Goniec Czarnoleski, Henryk Leszczyński, 27.04.2021 r. o 17:07
Gorączka, odc. 2. Utarczka

W poprzednim odcinku PT Czytelnik miał szansę przekonać się, jak Teutanazy Gustaw markiz von Grunewald uprawia miłość ze swą podstarzałą ciotką z Krezu.

vBgS7uyc.jpg

Starą pizdę należy zmyć kukulicą. Epitet nie jest przypadkowy, bowiem młodych pizd zmywać niczym nie trzeba. W nich można się kąpać. Co innego stare. Te mają swoje zalety, pewną właściwość docenianą przez co bardziej obeznanych w arkanach. Kukulica jest jednak konieczną.

Bar był nieopodal. Bar? Obskurna speluna, zapuszczona mordownia, ciemna dziura, do której wpełzali spragnieni życia i śmierci marynarze, żerujące na tych pragnieniach dziwki i reszta ferskiego elementu.

Wpełzł i on. W gęstą, parującą zupę ludzkich ciał. Płuca wypełnił swąd taniego tytoniu, pot tanich kobiet i gorycz taniego alkoholu. Dreszcze, czy to z obrzydzenia, czy konfuzji, gdy ocierał się o wielkie cielska autochtonów i lepkie szmaty kurew. Jakieś rozemocjonowane palce przeparadowały po jego męskości, obecnie noszącej to miano tylko formalnie, bo spracowanej, przywiędłej, zużytej. W ciasnej dziurze wszyscy się dotykali, oddychali sobą, smakowali siebie. Kłębowisko ciał, libacja myśli, cmentarzysko dusz.

- Gustaw?

Oto ludzkie paradoksy. Przejedziesz tysiące mil, przeżyjesz setki dni, zdążysz zapomnieć dziesiątki razy, by w najgłębszej dziurze spotkać byłego przyjaciela.

- Marek?

Padli sobie w objęcia, jakby to było wczoraj. Co? Wszystko. Brak tu miejsca, by o tym pisać. Prawdziwy bromance. Tak to przynajmniej wygląda z boku.
- Napijmy się – rzekł Marek.
Na stół weszła ciepła kukulica. I słabe piwo, na popitę.
- Zjedzmy – rzekł Marek.
Na stół weszły klopsy na smalcu.
- Klopsy na smalcu? - uniósł brew Gustaw.
- Otóż owszem.
- Że nie wspomnę nieoczywistości tego połączenia, ale… - klopsy bez walki kapitulowały wobec ofensywy widelca, sikając jedynie tłuszczem. - Powodzi się, widzę. Swego czasu dawali tu polewkę na obierkach.
- Jednym się powodzi, innym się nie powodzi – stwierdził filozoficznie Marek, nalewając kukulicy. - Powiedzmy, że akurat teraz powodzi się tym, co trzeba – uśmiechnął się i podniósł kieliszek.

Chlupnęli.

- A co ty tu robisz, na prowincji? - zagaił Marek, przysuwając kufel z piwem.
- Interesy.

Zapili.

- Ciągle pod wujem robisz?
- Przecież wiesz… - skrzywił się Gustaw. Do ciepłej wódki tak się nie krzywił, jak do swojego położenia.
- I co?
- I co, i co. Coś się spierdoliło.
- I ciebie wysyła do dzikich – zarżał Marek.
- Napijmy się lepiej.

Napili się.

- Chyba właśnie to się spierdoliło – stwierdził po chwili Gustaw, brodą wskazując klopsy. - Wiesz – chwycił widelec. - Mi to nie przeszkadza, ja mam, prawda, na to wylane, jak mówi młodzież – wbił sztuciec w klopsa. - Ale wujo to co innego. I jego burżuje – stwierdził, wpychając mięso do ust. - W sumie dobre.

- Można? - chuchnął czosnkiem i spirytusem jakiś pijaczyna pochylając się nad ławą. Pokazał wolne miejsce.
Oto ludzkie paradoksy. Najgłębsza dziura kryła nie jednego, a dwóch byłych przyjaciół. Okazało się więc, że można.
Choć obyło się bez nadmiernej wylewności.

