Dziewki, wóda i lasery, Mkbewe Czarniecki, 01.10.2020 r. o 04:35
Wycieczka do ZOO
Seria wydawnicza: Droga na drugą stronę

ldm56gsv.jpg



G
dy w drodze pracy, wjeżdżam do miasta, zawszę zahaczam o okolice płotu ogrodu zoologicznego. Czasem zatrzymam się, aby podumać, patrząc na okolicznościową wystawkę, która w zasadzie powinna reprezentować zainteresowania większej części społeczeństwa, zachęcając ją do zakupu biletu i spędzenia choć odrobiny czasu sam-na-sam z zoologicznymi uciechami w wąskich i lekko zaśmieconych alejkach.

Trochę trąci ziąbem, zdecydowanie nie ma pogody na dłuższe zwiedzanie. Mój wzrok przykuwa interesujący kompromis wystawowy - z jednej strony mamy coś, co dość prozaicznie nazwano „pawilonem gadów”, po drugiej - swoimi zapachami nęci nas przyzakładowa kawiarenka z pokaźną szybą wystawową. Ciągnięty ciekawością, decyduję się nieco zboczyć z uprzednio obranego kursu i poznać dokładnie ofertę zarówno kawiarenki jak i gadziego pawilonu.

Po pierwsze - WZtki i Żmije Zygzakowate. WZtka. Zdawałoby się - ciastko jak ciastko, co tu więcej przedstawiać. Prawdopodobnie każdy z jakimkolwiek doświadczeniem kulinarnym, miał okazję zakosztować lub chociaż poślinić się na jej widok przez szybę lady. Jest swojsko, co może być zarówno wadą, jak i zaletą. WuZetka bywa trochę zakalcowata, no, dajmy na to, dla takiego francuza - nie nazbyt zjadliwa, to jest typowy wyrób na rynek polski. Różnice smakowe między poszczególnymi kawałkami mogą być duże, sporo zależy mimo wszystko od cukiernika - czasem jest nazbyt sucha, czasem ktoś dał za dużo kremu i dowalił o dwie łyżki dżemu za dużo, może się zdarzyć, że ktoś zalał za dużo bitej śmietany i ciastko nieprzyjemnie rozpływa się na języku, dając znać o całkowitym braku kunsztu artystycznego, co gorsza - przełożenie bitą śmietaną bywa nierówne, wręcz rozlazłe, co dodatkowo zaniża jakikolwiek apetyt, który się jeszcze ostał. To ciastko, w teorii, powinno się nieźle kroić, co w połączeniu z jego czekoladową konsystencją, daje nam świetnego kandydata do jedzenia łyżeczką lub w drodze wyjątku - widelczykiem, realia potrafią jednak znacznie rozmijać się z teorią. WuZetka, gdy postoi za długo w świetle wystawki, robi się dość sucha i krucha, da się to łatwo zauważyć, bo jej kolor przechodzi wtedy w wypłowiałe brązy. Jedzenie jej łyżeczką nie sprawia już absolutnie żadnej przyjemności, a po tej czynności musimy niezdarnie strzepać okruchy ze wszystkich zagłębień spodni - nie warto nosić drogich ubrań przy jej jedzeniu, bo po prostu szkoda. Co mogę dodać na plus- w życiu z niejednej brytfanny WZtkę jadłem i raz zdarzyło mi się nawet, że produkt był estetycznie zadowalający, a na dodatek całkiem zjadliwy. Potraktowałem to jednak jako odstępstwo od reguły, bo tamten konkretny kawałek sporo pieniędzy mnie kosztował, to raz. Po drugie - trzeba się było za nim nachodzić i go poszukać w gąszczu cukierni, co jedynie potwierdziło mnie w przypuszczeniach, że WuZetek z całkiem przypadkowych miejsc brać nie warto.

