Opowieść o magii i władzy cz. 1 [1/2]

Chciałbym rozpocząć serię opowiadań osadzoną w naszym v-świecie, luźno opartą na klimatach steampunku i fantasy. Wszystkie zdarzenia i postacie są fikcyjne. Jeśli się przyjmie, wrzucę kolejne części. Życzę miłego czytania. :)

N
ieprzenikniony mrok oplatał małą postać siedzącą w rogu niewielkiej piwnicy. Chłopiec przywarł plecami do zimnej, kamiennej ściany. W ciemności słychać było tylko jego szybki, przepełniony strachem oddech. Na górze panowała kompletna cisza, którą przerywał ledwie słyszalny, jednostajny szept. Chłopiec wsłuchał się w ten szept. Brzmiał niczym dźwięk górskiego potoku, ledwie słyszalny ze szczytu Wilczego Wzgórza. Znajdowała się tam drewniana chata, w której wraz ze starszym bratem spędzał każde lato. Brat opowiedział mu kiedyś historię o wędrowcu, którego ścigała wataha białych wilków. Uciekając przed drapieżnikami wędrowiec schronił się w drewnianej chacie na szczycie wzgórza i od tej pory miejsce to nazywane jest Wilczym Wzgórzem. Na to wspomnienie strach opuścił chłopca. Znów był w tej samej drewnianej chacie, czuł żar bijący od kominka i słyszał śmiech brata. Donośny, szczery śmiech ukochanego Eliosa. Żelazny uścisk strachu ustąpił miejsca euforii. Chłopiec wstał. Teraz słyszy wyraźnie głos brata. Woła go. Ukrył się przed nim i chce, aby go odnaleźć. Ruszył w kierunku miejsca, z którego dochodził tajemniczy szept. To na pewno wskazówka, jak dotrzeć do brata. Musi tylko podejść bliżej i usłyszeć słowa. Jest już tak blisko... Serce wali jak oszalałe. Jeszcze chwila i dowie się wszystkiego...
Nagle szept ustał. Chłopiec rozejrzał się dookoła. Nie było już przytulnego wnętrza drewnianej chaty. Wokół panowała ciemność. Tylko przez niewielki otwór wentylacyjny sączył się blady, księżycowy blask. Chłopiec zrozumiał, że to co słyszał nie było szeptem, lecz szumem przelewającej się przez uchylone drzwi piwnicy krwi...
Coś złego musiało się stać Eliosowi! Jego brat potrzebuje pomocy, a on siedzi w piwnicy i drży ze strachu jak mała dziewczynka! Ruszył na górę po schodach... Uchylił drzwi...
Na podłodze leżało ciało Eliosa ze sztyletem wbitym w pierś. Chłopiec zdołał dostrzec w półmroku, że rękojeść sztyletu zdobiła efektownie wykonana, srebrna głowa węża. Dlaczego przykuło to jego uwagę, podczas gdy Elios leży martwy na podłodze salonu ich rodzinnego domu? Powinien teraz klęczeć przed ciałem brata i zanosić się płaczem... Nie, on jest już za duży żeby płakać. Ma już dziesięć lat i jest mężczyzną. Jego obowiązkiem jest pomścić śmierć brata! Zabójca musi się jeszcze gdzieś tutaj ukrywać... Znajdzie go i zabije! Już się wcale nie boi!
- Nie boisz się mnie, chłopcze?
Głos rozdarł ciszę niczym grom. Chłopiec cofnał się i przywarł do ściany, a paniczny strach ponownie spętał mu nogi. W ciemności słyszał tylko bicie swego serca i kroki zabójcy brata... Był coraz bliżej i bliżej... Po chwili w półmroku dostrzegł zakapturzoną postać ubraną w czarną szatę. Spod kaptura świeciła para drwiących, zielonych oczu.
- Chcesz pomścić brata? – zapytał zabójca. W jego głosie dało się wyczuć pewną wesołość. – Musisz zatem zobaczyć moją twarz. Musisz zawsze patrzeć w twarz swojej ofierze tak, jak ja patrzyłem w twarz twego brata, gdy uchodziło z niego życie.
