Park Stołeczny, Ryszard Paczenko, 29.09.2012 r. o 09:58
Czujemy się jak asfalt

To musiało tak się skończyć - nie udało nam się osiągnąć zakładanego rezultatu - nie przegrać więcej niż trzema bramkami - nasz plan poszedł w pizdu aż o 33%. Na stadionie Marynarzy Sarmackich, FAN przegrało z MKS Sailor Fer 4:0. Drużyna gospodarzy rozjechała nas jak walec.
fan-1.jpg
To od samego początku nie był nasz dzień, nie był nasz mecz. Przez pierwsze 11 minut niby nic się nie działo, ale od samego początku każdy kibic zdawał sobie sprawę z tego, że końcowy rezultat meczu pomyślny dla nas być nie może. 11 minuta to pierwsza sytuacja bramkowa dla MKS. Rzut wolny wykonywał Wachowski, na szczęście nasz niezastąpiony bramkarz sięgnął nogą piłki - i choć kompletnie zaskoczony, zdołał wybić piłkę aż na środek boiska.

Kolejne minuty to desperacka obrona bramki FAN przez zastępy obrońców i pomocników. W 37 minucie ponownie Wachowski bezpośrednio zagraża naszej bramce i silnie uderza głową - na nasze szczęście tym razem pudłuje, choć minimalnie. W 42 minucie sytuacja się powtarza, tym razem główkuje Wister - na szczęście Gocel w bramce tym razem nie ma problemów i pewnie przechwytuje piłkę.

Pierwszą połowę meczu piłkarze FAN obronili - donieśli do szatni bezbramkowy remis. Może właśnie to tak źle wpłynęło na ich grę w drugiej połowie... Choć MKS ciągle zagrażał naszej bramce, piłkarze doszli najwyraźniej do wniosku, że może im się udać i że w zasadzie... Skoro porzedni mecz zremisowali 1 do 1, co było wynikiem wręcz sensacyjnym... Zapomnieli właśnie o sensacyjności tego wyniku. Odprężyli się, już nie byli tak skoncentrowani. To się miało zemścić - bardzo szybko.

Już w 46 minucie, po rzucie wolnym, Wachowski umieszcza piłkę w siatce. Cóż, każdemu może się zdarzyć - tak zapewne myślały te ofermy z FAN... 50 minuta to stały fragment gry, rzut rożny. Chipes strzela
w długi róg i Gocel nie ma najmniejszej szansy na obronę. Dwa do zera, po obronionej pierwszej połowie boli, ale przecież to nie koniec.

Wachowski przedziera się przez obrońców, śmiałym zwodem wbiega pomiędzy Kiepskiego i Aurelio po czym potężną petardą po raz kolejny umieszcza piłkę w naszej bramce. Teraz drużyna już nie jest rozprężona, teraz zaczyna robić się nerwowa. A to też bardzo źle. Nerwowa obrona kuleje, jest dziurawa, ale przez chwilę się sprawdza. W 65 minucie nawet udaje się przerzucić piłkę do Ciołkowskiego, który strzela z ostrego kąta - prosto w nogi Mau, bramkarza gospodarzy. Nie wykorzystaliśmy tej szansy!

Wachowski, pogromca naszej drużyny, pragnie chyba ukarać nas za tą akcję, - trzeci raz umieszcza piłkę w naszej bramce, kolejny raz głową. Jest cztery do zera i nic już nie może uratować FAN przed przewidywalną skądinąd porażką. Czy jest szansa na honorową bramkę? Skrajnie mała, piłkarze skupiają się na blokowaniu ataków przeciwnika i nie dopuszczenia do kolejnego podwyższenia rezultatu.

88 minuta to nasza ostatnia szansa - niestety, Rutkowski nie wykorzystał rzutu wolnego, strzelił mocno i celnie, ale wręcz zbyt celnie - prosto w Mau, który pewnie chwycił piłkę. Mecz końcy się w 92 minucie wynikiem 4:0.

MKS posiadał piłkę przez 62% czasu, miał 7 okazji (4 wykorzystane). FAN to 38% posiadania piłki i dwie okazje - nie wykorzystaliśmy żadnej. Nie jesteśmy zadowoleni z takiego wyniku. Przygotowani byliśmy na 3:0, zadowoleni bylibyśmy z 2:0. Ale cóż, ciągle jesteśmy szczawie i ciągle się uczymy! Utrzymaliśmy naszą 8 pozycję w tabeli co akurat nie było zbyt trudne a w końcu - przegraliśmy z drugą drużyną naszej ligi, która ciągle jest w pozycji do ataku na pierwsze miejsce.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Prokrust Zombiakov, Michał Michaelus, Ignacy Urban de Ruth.
Komentarze
Ten artykuł oczekuje na pierwszy komentarz.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.