- Klopsa? - zapytał Gustaw przybysza.
- Dzięki, jadłem – odparł.
- Mauryc Łopata najedzony? Zmieniło się więcej, niż myślałem – stwierdził wyraźnie ubawiony Gustaw. Obiekt kpin machnął ręką.
- Masz gotówkę? No przecież masz gotówkę. No wiem, wiem, ale jakąś przecież masz – zapalił się.
- Po co ci gotówka?
- Chlew można kupić. Za bezcen.
- Ty chłopie, jego wuj ma połowę chlewów w okolicy. I masarni. I rzeźni. Wszystkiego ma – wtrącił Marek.
- Zawsze może mieć jeden więcej. Zrobimy spółkę.
- Ty, Mauryc. Weź ty spółkę ze swoją starą załóż.

Teraz należy się PT Osobom Czytającym małe wyjaśnienie. Didaskalium. Otóż wspominałem, że do meliny będącej miejscem akcji bohaterowie i inne kreatury wpełzają. Przestępują próg i natychmiast rozpuszczają się w atmosferze lokalu, stają się jego częścią, niezauważalnie, zarówno dla nich, jak i dla otoczenia. Każde wejście i wyjście ginie w feerii wydarzeń, jest nic nieznaczącym akordem, rzeczą naturalną i niewartą uwagi. Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, i co z tego, gdy do wypicia jest kolejka, a jakaś kurwa właśnie wskoczyła na bar i próbuje zdjąć majtki?

Z tym facetem wszystko było na odwrót.

Jego majtki nie były nigdy tematem, ale gdy wpadł do sali, zaległa cisza. A on ryknął:
- Gdzie jest ta kurrrwa!?
Gustaw starał się wyłowić z tłumu pannę, która w odpowiednim momencie zeskoczyła z kontuaru i czmychnęła w tłum. Mauryc wyprowadził go z błędu.
- Szuka córki. Poszła do szkół. Jak się najebie, zawsze jej szuka.
Powiedzieć, że człowiek był najebany, to nic nie powiedzieć. Był wielki, nalany, czerwony i władczy. Hutniczy piec z wrzącą surówką, tyle że z białka.
- Ładnie to tak o damie? - zapytał Gustaw.
Cisza przepoczwarzyła się w napięcie. Facet spurpurowiał. Nic nie mówił. Ruszył. Pierwszy raz widziano piec hutniczy o takiej dynamice. Jednak cios, który mógłby skruszyć beton, jedynie zagęścił powietrze. Gustaw znalazł się za plecami napastnika i uderzył go w potylicę. Było po walce.

- To on zaczął – stwierdził Gustaw, delikatnie badając stan swych knykci.
Nic jednak nie przerywało ciszy.
- Mało gościnnie z jego strony, nie? - uśmiechnął się Gustaw.
Cisza.
- To może postawię wszystkim kolejkę?
Nadal nic.
Jakiś facet wyszedł z tłumu, podszedł do leżącego, zaczął go macać.
- Nie żyje – orzekł.
Ciżba zafalowała.
- Przecież to Chojnacki – rzucił ktoś z tłumu.
- Chojnackich jak psów – stwierdził Gustaw.
- To Wincenty Chojnacki – dodał ten ktoś. Ktoś, kto ewidentnie chciał zepsuć humor Gustawa, bo po chwili dorzucił: - Jego stryjem jest Alfred hrabia Chojnacki. Był.
- Jestem markizem – stwierdził Gustaw z wymuszonym uśmiechem.
- A to jest Gellonia.
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Ingvar Augustsson v. H. de la Sparasan.
Serduszka
4 880,00 lt
Ten artykuł lubią: Fatima Halima, Henryk von Wattzau, Joahim von Ribertrop von Sarm, Piotr vel Bocian, Ingvar Augustsson v. H. de la Sparasan, Konrad von Chamier-Gliszczyński, Antoni Kacper Burbon-Conti, Mateusz Hugo.
Komentarze
Ingvar Augustsson v. H. de la Sparasan
Jestem pasjonatą twórczości diuka, którą zawsze zachwyca różnorodnością, niczym staromodna bombonierka z delikatesów społem.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
@VHS i tak samo jestem zwietrzały!
Odpowiedz Permalink
Ingvar Augustsson v. H. de la Sparasan
@leszcz ten biały nalot to utlenienie i nie wpływa na walory smakowe!
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Dawno nie czytałem, tak dobrego opowiadania :)
Permalink
Hans a'la Sparasan
Piękne.
Odpowiedz Permalink