Chłopiec tkwił w bezruchu. Strach sparaliżował całe jego ciało. Zabójca powolnym ruchem ręki zdjął kaptur z głowy... Oczom chłopca ukazał się potworny widok. Pod kapturem skrywała się blada, trupia twarz do głębi tknięta rozkładem. Spod rozciętej skóry twarzy jaśniały bielą kości policzkowe. Tylko przerażające, zielone oczy wciąż tętniły życiem, a widoczna w nich wcześniej wesołość ustąpiła miejsca wściekłości.
- Spójrz! – Sine usta nie poruszały się, a dźwięk dobywał się z głębi. – Moje ciało trawi rozkład, ale nawet śmierć nie przezwycięży mocy, którą mnie przepełnia!
Chłopiec chciał uciekać, ale paraliżujący strach sprawił, że nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Chciał krzyczeć, ale głos uwiązł mu w gardle. Całym wysiłkiem woli zebrał powietrze w płuca... Otworzył usta i wydał z siebie nieludzki, piskliwy krzyk, tak głośny, że ściany zaczęły pękać. Trupia twarz zniknęła w ciemności. Pośród krzyku słychać było huk walących się ścian... Chłopiec zapadał się w nicość...

* * * * * * *
Ferris obudził się z krzykiem. Jego twarz była zlana potem. Nadal słyszał dźwięk osuwających się
ścian. Natychmiast wstał i rozejrzał się wokół...
Wszystko wskazywało jednak na to, że budynek, w którym się znajdował wcale nie walił mu się na głowę. Usiadł na materacu, sięgnął po stojącą obok menażkę z wodą i wylał sobie całą jej zawartość na kark. To był tylko sen. Pomyślał. Jak długo jeszcze będziesz mnie nawiedzał, nim odkryję kim jesteś?
Gdy tak siedział trzymając się za głowę, pękającą od nadmiaru wódki wypitej poprzedniego wieczoru, drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich Uttir. Awanturnik, podróżnik i przyjaciel Ferrisa, pochodzący z plemienia Xenorai zamieszkującego ziemie teokratycznego Sułtanatu Al-Farun.
Uttir jak każdy Xenorianin odznaczał się czerwonej barwy skórą, czarnymi jak węgiel włosami oraz płaskim i podłużnym nosem. Górował jednak nad resztą swoich pobratymców wysokim wzrostem i potężną budową ciała. Już w młodości był uważany za niezwyciężonego siłacza. Zdobywał laury w turniejach zapaśniczych, z łatwością wyginał topory i podkowy. W końcu został dostrzeżony przez dowódcę gwardii pałacowej i dostąpił zaszczytu służby u boku głowy państwa Al-Farun, otoczonego boską czcią Sułtana Tek’kazana.
Niestety z racji swojego zamiłowania do wódy Uttir szybko wpakował się w poważne kłopoty. Pewnej nocy podczas pełnienia warty przeholował z gorzałką i w pijackim szale srogo zelżył zastępcę arcykapłana, a następnie rzucił się z pięściami na dowódcę gwardii pałacowej próbującego przyjść wiekowemu duchownemu z pomocą. Za ten występek Uttir został skazany na pięć lat katorgi w kolonii karnej, a po odbyciu wyroku wygnany z kraju na dwadzieścia lat.
Doświadczenie banicji natchnęło duszę Uttira jedynie gorzką pogardą do wszystkiego co było związane z jego ojczyzną i rodakami, a opuszczając kraj obiecał sobie, że nigdy już do niego nie powróci.
Uttir prócz gorzałki, nie stronił także hazardu, ani domów uciech. Z czterdziestu dwóch lat życia, co najmniej piętnaście spędził w więzieniach i koloniach karnych. Był wielki jak słoń, silny jak tur i uparty jak osioł. Pomimo tępej jak młot kowalski aparycji nosił w sobie spore pokłady intelektu, a co ważniejsze potrafił zdobyć się na szczerość wobec osób, na których mu zależało. Doskonale posługiwał się wszelkimi rodzajmi broni. Był w stanie otworzyć każdy zamek, rozwiązać każdy język i zdobyć serce każdej kobiety.
