5 pytań do Rattusa Norvegicusa-Chojnackiego
Seria wydawnicza: 5 pytań do

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
W dzisiejszym wydaniu 5 pytań do mam zaszczyt gościć jednego z najsłynniejszych mieszkańców Sarmacji - Rattusa Norvegicusa-Chojnackiego.

Rihanna Aureliusz-Sedrowska [RA]: Witaj Rattusie. Sarmacja od pewnego czasu zmaga się z realiozą. Powiedz jak Ty sobie radziłeś w takich momentach? Czy powrót po mocnych atakach jest ciężki? Powrót do Sarmacji po realiozie jest ciężki?

Rattus Norvegicus-Chojnacki [RN]: Witam serdecznie jak i Ciebie, tak i wszystkich Czytelników. Mam nieodparte wrażenie, że miało zostać użyte określenie "jednego z najbardziej kontrowersyjnych", jednak nie wypadało Cóż, mam to do siebie, że mówię to, co myślę, choć nigdy nie jest to podyktowane impulsem.
Do sedna jednak, realioza jako taka może zaatakować w każdym momencie, dlaczego akurat luty stał się takim okresem? Nie mam pojęcia. Ot miesiąc jak każdy inny, choć i u mnie ostatnio aktywność ma tendencję spadkową. Dla mnie w chwili obecnej ma to podłoże w pewnym sensie regeneracyjne. Zaszyłem się w cichej Nadziei racząc się przygodami w Far Flejm 3. Aż strach pomyśleć co będzie, kiedy swoją premierę za miesiąc ujrzy GTA V - Gellońsko-Teutoński Armageddon V To jest jeden przypadek, na moim przykładzie, kiedy to obniżam widocznie aktywność. Choć podczas takiego okresu regeneracyjnego - nazwałbym to sztuczną realiozą, moje działania nie są tak widoczne, to jednak są, tylko że poświęcam na różne zadania zdecydowanie mniej czasu. Nie zdziwię chyba nikogo, kiedy napiszę, że pracuję nad pewnym projektem, nie moim, bowiem akurat w tym przypadku służę tylko, lub aż, pomocą techniczną. Szczegółów zdradzać nie będę, te już wkrótce. Powrót? W tym przypadku ciężko o takowym mówić, bo i odejścia jako takiego nie było.
Kolejnym przypadkiem realiozy, takim poniekąd najwłaściwszym z punktu widzenia definicji, jest zatracenie się w snach o mitycznym realu. Nie tylko mi chyba nie raz nie dwa wydawało się, że jest coś ważniejszego, że jakiś dziwny projekt trzeba zrobić, że jakaś praca mnie pochłania... Brr... A kysz! Przepadnij Morfeuszu, siło nieczysta! A już chyba nie ma nic gorszego jak to, że w koszmarach przewija się wizja tak zepsutego sprzętu, że nic się z nim nie da zrobić... Sam raz popadłem w taką paranoję (jedna z tych pierwszych wymienionych) i przyznam, że było ciężko. O ile było ciężko w trakcie, to już w powrotach jedyną trudnością jest "ogarnięcie" spraw bieżących. A cóż może być przyjemniejszego od przeczytania prasy sarmackiej lub powkurzania się na to, co Rząd lub Sejm ostatnio zrobił, tudzież, co gorsze, nie zrobił
Najtrudniejszą odmianą realiozy dla mnie jest realioza, jak to ja ją nazywam, wściekła. Po takiej wracało mi się najtrudniej i najdłużej, a najgorzej jest zacząć znowu normalnie żyć. Przyczyny są różne, jednak najczęstszą jest flejm i ogólna nagonka. Dwa razy stwierdziłem, że to już chyba koniec mojej przygody z KS i pora na wieczną tułaczkę, emigrację wręcz, i w tych dwóch przypadkach przyczyną były osoby z Wandystanu. Po dziś dzień pamiętam torpedowanie każdej inicjatywy wywodzącej się z Nadziei, jaka by nie była, bo przecież cała Nadzieja to taka "herbatka u cioci na imieninach". Dlaczego? Bo nie używamy wulgaryzmów co drugi wyraz? Przychodzi w końcu zniechęcenie, z którego ciężko jest wyjść. Człowiek rzuca wszystko i stwierdza, że musi dalszą bytność przemyśleć. Powroty są trudne, przynajmniej dla mnie. Trzeba na nowo znaleźć sobie miejsce, niejednokrotnie ogarnąć kilka miesięcy z życia KS - bo akurat w tym przypadku, w przeciwieństwie do tych wymienionych wyżej, nawet nie pojawiałem się po to, aby chociaż mniej więcej wiedzieć, co się dzieje. Po takich okresach zmieniają się ludzie, jest sporo nowych twarzy i potrzeb.
Trochę łagodniejszą odmianą realiozy wściekłej jest potrzeba nabrania dystansu. Po ostatniej aferze z IESem i ze mną w roli głównej takiego czegoś potrzebowałem. Jest to odmiana łagodniejsza, bowiem o ile nie udzielałem się nic a nic, o tyle wiedziałem co się dzieje i zaglądałem tu i ówdzie. Choć trzeba dobrze wybrać moment powrotu do aktywności i być pewnym, że dany problem już się przetrawiło.
Wydawać by się mogło, że mylę realiozę z różnorakimi flejmami, jednak dla mnie akurat te dwa zjawiska wzajemnie się uzupełniają. Oba prowadzą często do znacznego zmniejszenia aktywności, a później do powrotu do życia. O ile mówię to co myślę, nie boję się wyrazić swoich poglądów i nie lubię podlizywać się każdemu (bo się nie da), to po tych 5 latach nauczyłem się jednego: czasem lepiej odpuścić i dobrze się bawić, jak brnąć w bagno i ryzykować, że już się z tego nie wydostanę. Być może większość flejm traktuje inaczej i później nic sobie z tego nie robi, to ja jednak muszę odreagować, co prowadzi właśnie do swoistej realiozy.

