Goniec Czarnoleski, Henryk Leszczyński, 30.10.2014 r. o 20:49
Sejm Walny zrobił swoje. Sejm Walny może odejść

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
vBgS7uyc.jpg
Za dwa tygodnie okaże się, czy Sejm Walny będzie ekscytującym, ale epizodycznym eksperymentem, czy na stałe wpisze się w sarmacki krajobraz ustrojowy. Nie uprzedzając wypadków, wypada pokusić się o mały bilans sześciu miesięcy Sejmu Walnego.

Plus: Ożywienie sceny politycznej
Sejm Walny wprowadzany był w obliczu głębokiej zapaści parlamentaryzmu. Istniejące wówczas partie nie były w stanie wystawić w wyborach choćby tylu kandydatów, by obsadzić ławy sejmowe. Marazm był tak dojmujący, że nawet ja, który jeszcze niedawno głośno protestowałem przeciwko wprowadzaniu dostępnych dla wszystkich debat w Sejmie, poparłem reformę.

I udało się. Sejm Walny ożywił tkankę społeczną, nieco na siłę, ale skutecznie angażując obywateli w politykę instytucjonalną. Praktycznie wszyscy opowiedzieli się po którejś ze stron politycznego konfliktu, wielu autentycznie zaangażowało się w działania nowej izby. Powstała, co najważniejsze, nowa oś politycznego sporu.

Plus: Wykształcenie się dwóch silnych, wyrazistych stronnictw
Sarmacka polityka w chwilach prosperity zawsze toczyła się wobec określonej osi: swego czasu był to spór demokratów z monarchistami. Sejm Walny odkurzył konflikt federalistów z unitarystami. Starcie Stronnictwa Federalnego z NSZZ "Represja" długo napędzał aktywność w sferze politycznej. Ten konflikt wciąż ma potencjał, o ile zostanie uwolniony przez większe zaangażowanie, zduszone przez realiozę ważnych politycznych graczy. Obie partie w sensie ideowym są więc kapitałem na przyszłość.

Minus: Polaryzacja społeczeństwa
Masowe zaangażowanie polityczne obywateli, szybko i, mam wrażenie, niezamierzenie, przyczyniło się do pogłębienia podziałów w naszej społeczności. Niestety, w Sarmacji często spory ideowe szybko przenoszą się na grunt pozapolityczny, łącznie z najbardziej prywatnym. W pierwszych tygodniach do stronnictw dołączyło wiele osób, które początkowo deklarowały dystans do czynnego udziału w polityce. W ostatnim czasie mieliśmy jednak do czynienia z lawinowym odpływem Sarmatów zmęczonych konfliktem politycznym, rozczarowanych jego ogromnym natężeniem. Dla wielu osób fakt jasnego opowiedzenia się po jednej stronie konfliktu, a nawet, w ich perspektywie, czynnej działalności partyjnej (przynależność i systematyczne głosowanie) były zbyt obciążające emocjonalnie. Zabierały radość z całej zabawy.
Okazuje się więc, że Sejm Walny wypalił niektórych Sarmatów. Pojawia się też pytanie, na ile rów, który wykopał, okaże się głęboki i trwały.

Minus: Wykluczenie
Co gorsza, osoby, które zrezygnowały z przynależności do stronnictwa w proteście przeciw wypalającemu konfliktowi, w większości znalazły się na kompletnym marginesie. Mało kto dołączył do pomniejszych partii, jak Towarzystwo Przyjaciół Feru. System, który miał włączać, szybko pozbył się znaczącej liczby uczestników. Do tego dochodzą osoby, które nie spełniają wyśrubowanych wymogów systemowych. Kiedyś takie osoby mogły po prostu zagłosować w wyborach, dziś zupełnie pozbawione są obywatelskiej podmiotowości. To nie służy Sarmacji.

Minus: Niestabilność systemu
To problem, który sygnalizowałem jeszcze na etapie projektu Sejmu Walnego. Choć wprowadzono wiele zabezpieczeń, nowa konstrukcja parlamentu okazała się szalenie niestabilna. Składy stronnictw zmieniały się z głosowania na głosowanie. Co prawda nie przypominam sobie szczególnie zaskakujących wyników głosowań czy większych wpadek wynikających z tego problemu. Możliwe, że takowe byłyby kwestią czasu. Dość jednak powiedzieć, że system stronnictw jest bardzo obciążający dla ich szefów jeśli chodzi o koordynację procesu legislacyjnego. Nie mówiąc o marszałku Sejmu.

