Wanda na Aldebaranie - część V

Wydawnictwo Paronama z nieskrywaną dumą prezentuje V część sensacyjnej noweli sci-fi pt. Wanda na Aldebaranie. Poprzednią część można przeczytać tutaj. Zapraszamy do czytania, komentowania i ewentualnego lajkowania.

Dzisiejszy odcinek sponsorują Biedaszyby Kaliskie. Biedaszyby Kaliskie - bo już gorzej nie będzie!



Część V

Niszczyciel zwiadowczy „Mariusz IX” wyszedł z nadprzestrzeni.
- Towarzyszu poruczniku, jesteśmy w celu – zameldował bosman Wytrych, pierwszy pilot.
- Dziękuję bosmanie. Przygotować się do skanowania przestrzennego. Uwaga, na mój rozkaz… Wypuścić grys kosmiczny! – zakomenderował porucznik Bambaryła. Z wyrzutni niszczyciela wystrzelono grys. Była to specjalna substancja, używana przez Robotniczo-Chłopską Czerwoną Flotę do skanowania międzyplanetarnego.
- Grys wypuszczony – zameldował nawigator.
- Doskonale, poczekajmy teraz na odczyty. Meldować mi o wszystkim – odpowiedział Bambaryła. Był tego dnia w dosyć minorowym nastroju. Na dodatek, łupało go w prawej dolnej macce - niezawodny znak że zbliżają się kłopoty. Jako doświadczony oficer nauczył się reagować na różne bodźce zewnętrzne i wewnętrzne, nawet te najmniej poważne.
- Jak tam odczyty? – zapytał Bambaryła.
- Póki co bez zmian – odparł nawigator.
- Dobrze, będę w swojej kajucie. Meldować mi jak coś wykryjemy.
- Tak jest.

Kajuta porucznika była zasadniczo kanciapą o wymiarach dwa na cztery metra. Mieściło się w niej łóżko, nieduże biurko i szafka. Bambaryła usiadł ciężko na pryczy i westchnął głęboko, po czym wziął z biurka mały kajet. Był to jego osobisty dziennik, który prowadził tylko na misjach. Ujął w mackę długopis i zaczął notować:
„Dzień 15, czwarty kwadrant Aldebarana.
Czuje się dziwnie. Wszyscy mnie irytują, chyba zapomniałem jak nie znoszę podróży w tej puszce. Znowu mnie łupie w macce, co to oznacza? Pewnie nic, ale nie mogę tego zlekceważyć. Muszę też przyznać, że bardziej obawiam się niepowodzenia niż kontaktu z przeciwnikiem. Ewaporacja nie wchodzi w grę.
Trzeba rozważyć zmianę pracy, bo…”
Pisanie przerwał mu sygnał z komunikatora bitumicznego. Bambaryła odebrał:
- Tak?
- Poruczniku, proszę szybko do sterówki.

Porucznik Mirosław Bambaryła wybiegł z kajuty i udał się do sterówki. Na miejscu rzuciły mu się w oczy przerażone twarze załogi.
- Co jest?
- Wykryliśmy coś, ale wydaje mi się że to niemożliwe. Odczyt jest nieprawdopodobny – zameldował nawigator.
- Poka poka – rzucił Bambaryła i spojrzał na wyświetlacz. Grys rzeczywiście dawał odczyty, ale rezultat był groteskowy. Wynikało, że znajdują się w samym centrum potężnego zgrupowania floty.
- Co jest kurwa… - wyszeptał Mirosław i rzucił się do iluminatora żeby zerknąć na zewnątrz. W przestrzeni nic nie było, poza otaczającym ich kosmosem.
- Co za nabieranie gości... Weźcie no sprawdźcie czy ten sprzęt nie jest pieprznięty. Zresetujcie go – rzucił Bambaryła.
- Towarzyszu poruczniku, robiliśmy to już trzy razy.
- To zrobicie czwarty. Wykonać!
- Tak jest! – odparł nawigator i przystąpił do procedury restartowania systemu wykrywania. Bambaryła znów wyjrzał przez iluminator i zlustrował okolicę. „Co się dzieje? O co chodzi” mówił do siebie w myślach. Z odczytu wynikało, że wokół nich znajduje się potężna flota, nie wiadomo jakiego pochodzenia a oni są w samym jej środku. Mały niszczyciel zwiadowczy nie miał żadnych szans na obronę przed taką potęgą. Ale przestrzeń wokół „Mariusza IX” była pusta. „Jak tak dalej pójdzie wyłysieję przed trzydziestką” pomyślał i odszedł od iluminatora.
- I jak tam ten system, bosmanie? – Bambaryła zwrócił się do nawigatora – Dalej te zabawne odczyty?
- Tak jest towarzyszu poruczniku. Wciąż to samo.
- No to co jest? Gdzie ta armada?