[RA]: Działasz aktywnie w Gelloni i Starosarmacji - co przez wiele lat Ciebie denerwowało w niej? Czy widzisz jakieś problemy obecnie? W jaki sposób GiS wyróżnia się na tle innych prowincji?

[RN]:W zasadzie nie mogę powiedzieć, że coś mnie denerwuje. Gdyby moja własna prowincja mnie denerwowała, to nie mógłbym w niej mieszkać. Oczywiście nie twierdzę przez to, że nie ma żadnych problemów, bo takie są, jak w każdym innym samorządzie. Tego się nie uniknie przecież. Z uwagi na moją aktywność i chęć działania, na pierwszym miejscu na pewno mogę postawić tę aktywność. Ludzi do działania nigdy za wiele. Czasem zdarzy się tak, że mamy tych 3 czy 4 nowych mieszkańców, ale po chwili zostaje tylko jeden. Szkoda, bo to za mało, choć zazwyczaj każdego dnia rejestruje się ktoś nowy. Mało kto jednak jakkolwiek odpowie na wiadomość powitalną. Mamy aktywny trzon, który działa, jednak wysokiej aktywności prowincji nie można położyć na barkach kilku ciągle tych samych osób. W końcu przyjdzie zmęczenie. Na to jednak ciężko coś poradzić, wiadomo jak jest z nowymi przybyszami. Bardzo nieliczni zostają z nami na dłużej. Także to nie tylko problem GiSu. Realioza także zbiera swoje żniwo.
Spójrzcie również na ostatnią małą aferkę dotyczącą tego, że ciągle te same osoby sprawują dane stanowiska. Kilka dni temu w GiSie odbyły się wybory. Ilu było kandydatów? Jeden. Ja siedzę w Rządzie GiSu, nie na szczycie, ale jednak. Calisto przez 4 kadencje siedziała na fotelu Premiera a teraz jest wice i MDN, teraz Zbyszko będzie powtarzał kolejną. Nie ma co wmawiać sobie, że „nie dam rady”, „nie wybiorą mnie”. Trzeba spróbować zmienić to, co się nie podoba. I tak, to mi się nie podoba, muszę stwierdzić otwarcie. Sprawdza się tutaj jednak stwierdzenie, że od gadania do działania jest długa droga.
Choć to, co najbardziej mi się nie podoba, to to, że w pewnych momentach były osoby, które wyrażały słowa krytyki jednocześnie nie dążąc do tego, aby coś zmienić i udowodnić swoje słowa. Łatwo jest krytykować nie robiąc przy okazji nic, aby tą swoja krytykę uargumentować. Narzekanie i jednocześnie czekanie, aż coś zostanie zrobione, do niczego nie zaprowadzi. Obawiam się też tego, że jak trzonu prowincji zabraknie w pewnym momencie, to GiS poleci w dół po równi pochyłej. Mieliśmy już mały kryzys aktywności i władzy w 2014 r., na szczęście udało się z tego wyjść dzięki wcześniejszym zmianom. Wolałbym tego drugi raz nie doświadczać. A przecież była to świetna okazja do tego, aby do głosu doszły te osoby, którym najwięcej się nie podoba. Żeby zmienić coś na lepsze i wg siebie.
