Versus 2: Szlak okruszków

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
W Złotym Grodzie panowała piękna zimowa pogoda. Słonce świeciło mocno sprawiające, że sterty zalegającego śniegu skrzyły się niczym diamenty. Z dachów zwisały połyskujące rzędy sopli, których pomimo próśb i nakazów nikomu już nie chciało się strącać. Jednym słowem stolica Teutonii wyglądała jak z bajki o królowej śniegu. W komnacie audiencyjnej, w której na wspaniałym tronie zasiadał Mateusz Wilhelm było jednak ciepło i przyjemnie. Słudzy dwoili się i troili by nowy król Teutonii miał zapewnione wszystkie wygody o jakich tylko zamarzył.

Represjonista wszedł do ogromnego pomieszczenia przemarznięty na kość i z westchnieniem ulgi przyjął panującą tam atmosferę. Miał dla władcy gorącą informację, ale nawet ona nie pomogłaby mu wydobyć z siebie głosu, jeśli jeszcze chwile miałby przebywać na mrozie. Mateusz Wilhelm przywołał gości ponaglającym ruchem ręki, rozkazał służbie podstawić stołek oraz nalać przemarzniętemu Represjoniście kielich grzanego wina. Te proste czynności wzbudziły w sercu gościa tak gorące uczucie względem władcy, że poprzysiągł sobie nigdy nie występować przeciwko niemu.

- Wasza Królewska Mość - zaczął oficjalnie, gdy nieco odtajał - w Grodzisku zakończyła się debata nad losem ojca Waszej Wysokości.
- Debata? A cóż tam znowu zmajstrował mój pan ojciec?
- W porozumieniu z Wandejczykami pragnął zniszczyć władzę Księstwa, doprowadzić do jego rozbicia na części składowe i uzyskać niepodległość dla Królestwa.
- A co nowego zrobił mój pan ojciec, że zaczęto debatować nad jego losem?
- No... - Represjonista stracił rytm.
- Dobrze, już dobrze, drogi przyjacielu. Nie stresuj się tam, bo nadworny medyk ma dziś wolne, a ja pojęcia zielonego nie mam o postępowaniu w przypadku zawału - pokrzepiający uśmiech pojawił się na twarzy monarchy - A teraz powiedz proszę, cóż grozi księciu Kwaziemu za te straszne przewinienia.
- Wasza Królewska Mość - represjonista pośpiesznie osuszył kielich by dodać sobie odwagi - Doradcy księcia zasugerowali śmierć. Wyrok został wydany.

***

Były kanclerz Księstwa Sarmacji i mąż zamordowanej premier GiSu snuli się smętnie po ulicach Auterry. Przedstawienie z którego niedawno wyszli wprowadziło ich w ponury nastrój. Dziwowali się, że w ogóle w kraju pozwala się wystawiać takie spektakle. Nie do końca zgadzali się z tym, że obecnie na salony można przemycić wszystko o ile nada się temu miano sztuki.

- Więc uważasz, że ta krowa miała coś wspólnego z Calisto?
- Tak... - Rattus westchnął - taki jej nadali "pseudonim" po wydarzeniach z Wandejskiego Czerwca.
- Tak czy inaczej to tylko sztuka. Mogą sobie przypisywać tylko cudze zasługi.
- Sztuka, sztuką... ale ja wiem, że to oni za tym wszystkim stoją. Problem w tym, że nie mogę znaleźć dowodów.

Mężczyźni pogrążyli się w ponurej zadumie. Ta speluna była ich jedynym punktem zaczepienia. Rozmowy przy stole nie przyniosły żadnych rezultatów i naprawdę nie potrafili znaleźć odpowiedniego miejsca by zacząć grzebać dalej. Powoli tracili nadzieję na rozwiązanie tej zagadki, gdy nagle usłyszeli głos dziecka.

- Mój pan prosi Wielmożnych gości na obiad - chłopiec miał może z osiem lat, był ubrany w stare, wydarte ubrania, a jego twarz była umazana sadzą.
- A twój pan to kto, drogie dziecko? - zapytał serdecznie Michał podając małemu złotą monetę.
- Nie znam nazwiska. Ale mogę panów zaprowadzić.

Ryzykowne, pomyślał Rattus podążając za chłopaczkiem.
Szalone, westchnął w duchu Andronik.

***

W Czarnolesie panowała przyjemna, jesienna aura. Drzewa zaczęły już przybierać złocisto-czerwone kubraczki, wrzosy kwitły w najlepsze, a pszczoły pilnie odwiedzały jesienne kwiaty zbierając zapasy na zimę. Posiadłość diuka Czuguł-Chana pękała w szwach. Goście ze wszystkich stron Księstwa Sarmacji zjeżdżali do miasta by złożyć życzenia jubilatowi. Każdy chciał wypaść lepiej niż inni. Prześcignąć ich w wytworności stroju czy cenie prezentu. W tej mieszaninie pawi znalazł się również IV książę Teutończyków.

- Najserdeczniejsze życzenia z zimowych wysp - pozdrowił gospodarza z charakterystyczną dla siebie wylewnością, diuk Czuguł-Chan swiętujący swoją ósmą Sarmatnicę odwzajemnił się uśmiechem równie gorącym, jak oblicze Teutończyka. Napięcie uniosło się spomiędzy nich, na chwilę zawisło w powietrzu jak zwiastun burzy, po czym pierzchło, gdy tylko do właściciela Czarnolasu dobiła kolejna fala gości.

