Puls Sarmatów, Persywald Moncki, 26.04.2015 r. o 13:36
Kiedy Pradziad bywał Dziadem... [cz.6]
Seria wydawnicza: Kiedy Pradziad bywał Dziadem

C
zerwień ptaka nie budziła w nim grozy, chociaż nie przepadał za tym kolorem. Coś go w tym zwierzęciu intrygowało. Nie wiedział co dokładnie. Nagle usłyszał głos. Pochodził... dokładnie znikąd. Po prostu rozlegał się dookoła. Kazał mu iść. Wyruszyć. Zaprzestać dotychczasowych działań wojennych, zebrać swoich towarzyszy i wyruszyć za nim.
Miał wrażenie, że to głos ptaka, chociaż widział, że ten nic nie mówi. W końcu ptaki nie umieją mówić. A jednak coś go przekonywało do tego twierdzenia. Nie zdążył jednak pojąć co się dokładnie dzieje.
Obraz zniknął. Słyszał już szczęk stali. Nic jeszcze nie widział, ale wiedział, że się obudził.



*********************************



k08moQ20.jpg



D
o namiotu wszedł zbrojny.
- Panie jesteśmy prawie gotowi. - powiedział - Jestem pewien, że z tą przewagą uda nam się ich zgnieść jeszcze przed południem. Powiedz tylko kiedy mamy przystąpić do ostatecznej ofensywy.
- Nie, nie. Czekajcie! Coś mi mówi, że musimy zaprzestać tych działań wojennych. - odpowiedział obudzony rycerz - Zbierz moich najlepszych kompanów, odważnych i dzielnych, dowódców wojsk. Muszę z nimi wyruszyć. Tak... To przeczucie, ale tak wyraźne jak nigdy.
- Ale panie... Co z wojną?
- Zaprzestańcie jej i zostańcie tutaj, na w razie czego. Niech się stawią do południa ci, których wymieniłem.
Jeszcze przed południem w ogromnym namiocie stawili się ci, których wymienił. W sumie przyszło pięciu rycerzy. Kiedy opowiedział im sen i swoje przeczucia, a także zamiar wyprawy zgodzili się w niej uczestniczyć jako jego kompani. Wyruszyli jeszcze tego samego dnia. Jechali konno, toteż podróż trwała znacznie szybciej niż by trwała na piechotę.
Pod wieczór wjechali na nie znane im dotąd tereny. Wiedzieli jednak, że nikt nie będzie im tu przyjazny. Dojechali do gospody kiedy niebo się ściemniło. Przywiązali mocno cugle swoich koni do spróchniałego kawałka drewna, który zapewne kiedyś służył za stajnię na świeżym powietrzu. Zabrali wszystko co cenne ze sobą i weszli do zajazdu.
W środku panował półmrok. Jedynym źródłem światła było tlące się ognisko i kilka wolno dogasających ogarków świec. Dowódca zbrojnych poszedł do karczmarki.
- Chcielibyśmy się tu zatrzymać. - rzekł - Macie wolne pokoje?
- Czego tu szukacie? - odburknęła niskim głosem kobieta.
- To jest już nasza sprawa.
- A moją są pokoje.
- Dobrze, - westchnął - nazywam się Gelon a oto moi pobratymcy. Jedziemy wypełnić misję pokojową. Nie mamy złych zamiarów.
Karczmarka jeszcze poburkiwała coś przez chwilę pod nosem i dała im klucze. Pokoik był niewielki. Nie mieli nawet gdzie odwiesić zbroi, więc zrzucili ją na podłogę. Chwilę jeszcze dyskutowali zanim ostatecznie wszyscy posnęli. Nim to jednak zrobili dokładnie zabarykadowali drzwi. Wiedzieli, że nie są tu mile widziani.



*********************************



S
tał na jakiejś polanie. Obok niego byli jego towarzysze. Przed nimi siedział ptak, ten sam, który mu się śnił. Szkarłatne zwierzę poderwało się do lotu. Leciało na wschód. Daleki wschód. Tam, gdzie nikt z zachodu się nie zapuszczał. On jednak musiał to zrobić. Nie tylko on to odczuwał. Po twarzach przyjaciół widział to samo pragnienie, które drzemało i w nim - pójście z ptakiem. Ruszył w stronę drzew, za którymi zniknął. Nagle usłyszał łomotanie. Nie miał pojęcia co to. Wydobywało się spoza tego świata.
Obudziło go coraz głośniejsze łomotanie. Jego towarzysze też już nie spali. Pospiesznie założyli swoje pancerze. Ktoś próbował wyważyć drzwi. Meble przystawione do wejścia póki co skutecznie zatrzymywały napastników. Jednak nie były nie do ruszenia. Dopinali ostatnie pasy zbroi kiedy drzwi uchyliły się, a przez szparę zaczęły wpełzywać uzbrojone ręce. Dobyli broni, odrzucili barykadę i poczęli siekać na wszystkie strony. Zewsząd nadbiegali kolejni bandyci. Byli wprawdzie uzbrojeni w nędzne sztylety, noże do mięsa, czy narzędzia rolne, jednak było ich na tyle dużo, żeby mogli spokojnie wymordować podróżnych. Wyglądało to na zbrojną wyprawę całej wioski. Gelonowi w końcu udało się utorować sobie i przyjaciołom drogę do wyjścia z gospody. Przed nią czekały konie - oczywiście okradzione z siodeł, uzd i wszystkiego co przy nich zostawili. Odcięli kolejno lejce i pogalopowali dalej na wschód. Nie wiedzieli co się dokładnie stało. Domyślali się jedynie, że wojna zachodnia dotarła też tutaj. W końcu bitwy między zaciętymi Sarmatami, a odważnymi Sclavińczykami o wpływy i ziemie co chwila zmieniały swój front. Nie doszły jedynie na wschód kontynentu.
Zwolnili tempo dopiero po godzinie, kiedy byli już pewni, że nikt ich nie goni.