Kiedyś natomiast było zupełnie inaczej, była inna orientacja i sam wraz z Calisto działaliśmy dużo bardziej w Nadziei dla Nadziei. Trochę ponad rok temu, kiedy wróciliśmy z dłuższej podróży, zwróciliśmy się ku prowincji, Calisto została Premierem, ja Marszałkiem i osobą odpowiedzialną za informatyzację GiSu. Od tego momentu mogę czuć się uprawnionym do wyrażania opinii o prowincji. O wcześniejszym okresie powinien to zrobić ktoś inny, choć zastój dało się wyczuć.
To co wyróżnia Gellonię i Starosarmację to chyba głównie bogactwo kulturowe. Chyba żaden samorząd nie ma aż takiego potencjału. GiS łączy w sobie tak wiele odmiennych tradycji, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dla mnie, jako twórcy, jest to szczególnie ważne, ponieważ jednego dnia mogę tworzyć coś w klimatach celtyckich, drugiego na tropicańskich plażach, a trzeciego w ogrodach japońskich. Takie zróżnicowanie może wydawać się jednym wielkim bałaganem, ale ileż można tworzyć coś na ten sam temat? Sarmacja żyje dzięki inicjatywom, a umiejętność ich zróżnicowania decyduje o sukcesie. W GiSie ciężko się nudzić, bowiem każdego dnia można odkrywać coś nowego, o czym wcześniej nie miało się zielonego pojęcia. To jest piękne. To jest ciekawe same w sobie i inspirujące.
Nie skupiamy się na jednej rzeczy, bowiem ileż można czytać ciągle o tym samym? Zwróćcie uwagę ileż to już Calisto napisała artykułów w serii “Poznaj GiS”. W zasadzie każdy zyskiwał uznanie i każdy był o czymś innym. Czy to nie wspaniałe? Teutonia ma określony główny nurt, Sclavinia ostatnimi czasy żyje krucjatą. Osoby, które się w tym nie odnajdą, nie będą miały co robić. U nas za to każdy znajdzie swój zakątek. Ktoś powiedziałby, że to taka zbieranina przypadkowych osób. Jednak jesteśmy niczym jedna wielka rodzina, wspieramy się i każdy na każdego może liczyć. Wystarczy jedno słowo, a znajdzie się pomoc. To jest właśnie piękne. Działamy razem i razem się bawimy, nie nudzimy się, ponieważ mamy nieograniczone pole manewru.
Ponadto GiS jest bardzo silnie związany z Sarmacją. Nie ma Sarmacji bez GiSu i nie ma GiSu bez Sarmacji. Nie bez powodu mam w podpisie, że “Najprawdziwsze i jedyne źródło sarmackości wypływa z Gellonii i Starosarmacji.”. My nie odejdziemy, my nie wzniecimy buntu i nie będziemy rozmawiać o secesji. Stoimy murem za Księciem i będziemy Go wspierać w każdej sekundzie, choćby się waliło i paliło. Jesteśmy ostoją sarmackości.

