Niemniej, właśnie, trochę się już rozwinęliśmy, a na zegarze wybiła właśnie godzina w pół do północy. Czas powoli kończyć. Kto następny do przepytania?

ICF: Myślałem sobie o tym jeszcze przed podjęciem wywiadu. Co częste - poleca się ludzi, którzy - jak się mówi - 'mają coś do powiedzenia', 'trochę w tym siedzą' itd. Tymczasem może jednak warto pytać nowych przybyszów, póki mają jeszcze coś do powiedzenia, a nie tylko przeformułowują nasze stare wypociny. Tym samym więc: Antoni Rudnicki ;P Dziękuję bardzo za możliwość rozmowy (uśmiech).

GS: Przyjęto do wiadomości. To teraz czas na pozdrowienia, całusy i takie tam.

ICF: Gorące całusy dla Markusika, ale także dla jego v-Ojca, coby wracał do KSów. Albo chociaż do KB, obibok jeden.
Serduszka
15 533,00 lt
Ten artykuł lubią: Markus Arped, Henryk Leszczyński, Ignacy Urban de Ruth, Helwetyk Romański, Vladimir von Hochenhaüser, Aga Jacobsen, Daniel Chojnacki, Vladimir ik Lihtenštán, Adunaphel Kovall, Malcher Estery Naw, Tomasz Ivo Hugo, Mikołaj Torped, Wojciech Wiśnicki, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Daniel January von Tauer-Krak, Siergiusz Asketil, Guedes de Lima, Adrian Maksymilian Józef Alatriste, Zbyszko Gustolúpulo.
Komentarze
Ignacy Urban de Ruth
10734307_1562225647326338_1671333604_n.png
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Uwaga: z wywiadu przez moje przeoczenie zniknęło jedno pytanie i jedna odpowiedź. Uzupełniłam. Teraz wszystko powinno być ok. Literówki też chyba wszystkie wyedytowane. Ale wiecie, jak to z hrabią Altborskim i jego klawiaturą jest...
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Fenomenalny wywiad; nie tylko dlatego, że lubię czytać o sobie. W „sprawie nazwisk”: identyfikuję się z Romańskim, co — jak sądzę — widać po moim awatarze na forum. Nie wyobrażam sobie podpisywania się inaczej do czasu zmiany konwencji (a pomimo upływu czasu, nadal jestem z niej zadowolony). I rzecz właśnie w tym, że to jest kwestia konwencji. Naszą jest poprzedzanie nazwisk, choćby i nierodowych, tytułami. Mógłbym poprosić Jego Książęcą Mość o zmianę nazwy lenna na „Romań”, ale — na diuków — czemu by to służyło?
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
Cytuję:
Mógłbym poprosić Jego Książęcą Mość o zmianę nazwy lenna na „Romań”, ale — na diuków — czemu by to służyło?
Estetyka, na książąt, estetyka :)
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Jakkolwiek nie zgadzam się z tym, że o gustach się nie dyskutuje, to w tym przypadku absolutnie, zupełnie, w najmniejszym stopniu, pomimo starań, nie widzę niczego nieestetycznego w „Helwetyku księciu Romańskim, markizie Poddębic”. Konwencja.
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
No brzmi mega, ale nie przystaje do stanu faktycznego ze względu na narzucającą się konwencję z reala. Chociaż ta nasza trwa od 13 lat i ewoluuje dopiero od Piotra II. To prawda. Dlatego tak się upieram przy tym wszystkim jedynie w sprawie własnego nazwiska.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
No właśnie — mnie się realna konwencja nie narzuca. Z mojej perspektywy to po prostu równie dobra alternatywa. Zresztą, z brytyjska: Helwetyk Romański, książę-markiz Poddębic (lub Poddębicki)? Tu dopiero coś mi nie gra.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Cytuję:
Mógłbym poprosić Jego Książęcą Mość o zmianę nazwy lenna na „Romań”, ale — na diuków — czemu by to służyło?
Mógłbym odmówić...
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Cytuję:
Literówki też chyba wszystkie wyedytowane. Ale wiecie, jak to z hrabią Altborskim i jego klawiaturą jest...
Diuczessa Skromnisia, zwana Literówką.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Chyba Literatką. He-he.
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Bardzo dobry wywiad.
Odpowiedz Permalink
Zbyszko Gustolúpulo
Ponad 2300 słów, Karo w każdą niedzielę co raz więcej!
Odpowiedz Permalink
Zbyszko Gustolúpulo
*coraz
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Faktycznie bardzo fajny wywiad. Jest co poczytać i nad czym się zastanowić...
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.