5 pytań do Karoliny von Lichtenstein
Seria wydawnicza: 5 pytań do

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Witam w kolejnym wydaniu "5 pytań do". Dzisiaj gościmy Karolinę von Lichtenstein - kobietę, której chcecie poznać wnętrze i tajemnicę. Pierwsza Sarmatka, była Kanclerz, Marszałkini Dworu, pisarka, dziennikarka - kobieta o wielkim sercu.

Rihanna Aureliusz-Sedrowska [RA]: Witaj Karolino. Serdecznie dziękuję Ci za zgodę na przeprowadzenie z Tobą wywiadu. Nie ukrywam, że jestem zadowolona z tego faktu, bo będziemy mogły obie zadowolić Sarmatów głosujących w ankiecie.

Karolina von Lichtenstein [KvL]: Dzień dobry. Miło mi, chociaż przyznam, że zdziwiłam się, widząc, że aż 11 osób chciało przeczytać przeprowadzony ze mną. Może to oznaka, abym dokończyła pewien inny projekt, który chodzi za mną od listopada. ;)

[RA]: Ooo. To prosze nam wyjawić co to za projekt? Z czym jest on związany? W jakim stylu może zaskoczyć Sarmatów, którzy nie ukrywajmy - są spragnieni nowych inicjatyw.

[KvL]: To raczej nie będzie zaskoczenie, bowiem ma być to kontynuacja tego, co rozpoczęłam dosyć dawno temu, a mianowicie serii wywiadów z Sarmatami. Jej wyróżnikiem było to, że każdy rozmówca wybierał następnego. Niestety, albo i stety, ostatni rozmówca, bar. Angloviasty, wybrał mnie na następną rozmówczynię. Nie jest to łatwe, rozmawiać ze sobą...Część tekstu mam już niby napisaną, ale zupełnie inaczej rozmawia się z kimś innym niż ze sobą, z różnych względów. Ale wywiady ogółem są trudnym kawałkiem chleba. Lubię dziennikarstwo i lubię wydobywanie z ludzi historii w lekkiej atmosferze. Są pewne kwestie, które w moich rozmowach się powtarzały. Parę razy prosiłam kogoś o podanie najzabawniejszego albo najbardziej znaczącego momentu dla danej osoby w Księstwie, ewentualnie o odniesienie się do jakiegoś tematu. Może to wydawać się powielaniem schematów, ale z drugiej strony, zwyczajnie odpowiedź na takie pytanie u każdej osoby będzie inna. Jak mówię - nie jest to jednak ogółem łatwe. Nie dość, że trzeba sprawić, aby rozmówca wysłowił się na dłużej niż dwa-trzy zdania, naprowadzić go na jakiś ciekawy wątek, to jednocześnie musi to być coś na tyle ciekawego, aby czytelnicy mieli ochotę przeczytać całą rozmowę, a nie tylko zasercować, albo pominąć. To samo się tyczy artykułów w sumie, ale mimo wszystko, artykuły to zazwyczaj dzieło jednej osoby plus ewentualnych inspiracji, a wywiad... Tu już jest minimum dwóch autorów, a osoba publikująca ten tekst jest de facto mniej ważniejsza niż jej rozmówca. Ot, taka specyfika.

[RA]: Tak. Wiadomo każdy człowiek jest inny, jego osobowość, zainteresowania, wspomnienia czy odczucia. Karolino, powiedz nam - co było Twoim pierwszym motywatorem działania w Sarmacji? Jak się wtedy czułaś? Czy myślałaś, że tyle tutaj zostaniesz? I najważniejsze - co było Twoim pierwszym zajęciem?

