Jak Andrea de Sanchez trafiła do Księstwa Sarmacji

Szanowni Państwo w dniu dzisiejszym prezentuje Państwu moje opowiadanie. Natchnieniem był mój pierwszy przyjazd do Księstwa Sarmacji. Na potrzeby tego opowiadania zostały zmienione imiona i nazwiska osób. Tak więc zapraszam do czytania:

Andrea de Sanchez, 23 latka, mądra, inteligentna i zachwycająco urodziwa co jest niespotykane w jej stronach. Charakter Andrei można określić jako dociekliwy, zacięty, broni swego zdania jak trzeba, jest elokwentna i wygadana. I to wszystko przemówiło za tym, żeby została redaktorem naczelnym w jednej gazecie wydawanej w jej Państwie, traktującej o kulturze. Jej ojciec Fryderyk de Sanchez, z pochodzenia Francuz był wielką szychą w Państwie, dlatego dbał o swoje bezpieczeństwo jak i córki. Andrea wręcz tego nie cierpiała i nie raz dochodziło do spięć rodzinnych na linii ojciec-córka. Po któreś tam awanturze, ochroniarze ojca dali jej wreszcie spokój. Andrea poczuła co to wolność. Mogła wreszcie spokojnie pracować i nikt co pięć minut nie zaglądał jej do pokoju i nie pytał jak się czuje.
Był zwykły i normalny dzień. Andrea jak zwykle przyszła do pracy, denerwując się, że jeszcze nikogo w niej nie ma.
- Jak zwykle – mruknęła do siebie Andrea.

Weszła do siebie do pokoju, usiadła przy biurku i zaczęła się zastanawiać co ona w ogóle tu robi. Z rozmyślań wyrwała ją jej zastępczyni:
-Hej Andrea. Mam tu dla Ciebie raport za zeszły miesiąc i statystyki naszych dziennikarzy. Aha i trzeba będzie zwołać jakieś zebranie, bo mam ubytki w kadrze. A poza tym szykuje się nam wyjazd. Andrea?! Czy Ty mnie słuchasz? – zapytała się Emily
- Hmm? – odpowiedziała Andrea. – Tak, tak słucham Cię, wybacz, ale ostatnio jakoś mam tego wszystkiego dość
- Ale czego? – zapytała z niedowierzaniem Emily – Masz dom, pracę, mnie, przyjaciół. Czego tu więcej chcieć od życia – zapytała Emily
- Wiesz, chyba masz rację. Dobra wracajmy do pracy.
Nie minęło 15 minut jak do Andrei zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer
- Tak słucham. Tak z tej strony Andrea de Sanchez, słucham Pana
- Witam Andreo, z tej strony Jeremi Frontier, Minister Spraw Zagranicznych.
- Skąd Pan ma mój numer? – zapytała się Andrea
- Od Twego ojca droga Andreo – odpowiedział Frontier
- Słucham Pana, o co chodzi bo troszkę zajęta jestem dzisiaj?
- Już mówię. Otóż dzisiaj do nas przyjeżdża dość ważny gość. Jest sekretarzem generalnym OPM. Chcę naszym obywatelom opowiedzieć o pracy i takich tam
- No to dobrze, bardzo mnie to cieszy a co to ma wspólnego ze mną? – zapytała Andrea.
- Otóż droga Andreo ma to duży związek z Tobą, bo chciałbym żebyś to spotkanie opisała w Twej gazecie.
- Ależ drogi Panie, moja gazeta traktuje o kulturze, a spotkanie z owym sekretarzem traktuje o polityce. – odpowiedziała Andrea, zerkając na zegarek. – Ale skoro Pan tak usilnie prosi to dobrze, niech będzie. Pojawię się na spotkaniu.
- Andreo bardzo Ci jestem wdzięczny, chciałbym ustalić szczegóły tego przebiegu dlatego czy masz dzisiaj czas po południu wstąpić do mnie do Ministerstwa, żeby porozmawiać? – zapytał Frontier
- Dobrze, umówmy się około 16.00, u Pana – odpowiedziała Andrea
- To w takim razie do zobaczenia.
Emily patrzyła na Andreę z wielkim niedowierzaniem
- Ale byłaś oschła – odpowiedziała Emily
- Ty też byś była taka gdyby Twój ojciec na prawo i lewo rozdawał mój numer. Przecież go prosiłam tyle razy żeby tego nie robił.
-TY, weź się ogarnij trochę, bo nie mogę Ciebie już słuchać – odpowiedziała Emily rzucając kartki na stół, a wychodząc powiedziała – Jakbyś mnie potrzebowała to jestem u siebie
Andrea została sama. Pomyślała, ze może Emily ma rację. Trzeba się ogarnąć i wrócić do pracy. Uniosła głowę i popatrzyła na zegarek. Jeszcze 5 godzin do spotkania z Frontierem. Ale najpierw udała się do Emily ją przeprosić.
- Emily?
