Trybuna Diuków, Fryderyk Sternberg, 19.02.2015 r. o 15:39
GiSołaki 1/2015 – Mrówkolew Ferski

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
81691Vi4.png
W dzisiejszych czasach, kiedy każdy gdzieś się spieszy i za czymś goni nie ma czasu na to, żeby po prostu przyjrzeć się temu co znajduje się pod naszymi stopami. A jednak czasami warto porzucić pośpiech, pogoń za libertami i spojrzeć właśnie pod własne nogi – zwłaszcza jeżeli udaliśmy się na przechadzkę w okolicach Feru.

Parę kilometrów za miastem ciągnie się krótki łańcuch piaszczystych wydm, w większości zarośniętych trawami i karłowatymi drzewami, co sprawia, że jest on mało widoczny, zarówno od strony morza, jak i tym bardziej od strony miasta. W zagłębieniach między grzbietami wydm znajdują się często nieprzystępne dla roślinności połacie piachu.

Uważny obserwator zauważyć tam może liczne drobne wgłębienia, wyglądające jak ślady po deszczu. Jeszcze bardziej uważny obserwator dojść może do wniosku, że ślady te są widoczne nawet w miesiącach wyjątkowej suszy. Autor gorąco zachęca każdego do przeprowadzenia eksperymentu. Potrzebny będzie mały patyczek (kawałek trawki etc.) lub komar, najlepiej żywy (inny mały owad też byłby dobry, ale zdaniem autora jedynie ten paskudny krwiopijca zasługuje na taki los – o czym już w kolejnym akapicie).

Teraz trzeba podłubać patyczkiem w zauważonym wgłębieniu (ale ostrożniej niż czynicie to np. czyszcząc uszy), tudzież wrzucić tam tego paskudnego komara. W mgnieniu oka pojawią się silne szczypce, które pochwycą zdobycz – patyk momentalnie wypuszczą, a krwiopijcę wciągną pod powierzchnię piasku. To właśnie Mrówkolew Ferski (Myrmeleon Ferius). Jak nazwa wskazuje, wolałby od komara mrówkę, ale nie będziemy sprowadzać przecież śmierci na te jakże pożyteczne owady.

Jeżeli mamy ze sobą coś na kształt łyżeczki, możemy zaspokoić swoją ciekawość i delikatnie wyjąć kryjące się pod piaskiem stworzenie (ale poczekajmy najpierw aż zje komara). Ku naszemu zdumieniu (autor akurat się nie dziwi, bo robił to już wcześniej), okaże się, że szczypce należą do owada, składającego się właśnie z tychże szczypiec oraz cztery razy dłuższego ciała. Całość wygląda mało sympatycznie.

kr3qJ919.jpg

W tym miejscu autor śpieszy z wyjaśnieniami. Stworzenie, które właśnie wykopaliśmy to larwalna postaćMmrówkolwa – dlatego też wygląda mało estetycznie. Młody mrówkolew, osiągający do 5 cm, podobnie jak pająki, wysysa zawartość swojej zdobyczy, a resztki wyrzuca poza swój lejek.

Kiedy larwa skonsumuje już wystarczającą liczbę różnych nieszczęsnych owadów zakopuje się w pobliżu drzewa (preferuje drzewa iglaste) i tworzy kokon. W ten sposób zachodzi jedna z najbardziej zadziwiających metamorfoz w świecie gellońskiej fauny. Ktoś kto będzie odpowiednio długo trzymał i dokarmiał larwę Mrówkolwa np. w słoiku przekona się po paru tygodniach oczekiwania, że zamienia się ona w motyla o ciemnozielonym ubarwieniu skrzydeł.

36Sox8dV.jpg

Niestety dorosłe osobniki żyją stosunkowo krótko, a ich głównym celem jest, co za niespodzianka, prokreacja. Gatunek jest na chwilę obecną na tyle mało zbadany, że nie sposób powiedzieć, czy dorosłe osobniki w ogóle się czymś odżywiają, czy też korzystają w swojej krótkiej dorosłości z zapasów energetycznych zgromadzonych w młodości. Natomiast wiemy, że znaczne ilości tych motyli pojawiają się w 3-4 tygodniu sierpnia oraz, że spotkać je można głównie w wilgotnych lasach, znajdujących się w sąsiedztwie piaszczystych terenów – takich jak ferskie wydmy.

Niedawno przeprowadzone badania kodu DNA Mrówkolwów Ferskich doprowadziły naukowców do zaskakującego wniosku. Najprawdopodobniej, w przeszłości na terenie dzisiejszej Gellonii żyły mrówkolwy o wielkości liczonej nie w centymetrach, lecz w metrach. Potwory te, niewątpliwie potrafiłyby w swoim leju skonsumować konia. Zdaniem większości badaczy, gigantyczne mrówkolwy żyły jedynie w obecnej formie larwalnej, nie przepoczwarzając się w owady latające. Badania potwierdzają także znajdywane okazyjnie skamieliny.

Trwa spór kiedy wyginęły ostatnie kilkumetrowe mrówkolwy. Niektórzy, w tym autorzy książek fantasy, twierdzą, że mogły żyć nawet kilkanaście (a może i kilka) tysięcy lat temu. Głównym dowodem przedstawianych przez zwolenników tej teorii są legendy oraz średniowieczne obrazy przedstawiające kilkumetrowe kreatury żywcem konsumujące zakutych w pancerz konnych.

Przeciwnicy wskazują, że stworzenia te mogły żyć nie wcześniej niż miliony lat temu, kiedy zawartość tlenu w atmosferze była zdecydowanie wyższa, a klimat cieplejszy i bardziej wilgotny – w dzisiejszych czasach tak ogromne organizmy najprawdopodobniej okazałyby się nieefektywne. Natomiast opowieści i obrazy są zapewne inspirowane skamielinami, znajdowynami w licznych niegdyś kamieniołomach.
Serduszka
7 589,00 lt
Ten artykuł lubią: Calisto Norvegicus-Chojnacka, Ivan von Lichtenstein, Siergiusz Asketil, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Laurẽt Gedeon I, Karolina Aleksandra, Adunaphel Kovall, Zbyszko Gustolúpulo, Vladimir ik Lihtenštán.
Komentarze
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Świetny debiut! Poznawanie przyrody naszej Krainy z Panem jako przewodnikiem będzie doprawdy fascynującym doświadczeniem :)
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Czekać tylko teraz na kolejne teksty! :) Ileż to jeszcze rzeczy nie wiemy o miejscach, gdzie przecież mieszkamy...
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Mrówkolew... Niby taka mrówka, a taki lew :)
Odpowiedz Permalink
Wojciech Wiśnicki
Miło się czytało, z ciekawością czekam na więcej. :)
Odpowiedz Permalink
Adunaphel Kovall
Świetny artykuł czekam na więcej podobnych ;3
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
A można takiego Mrówkolwa zahodować?
Odpowiedz Permalink
Zbyszko Gustolúpulo
Brawo Fryderyk! Witamy w Merkuriuszu! :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.