„Mariuszem IX” targnął potężny wstrząs. Siła uderzenia powaliła wszystkich na podłogę. Bambaryła pozbierał się błyskawicznie.
- ALARM!!! Wszyscy na stanowiska – krzyknął, po czym uderzył w czerwony grzyb uruchamiający syrenę. Jej dźwięk rozległ się po pokładzie.
- Torpeda asfaltowa, kurs 160!!! – meldował nawigator.
- Wykonać manewr unikowy! Na moją komendę: 3… 2… 1… Teraz! – rozkazywał Bambaryła. Pierwszy pilot przesunął wolant w odpowiednią stronę, ale pojazd ani drgnął.
- Co jest? Mówiłem teraz manewr!!!
- Towarzyszu poruczniku, straciliśmy ciąg! Niszczyciel jest niesterowalny – rozpaczliwie krzyknął bosman Wytrych. Bambaryła postanowił uruchomić napęd ratunkowy. W tym celu musiał przełożyć wajchę która znajdowała się w głównym korytarzu komunikacyjnym pojazdu. Nigdzie jednak nie poszedł. Za drzwiami sterówki bowiem nie było już żadnego korytarza, rozpościerała się tam tylko zimna przestrzeń kosmiczna. Bambaryła zrozumiał, że okręt rozpadł się na dwie części. Że został przecięty jak nożem.
- Motyla noga… - wyszeptał do siebie i próbował pozbierać myśli. Po sekundzie, która dla niego wydawała się wiecznością, ryknął – Do skafandrów ratunkowych! Ewakuacja!

To był koniec „Mariusza IX”, teraz trzeba było próbować ratować swoje życie. Każdy okręt Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Floty wyposażony był w awaryjny system ewakuacyjny, na wypadek takich sytuacji jak ta w której znalazł się pojazd Bambaryły. Większe jednostki, wyposażone były w kapsuły ratunkowe. Mniejsze, takie jak niszczyciele zwiadowcze, miały na swoim stanie specjalne skafandry ratunkowe, które pozwalały przeżyć w przestrzeni kosmicznej do dwóch tygodni. W takie oto skafandry zaczęła przebierać się pozostała przy życiu załoga. Mirosław postanowił jeszcze nadać ostatnie odczyty z grysu do Naczelnego Dowództwa, razem z sygnałem SOS. Nie liczył na ratunek, ale takie były procedury. Poza tym, jego misją było rozpoznać ten sektor. Uczynił to, jak mniemał, wypełnił swój obowiązek do końca. Po transmisji, która zajęła 5 sekund, podbiegł do swojego skafandra i wbił się w niego. Reszta załogi już dawno wystrzeliła się w przestrzeń kosmiczną. Gdy dopinał ostatnie guziki, kątem oka spojrzał na ekran radaru – torpeda asfaltowa miała za parę sekund uderzyć w resztki jego okrętu. Nie było zatem czasu do stracenia. Z całych sił podbiegł do specjalnej śluzy (bieganie w ciężkim skafandrze nie było łatwym zadaniem) i wystrzelił się w przestrzeń. W ułamkach sekund znalazł się poza sterówką. W tym samym momencie torpeda trafiła resztki „Mariusza IX”. Fala uderzeniowa powstała w wyniku eksplozji odrzuciła Bambaryłę i zamroczyła go dość poważnie. Jego skafander obracał się bezładnie w przestrzeni a on sam próbował dojść do siebie.