[RA]: Liga Snookera okazała się potężnym sukcesem, podobnie jak plebiscyt Sarmaty Roku? W czym tkwi sukces takich inicjatyw? Jak do nich podchodziłeś i jakie miałbyś rady dla młodszych Sarmatów, którzy chcieliby stworzyć zacne inicjatywy?

[RN]:W przypadku Ligi Snookera byłem w zasadzie pewien, że odniesie sukces. Ten sport w Sarmacji był od dawna, przed Ligą może trochę stracił na aktywności, ale był. Ja to tylko poskładałem, zrobiłem ramy, objąłem to wszystko w Ligę, stworzenie tabeli wszechczasów to przecież nic nadzwyczajnego. W końcu wszystko jest archiwizowane i można było w końcu stworzyć dedykowaną stronę. Ta, jak na razie, sprawdza się świetnie. W ten sposób można odświeżyć wiele innych inicjatyw, już zapomnianych, ale takich, które nas kiedyś cieszyły. Często nakład pracy jest niewielki (krokodyl Gucio, Ciepłe i Puchate, Restauracja i Bar – małe rzeczy, a cieszą), ale wkład w rozrywkę, fabułę czy klimat już duży. Przed stworzeniem strony moja praca przy Lidze polegała na pisaniu artykułów, zliczaniu punktów, pilnowaniu terminów, itd., ogólnie schodziło sporo czasu. Obecnie to już artykuły i terminy. Żmudne zliczanie punktów i cała reszta to już sprawa systemowa, a więc zajmuje mi to zdecydowanie mniej czasu. I o to chodzi, aby stworzyć lub odbudować coś fajnego, co będzie miało wzięcie i nie narobić się przy tym. W wolnym czasie można dzięki temu zrobić coś innego.
Tym czymś innym jest przykładowo przytoczony plebiscyt SR. W Sarmacji były różne plebiscyty, otrzymywało się różne tytuły, tytuliki, jednak wiele z tych miało albo jedną edycję, albo dwie lub wręcz nie były zakańczane. Przy moim wystarczy tylko ogłosić kolejne głosowanie i może to zrobić każdy, niekoniecznie ja. Po wszystkim muszę tylko uwidocznić wyniki, a jak nie byłoby i na to czasu, to zrobić to automatycznie i nawet artykułu pisać nie trzeba by było, bo poszczególne miejsca prezentowane są na stronie. To jest kwestia kilku minut na rozpoczęcie edycji, parunastu na artykuł. Raz na kwartał, przy czym w styczniu są to dwa konkursy, jeden cząstkowy i jeden główny, finał. To jest tego wielka zaleta i sporo zawdzięczam własnym rozwiązaniom technicznym. Obawiałem się głównie tego, że głosowanie będzie miało formę rankingu popularności i o ile przy najwyżej paru osobach wg mnie raczej tak jest, o tyle uważam, że w raczej w zdecydowanej większości każdy zajął faktycznie odpowiednie miejsce.
Przed rozpoczęciem jakichkolwiek prac, kiedy miałem dopiero wstępny zarys całej inicjatywy, byłem prawie pewien, że SR odniesie sukces. W końcu Sarmaci raczej lubią takie zabawy, a być wyróżnionym to przecież wielka przyjemność ☺ Zapał trochę osłabł, kiedy zaczęły się pojawiać głosy, że to bez sensu, że nazwa, że kolejny plebiscyt, że to, że tamto. Tylko jakie teraz mamy plebiscyty? Nazwę można zmienić. Forma była stworzona w porozumieniu z innymi w trakcie swoistej debaty. Dlatego też zdecydowałem się doprowadzić to do końca. I chyba dobrze, że tak się stało. Poza tym jak już coś zacznę, to nie lubię się wycofywać.
