Goniec Czarnoleski, Henryk Leszczyński, 07.07.2013 r. o 14:15
Marazm i orgazm, czyli społeczeństwo kryzysu

vBgS7uyc.jpg
Przez lata wykształciliśmy schizofreniczną osobowość, która każe w każdym kącie doszukiwać się kryzysu aktywności. Żyjemy w społeczeństwie kryzysu, którego największym lękiem jest wyimaginowany zazwyczaj marazm, a największym marzeniem równie wyidealizowany, legendarny czas orgazmu aktywności. Kryzys, choćby tylko w sferze oczekiwań i narracji, stał się nieodzownym towarzyszem każdego Sarmaty. A narzekanie na niego i wieszczenie go sarmacką narodową przywarą - pisze Henryk Leszczyński
Karolina diuczessa von Lichtenstein
Kiedyś Księstwo było krajem o aktywności tak wielkiej, że żaden kraj dzisiejszego mikroświata nie może się temu poziomowi równać. Dzisiaj teoretycznie wciąż jesteśmy w czołówce, ale po drodze zaginął pewien element. (…) W ciągu paru lat istnienia Księstwa razem z rozwojem internetu, przeszliśmy ze społeczeństwa, które wiele dawało, zasypywało inicjatywami czy zachwycało kreatywnością do społeczeństwa, w którym dysponujemy nowszymi technologiami (...), ale nie przekłada się to na aktywność. A raczej wręcz przeciwnie.

Diuczessa von Lichtenstein przekonuje jednak, że kryzysu nie ma, aktywność powoli dźwiga się z kolan, a mówienie o marazmie jest przesadzone. Faktycznie, do marazmu nam daleko. Przez lata jednak wytworzyliśmy pewną kryzysową narrację, w której czujemy się niemal jak ryba w wodzie.

Jeśli Sarmaci akurat nie eksplodują aktywnością, w ciągu tygodnia nie pojawia się kilka nowych inicjatyw, gorących flejmów i naręcza publikacji prasowych, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie narzekał na kryzys. Nawet, jeśli na kryzys nic nie wskazuje.

Schizofreniczne społeczeństwo kryzysu

Mogę zaryzykować twierdzenie, że z prawdziwymi kryzysami aktywności mieliśmy do czynienia kilka, może kilkanaście razy. Jedne z największych to tygodnie poprzedzające przepad w 2009 roku, kiedy przez kilka dni na liście dyskusyjnej nie pojawił się żaden post. Zgodnie przyznaje się, że z kryzysem mieliśmy do czynienia tuż przed abdykacją JKM Michała Feliksa, który długimi nieobecnościami potęgował zniechęcenie społeczeństwa. Wiele innych okresów mniejszej aktywności nie zbliżyło się choćby skalą do wyżej wymienionych. A i tak zewsząd dochodziły narzekania na kryzys. Tłum ludzi wychodził na pusty plac, rozpaczając, "kryzys!", "kryzys!", zamiast samemu coś zrobić i ten kryzys zakończyć. Schizofreniczne.

Przez lata wykształciliśmy schizofreniczną osobowość, która każe w każdym kącie doszukiwać się kryzysu aktywności. Żyjemy w społeczeństwie kryzysu, którego największym lękiem jest wyimaginowany zazwyczaj marazm, a największym marzeniem równie wyidealizowany, legendarny czas orgazmu aktywności. Kryzys, choćby tylko w sferze oczekiwań i narracji, stał się nieodzownym towarzyszem każdego Sarmaty. A narzekanie na niego i wieszczenie go sarmacką narodową przywarą.

Przyczyny tego stanu rzeczy leżą jednak w najzupełniej normalnych procesach społecznych.

Koniunktura aktywności

Aktywność nie może cały czas utrzymywać się na wysokim poziomie, nie mówiąc o ciągłym wzroście. Podlega raczej cyklicznym wahaniom, podobnie jak koniunktura w gospodarce. Po okresach marazmu mamy okresy orgazmu. Orgazm nie może jednak trwać zbyt długo, tego nie wytrzyma żadne serce. Trzeba chwili odpoczynku, momentu na przetrawienie wytworzonych w momencie prosperity dóbr kultury.