Po paru chwilach zamroczenia, porucznik Mirosław Bambaryła odzyskał jasność umysłu. Skafander był dość niewygodny, projektantom przede wszystkim zależało na utrzymaniu użytkownika przy życiu a nie zapewnienie mu wygody. Bambaryła czuł, że pocił się obficie. Wizjer skafandra nie był jednak zaparowany, więc Mirosław mógł bez problemów zlustrować co dzieje się na zewnątrz. Po „Mariuszu IX” zostały tylko szczątki, liczne odłamki były smutną pamiątką po tym zasłużonym niszczycielu zwiadowczym. Bambaryła usiłował znaleźć wzrokiem kogoś z jego załogi, nigdzie jednak nikogo nie widział. Zastanawiał się, czy ktoś oprócz niego przeżył. Były na to szanse, bo przecież ze sterówki to on wystrzelił się ostatni. Rozmyślania jego zostały brutalnie przerwane. Oto bowiem, wokół niego, nagle zmaterializowała się cała ta armada, na którą wskazywały urządzenia skanujące. „Skurwiele! Musieli mieć urządzenia maskujące” pomyślał Bambaryła. Wrogie zgrupowanie (bo nie było wątpliwości, że jest wrogie) było iście potężne. W zasięgu wzroku Mirosław mógł naliczyć niezliczoną liczbę myśliwców, co najmniej 40 krążowników gwiezdnych standardowej wielkości, ale też z 10 ogromnych pojazdów klasy niszczycieli gwiezdnych (jak sam myślał), większych zapewne niż większość okrętów jakie widział. Bambaryła przyglądał im się dokładnie. Nie mógł ze stuprocentową pewnością ocenić ich wielkości, gdyż nie miał dokładnego punktu odniesienia, jednak jako doświadczony oficer zakładał że są dużo potężniejsze niż największe krążowniki Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Floty. Wystarczyło tylko rzucić okiem na liczne wyrzutnie torped asfaltowych oraz działa bitumiczne, miotające granaty z jonizowanego asfaltu. Była to broń o wielkiej mocy, niewiele okrętów było w stanie sprostać ich sile. Ilość tych dział przeraziła Bambaryłę. Jego uwagę przykuły też dziwne symbole które wymalowano na pojazdach. Było to połączenie swastyki z symbolem galaktyki, takim samym jak na mapach gwiezdnych. Mirosław nigdy nie widział takich oznaczeń, nie były to znaki rozpoznawcze znanych mu układów. Nagle niesamowicie jasny promień oślepił Bambaryłe. „Co jest, kurwa” powiedział do siebie, po czym stracił przytomność.