[KvL]: Oj, to było tak dawno temu, że nie jestem pewna, czy pamiętam wszystkie szczegóły i będę mogła w pełni odpowiedzieć na każde pytanie, ale spróbuję. Te siedem i pół roku temu, gdy pojawiłam się w mikronacjach po przeczytaniu listu księżnej-seniorki-małżonki Apolonii, najpierw zawędrowałam do Scholandii. Jednak akurat parę dni później na czacie sarmackim odbywały się obchody pięciolecia istnienia Księstwa. Atmosfera na czacie tak mnie wciągnęła, że uznałam, że to chyba tutaj wolę układać swoje wirtualne życie. I oto jestem. Do dziś. Czy myślałam, że tak długo tutaj zostanę? Szczerze mówiąc, nie. W opisie mikronacji przyciągnęła mnie reklamowana możliwość "bycia kimkolwiek się chce być".Od dawna grałam w różnorakie gry, komputerowe i przeglądarkowe. Wiele z nich reklamowało się w podobny sposób - zostań królem, zostań władcą, zostań artystą, zostań kimkolwiek chcesz być. W większości z nich zostawałam najwięcej trzy, może cztery miesiące. Niektóre pamiętam do dziś, i próbowałam do nich wracać, ale po prostu nigdy nie były w stanie przyciągnąć mnie na dłużej. Tylko dwie społeczności internetowe - mikronacje i pewna inna gra - zdołały mnie zatrzymać na tak długo. Wtedy, na początku, traktowałam mikronacje jako kolejny rodzaj symulacji przeglądrkowej, coś w stylu legendarnej Historii. Byłam po prostu zaciekawiona tym, jak realizacja tego hasła o tym, że można być kim się zechce, wyglądałaby akurat w przypadku mikronacji. No i... spodobało mi się. Jak się czułam? Cóż. Na początku na pewno podekscytowana, zainteresowana. A potem coraz bardziej się wgłębiałam w to społeczeństwo. Ale na początku ciężko było ze znalezieniem zajęcia. Jako swoje pierwsze miasto wybrałam Książęce Miasto Grodzisk, które wówczas i przez parę lat później naprawdę nie grzeszyło aktywnością. Znalezienie osoby, która mogłaby się aktywnie zająć stolicą, przez wiele lat stanowiło problem. No i nie za bardzo na początku wiedziałam, co robić. Coś tam czytałam, z czymś się tam zapoznawałam, ale w zasadzie uratowała mnie oferta pracy w Trizopolis, stolicy ówczesnego Królestwa Trizondalu, z którym związałam się nie tylko stosunkiem pracy, ale i emocjonalnie na wiele lat później. Na pytanie o motywator działania ciężko mi odpowiedzieć, w sumie też dlatego, że od tamtego czasu i tutaj sporo się zmieniło, i też sporo zmieniło się w tym, jak działam. Siedem i pół roku to spory czas, zwłaszcza w okresie dorastania. Wydaje mi się, że jednak przede wszystkim to byli ludzie. Ludzie ze wszystkich opcji politycznych, o różnych, naprawdę różnych poglądach na świat, prowadzący dyskusje i rozbudowane polemiki. Och, nie brakowało flejmów i niemerytoryki, rzecz jasna. Ale ogółem to wszystko jakoś mnie przyciągnęło.

[RA]: Flejmy są i chyba zawsze będą (śmiech). Skoro jesteśmy już przy nich - jakie Cię najbardziej zaskoczyły w Twojej karierze? Na czym się one skupiały i czy miały jakieś konsekwencje w działaniach tuż po nich? Co sądzisz natomiast o dzisiejszych flejmach? Czy powinny być wprowadzane rygorystyczne kary za "podburzanie porządku publicznego" w ten sposób i dlaczego?