Cykle koniunkturalne wynikają w dużej mierze z faktu, że procesy społeczne działają na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Działamy tak, jak działają inni. Wzorujemy się i naśladujemy. Kiedy partii spadają notowania, w pewnym momencie osiągną punkt krytyczny, w którym wszyscy się od niej odwrócą i sytuacja będzie nie do odratowania. Kiedy powstaje portal społecznościowy, po miesiącach promocji osiągnie masę krytyczną użytkowników, dzięki której rusza lawina kolejnych. I biznes już sam się kręci. Podobnie jest z aktywnością.

Dlatego też w kreowaniu aktywności, podobnie jak wzrostu gospodarczego, ogromną rolę ma rząd. Niewidzialna ręka aktywisty nie zawsze sprawi, że powstawać będą nowe inicjatywy. Jest ona leniwa i często niezbyt zwinna. Pokierować nią powinien rząd, łagodząc skutki spadku aktywności i potęgując synergiczny efekt jej wzrostu.

Niewidzialna ręka aktywisty

W momencie, kiedy za sferę informatyczną i gospodarczą w dużej mierze odpowiada technokratyczna agencja, głównym zadaniem rządu, ale i dworu książęcego, powinna być polityka aktywności. Administracja powinna monitorować aktywności, by dostrzec moment jej spadku. Już wówczas powinna mieć gotowe rozwiązania, które odwrócą negatywny trend i nie dopuszczą do powstania spirali marazmu, w której kolejni obywatele zaczynają mówić o kryzysie i pogrążają się w bierności.

Cała administracja powinna wówczas wdrożyć programy kulturalne, fiskalne, społeczne, sportowe i polityczne, które przywrócą aktywność na ścieżkę wzrostu. To powinno być jedno, skoordynowane i zmasowane uderzenie, które odwróci trend i dzięki kolejnym sprzężeniom zwrotnym sprawi, że aktywność znów będzie rosnąć. Zachęceni obywatele zyskają optymizm i sami wyjdą z własnymi inicjatywami, które rząd powinien już tylko wspierać i nagradzać. Ten czas prosperity należy wykorzystać na planowanie, przygotowanie kolejnego pakietu antykryzysowego, bo wiadomo, że trend w końcu się odwróci. Szkoda jednak, że przez dekadę istnienia Sarmacji nie dorobiliśmy się takiego sprawnego mechanizmu.

Oczywiście odpowiedzialność nie leży wyłącznie po stronie państwa. Niezbędna jest dobra wola obywateli, drzemiąca w nich iskierka optymizmu, która może zostać zamieniona w płomień przez umiejętną politykę rządu. Obawiam się jednak, że życie w społeczeństwie kryzysu zasiało w wielu nas ziarno zwątpienia. A wielu innych skłoniło do porzucenia Sarmacji lub zejścia na drogę biernego obserwatora.

Zagubiony potencjał

Faktem jest, że jeszcze kilka lat temu potencjał drzemiący w Sarmatach wydawał się większy. Więcej było oryginalnych inicjatyw, działały telewizje, rozgłośnie radiowe, pojawiały się nowe gry i dzieła sztuki. Więcej było w mieszkańcach kreatywności, woli dobrej zabawy i rozwoju, który przysłaniał flejmy i polityczne wojenki, których nigdy przecież nie brakowało. A wszystko bez tantiem i zbierania zboża.

