Park Stołeczny, Ryszard Paczenko, 27.09.2012 r. o 04:26
Towarzyskie zwycięstwo

Oryginalnie chciałem nadać inny tytuł tej notce, mianowicie "Towarzyska wiktoria" ale ktoś by się przyczepił, bo raz, że piszę imię z małej litery, dwa, że nie precyzuję czy ona tylko towarzyska czy też może towarzyska agencyjnie.

Było nie było - udało się wygrać z Rotorem Krez co jest dla nas nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że Rotor statystycznie jest od nas lepszy a wystawiliśmy najsłabszy skład - całkowicie stawiając na rozwój i dając się otrzaskać z boiskiem naszej młodzieży.

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie - do szesnastej minuty na boisku nic się nie działo, obie drużyny macały się wzajemnie po pośladkach, nie mogąc się zdecydować na nic konkretniejszego. Nie ma co się dziwić - w obu drużynach wystawione składy nie porażały skutecznością.

W szesnastej minucie ładną akcją popisał się piłkarz Rotora, Rkill Kozak - na nasze szczęście a swojego pecha, trafia w słupek. Powinno nas to zmotywować... jednak do 28 minuty nadal pozostaliśmy bierni. A w 28 minucie gola spróbował nam strzelić Gardelius - i piękną główką zrealizował swoją próbę w stu procentach.

To wreszcie zmotywowało piłkarzy FAN i ruszyli może nie do frontalnego, ale przynajmniej do zdecydowanego ataku. Na skutek nie trzeba było długo czekać - Zbyszek Ordon oderwał się od obrońców i potężnym uderzeniem ulokował piłkę w bramce Rotora. Radość jednak nie trwała długo - sędzie pokazuje, że strzelał ze spalonego. Dyskusje kapitana na nic się nie zdały, rezultat to ciągle 0:1.

38 minuta to kolejny atak FAN ale cóż - kolejny nieudany. Piłka uderzona mocno, leci pewnie, niestety - idealnie w poprzeczkę. Nerwy, panowie! Nerwy! Opanować nerwy! - darł się selekcjoner z ławki ale na widok marsowej miny sędziego usiadł grzecznie z powrotem. Mogło być już 2:1, ale wynik jest jak zaklęty - 0:1.

Do szatni żółtą kartkę dostaje jeszcze bramkarz Rotora, Helmsford - wynik ciągle bez zmian. Postawa drużyny cieszy, 59% posiadania piłki, potrafimy wypracować sytuacje, ale ciągle nie potrafimy zamienić ich na wynik. Cóż, selekcjoner w szatni swoje powie.

Początek drugiej połowy znowu należy do nas i znowu nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Już w 48 minucie Grzeszczak próbuje zmylić bramkarza strzelając podkręconą ale haniebnie pudłuje. Nasz młody skład musi się jeszcze sporo nauczyć. Ale Grzeszczak? Grzeszczak, do cholery, gole już strzelał!

55 minuta to chwila na wstrzymanie oddechu dla naszych piłkarzy - Gardelius,
zdobywca pierwszego i - jak na razie - jedynego gola w tym meczu, kolejny raz wysłał piłkę prosto w kierunku naszej bramki, tym razem jednak szczęście nas nie opuściło i zabrakło dosłownie centymentrów.

Ale chyba tego właśnie było nam trzeba. Minęły trzy minuty, w trakcie których Rotor zrobił zmianę a my się nieco przegrupowaliśmy. I oto, w 58 minucie, pada wyrównujący gol po oderwaniu się od przeciwnika - strzelcem jest Sandor Kasas, asystował Szpakowski. Wynik meczu wrócił do równowagi, jest jeden do jednego.

Czar sukcesu niósł naszą drużynę przez następne cztery minuty, w 62 Kasas, strzelec wyrównującego gola, podaje piłkę do Grzeszczaka i gol! Prowadzimy dwa do jednego!

Już dwie minuty później Rotor odpowiada strzałem z główki Hurkowskiego, na szczęście piłka daleko mija naszą bramkę. Mijają cztery minuty i kolejna akcja Rotora, znowu Gardelius, ten człowiek ma niespożyte siły - na szczęście nasz bramkarz również, piąstkuje piłkę i wyrzuca ją nad poprzeczkę, utrzymujemy rezultat.

Te dwie nieudane akcje nieco podcinają skrzydła piłkarzom Rotora a naszym zawodnikom dodają, zaczynają wierzyć, że bramka jest chroniona w miarę skutecznie. W 74 minucie Szpakowski próbuje zdobyć kolejnego gola, niestety piłka przelatuje nad bramką, prawie ocierając się o poprzeczkę. Nic to, ciągle prowadzimy!

79 minuta to główka Sadowskiego, niestety prosto w ręce bramkarza. To też nerwy, Sadowski gole już strzelał i na meczu towarzyskim powinien pozwalać sobie na więcej, na pewno czeka go przykra rozmowa w szatni. Dużo lepiej spisał się nasz drugi napastnik, młody White - zaledwie w minutę po główce Sadowskiego, sam próbuje swoich sił głową. Robi to lepiej, bramkarz ma dużo więcej problemów, nie jest w stanie piłki złapać, musi piąstkować. Ale gola nie ma, więc kto o tym będzie pamiętał za tydzień?

Mecz kończy się naszym zwycięstwem, dwa do jednego. Drużyna świetnie sobie poradziła, 58% posiadania piłki mówi samo za siebie. Niestety, kiedy spojrzymy na szanse (siedem!) i strzelone bramki - zaledwie dwie... To już to tak różowo nie wygląda. Ale to w większości młodziutki, niedoświadcziny skład. Liczymy na to, że z meczu na mecz i z sezonu na sezon, będzie im przybywać nie tylko siwych włosów ale i doświadczenia.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Michał Michaelus, Helwetyk Romański, Markus Arped, Sorcha Raven, Ignacy Urban de Ruth, Andrzej Swarzewski.
Komentarze
Sorcha Raven
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Zadziałało! Hosanna!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.