Puls Sarmatów, Persywald Moncki, 21.03.2015 r. o 11:04
Kiedy Pradziad bywał Dziadem... [cz. 2]
Seria wydawnicza: Kiedy Pradziad bywał Dziadem

Z
a stodołą Celius odnalazł podarowanego mu konia. Spojrzał nań smętnym wzrokiem i z ciągłą złością w sercu odwiązał lejce od drzewa.
"- To chyba jakaś kpina. Przecież starszyzna dobrze wie, że nie umiem jeździć konno." - mówił sobie w duchu - "A co dopiero jeszcze galopować?!"
Jednakże nie zwlekając dłużej pociągnął odwiązanego konia i powędrował w głąb lasu. Przedzierając się na oślep przez chaszcze jeszcze długo bił się z myślami. Próbował nawet zawrócić i ratować kogo się da, ale w głowie słyszał cały czas słowa polecenia przewodniczącej. Im dalej szedł tym większe czuł zmęczenie. Nogi rybaka nie były przystosowane do wędrówek po krzakach. Po pewnym czasie stwierdził, że wystarczająco oddalił się od osady. Pod gołymi nogami wyczuł coś miękkiego. Usiadł. Spojrzał jeszcze w niebo i oddychając (nareszcie) świeżym powietrzem myślał nad powierzoną mu misją.
"- Czy to wszystko ma sens?" - pytał sam siebie - "A co jeśli to wszystko to tylko legenda?..." I coraz mętniej myśląc pogrążał się głębiej we śnie. Marzył o morzu. Oceanie. Był młody. Rany od lin na dłoniach goiły się szybciej. Niedawno zrealizował swoje marzenie o własnej łodzi. Czuł na twarzy wiatr i krople słonej wody. A wszystko wydawało się tak prawdziwe...

*********************************

Obudziły go promienie słoneczne, które z trudem przedzierały się przez korony drzew. Rozejrzał się dookoła. Koń stał kilkanaście metrów dalej. Nie zdążył go przywiązać przed zaśnięciem. Dopiero teraz zobaczył, że usiadł na krzaczkach jagód. Jednak owoców w ogóle na nich nie było. Celius czuł, że żołądek przyrastał mu do krzyża. Od wczorajszego śniadania nic nie jadł.
"- To nic." - myślał - "Bywało i gorzej. Najdalej popołudniu znajdę coś do jedzenia."
Wstał z trudem. Cały zdrętwiał śpiąc na siedząco. Podszedł do konia, chwycił go za kawał rzemienia przymocowanego do uzdy i ruszył w dalszą drogę. Nie wiedział czego może oczekiwać za lasem. Była to jego pierwsza podróż lądowa.
Po kilku godzinach bór zaczął się przerzedzać. Drzewa były coraz niższe i miały mniej gęste korony. Wydawałoby się, że docierał już do końca pustyni drzew, ale lasek ciągnął się kilometrami. Najbardziej martwił go brak jedzenia. Chodźby najmniejszej zeschniętej borówki na krzaku. Słońce już dawno zaczęło się chylić ku zachodowi, a nigdzie nie było śladu po owocach. Nawet nie widział żadnej zwierzyny. Teren wyglądał na zupełnie opuszczony przez życie.
"- Może bogowie przeklęli mnie i moją wyprawę..." - zastanawiał się starzec. -"Może zostałem skazany na wieczną, głodową wędrówkę, z dala od morza, za grzechy jakich się dopuściłem trzydzieści lat temu... Ale czy to była na prawdę zbrodnia wobec bogów? Czy to, że dałem im poprzednim razem zabić... pół wioski... Nie... Nie, nie, nie! Nie, to nie możliwe. Jak mogłem im pomóc? Bogowie wiedzą..." - i znów zaczął się zmagać z samym sobą.
Po godzinie takiej wędrówki upadł i już nie wtał. Leżał z twarzą we mchu. Słońca już nie było widać, ale wiedział, że dzień się skończy dopiero za godzinę. Był już za słaby na takie podróże. Nie mógł cały dzień maszerować wygłodniały. Uniósł się jeszcze resztkami sił na rękach i podczołgał się do najbliższego drzewa. Przywiązał doń konia i prawie od razu potem zasnął.
Zaczął się już przywyczajać do bólu, jaki mu sprawiało spanie w lesie, chociaż minęła dopiero druga noc. Postanowił wsiąść na konia. Zajęło mu to trochę czasu, jednakże zdołał się wgtamolić na jego grzbiet. Następnie niezdarnie próbował spiąć konia do truchtu. To też mu się udało. Jednak zanim zdążył wyruszyć zdołało upłynąć kilka godzin.

*********************************

N
a wpół leżąc na koniu spoglądał w ziemię. Patrzył z niedowierzaniem. Okrągły, brązowy talerz mienił mu się przed oczami. Przetarł oczy. Nie, to nie mogło być złudzenie! Tuż obok brązowej kobyłki rósł sobie gigantyczny grzyb (a tak mu się przynajmniej wydawało). Ot tak sobie! Spadł natychmiast ze zwierzęcia i rzucił się na roślinę. Metr dalej był następny, a jeszcze obok kolejny i kolejny. Uradowany Celius zapomniał w jednej chwili o zmęczeniu i rzucił się na jedzenie. Gdy już był prawie syty zebrał resztę znalezisk, zawinął w kawał szmaty i przywiązał do wierzchowca sznurem, który zwykle miał przy sobie "na wrazie czego".
Teraz już mógł jechać. Wsiadł spowrotem na konia (tym razem już z większą precyzją) i ruszył dalej, gdzie widział już upragniony koniec lasu.
Wyjechał z wolna, zostawiając za sobą koszmar ostatnich dwóch dni. Rozejrzał się. Przed nim rozciągały się łąki. Nie to jednak przykuło jego uwagę. Nad złotymi już polami rozciągał się potężny masyw szarości i bieli. Zajmował prawie cały horyzont.
- Góry Kocie - powiedział na głos mężczyzna. - Wreszcie! Jak ja....
Tu przerwał, bo coś usłyszał. Było to ciężkie dudnie. Tętent końskich kopyt...




Od autora: Dziękuję za przeczytanie artykułu i mam nadzieję, że się podobało :). Opowiadanie jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwa do innych artykułów, imion etc. jest przypadkowe.
Serduszka
4 734,00 lt
Ten artykuł lubią: Aga Jacobsen, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Adam Jerzy Piastowski, Fryderyk von Hohenzollern.
Komentarze
Persywald Moncki
W dzisiejszym odcinku postanowiłem wprowadzić ciut więcej psychologii, ale czy dobrze zrobiłem to już sami zadecydujecie ;P
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Brakuje na końcu odnośnika do pierwszej części. Mam też jedno małe zastrzeżenie co do dwudniowego wyczerpania kiedy bohater przedzierał się przez las. Człowiek jest zdolny do większego wysiłku, a głód staje się problemem po znacznie dłuższym okresie postu, nawet kiedy zmuszony jest do intensywnego wysiłku.

To jednak drobnostka, całość dobrze skomponowana i przyjemnie daje się czytać z zaciekawieniem :)
Odpowiedz Permalink
Persywald Moncki
Chodziło mi głównie o to, że bohater jest człowiekiem starszej daty, przyzwyczajonym do pływania łodzią (a więc też do siedzenia, czasem całodniowego), także nie jest tak sprawny i przygotowany na dłuższe wędrówki. Ale może rzeczywiście trochę przedobrzyłem z tym wyczerpaniem. W każdym razie dzięki za uwagę i cieszę się, jeżeli się podobało :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.