Nie możemy jednak znów dać się porwać narracji społeczeństwa kryzysu. Nie możemy mówić, że jest źle. Bo nie jest. Ale może być. Musimy działać, najlepiej jak umiemy, a przekonamy się, że pojawią się kolejni inteligentni, kreatywni, aktywni i obiecujący mieszkańcy, jak Roland Heach, jak Tytus Aureliusz, jak Kazelot Hamilton. Ci ludzie są naszą nadzieją, a niektórych już zmarnowaliśmy. Działajmy więc, a dołączą do nas nowi. I ta maszyna sama ruszy.
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Helwetyk Romański.
Serduszka
2 718,00 lt
Ten artykuł lubią: Simon Peter Liberi, Roland Heach-Romański, Ignacy Urban de Ruth, Ivusia Buddusówna, Katiuszyn Rewoluty Lepki, Krzysztof Czuguł-Chan, Helwetyk Romański.
Komentarze
Ignacy Urban de Ruth
Nie zgadzam się z twierdzeniem, że problem leży we wskazanym miejscu, a społeczeństwo jest społeczeństwem kryzysu. Hopki, parabole, czy straszenie kryzysem są normalnymi efektami oddanie się sprawie. Po miesiącu zachrzanu przychodzą dwa lenistwa, kiedy to prosperity powodują inni. Administracja rządowa ma gorzej, bo czas pracy ma około 3-miesięczny. Stąd dobry postulat zamienia rządu w stymulator. Nie jest to jednak rzecz, która wywołuje degenerację.
Najbardziej problematyczny i wypaczający całkiem naszą zabawę, jej ideę, jest społeczny odbiór środowiska. Dzisiaj Sarmacji nie chcą dawać, tylko chcą brać. Chcą swoich nic nie znaczących cyferek na kontach, chcą, aby NIA zrobiła A i B. Nawet, jeżeli system gospodarczy hulałby dzisiaj świetnie, to i tak bylibyśmy ubodzy. Bo coraz częściej zapominamy o narracji, o jej budowie, o tym, aby w Sarmację dać wkład.
Wielu biadoli o narastającej w Sarmacji wandeizacji, o pornosocjalizacji (Ci to chyba nigdy nie zaglądali do SoGo), o nachalnym rozwoju i ekspansji kultury wandejskiej. Tylko czas odpowiedzieć sobie na pytanie - skąd to się bierze. Wcale nei dlatego, że kultura wandejska jest o 100 stopni nad innymi narracyjnymi, mającymi potencjał, kulturami. Dzieje się tak dlatego, że Wandejczycy wbili w nasz systemizm ostry pachoł z osiki i kolektywnie z oddaniem budują swój kraj. Czas spojrzeć, jak bardzo narracyjnie króluje Wandystan, jak jego obywatele są nastawieni do zabawy.
I to jest problem. Poważny, bo niedługo - zamiast oczekiwanych rozbudowywanych, rosnących w siłę mikronacji połączonych z mini-social-networkingiem (który zacieśnia więzi, buduje kolektyw) - będziemy mieli śmiesznego fejzbuka ze sprzedawaniem zupek i Księciem-adminem zamiast Pana GóryCukru.
Odpowiedz Permalink
Ivusia Buddusówna
Co roku w większości mikronacji przewija się ten sam temat zwany "sezonem ogórkowym". To absolutnie nie jest tak, że Księstwo Sarmacji jest wyjątkiem. Odczuwamy to mocniej, ponieważ faktycznie inicjatyw jest mniej niż zwykle co nie oznacza, że tracimy pozycję.
Odpowiedz Permalink
Avril von Levengothon
Dla tego czas coś z tym zrobić. A tak realnie to jest to testowy komentarz.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
@ICF: mnie właśnie wandejskiej kultury ogromnie brakuje, ale nie należy na nią patrzeć wyłącznie przez pryzmat trollowania PTR-a z ostatnich dni, który na starość stetryczał. a szkoda.

