Akademia Neksjalistyczna, Janusz Zabieraj, 04.05.2021 r. o 11:47
"Dlaczego angażujemy się w mikronacje?" - E.A.M.P. de la Firenza (praca mgr)

Cytuję:
Akademia Neksjalistyczna zaprasza do lektury pracy magisterskiej z dziedziny mikrozofii autorstwa p. Eradla Adriena Marcusa Piusa de la Firenza. Student, na podstawie lektury dotychczasowych opracowań, wskazuje na przyczyny angażowania się w mikronacje. Nie stroni od własnych przemyśleń, stąd też praca posiada wartość dodaną. Praca powstała pod kierunek dr hab. net. prof. AN Janusza Zabieraja i została oceniona na ocenę bardzo dobrą (bdb).

Zgodnie z Zarządzeniem Rektora 5/2020 z 17.06.20 r. studentowi przysługuje 50% tantiem i dofinansowań, które jego praca zyska w ciągu 10 dni od opublikowania.

Dlaczego angażujemy się w mikronacje?
Angażując się w mikronacje nie trudno zauważyć, dość istotną rzecz, której wielkość powoduje że niemożliwym jest jej niezauważenie. Sam oczywiście też ową "rzecz" zauważyłem, ale "rzuciła" mi się ona w oczy po przeczytaniu pracy Michała Franciszka Lumbomirskiego-Lisewicza pt: "Charakterystyka państw wirtualnych stylizowanych realnie" Ale czym że jest ta tajemnicza rzecz? Jest nią właśnie owa stylizacja państwa. By wyjaśnić posłużę się Pareidolią i... sernikiem. Czym jest Pareidolia? wiernie cytując popularną internetową encyklopedię: "zjawisko dopatrywania się znanych kształtów w przypadkowych szczegółach, czemu towarzyszy poczucie nierzeczywistego charakteru owych spostrzeżeń (co odróżnia je od iluzji), przeważnie pojawiające się przy pełnej świadomości."

Ale co ma do tego sernik? Sernik jest Pareidolią a Pareidolia jest sernikiem. Lubimy sernik, sernik jest fajny, jednak upieczony wedle innego przepisu niż nasz ulubiony, może nam nie smakować mimo iż nadal jest to ten sam sernik który tak lubimy. Co przez to rozumiem? Mianowicie to że ciągnie nas do rzeczy które znamy, nasz mózg to lubi. M.F Lumbomirski piszę że" Państwa wirtualne stylizowane na państwa realne charakteryzują się tym, że ich mieszkańcy mogą pojmować świat ich otaczający dwojako: na płaszczyźnie realnej, płaszczyźnie mikronacyjnej" słusznie zauważył że taki dualizm można zauważyć min. w RON czy Cesarstwie Bizantyjskim. Osobiście dodałbym do tego aspekt historyczny, gdyż RON i Cesarstwo Bizantyjskie narracyjnie działają w pewnych ramach historyczno czasowych znanych ze świata realnego, co może(i za pewne tak się dzieje) przyciągać ludzi który interesują się danymi ramami historycznymi, ludzi którzy znają owe ramy. Jeśli ktoś czuje się republikaninem z krwi i kości, znajdzie sobie mikronacyjną republikę itp. Czyli ciągnie nas do rzeczy które znamy.
Myśląc nad tym trochę dłużej, doszedłem do wniosku że lubimy również... społeczności, wszak jesteśmy istotami stadnymi i chcąc nie chcąc musimy współżyć z innymi ludźmi, przez co(w bardzo dużym skrócie) prędzej czy później musiała wykształcić się cywilizacja...(trochę mi to przypomina fluktuacje kwantowe) czy w konteście mikronacji można mówić o cywilizacji? Wydaje mi się że tak ale nie o tym.

Wydaje mi się że, a nawet sądzę że społeczność jest właśnie jednym z czynników definiujących zaangażowanie w mikronacjach. Helwetyk Romański pisał: "Pierwotną funkcją państw wirtualnych było, i jest po dziś dzień, zapewnianie rozrywki ich mieszkańcom, podobnej do tej, jaką zapewniają komputerowe gry strategiczne lub ekonomiczne" z kolei w Badaniu "Motywacje przynależności do państw wirtualnych na przykładzie Księstwa Sarmacji" Jest mowa min. o funkcjach pełnionych przez mikronacje takich jak np. funkcja edukacyjna, symulacyjna itp. Oczywiście jest również mowa o społeczności, jednak został właśnie trochę pominięty ten aspekt "Pareidoli i sernika" wszak stwierdzenie "ciągnie swój do swego" nie wzięło się z nikąd i ma jakieś konkretne znaczenie. Można spokojnie dojść do wniosku że jedną z komórek cywilizacyjnych jest społeczność, a społeczność kształtujemy na podstawie tego co się nam podoba jak i nie podoba, na podstawie tego co znamy i n podstawie posiadanej przez nas wiedzy wspartej doświadczeniem i przeczuciem, a niebagatelny wpływ na to mają inni ludzie.

