Wanda na Aldebaranie, cz. IV

W poprzednim odcinku: http://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/2492

Wanda na Aldebaranie, część IV - Serious man

Mirosław Bambaryła otworzył oczy. Ku swojemu zadowoleniu znajdował się we własnym łóżku. Niestety, rzeczywistość miała niecne plany i sprzedała mu bolesnego kopa w tyłek. Mirosław czuł, że boli go każdy centymetr kwadratowy ciała. Tego poranka facjata jego przypominała bardziej gulasz angielski niż twarz dorosłego Plejadanina. Mimo tego postanowił stawić czoło realnemu życiu i spróbował wstać z łóżka. Po paru nieudanych próbach udało mu się to w końcu i ciągnąc nogami po podłodze podążył do kuchni.
- Dzień dobry panie Mirosławie – odezwał się komputer kuchenny – Muszę przyznać, że widywałem pana w lepszej formie niż dziś.
- Wiem.
- Co na śniadanie?
- Kubek igplazmy, krem z trupa i smażone fawkulce. I włącz radio.
Komputer przygotował posiłek i podał go na ciekłokrystalicznej tacy. Mirosław usiadł przy stole i słuchając muzyki rozmyślał nad problemami świata. W tle leciała „My arms keep missing you” Ricka Astleya; nie wiedzieć czemu artysta ten był bardzo popularny na Plejadzie.


Mirosław Bambaryła prowadził podwójne życie. Oficjalnie, był porucznikiem w Czerwonej Flocie, dowodził plutonem specjalnym w jednostce zwiadu kosmicznego. Typowe cudowne dziecko tamtych czasów, wielokrotnie odznaczany był pupilkiem dowódców. Nagroda Specjalna odebrana z macek samego Wysokiego Komisarza Związku Galaktycznych Układów Radzieckich była szczególnym powodem do dumy, choć wzbudzała zazdrość jego współpracowników. Wykazywał nienaturalną wręcz punktualność i sumienność oraz lojalność, co sprawiało że był mokrym snem każdego przełożonego. Mógł zostać adiutantem samego dowódcy Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Floty, co dawałoby mu stuprocentowy awans do nomenklatury i bezproblemowe życie. On jednak, ambitny, zgłosił się do jednostki zwiadu i tam zbierał laury chwały. Taka była oficjalna twarz porucznika Mirosława Bambaryły.


Po godzinach jednak stawał się kimś innym. Urodzony i wychowany w stolicy Plejady, Golińsku, od początku wykazywał zainteresowanie galakbolem. Ojciec zabierał go na mecze Atommaszu a kiedy podrósł chodził na stadion z kolegami. Z niecierpliwością czekał na każde derby z Rotorem, często po nich wdawał się w bójki z chłopakami kibicującymi drugiej drużynie. Na początku obrzucali się tylko wyzwiskami, później ktoś wpadł na pomysł, że w sumie niegłupią ideą byłoby rzucić kamieniem w tego cwela z Rotoru. Potem ktoś inny zaproponował użycie kija, żeby wybić tym ciotom rotorskim kibicowanie. Noże i siekiery był więc tylko naturalną koleją ewolucji. Mirosław należał do najbrutalniejszej grupy kibicowskiej Atommaszu – Red Tentacles. Był jej elitą, jako żołnierz oddziałów specjalnych był doskonałym wsparciem dla reszty ultrasów. Pomimo całej swej agresji, starcia rzadko kończyły się ofiarami śmiertelnymi – milicja zazwyczaj szybko wkraczała do akcji. Wtedy Mirosław zazwyczaj wycofywał się z pola walki, potencjalne aresztowanie mogło błyskawicznie zakończyć jego karierę wojskową. Tym razem nie zdążył uciec.


Otrzymał parę ciosów kijem, które powaliły go na ziemię. Skopany po głowie, leżał nieprzytomny na chodniku. Jego kolegom z grupy udało się go wynieść z pola walki. Opcja szpital odpadała, więc tamci wsadzili go do submagwaju linii 17 i skasowali bilet. Ocknął się prawie na pętli, wysiadł więc pospiesznie i powłócząc nogami, krwawiąc przy tym obficie, udał się w kierunku domu. Miał szczęście, że było już późno, także prawdopodobieństwo spotkania kogokolwiek o tej porze na ulicy wynosiło praktycznie zero. Gdy w końcu dowlókł się do swojego bloku zdał sobie sprawę z tego, że zgubił klucze od domu. Zapasowy klucz od mieszkania trzymał co prawda pod wycieraczką, ale od klatki schodowej miał tylko jeden. „Kurwa, co teraz?” pomyślał Mirosław i w akcie rozpaczy zadzwonił do sąsiadki spod 13.
- Dobry wieczór pani Malejko, tu Mirek Bambaryła. Czy mogłaby mi pani otworzyć drzwi od klatki?
- Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, która jest godzina?! – zaskrzeczała zrzędliwa starucha. Pani Malejko była nieformalnym kapo tego bloku, pilnowała wszystkiego i na większość mieszkańców miała haki, których nie wahała się wykorzystywać w najmniej spodziewanych momentach.
- Ja bardzo przepraszam, zgubiłem klucze. To już się nie powtórzy.
- Wymieni pan zamek na swój koszt. A teraz proszę – odfuknęła pani Malejko po czym elektromagnes otworzył drzwi. Resztę zdarzeń Mirosław pamięta jak przez mgłę.


