Poznaj GiS: Jak z Tir na Nóg przywędrowali do nas Morvańczycy

W głębi Wielkiej Sarmacji, nad jeziorem, którego lazurowa tafla błyszczy niczym nieprzeniknione oko pradawnej bogini, wśród gór, pod którymi kłębią się strumienie gorącej lawy leży kraina tak piękna i tajemnicza, że ciężko powstrzymać się przed jej zwiedzeniem. Tir na Loch Mór - Kraina Sarmackich Stawów (lub Jezior, jak ją później przezwano) - Morvan. Mało kto w Księstwie nie słyszał o tym zakątku. Mało kto nie poznał nikogo, kto przypisuje sobie prawo do mianowania się jej mieszkańcem. A mimo to, mało kto zdołał ją dobrze poznać. W sierpniu spróbujemy zmienić ten stan rzeczy.


Jak i dlaczego Celtowie przybyli na Wielką Sarmację

Dzielny i waleczny lud Celtycki zamieszkiwał dawniej krainę zwaną Tir na Nóg. Dokładnie nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się owa tajemnicza kraina, wiadomo zaś, że ojczyznę musieli oni opuścić z powodu najazdu rzymskiego. Legiony Ab Roma w Wojnie Pięciu Dębów zdobyły ówczesną stolicę państwa - Ar Conaghan - zmuszając tych, którzy cudem uniknęli rzezi do poszukiwania nowej ojczyzny.

Początkowo pobity naród Morvan nazwany tak na cześć wielkiego władcy Celtów, króla Morvan (w oryginale: Maénnogh O´Maith) pod wodzą królowej Máire an Chéad planował obronę przed wrogimi siłami w Sliabh Deireadh - Górach Ostatnich. Królowa jednak usłuchała rad swojego doradcy, druida Diarmuid Ó Cliste (Ó Cliste - mądry) i zdecydowała się na ucieczkę.

Po sześciu miesiącach żeglugi niezbadane wyroki bogów zaprowadziły walecznych Morvan na Wielką Sarmację. Statki dobiły do jej brzegów w okolicach Trzyczaszkowa. Rozważna królowa natychmiast wysłała ludzi na zwiady. Pomimo klęski w ojczyźnie Morvańczycy nie byli bezbronnymi owieczkami. Znacznie przewyższali ludność tubylczą pod względem uzbrojenia i wyszkolenia wojskowego. Nie obawiali się zatem ich, martwi się natomiast o nich.

Wciąż żywe w ludziach z Tir na Nóg było wspomnienie rzezi, jaką urządzili Rzymianie w ich ojczyźnie. Wiedzieli oni, że gdyby Maximus Primus, dowódca legionów, dowiedział się gdzie się osiedlili ściągnąłby na wyspę legionistów i nie oszczędziłby nikogo. Bez względu na to, czy byłby to zastępy Máire, czy tubylcy. Królowa nie miała litości dla wrogów, nie chciała mieć jednak na rękach krwi niewinnych, dlatego gdy tylko pojawili się zwiadowcy informując o dogodnej lokacji na osadę w głębi wyspy zarządziła natychmiastową przeprowadzkę.


Jak Morvańczycy odzyskali ojczyznę

Karina Wielkich Stawów (jak nazywano dawniej Krainę Sarmackich Jezior) stanowiła idealne miejsce do rozwoju dla Morvańczyków. Nie przestali oni jednak marzyć o odzyskaniu dawnej ojczyzny. Rozsyłali wici do krajów zamieszkanych przez pobratymców, zbroili się i szkolili. Po pięciu latach królowa Máire dysponowała niebanalną armią złożoną z 20 000 mężów wyposażonych w miecze ze słynnej stali "Bás Canadh" (czyli śpiewająca śmierć), od których miały podobno pękać zarówno miecze, tarcze jak i pancerze legionistów. Dodatkowo każdy z nich posiadał długi łuk, którego zasięg mógł przynieść znaczną przewagę na polu bitwy.

Armia wyruszyła w lutym, a gnana rządzą zemsty i silnymi zachodnimi wiatrami dotarła do ojczyzny już 15 marca. W Baile atha Mathair (Matęczynie) - pierwszym mieście Morvańczyków w Sarmacji - pozostała jedynie grupa 500 żołnierzy, których zadaniem była ochrona kobiet i dzieci pozostających na bezpiecznej sarmackiej ziemi.

Królowa wspierana radami Diarmuida nie zaatakowała jednak od razu. Podzieliła swoje siły na dwie części. Pierwsza zakradła się lądem w pobliże dawnej stolicy, druga czekał ukryta w zatoce, by w odpowiednim momencie zaatakować od strony morza. Oddziały czekały do umówionej godziny.