By było wiadome co mam na myśli, ponowne posłużę się nieoczywistym przykładem(chociaż może nie jest on tak nieoczywisty) mianowicie: mamy czterech ludzi a,b,c i d... załóżmy że tworzą oni paczkę znajomych, z tym że:

a) jest flegmatykiem, b) jest ekstrawertykiem, c) jest sangwinikiem, a d) jest alkoholikiem, oczywiście ludzie ci mogą tworzyć paczkę znajomych i zapewne będzie ona zgrana ale... tylko do pewnego nieprzekraczalnego poziomu, który będzie stanowił maksimum nazwijmy to "możliwości adaptacyjnych" danej grupy, tym bardziej jeśli założymy że każda z tych osób ma inne zainteresowania, wywodzi się z innych warstw społecznych, ma inny stan majątkowy itp. Oczywiście ludzie ci mogą dokonać pewnych przemian, na skutek działań i obcowania z innymi ludźmi, jednak wydaje się że taka przemiana nigdy nie będzie pełna gdyż "gdybym nie był sobą byłbym kimś innym" Myślę że w mikronacjach jest to o tyle prostsze że część z tych czynników nie ma znaczenia, ze względu na działalność na płaszczyźnie wirtualnej, przez co łatwiej wykreować społeczność, łatwiej się do niej dostać i łatwiej utrzymać, co moim zdaniem może być czynnikiem lub powodem zachęcającym do uczestnictwa w mikronacji, wszak w mikro można być kim się chce prawda?

Tym oto płynnym ruchem, przechodzimy do idei... by za chwilę rzucić się w ogień konfliktów.
Kolejnym z czynników wydaje się być właśnie idea, nieuchwytna, ulotna ale poddająca się procesowi ewolucji na skutek działania społeczności myśl, która kreuje postrzeganie świata przez jednostki. Idee wydają się być różne, można powiedzieć że każdy człowiek ma swoją, idea jest porywająca, jest motorem napędowym rozpala serca i umysły. Jednak tutaj naszła mnie myśli o idei konfliktu, a myśl owa naszła mnie po przeczytaniu pracy "Aktualne osie podziałów społeczeństwa wirtualnego na przykładzie mikronacji" autorstwa Roberta Janusza von Thorn i o ile w danej pracy jest o tej konfliktowości tak zdałem sobie sprawę że często podczas tak zwanych "gówno burz" które co jakiś czas mają miejsce w mikro, często pojawia się stwierdzenie "budowania aktywności" przez takie sytuacje. Jednak można takie budowanie aktywności uznać za... destrukcyjne, i będzie to prawda jak i kłamstwo jednocześnie, gdyż jest wtedy stan budowy aktywności ale jednocześnie go nie ma(coś jak superpozycja w fizyce). Mianowicie utrwali to podziały i różnice które w społeczeństwie po prostu są ze względu na tworzących je ludzi (przykład z paczką znajomych). Mimo że podbicie aktywności w takiej sytuacji będzie chwilowe a niektórzy ludzie mogą odejść, inni z kolei powrócić. Można na to patrzeć w różny sposób jednak jeśli się nad tym zastanowić... to jest to takie zjawisko/zjawiska są naturalne i wydaje się że ta naturalność, mimo iż może być odebrana jako destrukcyjna, jest jednym z powodów dla których ludzie mogą chcieć się angażować w mikronacje, acz należy pamiętać by nie pójść w zbytni "naturalizm" jak i zbytnią "sztuczność" ponieważ skakanie ze skrajności w skrajność nigdy nie jest dobre. No chyba że mówimy o miłości tej nigdy za wiele.

