Ferment, Leszek de Ruth, 10.01.2015 r. o 00:50
Świniobicie

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
3w65rMw6.png

Oj, dawno nie było publicystyki w Fermencie, dawno. Dokładnie 845 dni minęło od publikacji specjalnego Fermentu o biedartyźmie, którego to już nie warto nawet wspominać, tak bardzo był żałosny. Poniekąd jednak, mimo tych 845 dni przerwy, zarówno spec-Ferment „Jestem Biedartystą” oraz niniejszy artykuł coś łączy – kwestia wartościowania aktywności. Nie wiem jak wy, ale sam jestem tym zaskoczony, niemal tak bardzo jak faktem, że niniejszy artykuł w ogóle powstał. Muszę też z góry przeprosić za jakość artykułu - zarówno na poziomie językowym jak i argumentacyjnym - gdyż w klimatach publicystycznych nie pisałem bardzo dawno i jestem bez formy. Dość jednak wstępniaka, reaktywację czas zacząć – JAZDA!

dlU9I7Qk.png

Całkiem niedawno, bo zaledwie kilka dni temu, w okolicach Sylwestra, miałem okazję przeczytać telegram o zagrożeniu utraty statusu aktywnego obywatela. Fakt, w okresie świąteczno-noworocznym troszkę zniknąłem i jakoś te 10 postów trzeba było nadrobić, by nie utrudnić życia sobie i Radzie Ministrów. Starałem się jednak zrobić to w sposób dyskretny i zgrabny, bez necropostingu i spamu, choć sztuczności nigdy w takiej podbramkowej sytuacji nie da się uniknąć. Będąc w tej sytuacji i obserwując co się działo w Sarmacji na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu godzin, doszedłem do wniosku, że zderzyłem się z ograniczeniami naszej polityki aktywności – licznikocentryzmu.

Licznikocentryzm brzmi zabawnie i frywolnie, ale sprawa jest poważniejsza, bo kluczowa dla istnienia Sarmacji i niestety w dłuższej perspektywie nie wszystkie skutki tego rozwiązania mogą być pozytywne. Być może nasze wymogi aktywności efektywnie przyczyniają się do jej wzrostu, ale ich wady i ograniczenia już teraz dają często niepożądane skutki. Przede wszystkim, co jakiś czas uaktywnia się w Sarmacji ktoś, komu zapala się ogień przy tyłku i grozi utrata statusu aktywnego mieszkańca/obywatela. Stąd pojawia się sztuczne nabijanie postów, komentarzy czy – w najgorszym z koszmarnych przypadków – artykułów. Cokolwiek nie mówić o zaletach wymagań licznikowych, nie da się zaprzeczyć, że napisanie siedmiu postów w siedmiu różnych wątkach powitalnych w ciągu kwadransa to zwykły necroposting i spam. W prasie też nie jest lepiej, bo pojawiają się artykuły krótkie, o niskiej jakości czy nawet plagiaty. Sprawa dotyczy kilku osób, więc wcale nie jest taka marginalna. Ni mniej, ni więcej, Rzeźnia Centralna i świniobicie na punkty.

Nie mniej jednak, nasza sytuacja jest patowa. Licznikocentryzm, mimo wyżej opisanych z nim kłopotów, w pewnym stopniu zapewnia minimalny próg aktywności, dzięki któremu ta cała zabawa ma sens. Największym problemem wymogów aktywności ilościowej, takim nie do pokonania żadną siłą, jest ich sprzeczność z kulturą followersów panującą w Internecie. Mimo możliwości realizowania swojej własnej twórczości na blogach, serwisach wideo czy serwisach społecznościowych, większość z nas rezygnuje z tej szansy i ogranicza się do śledzenia twórczości innych osób. Jako społeczność internetowa podlegamy warunkom sieci, więc i u nas to działa – większość z nas woli sercować niż komentować. Consuetudo est altera natura, więc trzeba się dostosować.

Kolejny kłopot, ale już jak najbardziej w zasięgu naszych możliwości, to niewystarczające uwzględnienie działalności pozasystemowej w licznikach aktywności. Owszem, w większości przypadków obecne dziesięć punktów na miesiąc wystarcza, ale jest zbyt małe przy okazji choćby takich inicjatyw jak Mennica Eldoracka, gdzie i pewnie trzydzieści punktów byłoby zbyt skromne. Patrząc w Dziennik Praw musze stwierdzić, że częstotliwość przyznawania punktów za aktywność pozasystemową ma się dobrze, ale jednak zauważam potrzebę wynagradzania w specjalnych wypadkach, bo przygotowanie większej inicjatywy to czasem konieczność poświęcenia aktywności na forum. Niby te 10 punktów plus 10 postów wystarcza, ale jednak chodzi o współmierność wynagradzania i wyrównywanie okresów „aktywnej nieobecności”. Ludzie pracują w Sarmacji na różne sposoby i trzeba to wziąć pod uwagę.