Sukces inicjatyw… to się dopiero okaże w przypadku Sarmaty Roku. Tak czy inaczej przepisem na udaną inicjatywę jest przede wszystkim mądre jej zaplanowanie. Nie może być tak, że coś będzie organizatora pochłaniać do granic, bo nastąpi wypalenie i zniechęcenie. Z każdym pomysłem jest inaczej i wszystko zależy od tego, na jaki temat inicjatywa jest tworzona. Sam mam wiele pomysłów jeszcze nie zrealizowanych i jeszcze więcej odrzuconych. Dlaczego? Sprawa jest prosta. Kiedy pojawia mi się jakiś pomysł w głowie zastanawiam się, czy coś takiego nie było już kiedyś tworzone. Czy to faktycznie będzie miało sens i czy warto poświęcać czas na przygotowanie oraz czy nie będzie to dublowanie (czasem lepiej się dogadać, wejść we współpracę i odświeżyć zapomniane sprawy). Nigdy nie zaczynam czegoś robić od razu, pod wpływem impulsu, potrzebuję zazwyczaj kilku dni na przemyślenie sprawy, ułożenie wstępnego planu i dopiero jak już jestem pewien, że ma to spore szanse na sukces, zabieram się do pracy. W trakcie też wiele rzeczy ulega zmianom.
Powyższe to właśnie mogłyby być rady dla nowych mieszkańców. Nic na siłę, nic na szybko i nie ma się co obrażać, jak usłyszy się kilka słów konstruktywnej krytyki. Nie może być tak, że zakłada się na forum nowy temat „Konkurs” a w treści „Ogłaszam taki a taki konkurs, trzeba zrobić to i to”. Wszystko musi być przygotowane, zapięte na ostatni guzik i musi zachęcić. Warto też poszukać, czy podobna inicjatywa nie była kiedyś już tworzona, a jeśli tak, napisać do organizatora, jeśli jeszcze się udziela w Księstwie. Ta współpraca nas właśnie jednoczy. Nowy mieszkaniec zyskuje współpracownika, kogoś, kogo może zapytać o różne sprawy, być może nawet mentora. Organizator zaś zyskuje kogoś z zapałem, jeśli sam stwierdza, że się wypalił lub nie ma czasu i zazwyczaj aktywną osobę dla swojego samorządu. Same zalety! Jeśli natomiast ktoś chce coś zrobić, ale nie ma pomysłu, niech zapyta kogoś bardziej doświadczonego, niech poszuka, może coś wartego uwagi potrzebuje odświeżenia, może ktoś cos planuje, ale nie ma na tyle czasu lub sam czegoś nie potrafi? Tak samo można poprosić o współpracę w przygotowaniu inicjatywy osoby z dłuższym stażem lub chociaż poprosić o opinię. Dobra inicjatywa wymaga czasu w szczególności na początku, poświęcenia i zaangażowania. Zdaję sobie sprawę, że każdy bardziej ambitny i z chęcią do działania chce szybko zabłysnąć, pokazać się z jak najlepszej strony, jednak czasem może się to skończyć bolesnym upadkiem. A po takim upadku odkrywa się drogę na skróty do ucieczki z Księstwa. Najczęściej przez krzaki, kolce, bagna i powrót jest prawie niemożliwy.
Co najważniejsze jednak, z tworzenia inicjatyw koniecznie trzeba czerpać przyjemność. Nie może być takiej sytuacji, że coś jest pchane do przodu na siłę, bez żadnego przemyślenia, że pojawia się myśl „o cholera… jeszcze artykuł…”. Pasja, to jest słowo kluczowe. Ja przykładowo czerpię przyjemność z tworzenia stron, a więc je robię. Na Sarmacji mogę testować nowe rozwiązania, nowe techniki. Nawet jeśli coś opóźni się o tydzień, to nic się nie stanie, nawet jeśli gdzieś wyjdzie jakiś błąd, to przecież mogę go zawsze poprawić. Dla mnie to świetne miejsce na eksperymenty. Snooker to piękny przykład, raz, że uwielbiam ten sport, dwa, że mogę spędzić czas przy stronie. I przyjemne i pożyteczne. Nie ma tutaj ani odrobiny zniechęcenia. Podobnie jest przykładowo ze stroną dla GiSu. Raz, że mogę się realizować, dwa, że mogłem zrobić coś dla prowincji, dla ułatwienia zarządzania nią. Same zalety! Tworząc, trzeba traktować Sarmację jako okazję do realizowania własnych zainteresowań. Ktoś lubi pisać? Proszę bardzo! Calisto i Versus, Twój Spisek, najnowszy cykl Karoliny. Grafika? Nie ma problemu, Twarze GiS. Muzyka? No to lecimy z Radiem! Można tak wymieniać długo. Po efektach widać, kto tworzy dla przyjemności i faktycznie lubi to, co robi.

