W obronie Hasselandu cz.1

Dostaliśmy rozkaz nękać wroga nalotami. Moi piloci ze mną na czele wyruszyli więc na domniemane miejsce przebywania rewolucjonistów.
Po przbyciu na miejsce nasi już tam byli. Chcieli aresztować rewolucjonistów i zabrać ich, aby spotkał ich Sąd. (Taki był rozkaz). Niestety gdy mieliśmy odlatywać rewolucjoniści przybyli z innej wioski i zaatakowali naszych. Na szczęście jeszcze byliśmy nad tamtym miejscem. Wydałem rozkaz pilotom strzelać z dział tak aby nikogo nie zabić. (Nie mogliśmy bombardować). Nie wiedziałem jednak jak rewolucjoniści zareagują. Na szczęście wystraszeni "Razuryjczycy" odpuścili atak i zostali sprowadzeni pod Sąd. Okazało się, że wśród nich nie było ważnej osobowości rewolucji więc wszyscy zostali skazani na wyroki więzienia. My wzięliśmy oddział naszych (50 żołnierzy) i rozpoczęliśmy lot w kierunku drugiej "bazy" rewolucjonistów. Za kilka godzin już tam będziemy i odbijemy kolejne tereny Hasselandu.
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Piotr de Zaym.
Serduszka
1 000,00 lt
Ten artykuł lubią: Konrad Woytowicz von Chamier-Gliszczyński, Piotr de Zaym.
Komentarze
Ten artykuł oczekuje na pierwszy komentarz.