To są jednak rozwiązania, które warto wprowadzić do systemu by go usprawnić na dłużej, natomiast doraźnie trzeba ratować się sprawną pracą Prefektury, która w ostatnich godzinach zasługuje na kolejne pochwały, a i w kuluarach się mówi, że wysiłki w zakresie porządkowania spamu licznikocentrycznego nie ograniczają się jedynie do kar porządkowych – trust me, I’m a minister.

Ktoś może pomyśleć: „aj tam, dużo hałasu o nic, wystarczy przywalić grzywną i po sprawie” – niestety byłaby to zbytnia ignorancja. Przy obecnym systemie zmuszającym do aktywności na forum nie unikniemy minimalnych ilości bezwartościowych wypowiedzi, natomiast możemy ukrócić ich nadprodukcję i zbyt częste pojawianie się na stronie głównej. A musimy to robić, bo za kilka czy kilkanaście miesięcy niektórzy mieszkańcy mogą przyzwyczaić się do rozpasania i kompletnie rozłożą miodność zabawy w Sarmacji, niszcząc ją pośledniością, wtórnością, nudą, kopipastą i jeszcze będą zarażać takim podejściem nowych imigrantów. Nie dajmy rozmemłać Sarmacji, w końcu liczy się orgazm, nie marazm.

dlU9I7Qk.png

PS. Artykuł zaczął powstawać wieczorem w czwartek 8 stycznia i był na ukończeniu jeszcze przez piątkową interwencją Prefektury w jednym z wątków powitalnych.

P1GoyPfq.png
Serduszka
13 127,00 lt
Ten artykuł lubią: Markus Arped, Ignacy Urban de Ruth, Zbyszko Gustolúpulo, Laurẽt Gedeon I, Michel von Vincis-d’Agnou, Yutte Pónkrokk, Igor Żdanow, Kamil Warior von Vincis-Kazakov, Karolina Aleksandra, Jack von Horn, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Młynek Kawowy, Wincenty Wałachowski, Adam Jerzy Piastowski, Krzysztof Kura, Paulus Buddus, Helwetyk Romański, Krzysztof Czuguł-Chan, Susanne Delfina Kierkeller.
Komentarze
Misza "JK" Korab-Kaku
ferment był bardzo fajny.
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Zgadzam się, że Ferment był bardzo fajny. Ale nie do końca rozumiem przesłanie artykułu. Z jednej strony autor narzeka na licznikocentryzm, z drugiej apeluje, aby ten licznikocentryzm nie wpływał na pisanie postów czy komentarzy bez sensu. Hm.

Co do jednego się zgadzam — ogar z pisaniem postów nawet powitalnych byłby wskazany. Przecież to nietrudne zapoznać się z tym, co pisze nowy mieszkaniec, nawiązać do jego zainteresowań, zastanowić się nad tym, co może robić, zamiast zwykłego WITAM !
Odpowiedz Permalink
Leszek de Ruth
Nie piętnuję postów witających jako takich, a wchodzenie na forum kilka razy w miesiącu i rzucanie pustego "witam" w celu podreperowania wskaźnika aktywności. Poza wybrykami niektórych Sarmatów mamy przecież dużo odpowiedzi na wątki powitalne, które oferują nowym Sarmatom pomoc.

Co do krytyki licznikocentryzmu, to nie jest to, tak jak napisałaś "z jednej strony" i "z drugiej strony", a jeden argument - licznikocentryzm generuje pewną aktywność i fajnie, ale w części przypadków jest to aktywność sztuczna i nic nie wnosząca, co należy ukrócić, zanim się rozkręci zbytnio.
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Należy jeszcze wspomnieć o tym, że niektóre osoby narzekając na liczniki starają się co jakiś czas celowo spamować, po czym dalej narzekać, jakie to liczniki są złe. A przecież będąc aktywnym i udzielając się publicznie nie ma najmniejszego problemu, aby tą aktywność zachować. Chociaż na minimalnym poziomie... Nie ma samokrytyki względem siebie. Gdyby każda z osób spamujących, aby tylko podreperować sobie aktywność, spojrzała na siebie i swoje działania, a następnie postarałaby się je poprawić, to liczniki nie byłyby wręcz zauważalne. Dlatego też ostatnie działania prefektury są nad wyraz potrzebne i popieram je całkowicie.