[KvL]: Przybyłam do Sarmacji po okresie największych flejmów, z tego co mi opowiadano, i co czytałam, jednak zdarzyło mi się uczestniczyć w paru ostrych dyskusjach. Na ogół staram się trzymać z daleka od flejmów, głównie dlatego, że nie potrafię patrzeć na świat tylko z perspektywy jednej strony. Jeśli ktoś flejmuje, to zazwyczaj racja w jakiś tam sposób jest po obu stronach, tylko że te strony nie potrafią dojść ze sobą do porozumienia i padają nieraz bardzo przykre argumenty. Dlatego też nie czuję przeważnie jakiegoś parcia na to, żeby brać udział w takiej kłótni, bo zazwyczaj i Tobie się wtedy udzielają jej emocje. Tak z marszu, to pewnie największymi kłótniami, były oba Wandejskie Czerwce - ten z 2007 i ten sprzed roku. Chociaż dla mnie personalnie kłótniami, w które absolutnie się wciągnęłam i podchodziłam do nich bardzo emocjonalnie, były wszelkie dyskusje z pewną osobą, której imienia nie chcę tu przytaczać, bo może jeszcze wróci do KS, odkopie ten wywiad i poczuje się obrażona. Ale to przy nich poznałam na własnej skórze definicję "flejmu". Nie twierdzę, że miałam w nich zawsze rację, ale twierdzę - i w sumie przy większości flejmów mam taką samą obserwację - że gdyby obie strony spokojniej podchodziły do wyrażania swoich opinii, większości awantur byśmy po prostu w Sarmacji nie mieli. Inną kwestią jest też to, że w niektórych kłótniach od razu się przypisuje pewne cechy charakterystyczne drugiej stronie kłótni, przez co komunikacja jest znacznie utrudniona. Ciężko jest dyskutować z kimś, kto sądzi z automatu, że masz złe intencje i absolutnie nie masz na celu niczego innego, tylko zdyskredytowanie i pogrążenie drugiej strony. Przepad Daniela Łukasza, abdykacja Piotra II Grzegorza, odejście Wandystanu czy chociażby debata w Sejmie nad ustawą o związkach partnerskich w systemie, i wiele, wiele innych - ot, wiele flejmów było. Nie jestem w stanie zapamiętać ich wszystkich, ale mechanizmy ich powstawania i fochów są niemalże zawsze takie same. Co nie oznacza, że mniej emocjonalne.Podburzanie porządku publicznego... Cóż, osobiście pokładam wiarę w każdej osobie piastującej bądź mającej w przyszłości piastować stanowisko Prefekta Generalnego, że będzie w stanie ocenić dobrze sytuację i nie będzie zatrzymywała ludzi za nieco bardziej emocjonalne wypowiedzi. Chociaż z drugiej strony, czasami paradoksalnie najlepszą reakcją na rozpalony flejm jest uniemożliwienie jego uczestnikom wypowiedzi, aby mogli ochłonąć i przemyśleć swoje zachowanie, postępowanie - które wówczas zazwyczaj jest nieracjonalne. Ale tutaj pojawia się kolejna kwestia - czy chcemy być państwem opiekuńczym, czy dajemy jednak więcej swobody obywatelom, także swobody w obrażaniu się i kierowaniu wobec siebie zniewag, a potem dyskutowaniu w salach Trybunału Koronnego.

[RA]: Flejmy są jednak gorące, ale powiedz nam: Jakie są Twoje plany na przyszłość? Czy planujesz jakieś nowe inicjatywy na rozruszanie sarmackiego społeczeństwa? Jeśli tak to jakie i jaką tematyką by się zajęły?