- Tak, wejdź
- Przepraszam Cię, byłam trochę oschła. Mam dzisiaj zły dzień. Bardzo Cię przepraszam
- Andrea, bardzo Cię lubię więc jest wszystko w porządku, tylko następnym razem proszę Cię nie wyładowuj się na mnie tylko dlatego że masz zły dzień- odpowiedziała Emily
- Dobrze, to co wracamy do pracy? – zapytała Andrea
- Tak
Kolejne godziny mijały Emily i Andrei w spokojnej i rozluźnionej atmosferze. Pracowało im się dobrze. A czas uciekał nieubłaganie i Andrei została godzina do wyjścia, a jeszcze musiała dojechać
O godzinie 16.00 weszła do Ministerstwa Spraw Zagranicznych
- Witam – odpowiedział strażnik. – Jest Pani z kimś umówiona?
- Tak, z Panem Jeremim Frontierem – odpowiedziała Andrea
- A kim Pani jest?
- Andrea de Sanchez, redaktor naczelny "Darei - kultura na najwyższym poziomie"
- Aha, już momencik
- Panie Frontier, Andrea de Sanchez do Pana
- Proszę, schodami na 6 piętro, pokój 654 po lewej stronie. Pan Frontier czeka na Panią
- Dziękuje
Po chwili już wchodziła po schodach na 6 piętro. Ministerstwo wyglądało imponująco w środku. Pełno złotych akcentów, wielkie i piękne schody. Andrea pomyślała, że Frontier naprawdę musiał się urządzić tutaj. W końcu nie pierwszy raz jest Ministrem Spraw Zagranicznych w rządzie jej ojca. Podeszła do pokoju 654 i zapukała.
- Proszę – odpowiedział głos z wewnątrz
- O Andrea, wchodź proszę. Napijesz się czegoś? – zapytała Frontier
- Nie, nie, dziekuje – odpowiedziała Andrea. Wolałabym przejść do sedna sprawy, bo jeszcze mam kilka rzeczy do załatwienia. Wiadomo praca w redakcji nie należy do łatwych.
-Andreo, spokojnie. Niestety te sprawy muszą poczekać. Nie chciałem mówić przez telefon, ale to spotkanie z sekretarzem jest dzisiaj o 19.00
- Dzisiaj?! Chyba Pan raczy sobie żartować? – zapytała Andrea
- Nie, dzisiaj więc nie mamy dużo czasu
- Dobrze to przejdźmy do sprawy a ja muszę w takim razie zrezygnować
Frontier wyjaśnił jak to spotkanie ma wyglądać. Wszystko zostało ustalona i Andrea mogła opuścić Ministerstwo. Pojechała do domu się przebrać a w drodze powrotnej zadzwoniła do Emily, żeby zastapiła ją dzisiaj w redakcji bo nie zdąży wrócić.
Spotkanie z sekretarzem generalnym Nicholasem Restratem przebiegało w atmosferze dosyć luźnej. Pan Restrat odpowiadał na pytania zadawane przez obywateli, ale nie omieszkał raz po raz spoglądać na Andreę. Zaskoczyło go pytanie od Andrei, ale z miłą chęcią udzielił odpowiedzi. Spotkanie trwało 3 godziny. Andrea zanotowało wszystko. Potem czekała ją ciężka praca wszystko zredagować i ładnie opisać w sswej gazecie. Podczas takiego luźnego lunchu Pan Restrat podszedł do Andrei i zapytał ją o jakiś kontakt i czy będą mogli się jutro spotkać.
- Pani Andreo, jest Pani bardzo inteligentną kobietą, dlatego jeśli nic nie stoi na przeszkodzie zapraszam Panią do Księstwa Sarmacji na obchody 9 rocznicy powstania Księstwa. Przyjedzie Pani na moje zaproszenie. Ufam że się Pani tam pojawi. – odpowiedział Restrat
- Bardzo dziękuje Panu. Myślę, że przyjadę. Mimo iż to jest wewnętrzne spotkanie to jednak skoro Pan nalega to przybędę – odpowiedziała Andrea.
Dnia 25 maja Andrea przybyła na obchody do Sarmacji. Troszkę się tego bała bo nie wiedziała jak zareagują na nią obywatele tego kraju. Jednak jej obawy okazały się zbędne. Poznała dużo wspaniałych ludzi. Po obchodach odbyło się luźne spotkanie w którym poznała zwyczaje jakie panują tutaj w Księstwie, a także urokliwe zakątki.
Z dniem 25 maja zamieszkała w Księstwie Sarmacji.
Dni upływały jej na poznawaniu tego Państwa. Poznała jego urokliwe zabytki, miejsca, a także ludzi z którymi spędzała dużo czasu. Powoli zakochiwała się w tym kraju. Wiedziała, że to jest miejsce dla niej i wiedziała, że znajdzie tutaj spokój. Postanowiła, że zostanie tutaj na zawsze.
W niedługim czasie poznała najfajniejszego mężczyznę pod słońcem. Zaczęła się z nim spotykać, spędzać długie wieczory. Któregoś wieczora Aljek Hastana – Eraton, zabrał ja na romantyczny spacer i tam w blaski księżyca jej się oświadczył.
