Puls Sarmatów, Persywald Moncki, 18.04.2015 r. o 20:07
Kiedy Pradziad bywał Dziadem... [cz.5]
Seria wydawnicza: Kiedy Pradziad bywał Dziadem

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
IS96Im2G.jpg

N
a mój nos to wyscje nie tutejsi - powiedział z lekkim, gwarowym akcentem góral zwalniając lekko nacisk ciupagi. - Porty nie tokie, copka tys; skądze pochodzicie i cóz sukacie?
- Jestem tylko rybakiem panie. - odezwał się Celius podnosząc się na rękach - Przysłano mnie tu abym wypełnił powierzone mi zadanie panie.
- I gado tys nie po nasemu. - odezwał się inny z gromady.
Kilku górali wzięło pod ręce starca, podniosło go i zaprowadziło między drzewa. Wędrówka ta nie była bardzo długa ale za to dziwna. Co jakiś czas herszt bandy zakręcał a to w lewo a o w prawo, niby dla zmylenia jeńca. Po pewnym czasie jednak dotarli do małej polanki na którą wychodziły większe i mniejsze włazy do grot i jaskiń. Związali ręce rybakowi, posadzili na przewróconym pieńku i zaczęli go wypytywać kim jest, co tu robi, czym jest to tajemnicze zadanie, a także jakie są jego zamiary. Celius opowiedział im wszystko o pirackim najeździe, o misji, o nieodnalezieniu nikogo na szczycie i o tym, jak bardzo się śpieszy z powrotem do wioski, aby może jeszcze kogoś ocalić.
- Hmm... - mruknął jak się okazało harnaś zbójecki - Łoj chubodnyś panie łowirybo. Dyć się nie przejmujta. Jo se harnaś tych tu ło i na mój dusiu żem przysiągał chubodnym pomagać koszta bogatych. Nie mosz widzo złych zamiarów, hej. Zato my ci damy łodejść w pokoju. Ino nim jus płojdze, niech się da nakarmić. Mamy trochę buncu i gruli, a tyś się ledwo na nogach trzymosz. Dajcie no buncu i gruli! - zawołał jeszcze na swych ludzi - I płojdze tu któś z gęślami! Cichaj się zrobiło.
Po tej przemowie atmosfera w obozowisku rozluźniła się. Tułacz został rozwiązany oraz dostał sera i ziemniaków usmażonych w ogniu, a także trochę mleka koziego. Zbóje rozwiali milczenie dyskusjami i grą na skrzypcach. Rybak nie wiedział jak długo tak siedział, bo atmosfera na prawdę była miła, mimo tego, że połowy z tego co do niego mówili była dlań niezrozumiała, jednak słońce przekroczyło już swój "zenit" kiedy zorientował się, że trochę zbyt długo się zasiedział.
- Panie drogi, - rzekł do harnasia - nastrój panuje tu iście znakomity, jednak muszę wyruszać. Moi bracia i moje siostry czekają na mnie, a i tak nie wiem, czy będę im w stanie jeszcze pomóc. Zatem proszę, wskażcie mi drogę powrotną.
- A kaj dokładnie chcecie pójść? - usłyszał na to.
- Przez błotnistą ścieżkę i lasy, rozległe łany zbóż i wielki bór aż do mego domu.
- A zatem twoja prośba bydzie usłuchana. Ino pójdą do podnóży z tobą dwaj waleczni; nasi bracia. - zawołał harnaś na dwóch zbójów i polecił im odprowadzenie bezpieczne do podnóża góry.
