Gazeta Teutońska, Sereus von Ahabejż, 08.01.2013 r. o 10:48
Wśród łanów malowanych zbożem rozmaitem...
Seria wydawnicza: Sztuka Apollina

szu_4297.jpgW swych podróżach po Drzewie Życia naszych bogów trafiłem kiedyś na statek, ku wiecznemu zachodowi... Nieznane są duchy Nowego Świata. Takie myśli kłębiły się w odmętach mojego umysłu jak bałwany za relingiem.

Nad ranem, z północy nadciągnął sztorm. Pierwszy chciał zagonić mnie do kajut, ale już wiedziałem, że to bogoie próbują mój los. Wsparty na różdżce moich przodków, trzymałem się pokładu siłą duchów. Prawie całą noc nami rzucało, by w końcu szkwał wydał ostatnie tchnienie i od rana już tylko miły fordewind gładko prowadził nas ku nieznanym. Wylądowaliśmy w Ferze.

Przyznam się, że nie całe Księstwo zszedłem. O Baridas zawadziłem Bokiem, Wandystan zostawiam sobie na koniec. Ale najistotniesze już się wydarzyło - szczęśliwie zszedłem na ląd na kei w mieście Fer. Oszołomiło mnie ono kolorem, zapachem i gwarem. Oto potęga ludzkości.

o bogowie
śmiać się z nas potężne dęby -
trzęsą sie na wietrze


Niezwłocznie ruszyłem w ślad za słońcem, a stało ono już nisko tego dnia. W pierwszej gospodzie skosztowałem piwa i ono to utuliło mnie do snu na nowej ziemi.

Dopiero nazajutrz ruszyłem, z rana. Boso i cicho ku nowej ojczyźnie...

W południe, powitali mnie pierwsi mieszkańcy. Ciepłe słowa przyszły z różnych stron. Opowiedziano mi sporo o odległej Teutonii, zaproszono do bliskiej Sclavinii, a nawet zaproponowano bym swymi duchami wsparł siły z egzotycznego Baridasu.

Zatem wysłuchałem ich wszystkich i wsparty na swym Przekonaniu i własnym Słowie zadumałem się głęboko. Przybyłem tu wszak usłyszawszy o wspaniałościach kraju Teutońskiego, gorąco namawiali mnie dwaj Baridajczycy służąc radą słowem i majątkiem.

Kilku zaś dostojników, tych powitałem krótkim skinieniem, przekazało mi oficjalne powitania. Przeszliśmy tak ze dwie staje, a ludzie wokół pozdrawiali mnie, choć chyba nie było to dla nich nic ponad zdawkową uprzejmość.

Pod koniec dnia, w mej głowie szalał sztorm jak niecałe dwa dni wcześniej przykrył łupinę, którą tu przybyłem. Wypiwszy symbolicznie "U Wandy" dałem się skusić na zakup jednej wsi. Szczęście śmiało się ze mną, w krainach na wschodzie jedwabiem handlowałem, nim chan mnie wezwał... Ale to już inna historia.


Tegoż dnia moje serce chyba podjęło decyzję za mnie, lecz odwlekałem ją do rana. Wsłuchując się w rytm tych ziem. Tak minęły mi pierwsze chwile.

my jesteśmy kraina -
słowo rzeźbi i las i świat
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Karolina Aleksandra, Goglez Pajzano, Irmina de Ruth y Thorn, Krzysztof Czuguł-Chan, Piotr II Grzegorz, Sorcha Raven, Ivo Karakachanow, Lanigiria von Graudenz, Vladimir von Hochenhaüser, Paulus Buddus, Maria von Primisz.
Komentarze
Ryszard Paczenko
Karate literatury, rodzi się talent.
Odpowiedz Permalink
Lanigiria von Graudenz
Ładnie, ładnie :D
Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Ładne zdjęcie urzekło mnie jak nic.
Permalink
Ryszard Paczenko
Ale w sensie, że jak nic innego, czy po prostu jak nic? ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.