[KvL]: Na razie oficjalnie ograniczam (trochę) czas poświęcany Sarmacji, jednak piszę opowiadanie (już około 4 tysiące słów!). Wobec przyjęcia zasady, że nie zaczynam publikować opowiadania, dopóki nie skończę go pisać, może się okazać, że szybko nie ujrzy ono światła dziennego. Na pierwszą połowę 2015 roku jednak nie planuję nic szczególnie nowego. Coś tam pomogę na Dworze, coś w Sclavinii zorganizujemy z okazji rocznicy powstania Konsulatu, no i jeszcze debaty w Sejmie plus doradzanie Radzie Ministrów. Jeśli znajdę czas i chęci na coś jeszcze, to zapewne będzie to głównie dziennikarstwo. Mam w zasadzie pomysł na parę esejów zawierających przemyślenia oparte na wielu obserwacjach, ale z moimi najlepszymi tekstami bywa tak, że najpierw bardzo długo przymierzam się do ich publikacji, więc znowuż - nie obiecuję, że wyjdzie to jakoś bardzo szybko. Coś tam pomogę na Dworze, coś w Sclavinii zorganizujemy z okazji rocznicy powstania Konsulatu, no i jeszcze debaty w Sejmie plus doradzanie Radzie Ministrów. Jeśli znajdę czas i chęci na coś jeszcze, to zapewne będzie to głównie dziennikarstwo.
Na razie mam całkiem sporo aktywności poza Sarmacją, więc zapewne sukcesywnie będę zwalniała swoje tempo aktywnościowe. Jednak nie odmówię na pewno jakiegoś piwa czy dwóch z Sarmatami na spotkaniu realowym.(osoby nieletnie czytające ten tekst proszone są o przekonwertowanie w umyśle słowa "piwo" na "sok")

[RA]: Oj Karolina, piwo to piwo, ale nieletni niech myślą, że soczki pijemy (śmiech). Niestety zmierzamy do końca wywiadu, który kończył się zawsze jednym magicznym pytaniem. Kto Ci pomógł odnaleźć się w Sarmacji, na kogo na początku przede wszystkim liczyłaś, jak Ci pomagał. Kto jest teraz dla Ciebie mentorem i dlaczego?

[KvL]: Ech, to bardzo ciężkie pytanie. Tak naprawdę to w zasadzie każdej osobie w Sarmacji, z którą miałam jakikolwiek kontakt, coś zawdzięczam - i nie jest to przesadą. Każda osoba wniosła coś do Sarmacji i poprzez różne czyny czy słowa pomogła mi w zwróceniu uwagi na pewne kwestie, w pewnych przemyśleniach, i w ogóle. Na początku w Sarmacji bardzo wielką pomocą służył mi świeckiej pamięci Artur Wichecki, burmistrz Trizopolis, później m. in. minister rządu centralnego i dyrektor IESu. Jako że on był pierwszym moim pracodawcą, do niego miałam najwięcej pytań. Potem zdecydowanie Trizondalczycy - Marcel Hans i Marcin Sokołowicz-Iwanowicz. Bardzo się z nimi zżyłam i z nimi też moje pierwsze lata v-życia w Trizondalu spędziłam. Z Marcinem zresztą do dzisiaj mam konta
na Facebooku, czasami się wymieniamy uwagami. W końcu był nawet moim pierwszym v-mężem *śmiech* Dzięki tej trójce mam dzisiaj do Trizondalu wielki sentyment, mimo że obecnie to państwo nie przypomina tego z 2007 roku. Niemniej, każdy wspomina swoje v-dzieciństwo z pewną dozą nostalgii, a ja nie jestem tutaj wyjątkiem. Potem... Hm, zdecydowanie dużo mi pomógł mój v-ojciec, Michael von Lichtenstein. Waham się poprzedzać go "świeckiej pamięci", bo wciąż mam nadzieję, że kiedyś wróci. Mimo tego, że był postacią dla niektórych kontrowersyjną, bardzo wiele mi pomógł w moich pierwszych latach v-życia. Nazwisko po nim mam nie tylko dlatego, że mi się podoba (no bo jest ładne, no), ale też z pewnego, ale też z pewnego sentymentu do niego. Kto jest dla mnie teraz mentorem... W sumie to kolejne ciężkie pytanie. Wydaje mi się, że jako tako nie postrzegam teraz nikogo jako mentora. Jest pewne grono osób, których opinii słucham z uwagą, m. in. JKM Tomasz Ivo Hugo, JKW Helwetyk Romański, diuk Kwazi czy baron Angloviasty. Ale w sumie, jak wspominałam, każda osoba, z którą miałam kontakt, i która wyrażała opinie, w jakiś sposób sprawiła, że je rozważałam i zastanawiałam się nad nimi. Jest też wielu innych Sarmatów, z którymi rozmawiam, konsultuję się. Do JKW Daniela Łukasza czasami zapukam, Simona Petera Liberi poproszę o opinię, Siergiusza zapytam, jak daną rzecz rozważa, itd. W dużej mierze sporo zależy od tego, kto jest w danym momencie aktywny, i z czym dana sprawa jest związana.Przez całe moje v-życie spotkałam bardzo dużo różnych osób i bardzo wiele z nich naprawdę dużo mi pomogło. Nie mówię tylko o osobach z Sarmacji, ale też i spoza, a także tych, którzy byli w Sarmacji, ale wyemigrowali z różnych powodów. Wymieniać każde nazwisko - niestety, to za dużo, jak na moje siły. Ale chciałabym, aby wszyscy wiedzieli, że Was wszystkich doceniam i lubię za to, że tworzycie Sarmację i mikroświat razem, nieprzerwanie i na nasz patologiczny sposób.