W młodości usiłował zostać magiem. Podjął w tym celu praktykę w samotni mistrza Tenofara, wiekowego teoretyka i praktyka magii żywiołów, autora przełomowego dzieła „Elementarium”.
Niestety magiczna przygoda Uttira zakończyła się z hukiem, ledwie po trzech miesiącach terminowania. Któregoś dnia Uttir przekonał się, że mistrz magii elementalnej, eremita i ceniony alchemik Tenofar, jest równie mocno zainteresowany żywiołem miłości cielesnej, który rozpalał w nim widok umięśnionego ciała młodego ucznia. Próba namówienia Uttira na wspólną kąpiel spotkała się odmową, popartą potężnym ciosem jego ogromej pięści wyprowadzonym prosto w wykrzywioną w lubieżnym uśmiechu szczękę staruszka. W wyniku nieudanej schadzki Tenofar stracił pięć zębów, a Uttir pożegnał się z karierą maga. Niemniej jednak zdążył przyswoić pewną wiedzę w temacie ziołolecznictwa i alchemii, która nie raz uratowała mu życie.

Dzięki zamiłowaniu Uttira do hazardu i zgarnięciu przez niego głównej wygranej w siedemdziesiątej
drugiej Wielkiej Stołecznej Gonitwie Koni w postaci dwudziestu tysięcy libertów, Uttir i Ferris mogli zakwaterować się w najbardziej luksusowym hotelo-burdelu w Grodzisku, stolicy Księstwa Sarmacji oraz najeść się i napić do syta.
- Myślałem, że twoja panienka coś Ci odgryzła, bo darłeś się tak głośno, że byłbyś w stanie obudzić umarłego. – Pomimo, że głos Uttira brzmiał radośnie, na jego twarzy malował się niepokój.
- Miałem ten sam zły sen co zawsze. – Odpowiedział Ferris. – A dziewczynę odprawiłem jeszcze wieczorem, nie miałem ochoty na, jak to określiła, penetrację głębin oceanu rozkoszy. Wolałem przemyśleć parę spraw.
- Powinieneś więcej pić, a mniej myśleć. – Rzucił Uttir z poważną miną. – Słyszałeś hałas walących się ścian?
- Myślałem, że to mi się tylko przyśniło. – odrzekł Ferris. – Wiesz co się stało?
- Podobno zawalił się nowy budynek ratusza... Zginęło mnóstwo ludzi. – Głos Uttira przybrał patetyczny ton. – To miała być najwspanialsza budowla w tej części świata. Inżynierowie tworzyli projekt przez kilka lat, bo metoda konstrukcji była nowatorska. Budowa niedawno się zakończyła, a dziś miało się odbyć się uroczyste otwarcie, na którym zjawił się sam książę... Jeśli coś stało się monarsze, kraj pogrąży się w chaosie.
- Pójdźmy tam i sprawdźmy co się stało. Spacer dobrze mi zrobi. – Rzekł podniesionym głosem Ferris, po czym sięgnął po butelkę wina i pociągnął kilka łyków.
Serduszka
6 246,00 lt
Ten artykuł lubią: Karolina Aleksandra, Daniel January von Tauer-Krak, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Herman Kolineusz, Persywald Moncki, Adam Jerzy Piastowski, Zygmunt Von August, Antoni Rudnicki.
Komentarze
Albert Felimi-Liderski
Sporo nowych osób zaczyna pisać, mam nadzieję, że trend się utrzyma na dłużej :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Dobre, takie mroczne i pobudzające wyobraźnię. Czekam na więcej :)
Odpowiedz Permalink
Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni
Dziękuję za serduszka i dobre słowa. Kolejne części postaram się wrzucać tak często, jak będą mi na to pozwalały inne obowiązki. :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.