[RA]: Jakie są Twoje plany na przyszłość? Czy szykujesz jakieś nowe inicjatywy, które zaskoczą Sarmatów? Myślisz o karierze w polityce centralnej?

[RN]:Do polityki centralnej się nie zbliżam. Kieruje pracami Rady w GiSie i to mi wystarczy, jeśli chodzi o politykę. Choć jeśli pojawi się kontrkandydat do tego stanowiska (obecnie przy rozpoczynaniu kadencji jest ku temu świetna okazja), z pomysłem, z nowym spojrzeniem i jeśli taka będzie wola władz czy samej Rady, to nie będę robił problemów przy oddaniu stanowiska. Ta posada to nie tyle co przyjemność, to obowiązek względem prowincji, to wzięcie pewnej odpowiedzialności. Wystarczy przypomnieć co się działo, jak obejmowałem to stanowisko ponad rok temu, wiele spraw było nieaktualnych. Wykonałem już tytaniczną pracę i obecnie zostały same sprawy bieżące. Polityka centralna natomiast jest dla mnie zbyt brudna. Wolę tworzyć w spokoju i czerpać z tego przyjemność, ustawodawstwem w centrali niech zajmą się odpowiedniejsze ode mnie osoby. Każdy ma tutaj swoje miejsce przecież. Może to dziwnie brzmieć w kontekście takim, że byłem kiedyś kanclerzem, posłem, ale teraz z perspektywy czasu nie zgodziłbym się chyba na objęcie stołka kanclerskiego. Mogę co najwyżej wyrazić swoje zdanie wewnątrz partii, zaopiniować coś.
Odnosząc się do przyszłych inicjatyw, rzecz jasna mam kilka w zanadrzu. Na chwilę obecną 3. Dodatkowo jedna jest na ukończeniu, a jedna w ramach pomocy technicznej wymaga minimalnego nakładu pracy z mojej strony. Te 3, o których wspomniałem, to już grubsza sprawa, choć za długo nie będzie trzeba raczej na nie czekać. Wychodzę z dość prostego założenia, że lepiej udostępnić coś prostego na początek, wysłuchać uwag i opinii, wprowadzić zmiany i ulepszać system, jak tworzyć coś przez rok czy dwa lata i później zobaczyć, że to nie było to. Na pewno będę chciał wskrzesić Mordokłaki. Choć w trochę innej formie. Zasady będą podobne, jednak będzie to na zasadzie turniejów, a nie ciągłej rozgrywki. Jesteśmy zbyt małą społecznością i taka zabawa bez wyraźnego końca może się znudzić. To był właśnie mój błąd przy etapie określania wymagań, planów. I tak bywa. Na pewno ZOO, o którym już pisaliśmy, są zebrane zwierzęta, część trzeba opisać jeszcze. Na pewno system meldunkowo-społeczny dla GiSu, przynajmniej na początek. Na pewno technicznie wspomogę KSZ. Co jeszcze? Czas pokaże. To o czym głośno mówię będzie na 100% ☺ O innych inicjatywach nie wspominam, bo nie mam jeszcze jakichkolwiek założeń. To co już wiem, że będzie na pewno, zajmie i tak dużo czasu, jak na nasze warunki.
Planów dalekosiężnych nie snuję. To zbyt niebezpieczne, abym teraz planował co będzie za rok czy za dwa lata. Przez dwa lata może się zmienić tak dużo, że równie dobrze może mnie tu nie być. To tylko życie i aż życie.