Tak więc ten poniedziałkowy poranek nie był zbyt przyjemnym, w świetle zdarzeń poprzedniego dnia. Na dodatek istniała opcja, że jego bezterminowy płatny urlop zostanie niedługo brutalnie przerwany, zbyt długo byczył się bezczynnie. Zdążył upić jedynie łyk igplazmy, gdy zadzwonił jego komunikator bitumiczny. W kuchni rozległo się donośne „I’ve got to be certain” Kylie Minogue, kolejnej niezrozumiałej gwiazdy na Plejadzie. Mirosław odebrał:
- Dalej macie ten pedalski dzwonek, poruczniku?
- Tylko kiedy wy dzwonicie, towarzyszu flagmanie Ciastoń – odparł Mirosław. Doskonale znał głos z drugiej strony linii. Był to Abogard Ciastoń, flagman 2 rangi, szef Operacji Specjalnych Czerwonej Floty. Ciastoń był bezpośrednim przełożonym Bambaryły, więc ci dwaj znali się dość dobrze. Mirosław nie przepadał za swoim przełożonym (i vice versa), uważał go za ograniczonego dinozaura, niebezpiecznego durnia który już dawno powinien być na emeryturze. Poza tym, Ciastoń był jedynym wyższym oficerem który nie uległ urokowi Bambaryły.
- Dowcipkuj tak dalej to spuszczę w kiblu twój awans na komandora – flagman 2 rangi Ciastoń nie był zwolennikiem dyplomatycznego języka.
- Czy skoro już wymieniliśmy sobie uprzejmości możemy przejść do rzeczy?
- Owszem, uprzejmie zapraszam towarzysza porucznika na zebranie, które odbędzie za godzinę w moim gabinecie. No, to spierdalajcie – towarzysz flagman rozłączył się.


Z racji lekkiej kontuzji wszystkich części swojego ciała, Mirosław postanowił nie jechać swoim śmigaczem ścieralnym, wybierając w zamian komunikację publiczną. Wsiadł do submagwaju linii 2, który o tej porze jechał prawie pusty. Dochodziła 10, większość mieszkańców była już w biurach lub zakładach. Hehs, nienormowany czas pracy, pomyślał Bambaryła. Była to jedna z wielu zalet jakie dostrzegał w swoim zawodzie. Spoglądając zza migplandeki pojazdu, podziwiał architekturę Golińska. Tak, to było wspaniałe miasto, prawdziwa galaktyczna metropolia. Potężna stolica potężnego państwa wypełniona, a jakże by nie inaczej, potężnymi gmachami. Takim gmaszyskiem była siedziba Sztabu Generalnego Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Floty, zbrojnego ramienia miłującego pokój Związku Galaktycznych Układów Radzieckich, wszechświatowej siedziby proletariatu. Bambaryła wysiadł z submagwaju i pobiegł w stronę budynku. W obszernym hallu wybrał drugi korytarz po prawej, prowadził on do wind. Przywołał jedną z nich a kiedy przyjechała wybrał na kasecie 514 piętro, tam mieściło się bowiem biuro Szefa Operacji Specjalnych flagmana 2 rangi Abogarda Ciastonia.
- Łohoho, ale ktoś wam poprawił buzię. Byliście u chirurga plastycznego? – radośnie przywitał swojego podwładnego Ciastoń.
- Nie, towarzyszu flagmanie, spadłem ze schodów – odparł Bambaryła.
- Dobra, dość pierdolenia, oto wasze zadanie – Ciastoń rozłożył na stole mapę – W 14 sektorze, w kwadrancie delta, czyli w okolicach Aldebaranu, nasze receptory ultraasfaltowe odnotowały potężną aktywność nieznanego pochodzenia. Nie mamy zatem pojęcia co tam jest a co za tym idzie, to zadanie dla was towarzyszu poruczniku.
- Czyli co mam zrobić?
- Zebrać swój żałosny pluton i ruszyć w tamten sektor, rozpoznać sytuacje i nadać meldunek. Wracać nie musicie, ważny jest tylko meldunek.
- Kiedy mam ruszać?
- Powinniście wczoraj, ale z tego co widzę woleliście napierdalać się na derbach.
Mirosławowi zrobiło się trochę gorąco. Skąd ten stary pierdziel mógł wiedzieć o jego kibolskich upodobaniach?
- O, hehehe, myśleliście że nie wiemy? My wszystko wiemy towarzyszu poruczniku, weźcie to pod rozwagę. Ale wracając… Weźmiecie swój pluton, zapakujecie się na niszczyciel zwiadowczy i ruszycie w tamten rejon. Pozwoliłem sobie zawiadomić waszych podwładnych już wczoraj, dlatego będziecie mogli wystartować już jutro. Chyba zdajecie sobie sprawę, co grozi wam w razie niepowodzenia?
Mirosław doskonale wiedział co go może spotkać – ewaporacja. Dlatego planował osiągnąć sukces.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Mikołaj Torped, Piotr II Grzegorz, Emanuel Śmigło, John Rasmusen, Ivo Karakachanow, Paviel Gustolúpulo, Irmina de Ruth y Thorn, Karolina Aleksandra, ppłk Alojzy Pupka-Bumbum, Defloriusz Dyman Wander, Vladimir von Hochenhaüser.
Komentarze
Michał Hodża Kiełbasa-Krakowski
Przypominam o serduszkach. ❤=Ⱡ
Permalink
Avril von Levengothon
Wpisałem w szukaj Avril, nie znalazło, więc nie lubie :*
Odpowiedz Permalink
Mikołaj Torped
Towarzyszu Kiełbasa-Krakowski z tego miejsca pragnę nadmienić iż jak zwykle macie zajebistego avatara.
Odpowiedz Permalink
Michał Hodża Kiełbasa-Krakowski
A dziekuje. Rick Astley od zawsze byl jednum z moich ulubionych tworcow, zarowno muzycznie jak i z aparycji.
Permalink
Ivo Karakachanow
Ładne! Podoba mi się! ❤
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
MNÓSTWO SERDUSZEK
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.