*********************************



N
astępnego dnia okazało się, że nie tylko Gelon miał sen o dziwnym ptaku. W nocy, w gospodzie, wszystkim śniło się to samo. Każdy miał przeczucia, że powinni podążać nad morze - tam gdzie pofrunął feniks.
Wtem nad rycerzami przemknął cień. Za chwilę jeszcze raz. Spojrzeli zaciekawieni w niebo. Krążył nad nimi ogromny ptak. Nie mieli wątpliwości - był to ów feniks. Dosiedli koni i zaczęli jechać za odlatującym ptakiem. Jechali cały dzień. Cały wieczór. Dojechali dopiero, kiedy księżyc już dawno rozświetlał czarne niebo. Była to nie za wielka polanka. Ptak siedział na pagórku. Świecił. Z jego głębi wydobywał się żar. Musiał być już stary. Rycerze nie wiedzieli zbyt dużo o tych pięknych stworzeniach. Nie zwykło się już o nich mówić. Nie w tych czasach. Ptak znowu wzbił się do lotu. Ostatniego lotu. Cały rozświetlony przeleciał nad czarną taflą morza. Był to najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek widzieli. Nad pagórkiem, z którego odleciał zatrzymał się w powietrzu i spłonął.



MmQv347B.jpg




Stali jeszcze długo oszołomieni. Nie wiedzieli co zrobić. Czekali, aż feniks odrodzi się z popiołów. Legendy mówiły, że tak zawsze się dzieje. Nic takiego jednak się nie stało. Rozbili obóz. A całą polanę ogrodzili pochodniami. Następnego dnia podjęli decyzję o założeniu tu wioski. Co godzinę jeden z rycerzy szedł na pagórek i sprawdzał, czy zwierzę się nie odrodziło. Jednak cały czas nic się nie działo.
Nocą usłyszeli szelest i trzask. Chwycili za miecze i wyszli na przeciw potencjalnego wroga. Z lasu wyłonili się ludzie. Wyglądali strasznie, jakby przeszli traumatyczne wydarzenia. Na przodzie podąrzał starzec. Wyglądał na najbardziej z nich sfatygowanego. Podszedł do nich i zagaił rozmowę.
- Witajcie. Nazywam się Celius.



MnNh8IS9.gif
Budowa Feru


>>>CZĘŚĆ PIERWSZA
>>>CZĘŚĆ DRUGA
>>>CZĘŚĆ TRZECIA
>>>CZĘŚĆ CZWARTA
>>>CZĘŚĆ PIĄTA



Od autora: Dziękuję za przeczytanie artykułu i mam nadzieję, że się podobało :). Opowiadanie jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwa do innych artykułów, imion etc. jest przypadkowe.
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Helwetyk Romański.
Serduszka
3 377,00 lt
Ten artykuł lubią: Siergiusz Asketil, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Daniel January von Tauer-Krak, Adunaphel Kovall, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni.
Komentarze
Persywald Moncki
Wkrótce finał :)
Odpowiedz Permalink
Daniel January von Tauer-Krak
Masz już jakieś plany na kolejne serie?
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Co dalej - może jakiś dramat tym razem :)
Odpowiedz Permalink
Adunaphel Kovall
Dobry tekst ;3 Czekam na finał z utęsknieniem ;D
Odpowiedz Permalink
Persywald Moncki
Jeżeli chodzi o kolejne serie... Właściwie miałem tego nie mówić, no ale dobra. Mam zamiar teraz zrobić serię podróżniczą - tak dla zmiany. Ostatnio dużo literatury w gazetach się pojawiło (mam na myśli fikcje literackie itp.) więc czasem trzeba też trochę pozwiedzać v-świat. Być może będę pisał jeszcze fikcje, ale też trochę w innym klimacie (na pewno odłożę czasy średniowiecza).
Laurencjusz Ma Hi von Vincis-Kazakov
Co dalej - może jakiś dramat tym razem :)

Masz na myśli dramatyczny zwrot akcji na koniec? Hmm... rzeczywiście, nie pomyślałem o czymś takim ;)

Adunaphel, cieszę się, że się podobało :)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
ciekawie się czyta.
Odpowiedz Permalink
Daniel January von Tauer-Krak
Persywald Moncki
Jeżeli chodzi o kolejne serie... Właściwie miałem tego nie mówić, no ale dobra. Mam zamiar teraz zrobić serię podróżniczą - tak dla zmiany. Ostatnio dużo literatury w gazetach się pojawiło (mam na myśli fikcje literackie itp.) więc czasem trzeba też trochę pozwiedzać v-świat.
Sporo jest v-państw począwszy od naszej wspaniałej Sarmacji, poprzez RON, Austro-Węgry, Skarland po La Palmę
Marek Lipa-Chojnacki
ciekawie się czyta.
Teutończycy, jak zwykle piszą strasznie długie komentarze :D
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.