Minus: Brak transparentności władzy
To zarzut bardzo poważny. Dotychczas władze na szczeblu parlamentarnym wybieraliśmy w przejrzystym, demokratycznym procesie przewidującym choćby szczątkową kampanię wyborczą. Teraz mamy rządy z kapelusza. Gabinet formowany przez Stronnictwo Federalne przed kilkoma miesiącami tak szybko zniknął, jak się pojawił. Intencje żadnego z rządów podczas Sejmu Walnego nie były do końca czyste wobec braku kampanii wyborczej. A rządy jak były z łapanki, tak są – vide obecny gabinet.
Zastrzeżenia budzi też sama ścieżka legislacyjna. Przy tak dużej liczebności Sejm stał się młynem do mielenia ziarna głosów nie do końca zaangażowanych obywateli. Czy o to nam chodziło?

Podsumowując, Sejm Walny spełnił swe zadanie – tchnął nowego ducha w scenę polityczną, odkurzając stary spór federalistów z unitarystami. Sęk w tym, że początkowy zapał zdążył się już wypalić przez zbytnie natężenie konfliktu politycznego w oczach mniej zaangażowanych obywateli. Kto wie, być może przespaliśmy najlepszy moment na powrót do starych form ustrojowych z nową energią.

Co dalej? Jedno jest pewne – Sejm Walny nie wniesie już do sarmackiej polityki niczego nowego. Zniechęcenie rośnie. System jest nadmiernie skomplikowany, wyklucza coraz to nowe osoby i zaostrza konflikt wśród pozostałych graczy. Trudno jednak znaleźć alternatywę.

Moim zdaniem należy powrócić do starego systemu, zmodyfikowanego jednak w kilku miejscach. Wielu Sarmatów podnosi, że potrzebujemy klasycznego parlamentu, jednak z krótką kadencją. To może być dobry pomysł. Proponuję jednak zastosowanie modelu z amerykańskiego (a więc nieistniejącego) Senatu, znanego także z sarmackiej izby wyższej. Chodzi o wybieranie posłów na pełną, np. trzymiesięczną kadencję, przy jednoczesnej, rotacyjnej wymianie 1/3 składu co miesiąc. To sprawi, że rząd będzie musiał wciąż zabiegać o poparcie obywateli, a ci będą mieli stałe, realne poczucie kontroli nad egzekutywą. To rozwiązanie umożliwiłoby także zrezygnowanie z paraliżującej rząd demokracji referendalnej. Przy częstych elekcjach byłaby ona zbędna. A szerszy dostęp do dziewięcio- lub jedenastoosobowej izby mogły zachęcić młodszych mieszkańców.

Mamy wciąż oś sporu. Mamy jeszcze partie. Znajdźmy tylko odpowiednie ramy dla nich i odrobinę entuzjazmu. A dziad sarmackiej polityki będzie miał jeszcze wiele zdrowych dziatek.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
7 620,00 lt
Ten artykuł lubią: Andrzej Fryderyk, Ignacy Urban de Ruth, Siergiusz Asketil, Zbyszko Gustolúpulo, Markus Arped, Krzysztof Czuguł-Chan, Defloriusz Dyman Wander, Gotfryd Slavik de Ruth, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Wojciech Wiśnicki, Helwetyk Romański.
Komentarze
Czesław Ołgosz
Podoba mi się się taki system jak opisany w ostatniej kadencji!
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
O tak, to już bardziej moja opcja. Kurcze, tyle tych sporów, że aż marze o czasie na napisanie własnej ścianki tct.
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Co do wniosków z Sejmu Walnego – pełna zgoda. Co do pomysłu – nie jestem przekonany. Nie wiem jak dokładnie wygląda to w systemie amerykańskim i niezbyt rozumiem na czym miałaby polegać wymiana 1/3 składu co miesiąc. Nie pojmuję też pojawiających się propozycji rezygnacji z referendów – czemu ma to słuzyć i co ma wspólnego z wyżej wspomnianą rotacją. Chętnie wysłucham wyjaśnienia, o ile JO zechce je przedstawić.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
@Beznadziej. tak czułem, że może nierzozumiale, ale też liczę, że znany jest ten koncept.

w sejmie mamy, powiedzmy 9 posłów. we wrześniu wybory posłów nr 1, 2 i 3, w październiku nr 3, 5 i 6, w listopadzie 7, 8 i 9, a w grudniu znów 1, 2 i 3. i tak dalej. dzięki temu kampania trwa cały czas, a rząd musi się starać, żeby trzymać stabilną większość także w krótszym okresie.

a referenda? ile to osób wskazuje, że paraliżowały rząd? co bardziej kontrowersyjna decyzja, to zaraz referendum i odwołanie wszystkiego. a tak mamy roszady w sejmie co miesiąc [potencjalnie] i ludzie trzymają rękę na pulsie.
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Nie przekonuje mnie pomysł zmiany Sejmu na Senat. Sama zmiana nazwy nic nie znaczy, ale wymiana 1/3 składu co miesiąc to raczej początek chaosu.
Z referendum też bym jak mój poprzednik nie rezygnował. Kolejna sprawa - bez sejmu nie będzie żadnej polityki.