- Wach auf verfluchte Pleiadan schweine! – krzyknął ktoś ochrypłym głosem, po czym chlusnął wodą z wiadra. To ocuciło Bambaryłę. Siedział skrępowany na krześle z zawiązanymi za oparciem mackami. Znajdował się w ciemnym i mokrym pomieszczeniu, jedyne światło dawała wątła lampa znajdująca się nad ciężkimi stalowymi drzwiami. Bambaryła podniósł głowę i rozejrzał się dokładnie. W pomieszczeniu, oprócz niego, znajdowały się jeszcze dwie osoby. Pierwszą z nich był wysoki blondyn, ubrany w czarny mundur i wysokie czarne buty oficerskie. Uderzała jego schludność i nienaganna postawa. „Zapewne oficer” pomyślał Mirosław. Drugą z kolei osobą był raczej gruby, krótko przystrzyżony szatyn. Ubrany był w oliwkowy kombinezon, dodatkowo miał na sobie szary fartuch, ubrudzony mieszaniną krwi i smaru zaś na głowie nosił czarną furażerkę. W ręku natomiast trzymał gruby skórzany pejcz.
- Wach auf!!! – krzyknął ponownie, jak się okazało, ten drugi typ. Bambaryła nie zareagował. Gruby machnął pejczem i uderzył Bambaryłę w głowę. Mirosław poczuł potężny ból, uderzenie zamroczyło go na moment.
- Genug – powiedział blondyn – Hinterlassen Sie uns!
Gruby wyszedł z pomieszczenia, zostali tylko blondyn i Bambaryła.
- Cigaretten? – zapytał Mirosława i podsunął mu pod nos paczkę papierosów. Bambaryła ruchem głowy odmówił. Nadal miał gwiazdki przed oczami.
- So… Wie ist dein Name? – zapytał blondyn. Bambaryła nie zareagował.
- So… Benciecie udhawać sze nie rosumiecie, he? – odparł blondyn łamanym plejadańskim. Jego akcent był ciężki i toporny – Zapytam jeszcze ras, jakie jest wasze Name?
- Mirosław Bambaryła, porucznik, Służba Zwiadu Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Floty, numer służbowy 7672599.
- Tso robiliście w tym sektorze, he?
- Mirosław Bambaryła, porucznik, Służba Zwiadu Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Floty, numer służbowy 7672599 – odparł znów Bambaryła. Na szkoleniu specjalnym uczono go, że w momencie pojmania, na przesłuchaniu może podać tylko swoje imię i nazwisko, stopień, przydział i numer służbowy. Ni mniej ni więcej.
- So…Taki to nam się ładny dżentelmen trafił. Zatem ja tesz się przedstawie. Mein Name ist Obersturmbannführer Rossel i mam stopień Obersturmbannführera. Pracuje w Uszendzie Bezpieczeństwa Intergalaktycznej Rzeszy, w Sekcji Dochoceniowej. Zostaliście pojmani i jesteście unsere jeniec. Jak benciecie s nami współpracować spencicie s nami miły Zeit. Jak nie to spencicie s nami niemiły Zeit, wasz wybór. Zapytam ras jeszcze, tso robiliście w tym sektorze?
- Mirosław Bambaryła, porucznik, Służba Zwiadu Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Floty, numer służbowy 7672599.
- Rosumiem… Szegnam zatem Herr Leutnant – blondyn zgasił papierosa na posadzce po czym wyszedł z pomieszczenia. Bambaryła oddychał ciężko. „A więc tak skończę?” powiedział do siebie. Nagle światło w celi zgasło.


Napisałeś coś a nikt ci nie chce tego wydać? Uderzaj do nas! Wydawnictwo Paronama wyda wszystko! Nowele? Opowiadania? Poezja? Sztuka wizualna? Nie ma problemu! Zapraszamy.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: György Róni Karakachanow Jr, ppłk Alojzy Pupka-Bumbum, Piotr II Grzegorz, Vladimir ik Lihtenštán, Fryderyk von Hohenzollern, Leszek Karakachanow Sr, Defloriusz Dyman Wander, Filip Jakubowski.
Komentarze
Vladimir ik Lihtenštán
Ponadczasowe dzieło :)
Odpowiedz Permalink
Emanuel Śmigło
Star Trep.
Permalink
Filip Jakubowski
Łudząco podobne do starship ale może być.
Permalink
Michał Hodża Kiełbasa-Krakowski
Nie wiem co to "Starship", obstawiam że tam nie było Niemców. Polecam przeczytać poprzednie części: http://wandystan.eu/w/Biblioteka::Michał_Czarnecki_-_Paronama_czyli_Wanda_na_Aldebaranie
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.