Sarmackie Horyzonty, Ivan von Lichtenstein, 31.10.2014 r. o 20:34
Sarmacka mafia #3

Sarmacka mafia #3


Z
dumieni przestępcy odpływali jachtem, daleko od okrętów Marynarki Wojennej. Ivan spoglądał raz po raz na "X"a, w końcu nie wytrzymał.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Nie mogę Ci powiedzieć - mruknął w odpowiedzi "X".
Ivan pokręcił głową i spojrzał na Laurencjusza, muskularnego mężczyznę. Był ubrany w przeciwieństwie do innych przestępców nie w garnitur, ale skórzaną kurtkę.
- Synu, na co czekasz? Biegnij na ster, bo wyrżniemy w górę! - krzyknął na niego Ivan.
Laurencjusz spojrzał na niego i ruszył na mostek. Ivan spojrzał po raz ostatni na okręty Marynarki i pokręcił znów głową. Przysiadł na schodach prowadzących na mostek. Podszedł do niego Michel.
- Płyniemy na Sclavinię? - zapytał.
- Owszem, na Sclavinię - odparł Ivan.
Laurencjusz przekręcił ster w odpowiednią stronę, zgodnie z mapą. Płynęli na północ. Ivan wyciągnął z kieszeni papierosa. Poczęstował nim Michela i razem zamyślili się.

thegodfatheriii3.jpg
Ivan z synem Michelem.


P
o kilku godzinach, wszystkich morzył sen. "X" przejął stery, a reszta była pod pokładem. Michel odbywał z Ivanem ważną naradę.
- Nie jestem chyba aż tak głupi by pomylić kierunki - mruknął Ivan.
- Mi się wydaje że właśnie jesteś. Każesz jechać cały czas na północ, a my minęliśmy już kontynent. Jak będziemy jechać cały czas na połnoc, to nie dotrzemy do Sclavinii.
- Głupoty gadasz, wielki Minister Zagranicy się znalazł - mruknął Ivan i rozejrzał się - gdzie Laurencjusz?
- W swoim gabinecie pracował nad rozpiską pieniążką. Musimy wiedzieć co do pina, ile libertów kosztuje ta wyprawa. Jak będziemy wiedzieć, to zdobędziemy odpowiednią ilość pieniędzy.
- Sprytne. Chodź, zajrzyjmy do Laurencjusza.
Wstali i wzięli kapelusze ze stołów. Wyszli z gabinetu Ivana i skierowali się w stronę gabinetu Laurencjusza. Słychać było z niego ściszony jęk. Ivan i Michel unieśli brwi. Na szczęście drzwi były szklane i mogli widzieć co się dzieje. Było już za późno. Stojący przy biurku Laurencjusz, był zajęty papierami. Prawą rękę, najpotężniejszą, trzymał na biurku. Laurencjusz był typowym ochroniarzem, silnorękim, który odpowiadał za bezpieczeństwo. Pewnie dlatego Petro i Wołodymyr właśnie jego wybrali. Przed nim, Petro wbił mu w dłoń nóż i trzymał ciągle. Wołodymyr, stojący za nim, zacisnął od tyłu na nim ostry i cienki sznur. Laurencjusz rozdziawił usta i tracił dech. Mimo to, wierzgał się, aż Petro i Wołodymyr musieli zdwoić wysiłki. Gdy Ivan wyważył zakluczone drzwi nogą, Laurencjusz był jedną nogą w grobie. Michel, wchodzący za nim uderzył z całej siły pięścią w policzek Petra. Upadł na ziemię i wypuścił nóż, który kaleczył rękę Wołodymyra. Ivan doskoczył do Wołodymyra i uderzył go pięścią w nos. Puścił sznur. Dla Laurencjusza było to już za późno. Zbyt długo nie oddychał, poza tym ostry sznur wbił mu sie w szyję, tworząc ogromną ranę.

hqdefault.jpg
Laurencjusz w ostatnich chwilach


L
eżący Petro i Wołodymyr, nie próbowali nawet uciekać. Ivan wyjął z biurka pistolet i przeładował. Oczyścił lufę z kurzu za pomocą szmatki. Michel podszedł do Wołodymyra i związał mu ręce z tyłu, natomiast Petra dźwignął do pionu i postawił przed Ivanem, który rozsiadł się na krześle.
- Powiedz co wiesz, co na sumieniu masz, a odpuścisz grzechy i odzyskasz twarz - powiedział do Petra Ivan i zaśmiał się - żartowałem.
Wstał i otworzył wszystkie szuflady w biurku. W końcu znalazł co szukał. Krótki nożyk i flakonik. Chwilę się namyślał, po czym zdarł z Petra koszulę. Nie zrobiło to na nim wrażenia, wobec czego Ivan posunął się dalej. Namoczył ostrze noża we flakoniku i przeciągnął ostrzem po jego klatce piersiowej. Po chwili pojawiła się rysa. Nagle Petro zaczął jęczeć.
- Aaaaa!
- Dobrze... Więc jednak działa.
Petro chciał już wszystko mówić, lecz nie mógł poskładać słów. Język mu się plątał i mówił niezrozumiałe wyrazy.
- Ukrócę twe męki, chociaż na to nie zasługujesz - Ivan podniósł z biurka pistolet, przeładował i wystrzelił w skroń Petra. Petro upadł martwy na ziemię. Michel na jego miejsce posadził Wołodymyra.
- Już wszystko powiem! Już wszystko powiem!
- Więc o co chodzi?
- Kontaktowali się ze mną... Dużo płacili. Byli zakapturzeni, więc ich nie znałem. Wiem tylko że był jeden Baridajczyk i jeden... Teutończyk. Kazali pozabijać powoli was wszystkich - wskazał Michela, Ivana i zmarłego Laurencjusza.
- W części wam sie udało - szybki wystrzał z pistoletu Ivana zakończył życie Wołodymyra.
- Co proponujesz, Michel? - zapytał Ivan.
W tym momencie, usłyszeli krzyk "X"a:
- Ziemia! Dopłynęliśmy do lądu! Cywilizacja! Miasto!
Ivan uśmiechnął się, po czym wyszedł na pokład, jednakże to co zobaczył nie było tym co chciał.

godfather-2-4.jpg
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
4 104,00 lt
Ten artykuł lubią: Kristian Arped, Markus Arped, Karolina Aleksandra, Jack von Horn, Laurẽt Gedeon I, Vladimir ik Lihtenštán, Akrypa Rabotowicz von Primisz, Avril von Levengothon, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser.
Komentarze
Ivan von Lichtenstein
Zachęcam do komentowania i wytykania błędów.
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
Hmm, przydało by się trochę więcej opisów. A poza tym to bardzo fajne opowiadanie.
Odpowiedz Permalink
Mateusz Korecki
Przyjemne, ale to porównanie do Ala... :D
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.