Puls Sarmatów, Persywald Moncki, 04.04.2015 r. o 13:50
Kiedy Pradziad bywał Dziadem... [cz.4]
Seria wydawnicza: Kiedy Pradziad bywał Dziadem

C
elius uniósł się, chwilę odsapnąwszy, na słabych jeszcze rękach. Usiadł na kolanach i spojrzał na swoje dłonie. Obtarcia powstałe od szorstkich skał zastąpiły stare blizny i szramy od lin rybackich. Czuł lekkie pieczenie na dłoniach. Nie było jednak tak źle. To nie to co wrzynające się w ciało żyłki wędkarskie. Najgorszy teraz był chłód i uczucie odrętwienia.
Starzec zapomniał zupełnie o celu swojej misji. Zszedł trochę poniżej szczytu, gdzie znalazł coś w rodzaju małej groty. W rzeczywistości było to jednak wgłębienie, zadaszone półką skalną i otoczone dwoma większymi kamieniami. Rozłożył łuczywa i niby-siano. Znalazł jakieś krzemienie. Przez następne pół godziny pocierając kamienie próbował rozpalić ognisko. Załamał się.
"- Jeszcze jeden raz" - pomyślał w końcu - " i dam już spokój. Nie ma co..."
Przesunął szybko jeden kamień po drugim, zbliżając je do sianka i bardzo delikatnie dmuchając. Błysnęła jasna iskra i pojawił się mały dymek. Końcówki wyschniętych łodyg zaczerwieniły się. Wędrowiec otoczył je rękoma i począł staranniej dmuchać. Dymeczek zamienił się w dymek, a ten w dym. Jeszcze chwila i ognisko zapłonęło na dobre. Rozpalacz obawiał się tylko, że drewno się nie zajmie, ale wbrew jego obawom wszystkie pieńki po pewnym czasie paliły się równo.
Nie wiedział jak długo siedział wpatrując się w płomienie. Może to i źle, że rozpalił ognisko... Cały czas czuł wstręt do ognia. Nie... Przecież musiał się ogrzać! I tak dumając nie zauważył nawet kiedy niebo zaczerniło się i śnieg przestał padać. Kiedy jednak już to spostrzegł stwierdził, że strasznie się zmęczył dzisiaj i ułożył się wygodnie (o ile kamieniste posłanie można nazwać wygodnym). Zaraz potem spał spokojnie okryty jedynie cienkim materiałem wziętym z tobołków. Znowu śnił o morzu. Tym razem jednak nie był tak młody. Żyłka wędkarska wrzynała się mocno w ręce. Nie czuł jednak bólu. Przyćmiła go satysfakcja. Wiedział, że złowił rybę-giganta, największą dotychczasową zdobycz. Już prawie udało mu się wciągnąć wielkoluda na pokład, gdy nagle cielsko zamieniło się w gigantyczny żaglowiec, który ciężko i szybko sunął w jego stronę. Już wysuwał działa na burcie. Celius przymknął oczy i usłyszał huk. Otworzył je z powrotem. Na początku nie wiedział gdzie się znajduje. Dopiero po chwili, gdy usłyszał znajomy mu już świst powietrza ujrzał swoją wioskę. Przewodnicząca starszyzny właśnie wyznaczała mu cel jego pielgrzymki do Gór Kocich.
Obudził się. Leżał jeszcze chwilę bez ruchu, nim oprzytomniał do końca. Taaak.... To był tylko koszmar. Nie było się czym przejmować. A jednak coś mu przypomniał ten zły sen. Zerwał się na nogi. Armia! Boska armia! Przecież to po nią tu przywędrował! Wyślizgnął się z prowizorycznej groty. Na dworzu się nieco ociepliło. Śnieg stopniał, jednak pozostało dużo wody wokoło, a skały stały się śliskie. Wrócił jeszcze na chwilę, żeby coś zjeść z jego skromnych zapasów i wspiął się z powrotem na szczyt.
Był pusty. Ani śladu po żywej duszy tam nie było.
"- Nie no, na pewno są w jakiejś jaskini. - myślał starzec - "Tak szlachetni wojownicy nie mogą przecież ot tak sobie siedzieć na szczycie!"
I rozmawiając tak ze sobą w myślach począł przeczesywać szczyt. Zajrzał chyba pod każdą najmniejszą ruchomą skałę poszukując choćby śladów włazu do kryjówki wojska. Niestety, na nic zdały się godziny przesuwania kamieni i odrzucania żwiru z jednej kupy na drugą. Siadł po jakimś czasie wykończony kilkugodzinną pracą. Spojrzał na krajobraz szerzący się w dole, poniżej góry. Słońce jeszcze nie zachodziło, ale już znajdowało się po zachodniej stronie widnokręgu. Przed oczami starca roztaczał się niesamowity widok. Najpierw lawendowe wrzosowiska, później szeroki złoty łan zbóż, następnie znowu wrzosy, a jeszcze dalej lasy, jeziora (w tym wielkie, nieznane mu jezioro), a na horyzoncie wysokie trójgłowe szczyty górskie. Niepowodzenie misji choć w połowie rekompensował mu ten wspaniały widok, który ciężko opisać, aby oddać jego urok. Gdyby był w stanie uchwycić ten widok i utrzymać na dłużej przed oczami. Niestety nie był w stanie. Usiadł i myślał, zapatrzony w dal. Właśnie! Znowu myślał. To nawet samotnego rybaka czasami doprowadzało do szewskiej pasji. Dlatego też wstał i nie zważając na przemęczenie zaczął znowu sprawdzać, przewracać i przekładać kamienie.