Tak minął 15 marca - poranek, dzień i noc. Nim świat powitał kolejny dzień na zaspanych i upojonych alkoholem Rzymian spadł przeklęty ognisty deszcz. To Morvańczycy rozpoczęli szturm. Obsypali wrogi statki i wojska stacjonujące na brzegiem pociskami "Uisce Tineadh" (płonącą wodą pozyskiwaną z ropy naftowej i torfu substancją wybuchową). Korzystając z zamieszanie wojska czekające pod bramami wdarły się do miasta z potężnym krzykiem na ustach: "Slogan!!!!"

1rk8G1H7.jpg
Królowa Máire an Chéad, zwana również Máire Fuar (Zimna) prowadzi swoich ludzi na Ar Conaghan

Nim ktokolwiek zorientował się w sytuacji armia przejęła władzę nad miastem i wybiła wszystkich legionistów oszczędzając jedynie kobiety i dzieci, które następnie zgromadzono w porcie. Początkowo zapędzono ich do pracy przy czyszczeniu ulic i uprzątaniu ciał poległych. Gdy prace te zostały zakończone odesłano ich na ocalałych galerach rzymskich wprost do macierzy. Samego Maximusa Primusa pojmano żywcem, umieszczono w ołowianej klatce i podczas wieczornych uroczystości ku czci poległych powoli ugotowano w wrzącym oleju.

Jak Morvańczycy osiedli w Tír na Loch Mór

W walkach o Tír na Nóg wspierali Máire również przedstawiciele innych plemion celtyckich. Wśród nich szczególnie wyróżnili się mieszkańcy współczesnej Mirii dowodzeni przez Leona. Mimo iż ich udział nie miał ogromnego znaczenia dla wyniku bitwy zaskarbili sobie szacunek Morvańczyków, a to za sprawą pokazu szaleńczej odwagi dowódcy, który miał miejsce podczas zdobywania zespołu budynków służących do zaopatrzenia legionów, tak zwanego Logistum.

Wsparcie jakie okazali wojownicy "Tuaisceartach Coillteach" (Północni Leśni) miało również ogromne znacznie dla dalszych losów Morvańczyków na ziemiach Sarmacji. Królowa widząc oddanie Leona postanowiła, że część ludu wróci na wyspę, na której odrodzili się by odzyskać ojczyznę.

Tak też się stało. Na ziemię sarmackie wrócił również i sam Leon, którego żołnierze wywieźli podstępem do ojczyzny, albowiem on gotów był pozostać u boku Máire, którą pokochał nad życie. Świadectwem jego oddania była utworzona na wschód od stolicy Sarmacji osada Máire,od której nazwę przejęła cała prowincja Miria. Pierwszym władcą powstałego w ten sposób Morvanu był Sheáin Fada (Długi Jan). Ten blisko dwumetrowy, jednooki wojownik był jednocześnie głową największego klanu Morvan - Mhaigh.

Przez kilkaset lat żyły dwa ludy Celtyckie osobno, chociaż przez cały ten czas utrzymywali ze sobą stały kontakt. Zmieniło się to w V wieku naszej ery, kiedy to mieszkańcy Tir na Nóg próbowali narzucić czczących starych bogów osadnikom z Loch Mór - mirthyzm. To wydarzenie sprawiło, że ludność z nad Jeziora Błękitnego na zawsze odłączyła się od macierzy.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
6 892,00 lt
Ten artykuł lubią: Mateusz Wilhelm, Mateusz von Lichtenstein-Iontz, Jeremiasz Winchester, Karolina Aleksandra, Henryk Leszczyński, Michał Pséftis, Jack von Horn, Gauleiter Kakulski, Adrian Maksymilian Józef Alatriste, Roland Heach-Romański, Gotfryd Slavik de Ruth, Vladimir ik Lihtenštán, Helwetyk Romański, Karol Khartoum.
Komentarze
Mateusz Wilhelm
tantiem sie należy
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Zainteresowanych informuję, że ciąg dalszy będzie i przypominam, że artykuły w "Poznaj GiS" powstają na podstawie materiałów historycznych. Niczego nie dodaje do historii, która już istnieje, a jedynie ją odnajduję, redaguję i przedstawiam Wam w odświeżonej formie.
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
popieram daje tantiem
Odpowiedz Permalink
Mateusz Wilhelm
także czekam na ciąg dalszy
Odpowiedz Permalink
Mateusz Wilhelm
także czekam na ciąg dalszy
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Ta grafika powinna trafić na pocztówkę do PB ;)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
To ja po proszę o link do waszych archiwów bo chętnie je przejrzę.
Znacznie by mi to pomogło w ramach prac w TIH .
Bardzo fajne opowiadanie, czekam na koleją cześć :)
Grafika jak najbardziej godna pocztówki
Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Wysłałam na priv :) żeby tu nie sypać linkami. Ogólnie dla wszystkich zainteresowanych napiszę, że przekopując archive.org można znaleźć cuda ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.