a permanentne straszenie kryzysem nie jest normalne. i wywołuje straszliwe spustoszenie w tkance społecznej, bo często jest samospełniającą się przepowiednią.
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
Zdecydowanie większe spustoszenie i zubożenie wywołuje to co opisuję powyżej. Ten totalny fabularny dołek, tendencja postrzegania klikactwa i SG ponad inne warstwy mikronacji. warstwy, które są podstawą. Wiele państw istnieje długie lata bez namiastki systemu, tworząc jednak wspaniałą fabułę, kreując znakomitą zabawę. Zarobienie mln w kilka miesięcy nie dało mi takiej satysfakcji, jak trzy dni budowy Słowenii. Dzisiaj jednak niewielu zrobi jakąś ładną, czysto narracyjną witrynę. A i w sumie, to po co? przecież i tak nikt nie wejdzie, bo nie będzie miał czego poklikać. Ten kryzys już jest.
Cytuję:
nie należy na nią patrzeć wyłącznie przez pryzmat trollowania PTR-a
To też ich chwalę. (oO)
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
*Toteż
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
Cytuję:
Ten totalny fabularny dołek, tendencja postrzegania klikactwa i SG ponad inne warstwy mikronacji. warstwy, które są podstawą.
ok, masz rację. choć to jest jeszcze nieco inne zjawisko. równie niebezpieczne.
jednak to, o czym piszę, jest stare jak sama sarmacja. mamy to od lat.
Odpowiedz Permalink
Jeremiasz Winchester
Jak się komuś nie podobają zalety SG i klikactwo, to może się przeprowadzić do Dreamlandu. Dzisiaj uruchomiono stronę jakiegoś miasta, więc macie szansę się pozachwycać narracyjnością Królestwa.

PS. Gdyby DGS dało użytkownikom możliwość większej personalizacji stron gazet, tudzież w późniejszym okresie czasu, możliwość tworzenia podstron firm i organizacji, to na pewno by narracja odżyła.
Odpowiedz Permalink
P.N.W
BTW, ci co twierdzą, że obecnie mamy jakikolwiek kryzys aktywności, nigdy autentycznego kryzysu aktywności chyba jeszcze nie widziały. A prawdziwe kryzysy wyglądają tak:

08u8nYg.jpg
Cytuję:
Wielu biadoli o narastającej w Sarmacji wandeizacji, o pornosocjalizacji
O pornosocjalizacji też chyba gówno wiedzą, bo jak na razie, tylko jedna osoba w całej Sarmacji kultywuje tradycje pornosocjalistyczne, ja.
Cytuję:
Najbardziej problematyczny i wypaczający całkiem naszą zabawę, jej ideę, jest społeczny odbiór środowiska. Dzisiaj Sarmacji nie chcą dawać, tylko chcą brać. Chcą swoich nic nie znaczących cyferek na kontach, chcą, aby NIA zrobiła A i B.
Cóż, podziękujcie za taki stan rzeczy zbaffcy Khandowi, bo to głównie jego wizją i polityką było ściąganie do Sarmacji i wychowywanie osób mających taki światopogląd.

Całe szczęście, że takich osób jest z każdą chwilą coraz mniej – z osób, które przybyły do Sarmacji w szczytowym okresie panowania niezmąconego khandyzmu, obecnie widocznie aktywnych jest tylko jakichś dwóch czy trzech obywateli. Trochę mało jak na okres, w którym podobno mieszkańcy pchali się do KS drzwiami i oknami.
Permalink
Simon Peter Liberi
Ta tak zwana "pornosocjalizacja" i "wandeizacja" to w rzeczywistości wybryki jednego człowieka, w dodatku przedstawiciela ruchu Betonowego Socjalizmu. Fakt.

Jednakże nic dziwnego, ze ludzie się przeciwko Wandystanowi zwracają. Wandystan to dość zwarta grupa osób, którą się generalizuje (jak wszystkie), a fakt, że nie przeciwstawiacie się wybrykom, które psują wam opinię bardziej niż Wandejski Czerwiec może zostać odebrany za to, że nie przeszkadza Wam, że po Was psy wieszają.