Celius zebrał pozostałości swoich pakunków. Dostał też trochę prowiantu na drogę. Zaczynało się powoli ściemniać, słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy wreszcie wyruszyli wśród radosnych okrzyków, muzyki i śpiewów pożegnalnych. Kiedy doszli z powrotem do ruin górskiej wioski, postanowili zrobić przerwę i wędrówkę dokończyć następnego dnia. Rozładowali bagaże i rozpalili ognisko. A słońce już zupełnie zaszło. Wszyscy zdążyli w ten czas posnąć.
Ognień znów począł lizać ostrymi językami starca. Wioska płonęła. Płomienie nie wydawały mu się jednak tak straszne. Czuł ciepło, ale nie żar. Ogień pojawił się wszędzie dookoła jego wzroku. Zaczął się w coś formować. Jeszcze nie wiedział co to, ale domyślał się, że to kształt czegoś dobrze mu znanego. Słyszał głos, chociaż nikt nic nie mówił. Nie rozróżniał słów. Wiedział tylko, że musi podążać za tym głosem.
Obudził się. Znowu tylko sen. Lecz zdawało mu się, że ten bł wyjątkowo obłąkany. Jeszcze trochę a sam stanie się szaleńcem! Podniósł się na rękach i tak półleżąc patrzył się w smużkę dymu ulatującą z resztek ogniska. Za chwilę obudzili się też górale. Po przywitaniu się "na dzień dobry" pierwszy przyrządził śniadanie, drugi rozpalił ogień, a Celius znalazł w cieniu ściany jednej z chat resztki śniegu. Obmył twarz zostawiając pełno brudu na białym puchu. Cały czas był pochłonięty myślami o tym co mu się przyśniło. Nie zwrócił nawet uwagi na to jak się ochłodziło przez noc. Wrócił do obozowiska i zjadł przyrządzoną potrawkę. Niedługo później wyruszyli w drogę.
Kiedy schodzili błotnistą ścieżką górale co chwila zaśmiewali się podczas rozmowy. Rybak szedł jednak w ciszy. Próbowali nawet wciągnąć go do rozmowy, jednak co chwila się z niej wyłączał pogrążony w myślach.
Koło południa doszli do podnóża Pradziada, a godzinę później już wyszli z pasma Gór Kocich.
- To juz kóniec naszej schadzki. - oświadczył jeden, widząc złociste łany zbórz. - Bydziesz teraz lazł juz sam. Teroz się żegnamy. Niech cię bogi twe prowadzą. Nie wiemy my cygóz ci życzyć.
- Wśród rybaków i marynarzy zwykło się mówić "stopy wody pod kilem", ale "bywaj" też będzie dobre. - odpowiedział Celius
- A zatem stopy wody pod kilem i bywaj łowirybo!
- I wam życzę obfitych łowów i życia w zdrowiu. Żegnajcie!
Po wszystkich pożegnaniach obrócił się i wyruszył w stronę pól. Były to te same, które przemierzał przed kilkoma dniami w nadziei na znalezienie pomocy w górach. Teraz jednak został jej pozbawiony. Sam nie wiedział jak się czuje z tym. Jeszcze przed zachodem słońca doszedł do osady, w której spotkał niejakiego Aara, obrońcę swoich pobratymców.
"- Gdybym tylko miał tyle samo sił i życia w sobie" - myślał ubolewając - "Gdybym był w stanie obronić chociaż jedną osobę..."