Obowiązek spełniony, pomyślał Kwazi i już, już miał wychodzić z uroczystości gdy podeszło do niego pięciu zbrojnych z ochrony Księcia.

- Jaśnie Oświecony Kwazi?
- Tyle razy mówiłem, żeby mnie tak nie tytułować. Co ja ksiądz, że mnie tak niby oświeciło?
- Pójdzie Pan z nami.
- Dokąd? - pytanie zawisło w próżni. Jeden z oficerów przyłożył dłoń do broni, którą nosił przy pasku.
- Proszę nie robić scen. Trwa impreza.
- Co mnie obchodzi jakaś impreza? Przychodzicie do mnie, bez wytłumaczenia grozicie bronią i ja mam jak baranek pobiec za wami na rzeź?

Opór Kwaziego wzbudził spore zainteresowanie gości. Nic nie dały prośby, groźby i obietnice. Stało się jasne, że Teutończyk nie pójdzie z nimi po dobroci. Mało tego. Kwazi odwrócił się na pięcie i już miał odejść, gdy w jego plecy wbiło się coś gorącego, kującego, rozdzierającego. Wystrzał z broni palnej doszedł do jego świadomości dopiero po chwili. Na oczach szerokiej publiczności IV książę Teutończyków przechodził do historii.


Sezon pierwszy (Części 1-20 - PDF)

Sezon 2:

Część 1: ... i w proch się obrócisz
Część 2: Faza II
Część 3: Rattus
Część 4: Zmiana graczy
Część 5: Z pętlą na szyi
Część 6: Krowa w moherowym barecie

Rejestr zmian

Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
6 952,00 lt
Ten artykuł lubią: Rattus Norvegicus-Chojnacki, Vladimir ik Lihtenštán, Karolina Aleksandra, Krzysztof St. M. Kwazi, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Ryszard Paczenko, Michel von Vincis-d’Agnou, Henryk Leszczyński, Siergiusz Asketil, Paulus Buddus, Adunaphel Kovall.
Komentarze
Krzysztof St. M. Kwazi
Cytuję:
chłopiec miał może z osiem lat, był ubrany w stare, wydarte ubrania, a jego twarz była umazana sadzą.
Możesz wyjaśnić, skąd w Auterze wzięło się gellońskie dziecko?
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Aua.
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Porwali je Teutończycy, a teraz męczą, dręczą, zmuszają do niewolniczej pracy i nawet nie dają odzieży roboczej. To też to biedne maleństwo, od kilku lat chodzi w tych samych ciuszkach, w których zabrano go od mamusi i tatusia. W nieustannym chłodzie, na wietrze, w warunkach, w których Twoi drodzy rodacy nie trzymaliby nawet zwierząt, ubranko wypłowiało, wydarło się i zabrudziło...

Doprawdy, ciężki jest los Waszych niewolników... :( Ale nie martw się. Teraz już wiemy gdzie jest to zaginione dziecię Gellonii. Odzyskamy je, wykąpiemy, doprowadzimy do stanu, w jakim nam go odebraliście. A z rączką, która nam je odebrała postąpimy iście po wandejsku ;)
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Cytuję:
Możesz wyjaśnić, skąd w Auterze wzięło się gellońskie dziecko?
Gościnnie wykłada na Uniwersytecie.
Odpowiedz Permalink
Michel von Vincis-d’Agnou
Kiedy zginę? Zginęła już autorka, Helwetyk, Kwazi, kto potem? Henryk Leszczyński, może jak się już "skończą" Sarmaci to trzeba będzie zabijać Swarzewskiego? :D
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
A ja?! Ja też zginęłam :> I Monarchistka.
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Aaaa... Potrzebuję edytora!
Odpowiedz Permalink
Krzysztof St. M. Kwazi
Po co te rozważania?

Niezależnie od dalszego przebiegu powieści, koniec jest znany.

Wszyscy umrzemy.
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Mów Pan za siebie!
Odpowiedz Permalink
Yutte Pónkrokk
Wicehrabia Paczenko będzie żył wiecznie :D
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
To nie jest taki zły pomysł :D Rysiek znajdzie fontannę młodości, pozabija wszystkich, oprócz tych, z którymi pragnie żyć i będzie "jak ten młody bóg" :D
Odpowiedz Permalink
Yutte Pónkrokk
Albo pozabija wszystkich, a tych z którymi chce życ ożywi fontanna młodości.
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Ba, zapisy i przelewy przyjmuję do wtorku!
Odpowiedz Permalink
Michel von Vincis-d’Agnou
@Yutte avatar Jakuba Wędrowycza pana Paczenkę zobowiązuje do pewnych czynów. :D
Odpowiedz Permalink
Paulus Buddus
uwielbiam czytać te opowiadania :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Znając życie okaże się ze niektóre ofiary to klony :P
Opcji jest wiele tak jak wielu jest następców; czekających swojego momentu na dojście do władzy...:)
Permalink
Adunaphel Kovall
Miło się czyta te opowiadania, czekam z niecierpliwością na następne :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.