Wy mnie źle nie zrozumcie, Wandystan kocham miłością trudną, lecz na pewne rzeczy, na które dajecie sobie pozwolenie, po prostu nie mam nerwów. Gdzie się podział stary Wandystan? Bo to, co teraz widzę, to jakaś parodia.
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
Tak trochę od końca, ale prawie każdemu coś :)
Cytuję:
Ta tak zwana "pornosocjalizacja" i "wandeizacja" to w rzeczywistości wybryki jednego człowieka, w dodatku przedstawiciela ruchu Betonowego Socjalizmu. Fakt.
Ale to nawet nie o to chodzi. Bulwers pojawia się, gdy okazuje się, ze ŚKW ma wiernych liczonych w dziesiątkach. Hm.. ciekawe dlaczego? czy ktoś z utyskujacych wyrwał się poza klikanie i zbudował inne, równie ciekawe wyznanie?
Cytuję:
BTW, ci co twierdzą, że obecnie mamy jakikolwiek kryzys aktywności, nigdy autentycznego kryzysu aktywności chyba jeszcze nie widziały.
Dokładnie. problemem jest kryzys jakości.
Cytuję:
Jak się komuś nie podobają zalety SG i klikactwo, to może się przeprowadzić do Dreamlandu. Dzisiaj uruchomiono stronę jakiegoś miasta, więc macie szansę się pozachwycać narracyjnością Królestwa.
Pan chyba nie czyta ze zrozumieniem. Piszę jasno o tym, ze pożądany, najlepszy stan to taki, gdzie mikronacja ma system gospodarczy, ale ludzie mają też równo w głowach. Potrafią się odnaleźć i słusznie wartościować. prawda jest taka, że - tak jak i Dreamland - bez SG można przeżyć, bez zaniedbywanych pozostałych warstw już nie. Ja jestem gorącym zwolennikiem SG w mikronacji, ale występującego, jako coś pod narrację, pod fabułę, nie jako regulator życia.
Cytuję:
Gdyby DGS dało użytkownikom możliwość większej personalizacji stron gazet, tudzież w późniejszym okresie czasu, możliwość tworzenia podstron firm i organizacji, to na pewno by narracja odżyła.
Może i tak. Ale nie w tym rzecz. rzecz w tym, ze nikt nie wpdnie na to, byz robić stronę jakiegoś miejsca czy instytucji dla fanu, fabuły, dla wizytówki, w końcu - dla siebie. Moze zrobi ją, kiedy będzie tam mógł wrzucić przycisk "sprzedaj", "lubię", "wypierdalać!" itp. A czy zrobi ją, by coś w tej mikronacji zaistniało? Czy serio musielibyśmy wyłaczać system, aby wywzwolić u ludzi takie odruchy? To moim zdaniem negatywne zmiany społeczne...
Cytuję:
ok, masz rację. choć to jest jeszcze nieco inne zjawisko. równie niebezpieczne.
jednak to, o czym piszę, jest stare jak sama sarmacja. mamy to od lat.
Ale co tu jest porblemem? Moze masz rację - to zastraszanie. bez sensu zbiegunowałem te dwa tematy, niemniej ten ciągly strach przed kryzysem to zawsze jakiś kij wspierajacy marchewkę. taki juz wypracowalismy. Można spróbować to zmieniać - efekty mogą być pozytywne - ale nie sądzę aby się udąło. To w końcu wróci. Natomiast na pewno nie upatrywałbym zmrtwien w "paraboli aktywności". Raz wzwód, raz nie...
Odpowiedz Permalink
Prezerwatyw Tradycja Radziecki
Serio, jak czytam kolejne teksty pod tytułem "PTR trolluje" to jestem pełen uznania dla wyobraźni autorów. Jeżeli naprawdę twarzą Wandystanu dla was jestem ja, który co czwarty-piąty post (ostatnio nawet rzadziej) pozwolę sobie na jakiś ostrzejszy komentarz (na marginesie - określenie trolowania strasznie się zdeprecjonowało, skoro każde jedno negatywne wyrażenie do kogoś uznawane jest za trolling) to sorry - jesteście albo ślepi, albo zafiksowani na mojej osobie bardziej niż ja sam. A to już jest osiągnięcie.
Permalink
Katiuszyn Rewoluty Lepki
A dokładnie to o co wam chodzi towarzyszu Liberi? O jakie wybryki chodzi, o jaki stary Wandystan? I nie wiem czemu w ogóle się Wandystan tu pojawia? Ubolewam nad tym ale wcale nie jesteśmy szczególnie aktywni, nawet towarzysz PTR.