Uważam, że stronnictwa powinny skupiać mieszkańców wyznających podobne poglądy czyli skupionych na realizacji wspólnie uzgodnionego programu i na tym spróbował bym się skupić na próbę.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
@Laurencjusz: ale jak to zmiana sejmu na senat? to przecież wciąż sejm, ale inny mechanizm wyboru. a o referendach widzę już zapomnieliście...
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Aha
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Jednak kluczowym problemem jest tu niepopadnięcie w... automat. Obecny Sejm ma tę jedną wadę, że wszystko odbywa się w nim... płynnie, a to wydarzeń cyklicznych takich jak wybory, kampanie etc. potrzebuje Księstwo. Bo to buduje właśnie Księstwo, między innymi. Nie można przesadzić z procedurami, żeby wszystko działało jak najsprawniej. Sejm jest wybierany z partii, które mają programy i pomysły, od razu rusza Rząd i korzysta ze swojej kadencji, a nie formuje się miesiąc, miesiąc myśli co by tu..., a ostatni miesiąc odpuszcza, bo mało czasu. Obojętnie czy będzie to w konwencji Sejmu Walnego czy na bazie starego modelu. Coś musi się zmienić.
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Czesciowa wymiana skladu co miesiac bardzo mi sie podoba. Dynamizm, panie, dynamizm.
Odpowiedz Permalink
Wojciech Wiśnicki
Dynamizm i chaos jednocześnie, jak wyżej zostało wspomniane. ;) :P
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
chaos? chaos to jest teraz. albo marazm.
Odpowiedz Permalink
Avril von Levengothon
Wymiana rotacyjna co miesiąc ma ten zasadniczy minus że marginalizuje małe partie i faforyzuje duże. Przy jednym podziale 9 mandatów dla partii A(50) B(30) C(11) D(9) mamy rozkład 5/3/1/0, a więc mniejszej partii udało się zdobyć jednego reprezentanta. W przypadku podziału tego na 3 wybory po 3 mandaty (zakładając że poparcie się specjalnie nie zmienia) mamy 2/1/0/0 a więc po 3 miesiącach jest 6/3/0/0. W takim wypadku już na oko widać że więcej niż 3 partie na scenie nie mają sensu bo nie ma możliwości by coś ugrać.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
@avril celnie. trzeba rozważyć.
Odpowiedz Permalink
Misza "JK" Korab-Kaku
Uważam, że dobrą pozycją wyjściową do zmian jest ta sprzed ustawy o Sejmie walnym.
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
avril - tez racja
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
Myślę, że poza dyskusją, przynajmniej dla większości komentujących jest powrót do demokracji przedstawicielskiej.

Osobiście rozważyłbym propozycję Henia, ale przy nieco zwiększonej liczbie posłów (11?). Może wtedy problem o którym mówi Avril choć w małej części zostałby zmarginalizowany
Odpowiedz Permalink
Mateusz von Lichtenstein-Iontz
11 posłów? A czy znajdziemy tyle aktywnych osób?
Permalink
Wincenty Wałachowski
Cytuję:
11 posłów? A czy znajdziemy tyle aktywnych osób?

Jak Walny miał trzydziestu posłów, to jedenastka to już mały pikuś.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Artykuł doskonały. Wnioski błędne.

Nie bez powodu zrezygnowaliśmy z poprzedniego systemu. Krótka kadencja oznacza brak czasu na rozpoczęcie pracy przez nowy gabinet. Rotacyjne zmiany oznaczają, że nawet najgorszy rząd może utrzymać się u steru o kilka miesięcy zbyt długo (i, oczywiście, nie sposób nie przyznać racji diukowi von Levengothonowi, jeżeli chodzi o marginalizację mniejszych ugrupowań). Wybory co kilka miesięcy oznaczają brak zachęty do stałej aktywności w Sarmacji, choćby kosztem wyborczych igrzysk.

Jedyne, z czym nie sposób się nie zgodzić, to rezygnacja z paraliżujących referendów w poprzedniej formule. Sejm Walny, jednakże, ten problem rozwiązał.

Możemy zmienić ustrój, czemu nie? Ale powrót do systemu, który się w naszych warunkach nie sprawdził, nie powinien być rozważany jako alternatywa…
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Gabinet powinien przygotować się wcześniej. Obecne rozpasanie ma niewiele wspólnego z zachęcaniem do stałej aktywności. Partie słupów. Zero programów i pomysłów. Bycie dla bycia.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.