[RA]: Serdecznie dziękuję za udzielenie wywiadu. Życze wiele szczęścia na dalszej drodze wirtualnej. A Państwa zapraszam do przeczytania dwóch kolejnych wywiadów, które będą w przyszłym tygodniu. Wkrótce również ujrzy światło dzienne analiza badania społecznego zorganizowanego przez Instytut Sedrowskiej.
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Młynek Kawowy, Vladimir ik Lihtenštán.
Serduszka
9 768,00 lt
Ten artykuł lubią: Siergiusz Asketil, Marek von Thorn-Chojnacki, Tomasz Ivo Hugo, Młynek Kawowy, Krzysztof Czuguł-Chan, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Vladimir ik Lihtenštán, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Adunaphel Kovall, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Wojciech Wiśnicki, Helwetyk Romański, Krzysztof St. M. Kwazi, Michał Pséftis, Daniel Chojnacki.
Komentarze
Marek von Thorn-Chojnacki
Bardzo fajny wywiad. Liczę na więcej.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
A jaka to gra prócz KS-ów, co wciągnęła JO Diuczessę na dłużej?
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Witam, ciekawe. Pozdrawiam.
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Cytuję:
Pierwsza Sarmatka
Tak się składa, że Karo na początku była Sarmatą... Pomijając już fakt, że przed 2007 rokiem również były kobiety w Sarmacji, np. ja (2005 r.) lub inne. Warto wymienić np. Lilianę de Folvil-Arped.

Ogólnie wywiad dobrze przeprowadzony, choć spodziewałam się, że dowiem się czegoś, czego nie wiem.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
Jak to Karo była Sarmatą? :D
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
To jest długa historia, o której lepiej się opowiada przy piwie :P.
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Miałam zamiar spytać się o tej tajemnicy :D
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
@Młynek Prawdopodobnie E - republick.
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Bardzo miło i przyjemnie czytało mi się ten wywiad. Czekam na kolejne :)
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Pierwsza Sarmatka w sensie, że Pierwsza Dama Sarmacji :D
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Wiki
Pierwsza dama – honorowy tytuł przysługujący partnerce życiowej głowy danego państwa, terytorium, stanu, czy prowincji (np. prezydenta).

Czy ja o czymś nie wiem? Czy doczekamy się potomka? :D
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Jestem niezmiernie zaszczycony słowami JO. To, że Diuczessa stwierdziła, iż moje opinie są w jakiś sposób dla niej istotne i to, że wymieniła mnie pośród takich ważnych osobistości jak JKM Tomasz Ivo Hugo, JKW Helwetyk Romański, czy Kwazi jest dla mnie niesamowitym wyróżnieniem. Serdecznie dziękuję.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof St. M. Kwazi
@Młynek
- kiedy Karolina zapisywała się do SPD, miała na imię Konrad ;)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Faktycznie Karolina, to stary wilk Sarmacji :)
I jak każdy z tych bardziej znaczących, ma swoje sekrety...
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.