Nie będę linkował do profili na forum tych osób, bo zapewne wiadomo o kogo chodzi, a już te osoby z całą pewnością wiedzą, że chodzi o nie. Zamiast pisać, że coś jest "fajne", można dać serduszko, wszak po to one są. A gdyby tak dalej te serduszka wykorzystać do aktywności? Przykładowo 4 serduszka to 1 punk. Nie jestem w stanie przewidzieć, czy to by coś zmieniło, jednak serduszko mimo wszystko to też pewna aktywność, choć minimalna, ale jednak. Przeczytanie artykułu to poświęcenie czasu, czyż nie? Można także rozdzielić serca za artykuły i posty pod artykułami lub za posty i dawać punkty tylko za serca pod artykułami. Gdyby to doprowadziło do nadmiernego sercowania (a mamy przecież statystyki), to ilość serc potrzebnych do uzyskania jednego punktu można by było zwiększyć.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
Witam.
Uważam, że artykuł zwraca uwagę na ważny problem.
Pozdrawiam!
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
A odnosząc się zupełnie poważnie do słów hr. Rattusa: punkty aktywności za serduszka to będzie kompletna katastrofa.
Odpowiedz Permalink
Leszek de Ruth
@Rattus: niektórych nie da się zmusić, by nie spamowali. Nawet coś, co można by określić mianem "edukacji netykiety", może nie pomóc. Wiadomo, zawsze najlepiej jest, gdy ludzie kontrolują się sami. Mnie np. jest wstyd spamować, acz boję się, że w obliczu ostatniej słabej aktywności na forum GiS będę zmuszony gdzieś napisać jakiś niezgrabny post (a już pewnie niektórzy zauważyli, że z jeden taki mi wskoczył). Jednak dla ludzi, którzy nie wiedzą co to netykieta i nie zamierzają się z nią zapoznać mamy Prefekturę, a gdyby dać jej narzędzie, które nie jest karą więzienia czy pieniężną (bo to tylko zochydza i wprowadza zbędna nieprzyjemną atmosferę, która oddziałuje nie tylko na karanego), a raczej reguluje kwestie licznikowe, to ludzie by się zorientowali, że pewne formy wypowiedzi nie przynoszą korzyści.
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Być może, głośno myślę, choć nie można tego przewidzieć. Tym bardziej, że nie ma tutaj współczynnika 1:1. Jeśli jednak faktycznie miałoby to doprowadzić do zalewu miłości, to można nie wliczać do aktywności postów lub komentarzy poniżej danej ilości słów. Tak, to także mogłoby doprowadzić do zalewu emotek, spacji, kropek, przecinków, czy czego tam jeszcze ktoś sobie nie doda. Dość kontrowersyjne, jednak w sytuacji, gdzie zdrowy rozsądek u niektórych osób nie potrafi się przebić przez pokusę spamowania, to albo prefektura będzie miała więcej roboty, albo wprowadzi się dodatkowe zaostrzenia. Choć sam osobiście wolałbym, aby dodatkowe środki nie musiały być wprowadzane, to jednak czasem nie ma innej rady... Niestety.

Z drugiej strony można dać prefekturze dodatkowe narzędzie. Oprócz kary pieniężnej czy nawet więzienia, prefektura mogłaby móc nakładać karę w postaci ujemnej liczby punktów. I tak jeśli dana osoba dostanie raz -10 pkt, drugi raz -20 pkt a trzeci raz -30 pkt, to może się zastanowi. Oczywiście minusowe punkty musiałyby mieć swoją datę ważności, tak jak do statystyk bierze się posty z ostatnich 30 dni.
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Cytuję:
a już pewnie niektórzy zauważyli, że z jeden taki mi wskoczył
@Leszku, jeden post nie jest problemem, problemem jest ich zalew :)
Odpowiedz Permalink
Leszek de Ruth
Stąd też ten artykuł i zwrócenie uwagi na pewien problem, który w moim odczuciu, może wymknąć się spod kontroli i spowodować problemy większe, niż wydalanie trolli. Ja też wolałbym, by nowych rozwiązań systemowych nie było, bo to tylko zbędna dodatkowa praca, ale coś w rodzaju właśnie punktów ujemnych czy po prostu przycisku dla Prefekta w stylu "nie uwzględniaj tego postu w statystykach aktywności" mogło by działaś dość sprawnie, bo to tylko jeden klik.
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Bardzo dobry artykuł, traktujący o bardzo pilnych problemach, nad którymi trzeba się w minimalnym stopniu zastanowić i wykonać indywidualny rachunek sumienia. A w większym stopniu skłonić do działania osoby, które mogą realnie coś z tym zrobić.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Cokolwiek nie mówić o zaletach wymagań licznikowych, nie da się zaprzeczyć, że napisanie siedmiu postów w siedmiu różnych wątkach powitalnych w ciągu kwadransa to zwykły necroposting i spam — oczywiście. Z drugiej strony, napisanie dwudziestu wypowiedzi w dwudziestu różnych wątkach, niekoniecznie powitalnych, w ciągu około godziny jest całkowicie wykonalne (wiem, bo zrobiłem tak po dłuższym urlopie).