Co do tematu to oczywistym zjawiskiem obserwowany w wielu mikronacjach jest cyklicznosc aktywności, propozycja rządowych planów zmniejszających dolegliwości tego jest bardzo ciekawa, ale nie bez powodu nigdy nie zaistniała. Po pierwsze jest to trudne do opracowania, po drugie cyklicznosc wynika z wielu czynników w tym realowych więc taki projekt może być nieskuteczny, a pochłonąć wiele czasu i pracy tej garstki która trwa na posterunku.
Niemniej te cykliczne kryzysy są i były i przetrwamy je, natomiast fejsbukizacja i upadek narracyjnego elementu mikronacji może nas zniszczyć nawet jeśli aktywność będzie i zawsze to w sporach z khandem powtarzałem. Tu potrzebna jest nasza aktywność i edukacja :-)
Permalink
P.N.W
Cytuję:
Gdzie się podział stary Wandystan?
Stary Wandystan stoi, tam gdzie stał. Z kolei wy, towarzyszu Liberi, mam wrażenie że stoicie tam, gdzie stał KON…
Cytuję:
Bulwers pojawia się, gdy okazuje się, ze ŚKW ma wiernych liczonych w dziesiątkach. Hm.. ciekawe dlaczego?
Bo ogólnovświatowy spisek wandejski mający na celu przejęcie władzy nad mikroświatem, na czele z trolującym arcykapłanem Suchedrynu, Lewim Ha-Nocrim, który po wandeizacji Surmenii chce opętać swoimi obrzydliwymi mackami także Sarmację.
Permalink
Simon Peter Liberi
Ja stoję tam, gdzie stoją ludzie, Wy stoicie tam, gdzie Stoi.
Odpowiedz Permalink
Prezerwatyw Tradycja Radziecki
Nie bądźcie już takim stoikiem.
Permalink
Simon Peter Liberi
Przepraszam, w poranki i wieczory zawsze ciężko nie stać po ich stronie.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
Cytuję:
Serio, jak czytam kolejne teksty pod tytułem "PTR trolluje" to jestem pełen uznania dla wyobraźni autorów. Jeżeli naprawdę twarzą Wandystanu dla was jestem ja, który co czwarty-piąty post (ostatnio nawet rzadziej) pozwolę sobie na jakiś ostrzejszy komentarz (na marginesie - określenie trolowania strasznie się zdeprecjonowało, skoro każde jedno negatywne wyrażenie do kogoś uznawane jest za trolling) to sorry - jesteście albo ślepi, albo zafiksowani na mojej osobie bardziej niż ja sam. A to już jest osiągnięcie.
towarzysz radziecki michnikiem mikroświata!
Odpowiedz Permalink
Prezerwatyw Tradycja Radziecki
W przeciwieństwie do tow. Szechtera ja już teraz serdecznie przepraszam za ojca i brata.
Permalink
Roland Heach-Romański
Cytuję:
"(...)jak Roland Heach, jak Tytus Aureliusz, jak Kazelot Hamilton"

Normalnie poczułem się tak bardzo doceniony, że aż skojarzyło mi się to z pewnym sformułowaniem, które przytoczę parafrazując: Trzej panowie z Sarmacji :D Darujcie lukier... pliz :D
Odpowiedz Permalink
Krzysztof St. M. Kwazi
Chyba zacznę pobierać tantiemy od każdej parafrazy swojego powiedzenia o marazmie.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
ja pamiętam autorstwo!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.