Elekcyjny poker

Z dwadzieścia lat temu za sprawą pewnego przemówienia nieżyjącego już polskiego polityka, ukuto taki termin "talibowie w Klewkach", który stał się synonimem niedorzeczności i ciemniactwa. No, żeby Afgańczycy na Mazury przylatywali? Przecież to w głowie się nie mieści! Do Polski? Jak się później okazało, ta z pozoru nieprawdopodobna sprawa okazała się prawdziwa, Talibowie faktycznie lądowali w posiadłościach niejakiego pana S. by handlować z nim kamieniami szlachetnymi, narkotykami a i później zresztą wypłynęła jeszcze sprawa kiejkuckich więzień. Ale my nie o tym. Otóż redakcja "Słowa" zainteresowała się taką "klewkową" informacją, plotką, która krąży po mikroświecie, plotką o elekcji, która mogła potoczyć się zupełnie inaczej.


Stolik na podsłuchu

Heweliusz Popow nie miał z kim przegrać. Ale przecież tak być nie musiało. Na horyzoncie pojawiały się dwie kandydatury: Wojciecha Hergemona i króla Dreamlandu, Aleksandra. Jak donosi redakcji anonimowe źródło bliskie negocjacjom, obecny książe (podobno) mocno postarał się o to, aby rzeczone osoby do wyścigu nie stanęły, tak by jego zwycięstwo mogło pozostać niezagrożone. Na skutek usilnych próśb (księcia - przyp. red.) dreamlandzki władca zgodził się zarzucić myśl o kandydowaniu w zamian za to, że w przypadku wyboru ustąpi na rzecz Sclavinii w terytorialnym konflikcie o część terytorium sarmackiej wyspy. To prosty deal: ja znikam z oczu, ruchu nie tamuję a wy mnie tu ziemię, dla Sclavinii, której to zresztą na skutek działań MSZ, Księstwo Sarmacji nie uznaje. Dreamlandzki władca uzyskał dla swego sojusznika niezwykle cenną rzecz, książe pozbył się potencjalnego rywala, który swoją błyskotliwością i barwnym charakterem mógłby zjednać sobie jakieś poparcie..


Teutończyk

Jeden z groźniejszych przeciwników został "przekupiony", na planszy jednak cały czas pozostawał inny sarmacki weteran, Wojciech Hergemon, który w przeciwieństwie do dreamlandzkiego kandydata, którego plany elekcyjne zostały na etapie deklaracji, oficjalnie w sarmackiej przestrzeni obwieścił zamiar kandydowania w elekcji książęcej. Program jego był nadzwyczaj krótki, dość ogólnikowy, widać w nim jednak było sznyt człowieka, który wiele czasu poświęcił mikronacjom, ale i kogoś, kto ma w sobie jeszcze trochę werwy, by zaskoczyć. Do możliwości startu w wyścigu brakowało mu jedynie obywatelstwa. Tu musimy wrócić do rewelacji, jakie redakcja zebrała: otóż król Aleksander zgodził się na układ, Hergemon natomiast tego nie zrobił. Musiał więc zostać „wycięty”. Jak się później okazało, wszystko ułożyło się po myśli. Po złożeniu wniosku o obywatelstwo rozległo się larum w tonach suwerennościowych, najprawdopodobniej dawni przeciwnicy polityczni postanowili nie dopuścić do startu ww. i wyrazili swoje zdanie, prowokując regenta (Popowa zresztą) do reakcji. Oświadczenie, które wydał, muszę przyznać zostało pięknie skrojone i polane w demokratycznym sosie. Regent wszak był na początku bardzo życzliwie nastawiony do odzyskania obywatelstwa przez ww., nie wiedział jednak o zamiarze kandydowania na księcia. By więc jak sam stwierdził nie dawać podstaw do opinii, że pozbywa się swego kontrkandydata, po piłatowemu umył ręce i zrezygnował z regencji, z tyłu głowy zapewne przewidując, że następny regent wolę ludu „rozważy”. Nowy regent w oświadczeniu oznajmił, że decyzję o obywatelstwie podejmie przyszły książę. Było już po przysłowiowych "ptokach". Kandydatowi Heweliuszowi zostały już do rozbicia tylko kandydatury wagi kogucio-cyrkowej, co zresztą bez trudu dokonał podczas elekcji.