Na drugi dzień wieczorem odbył się ślub Andrei de Sanchez i Aljeka Hastana-Eratona. W obecności świadków i zaproszonych gości, ślubowali sobie miłość i wierność. Potem wyjechali w podróż poślubną. Andrea przyjęła nazwisko swego męża i odtąd nazywała się Andrea Hastana-Eraton. Niestety los nie był dla niej łaskawy. Chcąc zamieszkać, że swoją rodziną Andrea musiała zrezygnować z obywatelstwa swego Państwa, aby przyjąć obywatelstwo Księstwa Sarmacji. Tak wiec musiała wrócić do swego kraju. Po prosiła dziennikarzy i kamerzystów żeby nagrali to co będzie mówili.
Następnego dnia dziennikarze zebrali się w pałacu. Andrea denerwowała się bardzo, ale trzeba było to zrobić. Na to spotkanie przyjechała wraz z mężem.
- Szanowni Państwo, zebraliśmy się w tym przepięknym miejscu dlatego, że bardzo chciałam podziękować, za wspólne lata spędzone z Wami. Byliście dla mnie kimś więcej niż współobywatelami, byliście dla mnie jak bracia. Pracowaliśmy razem, kłóciliśmy, ale tworzyliśmy wspólnotę. Dziś niestety ten czas zakończył się i z żalem muszę Was opuścić. A co najgorsze zrezygnować z obywatelstwa i opuścić ten kraj. Wasza Wysokość (tym krajem rządził król) dzisiaj na forum zgromadzonych gości uroczyście oświadczam ,że ja Andrea Hastana- Eraton wcześniej Andrea de Sanchez zrzekam się obywatelstwa. Proszę o wyrażenie zgody.
A poza tym chciałabym podziękować kilku obywatelom, którzy mnie wspierali przez te wszystkie lata życia. Przede wszystkim: ojcze, Ty któryś niegdyś przygarnął mnie pod swoje skrzydła i prowadził mnie przez lata, dziękuje
Pan Frontier, który wspierał mnie w trudnych chwilach chociaż tak do końca mnie nie znał, dziękuje
Emily, moja kochana i wierna przyjaciółko. Wiem, że to jest szok dla Ciebie i jeszcze długo będzie. Dziękuje Ci za te wspaniałe chwile spędzone razem w redakcji. Ufam iż zajmiesz moje miejsce i dokończysz moje dzieło.
A teraz chce przedstawić Wam mojego męża. Aljek Hastana-Eraton jest Sarmatą.
Po tym ogłoszeniu wśród zgromadzonych rozległa się fala niezadowolenia. „Jak ona mogła przyjeżdżać z tym Sarmatą” „Sarmacja jest zła”
Po tych słowach Andrea wraz z mężem opuściła kraj i powrócili do Księstwa Sarmacji.
Z dniem 3 czerwca Andrea ślubowała przysięgę obywatelską i została oficjalnie uznana za obywatelkę sarmacką. Pierwszą osoba, która pogratulowała Andrei był jej mąż.
I tak mijały miesiące a Andrea żyła sobie w Księstwie. Przez kilka dni dostawał maile i telefony niezadowolenia od swych współobywateli, ale nie obchodziło jej to. Przecież teraz tu ma rodzinę. To jest kraj w którym wreszcie odnalazła spokój. A teraz pracuje w redakcji jednej z gazet w Księstwie wraz ze swoją teściową. Tworzą zgrany team w którym stały się nierozłączne.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Nikt jeszcze nie lubi tego artykułu.
Komentarze
Ivo Karakachanow
Tez mam ubytki w kadrze, obraz mi się rozmazuje - nie widzę tu akcji:)
Odpowiedz Permalink
Markus Arped
A mnie się bardzo podoba. Rozumiem, że masz do tego tekstu niemały sentyment, mamo. ;]
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Oh synku bardzo Ci dziękuje za opinię. Tak, mam mały sentyment do tego tekstu.

@Panie Iwanie ja rozumiem że Panu może się nie podobać bo mamy inne gusty, ale proszę takie komentarze zachować dla siebie jeśli łaska.
Odpowiedz Permalink
Ivo Karakachanow
Komentarze są chyba po to, żeby dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Nic nie zabija talentu bardziej niż przeświadczenie, że jest się świetnym pisaczem.
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Ale Panie Iwanie ja nie mam takiego przeświadczenia. Po prostu tak czasem mam że w wolnej chwili piszę. I tyle. chciałam się podzielić. Przykro mi że akurat nie mam takie samego pióra pisarskiego co Pan
Odpowiedz Permalink
Ivo Karakachanow
Nie, no bez przesady. Nie chciałem Pani urazić:) to nie tak:)
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
A jak Panie Iwanie?
Odpowiedz Permalink
Ivo Karakachanow
Skrót myślowy zastosowałem. Napiszę dokładniej: Fajnie, że Pani pisze, tylko ja lubię jak jest więcej akcji.:)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.