No właśnie miłość, czy można pokochać mikronacje? A no można, i też przez tą "miłość" ludzie się w nie angażują, mimo że z biologicznego punktu widzenia, owa "miłość" jest wyrzutem endorfin(generalnie wyrzutem kilku innych hormonów ale to endorfiny są najmocniejsze) do mózgu, a nasz mózg lubi "przypudrować nosek". Może się na to składać wiele czynników które dodane do siebie dadzą właśnie "miłość" do mikronacji... która będzie trochę trwała, a potem człowiek i tak będzie wracał czy to ze zwykłej nostalgii czy też ciekawości(oczywiście nie wszyscy ale część na pewno)

Trudno wymienić wszystkie(o ile jest to możliwe) czynniki decydujące o tym dlaczego się angażujemy w mikronacje. Chęć zaimponowania komuś, realizacji na płaszczyźnie na której nie możemy się realizować w realnym świecie, chęć przynależności do grupy, zainteresowania, przekonania kulturalne polityczne czy społeczne, chęć edukacji/ poznania czegoś nowego, rozrywka czy może zwykła ciekawość? Wszystkie z tu wymienionych czy może żadne z nich? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć ale jedno jest pewne. Tak długo jak istnieją mikronacje tak długo będą do siebie przyciągać ludzi, a tak długo jak istnieją ludzie będą istnieć mikronacje.

(no chyba że ktoś zdetonuje kilka ładunków nuklearnych na wysokości ok 400 km, co wywoła potężny impuls elektromagnetyczny który usmaży całą elektronikę na ziemi cofając nas w rozwoju o 1000 lat... to wtedy nie, wtedy mikronacje przestaną istnieć razem z ludzkością).
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Antoni Kacper Burbon-Conti, Michał Jerzy Potocki.
Serduszka
4 654,00 lt
Ten artykuł lubią: Joahim von Ribertrop von Sarm, Antoni Kacper Burbon-Conti, Henryk von Wattzau, Konrad von Chamier-Gliszczyński, Hans a'la Sparasan, Anna Habsburg, Michał Jerzy Potocki, Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek.
Komentarze
Antoni Kacper Burbon-Conti
Cytuję:
(...) często podczas tak zwanych "gówno burz" które co jakiś czas mają miejsce w mikro, często pojawia się stwierdzenie "budowania aktywności" przez takie sytuacje. Jednak można takie budowanie aktywności uznać za... destrukcyjne, i będzie to prawda jak i kłamstwo jednocześnie (...)

Ciekawe określenie naszej codzienności. W końcu nasze działania to pewnego rodzaju sinusoida - raz budujemy aktywność przez sprzeczki, zażarte dyskusje, przez które często dochodzi do podziałów, rzucania obywatelstwami czy urzędami, ale potem spotykamy się na wspólnych uroczystościach, eventach i w jakimś stopniu jednoczymy. Jednak gdzie jest ta granica, kiedy te sprzeczki nas pociągają, są wciągające, a kiedy powodują czyjeś odejście?

Praca może nieco pobieżnie napisana, ale całkiem dobrze się czytało. Życzę dalszych sukcesów naukowych! :)
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
"Jednak gdzie jest ta granica, kiedy te sprzeczki nas pociągają, są wciągające, a kiedy powodują czyjeś odejście?" Wydaje mi się(gdzie "wydaje" jest słowem kluczowym) że owa granica zależy od człowieka, to tak jak w pracy. Kiedy lata temu wylądowałem w swojej pierwszej pracy, zauważyłem że najgorszą częścią jakiejkolwiek pracy jest... praca z drugim człowiekiem, paradoksalnie jest to też najlepsza część i tu jest tak samo, chociaż o czynnikach które o tym decydują można napisać książkę... chyba.
Odpowiedz Permalink
Janusz Zabieraj
@Eradl Mam nadzieję (zresztą tak się umówiliśmy), że to nie koniec badań naukowych z Pana strony, tylko dopiero początek.
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
@Zabieraj oczywiście że nie koniec, mam nawet pewną koncepcje która narodziła się wraz z pytaniem "czy chcę ukończyć studia", ale na razie jest ona dość chaotyczna, mimo to wydaje mi się ciekawa. By nie pozostać gołosłownym napiszę na PW, a potem spać bo już późno się robi. :)
Odpowiedz Permalink
Antoni Kacper Burbon-Conti
@Eradl Zarówno Jaśnie Wielmożnego jak i wszystkich studentów zachęcam do korzystania z możliwości SOBOS-u, który może umożliwić poznanie opinii Sarmatów i wykorzystanie badań opinii w pracach naukowych. :)
Odpowiedz Permalink