3Jw8W3ou.jpg


*********************************

O
gień. Dookoła aż czerwono było od ognia. Znów się formował. Jeszcze chwila i starzec wiedział czym się stanie ogień. Cały żar rozstąpił się, a płomienie zamieniały się w pióra. Ogień przybrał kształt płomiennego ptaka. Zgasł. Pozostał tylko spory szkarłatny ptak. Odleciał. Rybak zaczął dążyć za nim przez las. Coś go tam ciągnęło. Nieopisana chęć lub przymuszenie. Przedzierał się przez znane mu tak dobrze z dzieciństwa chaszcze. Dotarł wreszcie do polanki. Ptak wyglądał, jakby chciał mu coś powiedzieć. Nie, to nie możliwe, ptaki nie mówią... Chociaż... Tułacz miał mieszane myśli.
Ocknął się. Znowu sen. Wydawało mu się to coraz bardziej chore. Przecież nie był szlachetnym rycerzem z baśni, któremu objawił się mówiący ptak, tylko zwykłym uciekinierem.
Nie wiedział gdzie się znajduje. W głowie miał niesamowity mętlik. A przecież nie wypił ani kropli alkoholu, bo i nie miał skąd go wziąć. Do chatki wszedł jakiś mężczyzna. Widząc, że się obudził wyszedł i przyprowadził kobietę. Dopiero teraz zaczął sobie przypominać co się działo. Mężczyzna, który wszedł do namiotu był jednym z czterech najeźdźców, towarzyszem Aara, tym, którego dziwny grymas na ustach nieco przerażał Celiusa. Przypomniał sobie, że wieczorem dotarł do wioski, w której przyjęli go przed wejściem na szczyt Pradziada i prawie natychmiast zasnął po przybyciu. Niby wysypiał się podczas podróży, a jednak wędrówka w dół niesamowicie go wyczerpała, bardziej niż w przeciwną stronę. Wciąż oszołomiony snem, błądząc myślami między snem a jawą podniósł się i usiadł. Kobieta pomogła mu się ubrać i okrzesać. Wyszedł z domku. Zobaczył go Aar stojący nieopodal. Przywitali się. Starzec opowiedział mu swoje przeżycia z ostatnich kilku dni. Słuchacz zrekompensował mu to niestety dosyć smutnymi wiadomościami.
- Od dwóch dni nad lasem kłębią się czarne obłoki dymu. Przykro mi... Nie wiem jak ci pomóc...
- To nic. - odpowiedział mu półprzytomny głos Celiusa - To nic... Na mnie jednak już pora. Muszę już wracać

*********************************

P
rzez cały dzień szedł przez pola i las. Zatrzymał się w środku lasu (tak mu się przynajmniej wydawało). Musiał się zdrzemnąć. Nim to jednak zrobił długo jeszcze siedział pogrążony smutkiem po utracie wioski.
Tym razem wiedział, że śni. Ptak który siedział na polanie wejrzał mu głęboko w oczy. Nic nie mówił, a jednak słyszał głos.
- Odnajdziesz ocalałych i sprowadzisz ich w miejsce, które odnajdziesz sercem. I odrodzi się nadmorska potęga, niczym feniks z popiołów.
To mówiąc spłonął. Celius otworzył oczy. Już świtało.


mD2S85pE.jpg



>>>CZĘŚĆ PIERWSZA
>>>CZĘŚĆ DRUGA
>>>CZĘŚĆ TRZECIA
>>>CZĘŚĆ CZWARTA



Od autora: Przepraszam za tydzień opóźnienia, ale musiałem się wczuć w gwarę góralską, co zabrało mi kilka dni, chociaż mogłaby być znacznie lepsza. W każdym razie dziękuję za przeczytanie artykułu i mam nadzieję, że się podobało :). Opowiadanie jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwa do innych artykułów, imion etc. jest przypadkowe. No i życzę wesołych Świat Wielkanocnym wszystkim czytelnikom :)
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Adam Jerzy Piastowski.
Serduszka
5 353,00 lt
Ten artykuł lubią: Daniel January von Tauer-Krak, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Adunaphel Kovall, Krzysztof St. M. Kwazi, Siergiusz Asketil, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Adam Jerzy Piastowski, Aga Jacobsen, Marek von Thorn-Chojnacki.
Komentarze
Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki
Gratuluje :)
Odpowiedz Permalink
Persywald Moncki
Dziękuję :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Brawo i grafika się też pojawiła, szacun!

Tak trzymać, miałem właśnie pytać skąd ten gorolski akcent się wziął, bo sam mieszkałem kiedyś u stóp Beskidów i cosik tam liznąłem gwary ;)
Odpowiedz Permalink
Persywald Moncki
No właśnie, na prośbę postarałem się coś znaleźć z grafik :).
A co do gwary to buszować w internecie trochę musiałem, no ale i tak mogłoby być lepiej... ;)
Odpowiedz Permalink
Persywald Moncki
Zresztą ważne, że jakoś jest, tak dla odmiany. :)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Bardzo przyjemnie się to czytało.
Odpowiedz Permalink
Persywald Moncki
Cieszę się :)
Odpowiedz Permalink
Adunaphel Kovall
To już 5 cześć czytam, nieźle mnie wciągnęło ;D Nie umiem się doczekać na następne części ;3
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.