Licznik nie był, nie jest, nie będzie i nigdy nie był przedstawiany jako idealne rozwiązanie. Jego zaletą jest to, że jest wystarczająco dobrym miernikiem aktywności — co stanowi zaletę niebagatelną. Rozwiązania nieautomatyczne tu nie zadziałają; system oparty na ręcznym przyznawaniu punktów za aktywność przestałby działać po, najwyżej, kilku tygodniach. Alternatywne propozycje się nie pojawiły.

* * *


W prasie też nie jest lepiej, bo pojawiają się artykuły krótkie, o niskiej jakości czy nawet plagiaty — zdejmować razem z uprzejmą informacją do autora, aby postarał się bardziej, najlepiej ze wskazaniem rzeczy do poprawy. Strona główna Księstwa Sarmacji jest naszą wizytówką, tu w przypadku wątpliwości powinno obowiązywać domniemanie ukrycia. Ten materiał powinien zniknąć w ciągu maksymalnie godziny…

* * *

Największym problemem wymogów aktywności ilościowej, takim nie do pokonania żadną siłą, jest ich sprzeczność z kulturą followersów panującą w Internecie. — tak, ale wartość dla społeczności z bycia obserwowaną jest ograniczona. Nad czym można i zależy się zastanowić, to: jak włączyć obserwatorów w życie społeczności. Prosiłoby się o solidną, a niewymagającą przesadnego wysiłku po stronie pytanych, ankietę…

* * *

Owszem, w większości przypadków obecne dziesięć punktów na miesiąc wystarcza, ale jest zbyt małe przy okazji choćby takich inicjatyw jak Mennica Eldoracka, gdzie i pewnie trzydzieści punktów byłoby zbyt skromne — niewątpliwie, inicjatywa wymagała o wiele więcej wysiłku niż 30 wypowiedzi. Ale nie jest celem „licznika” nic ponad zero-jedynkowe (tak!) ustalenie statusu aktywny-nieaktywny. Punkty za aktywność poza miejscami publicznymi są dla osób, które nie są aktywne w miejscach publicznych; dlatego się czepiałem w Baridasie, gdy Wicekról przyznał punkty obywatelom, którzy ich do niczego nie potrzebowali.

* * *

Na szybko, pomysł możliwości odbierania przez prefektów punktów za aktywność (używając biurokratycznego slangu, przyznawania punktów ujemnych) bardzo mi się podoba. Jeżeli chodzi o powrót do punktowania przyznanych serc, to rezygnacja z tego założenia — wydaje się — odniosła swój cel i można byłoby się delikatnie zastanowić nad uznaniem ok. 10 serc za równoważnik jednej wypowiedzi (przy założeniu punktów ujemnych, ma się rozumieć; tutaj już trzeba byłoby ostro ciąć 100 serc pod rząd).
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
a) Kultura followersów stoi w sprzeczności z ideą mikronacji i to niestety jest nie do przeskoczenia. Działasz albo wyp nie działasz i nie przedstawiasz żadnej wartości dla społeczności.

b) Ujemne punkty aktywności to ciekawa propozycja. Aczkolwiek potrzebne byłyby tu odpowiednie ograniczenia przed nadużyciami i nieumyślnym wpędzeniem kogoś w nieaktywność, choćby przed wyborami.

c) Nagradzanie sercowania jest w swej istocie złe, bo nie mobilizuje do aktywności korzystnych społecznie. Niby przy rozsądnym przeliczniku ma to ręce i nogi, ale to państwo płaci za to, że ktoś tam komuś kliknął. Równie dobrze można by losowo autorom artykułów przelewać z kasy państwowej jakieś kwoty i miałoby to ten sam charakter.

Premiować można "dotowanie", gdy pieniądz idzie z prywatnej kiesy i taki milczek staje się małą cegiełką budującą lepszą przyszłość, a nie figurantem i produktem wtórnym.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.