[RA]: Które osoby dały Ci najwięcej siły na działanie w Sarmacji? Kto jest Twoim mentorem w Księstwie? Kogo rady są dla Ciebie najcenniejsze?

[RN]:Nie będzie chyba wielkim zdziwieniem dla nikogo, jeśli wspomnę tutaj w pierwszej kolejności o mojej małżonce, jak i w mitycznym realu, tak i w realnej Sarmacji. To Jej zawdzięczam to, że jestem tutaj z Wami. Zawsze na początku dziwiłem się, że potrzebuje jeszcze 5 minut przed wyjściem z domu na odpisanie komuś. Zarejestrowałem się z czystej ciekawości. Ta trwa chyba do dzisiaj. Szybko wówczas okazało się, że to ja potrzebowałem tych dodatkowych 5 minut więcej. Także wiecie, jakby co, to Jej wina To Ona była moim mentorem i wprowadziła mnie na salony. To z Nią zrealizowałem największą ilość inicjatyw. A czy teraz takiego mentora posiadam? Raczej nie. Działam wg własnego uznania słuchając opinii innych, które są dla mnie cenne.
W sumie musze przyznać, że to chyba najtrudniejsze pytanie w całym wywiadzie. Nie chcąc pominąć nikogo ważnego i tak zawsze się to zrobi. Każda opinia wyrażona szczerze jest dla mnie cenna. Przez te ponad już 5 lat współpracowałem z wieloma osobami i nie jestem teraz w stanie wymienić każdego. Przegadałem wiele czasu i wymieniłem się poglądami z wieloma osobami. Każda rada, pochwała czy konstruktywna krytyka jest dla mnie cenna i motywuje do dalszej pracy. Nie chciałbym tutaj wymieniać dodatkowo nikogo, aby nikogo właśnie nie pominąć. Także wybaczcie, nie będzie łańcuszka nazwisk .

RA: Dziękuję Ci serdecznie za udzielenie tegoż wywiadu. W najbliższym wydaniu zaprezentuję wywiad z Laurencjuszem na który już serdecznie Was zapraszam.
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Rattus Norvegicus-Chojnacki, Vladimir ik Lihtenštán.
Serduszka
6 099,00 lt
Ten artykuł lubią: Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Adunaphel Kovall, Siergiusz Asketil, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Calisto Norvegicus-Chojnacka, Zbyszko Gustolúpulo, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Vladimir ik Lihtenštán, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Fajny, ale chyba do przesady wylewny :D
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Myślę, że w wywiadach właśnie chodzi o to, by wyciągnąć z gościa jak najwięcej się da :) Bez sensu są wywiady, które niczego nowego o nim nie mówią ;)
Odpowiedz Permalink
Tomasz Liberi
Media trzecia władza ;)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Realioza to chyba moje ulubione słowo ostatnich tygodni i widzę, że daje się we znaki każdemu ;)

Fajny wywiad, dobrze się czytało i zgodzę się z Laurencjuszem, trochę wylewny.
Odpowiedz Permalink
Remigiusz von Ram
Troszkę długi, ale ciekawy :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.