*********************************

B
yło gorzej niżby mógł przypuszczać. Nie tylko nikogo, ani niczego nie znalazł, nawet najmniejszego śladu, ale też tym samym zawiódł swoich pobratymców. Być może już wszyscy leżeli już martwi, porozrzucani wokół budynków całej wioski. Znowu zawiódł. Znowu powtórzyła się sytuacja sprzed kilkudziesięciu lat. Czuł się jak przeklęty. Jego szczęście do przeżywania inni przypłacali własnym pechem. Celius nie wiedział co lepiej zrobić: wrócić do wioski z pustym rękoma, osiedlić się gdzie indziej, czy też może zupełnie porzucić swój zawód i pozostać tu - w górach. Nie, takie klimaty nie są stworzone dla kogoś jak on, wilka morskiego. Powinien wrócić i znaleźć ocalałych z innych osad. W takich momentach powinni sobie pomagać.
Nagle coś zaświtało Celiusowi w głowie. Wpadł na pomysł, który był tak prosty, a jednak jakże trudny do wymyślenia. Chyba zrozumiał w tej oto chwili, czemu bogowie chcą jego być może nędznej egzystencji na tym świecie. Poczuł swoje własne powołanie.
Zszedł ze szczytu ślizgając się na nie wyschłych do końca kamulcach do groty, gdzie zostawił swoje rzeczy. Zjadł jeszcze kawał suchara z zapasów, pośpiesznie resztę spakował i ruszył w drogę powrotną nie oglądając się już na wierzchołek góry, która przyprawiała go przez ostatnie dni o zawroty głowy.
Nie czuł zmęczenia. Zapomniał o nim zupełnie. Był teraz pochłonięty planowaniem. Szedł bardzo szybko jak na swój wiek i ostatnie przejścia. Nim się ściemniło, dotarł do wioski postojowej, w której nocował w drodze w przeciwną stronę. Dopiero tam zatrzymał się, żeby odetchnąć i rozłożyć jednoosobowe obozowisko. Potem już tylko zasnął. Pierwszy raz od jakiegoś czasu śnił bez snów. Był to sen z wyczerpania.
Obudziło go dopiero mocne szturchnięcie i chłód na policzku. Jęknął nie otwierając oczu, bo myślał z lekkim przerażeniem, że to znowu śnieg zaczął padać. Jednak chłód nie znikał. Otworzył wolno oczy i zobaczył nad sobą człowieka w czerwonawych portach i brązowym szerokim pasie. Za nim stało jeszcze kilkunastu mu podobnych. Chłód brał się od przyciskanej do policzka coraz mocniej ciupagi. Ta jednak nie wyglądała jak tak, którą można kupić w sklepie z pamiątkami. Trzonek był dłuższy i solidniejszy, nie tak ozdobny, a metalowa część zaostrzona i potężniejsza.
- Na mój nos, to wyscje nie tutejsi - powiedział z lekkim, gwarowym akcentem napastnik...



>>>CZĘŚĆ PIERWSZA
>>>CZĘŚĆ DRUGA
>>>CZĘŚĆ TRZECIA


Od autora: Dziękuję za przeczytanie artykułu i mam nadzieję, że się podobało :). Opowiadanie jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwa do innych artykułów, imion etc. jest przypadkowe. No i życzę wesołych Świat Wielkanocnym wszystkim czytelnikom :)
Dotacje
2 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Adam Jerzy Piastowski, Siergiusz Asketil, Gotfryd Slavik de Ruth, Helwetyk Romański.
Serduszka
3 838,00 lt
Ten artykuł lubią: Daniel January von Tauer-Krak, Adam Jerzy Piastowski, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki.
Komentarze
Adam Jerzy Piastowski
Być może już, wszyscy leżeli już martwi
śnił bez snów

To takie dwa mini błędy stylistyczne ;) Całe opowiadanie OK, tak jak i poprzednie wersje dobrze i szybko się czyta. Jest napięcie, jest akcja :) Mnie się podoba i jestem fanem wszystkich części. Kolejne na pewno też przeczytam.

Brawo za dołączenie odnośników, generalnie jest postęp :) Może jeszcze jakieś obrazki warto poszukać w sieci, które będą pasowały do opowiadania i które rozruszają trochę wyobraźnie?
Odpowiedz Permalink
Persywald Moncki
Rzeczywiście, kompletnie tego nie zauważyłem. Czasem odrywam się chociaż na chwilę od pisania i ukrywa mi się wątek, także dzięki za poprawki :)

Cieszę się, że jest choć jedna osoba, której się podoba, a więc w dalszym ciągu mam dla kogo pisać. :D

No i tak, udało mi się nareszcie dołączyć odnośniki. Dzięki za pomysł z obrazkami. Postaram się coś wyszukać klimatycznego, chociaż na razie nie obiecuję zbyt wiele :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Powiem krótko, podoba mi się i chętnie zobaczę kolejny odcinek :)
Permalink
Persywald Moncki
Kurczę, no to trzeba zgłębić gwarę góralską... ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.