I co z tego?

To wszystko stawiałoby nowo wybranego księcia w bardzo negatywnym świetle. Ojciec narodu kupczący tronem pod stołem? Załatwiający szemrane układy i umowy? Rzucający na szalę doraźnego zwycięstwa sarmackie dziedzictwo? Pozbawiający (!) Sarmatów realnego wyboru w elekcji i dający im w zamian kabaret? Ach, gdyby to była prawda, boję się aż pomyśleć. Szczęście, szczęście, że to tylko plotka. Plotka z Klewek...


"Słowo..." nie utrzyma się bez wsparcia czytelników, każda dotacja to zwiększenie szans na druk nowego artykułu. Piszę o tym, o czym inni pisać się boją, wstydzą lub im nie przystoi. Nie zwlekaj więc, inwestuj w istnienie rzetelnej opiniotwórczej prasy. Rotatory i mocna wódka same się nie kupią.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
3 838,00 lt
Ten artykuł lubią: Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek, Konrad von Chamier-Gliszczyński, Piotr vel Bocian, Fatima von Chamier-Gliszczyńska, Joahim von Ribertrop von Sarm, Vanderlei Bouboulina-á-la-Triste.
Komentarze
Konrad von Chamier-Gliszczyński
Daję serduszko ze względu na to, iż artykuł został bardzo ciekawie napisany i należy to docenić. Mimo wszystko sądzę (a jest to moje prywatne zdanie), że większość Sarmatów i tak poparłaby rdzennego patriotę, jakim bez wątpienia jest JKM Arkadiusz Maksymilian, zamiast Dreamlandczyka czy Teutończyka. Pominięto w tekście wątek prawdopodobnej teutońskiej interwencji w elekcję, która się nie powiodła. Dla obiektywizmu warto było o tym wspomnieć. Sarmacja bądź co bądź i tak ostatecznie by wybrała Księcia "Piasta".
Odpowiedz Permalink
Rejestr zmian
Piotr vel Bocian
Taka sensacja icto w przeddzień koronacji?
Zupełnie jak Super Express łączący fakty pod swoją teorię.
Serduszko dla kolejnych doniesień.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
aleksander i hergemon? z całym szacunkiem zwłaszcza dla tego drugiego, ale kek.
Odpowiedz Permalink
Stanisław Dmowski
@corrado gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem, więc takie gdybanie co było, jakby się potoczyło, to o kant dupy potłuc, pominięto kwestię interwencji, bo takowej nie było, artykuł został napisany w sposób moim zdaniem najbardziej obiektywny, niekoloryzujacy, ale jak sądzę, zostanie przemilczany, a szkoda...
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Ciekawe spojrzenie na rzeczywistość, każdy ma prawo do samodzielnej oceny. Zwartych w tekście informacji...
Permalink
Piotr de Zaym
Ciekawe.
Minusem jest to, że nie ma żadnych źródeł informacji zawartych w artykule. Oczywiście, dziennikarz ma prawo do zachowania swych źródeł w tajemnicy (wiem to doskonale jako dziennikarz w realu). Ale też nie dowiedzieliśmy się niczego o kilku sprawach. Po pierwsze: co o tym wszystkim sądzi król Dreamlandu (gdyby wygrał elekcję, uciekłbym z Sarmacji natychmiast!...). Po drugie, co o tym sądzi Wojciech Hergemon. I najważniejsze: nie ma ani słowa komentarza ze strony wybranego ostatecznie Księcia.
Czyli: taki artykuł przyjętoby w tabloidzie, szykując batalion adwokatów do ewentualnego odparcia krytyki - a odrzuconoby w pismach poważnych.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.