Sarmackie Horyzonty, Sorcha Raven, 12.03.2013 r. o 02:54
Legenda pani z oranżerii- część III

colonial_age_tobacco_plantation__84013.jpg
Przy słuchaniu poezji, rozkoszowania się widokiem różnorodnej roślinności swojej oranżerii Lilianie szybko mijały dni, a towarzystwo Rene było dla niej ukojeniem, czuła się bezpiecznie, wiedziała wtedy, że jest ktoś, komu na niej zależy.
Jednak pewnego dnia Rene musiała opuścić Lilianę i wrócić do Almery, jego ojciec poczuł się gorzej, chorował już od dłuższego czasu.
Trudno było im się rozstać, czuli iż łączy ich jakaś niewidzialna nić, może to było przeznaczenie, a może braterstwo dusz, Liliana nigdy nie zapomni tego uczucia smutku, który pali ją od środka, czuje beznadziejność i żal do całego świata.
Rene spakował się i jeszcze kilka godzin żegnał kobietę, która była dla niego całym światem.
Musieli się rozstać, obiecali sobie jednak, że jeśli nadarzy się okazja znów się spotkają, a ich uczucie przetrwa wszelkie burze i będą mogli cieszyć się sobą do końca swych dni.
Liliana została sama, czas rozwiązania nadchodził nieubłaganie, wciąż dźwięczały jej w uszach słowa Juliana:
Masz urodzić syna!

babylx.jpg

Po wielu tygodniach lato kończyło się, a liście jesieni spadały z drzew.
Jak każdego poranka Liliana siedziała w oranżerii i rozpieszczała swe oczy cudownymi kolorami, jakimi emanowała egzotyczna roślinność, gdy nagle poczuła ból, drugi... trzeci...
Czuła, że dziecko jest już w drodze, zawołała służbę, by pomogła jej przejść do sypiali i posłała po akuszerkę.
Wszyscy biegali nerwowo, służba uwijała się jak w ukropie.
Julian, który akurat wrócił z plantacji tytoniu wpadł do sypialni, gdzie leżała Liliana z miną, która mówiła:
Pamiętaj, syn!

Po chwili weszła akuszerka z wielką torbą, służba nosiła ręczniki i gorącą wodę, Juliana wyproszono za drzwi.
Liliana nie mogła już powstrzymać skurczy, ból był coraz bardziej dokuczliwy, czuła się okropnie.
Zapomniała już o słowach Juliana, myślała tylko o dziecku.
Ból, który się nasilał nie pozwalał jej na racjonalne zachowanie, krzyczała, miotała się zlana potem, świat cały wirował jej przed oczami i tylko ten wszechobecny ból, który odbierał jej jasność myślenia.
Julian czekał przed drzwiami, siedząc na kanapie i popijając koniak, był tak zdenerwowany, że palił jedno cygaro za drugim.
W pewnej chwili, gdy już myślał, że ten poród nigdy się nie skończy, usłyszał płacz dziecka.
Wpadł jak oparzony do sypialni, gdzie służba sprzątała, zobaczył jak akuszerka podaje Lilianie owinięte w prześcieradło dziecko.
Julian wykrzykiwał już od samego progu:

Co się urodziło?!

Akuszerka odparła:
Przepiękna i zdrowa córeczka.

Julian spojrzał na Lilianę takim wzrokiem, który w jednej chwili mógłby zmienić w kamień cały Baridas.
Julian nawet nie chciał oglądać dziecka, machnął ręką i wybiegł z domu.
Liliana była wyczerpana, ale cieszyła się córeczką, nazwała ją Mirella, to imię często występowało w wierszach, które czytał jej Rene.
Bardzo chciała, by córeczka wyrosła na śliczną i mądrą panienkę, w tym celu posłała po szeptuchę z lasu, która potrafiła przepowiadać przyszłość, chciała wiedzieć jak ich losy będą się układać i czy Julian ostatecznie zaakceptuje córkę.
CDN...
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Fryderyk von Hohenzollern, Mikołaj Torped, Irmina de Ruth y Thorn, Roland Heach-Romański.
Komentarze
Roland Heach-Romański
Czy Julian zaakceptuje córkę? Czemu nie urodził się syn? To i wiele więcej zaraz po reklamach, zostańcie z nami :)
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Musi zaakceptować, koniecznie. Będzie wyrodnym ojcem jak tego nie zrobi.
Odpowiedz Permalink
Sorcha Raven
Panie Rolandzie, rozczaruję Pana, reklam nie będzie.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Oczekuję dalszej części :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.