Natomiast Żmija Zygzakowata, która dumnie prezentowała swoje kolorowe pręgi pośród runa terrarium jest całkiem niezłym odpowiednikiem WuZetki. Dziś nie jestem już sobie w stanie przypomnieć z lekcji biologii, czy rzeczywiście jest ona pełnoprawnym wężem. Osobniki nie są zbyt duże, ani szczególnie jadowite. Podobnie jak nasze krajowe ciastko - widział ją każdy, jeżeli nie na filmie przyrodniczym z lat 90. puszczonym podczas lekcji w pedałówie, to podczas wędrówki na górskim szlaku. Nikogo nie zwali z nóg, jest taka przeciętna, szczerze powiedziawszy, dałoby się ją w przyrodzie zastąpić jakąś jaszczurką i nikt nie zauważyłby najmniejszej nawet różnicy. Patrzę na terrarium żmij z niezbyt wielkim zainteresowaniem, są takie nieruchawe i zupełnie nieimponujące. Co mamy jeszcze w ofercie ZOO?

Pytam ekspedientki co może mi polecić. Dzisiejsze ciasto dnia to podobno biszkopt. Na kolejnym terrarium wisi kartka, że w środku znajduje się; „najstarsza kobra królewska w Europie, uratowana z nielegalnej niemieckiej hodowli”. Niezaprzeczalną zaletą biszkopta jest fakt, że ciężko go zepsuć, no bo nie ma czego - mieszanka jajek i odrobiny mąki pszennej bez dodatku tłuszczu, to jest jakiś wyczyn? Bezpieczna opcja. Zapamiętajcie moje słowa - biszkopt musi dojrzeć! To jest w tym wszystkim najważniejsze, a to jak go później podamy, jest już sprawą drugorzędną. Zdarzają się co prawda zakalce, ale kto normalny sprzedaje zakalec w szanującej się knajpie? Biszkopt z zasady jest suchy, o interesującej fakturze. Niestety często nie chce rosnąć i opada. Podaje się go czasem z dżemem, a czasem na sucho - choć możliwości tutaj jest multum - jeżeli szukamy jakiegoś konkretnego smaku, to może się zdarzyć, że jest akurat niedostępny i musimy zadowolić się tym, co jest. Mi osobiście biszkopty średnio pasują, lubię mieć jednak trochę słodyczy w cieście.

Najstarsza kobra królewska z niemieckiej hodowli, kiedyś mogła może budzić na kimś wrażenie. W końcu to kobra. Ale ta jest wyjątkowo stara, co przekłada się na jej jeszcze większą nieruchawość niż u żmii zygzakowatej z wcześniejszego boksa. Sam wąż widać, że sporo przeżył, moim zdaniem ZOO powinno dać mu już przejść na zasłużoną emeryturę, zamiast męczyć widownię jego obecnością, która ma wzbudzić we mnie, w prostym konsumencie, współczucie, jak rozumiem? Co z tego, że niemiecka? Czy wężowi to przeszkadza w jakiej hodowli się znajduje? Czy syczy w języku germanów? Nie robi mi to różnicy, nie znam ani wężowego, ani germańskiego. Wąż patrzy na mnie swoimi ślepiami, odwracam wzrok, w widocznym geście wewnętrznego zażenowania moim brakiem zrozumienia dla jego tutaj obecności.

„Ma Pani może makowca w ofercie?” - wymyka mi się, by przerwać wywód ekspedientki na temat domniemanej wyższości WuZetki nad murzynkiem. Makowiec byłby miłym rozwiązaniem kłopotliwego problemu wyboru odpowiedniego ciasta. Makowce całkiem nieźle je się palcami, nie trzeba tu szczególnego rytuału, ba!, czasem moje zamówienie otrzymywałem zawinięte w barową serwetkę. Nie jest to też ciasto szczególnie szlachetne w jedzeniu, gdyż jego fanów dość łatwo rozpoznać można po widocznych ziarenkach maku między zębami, lub co gorsza- po „zdanych” testach na obecność narkotyków. Mimo tego, że wymaga pewnej dozy ostrożności w konsumpcji, jest łatwo dostępny w każdej kawiarni, ciastkarni czy piekarni, jako produkt w zupełności pełnowartościowy. W smaku lekko słodkawy, na zewnątrz pokryty lukrem, w delikatnie zabrązowionej skórce. Zawsze uśmiecha się do ciebie z wyeksponowanego miejsca, najczęściej „na powietrzu”, łatwo dostępny, na warcie przy kasie.

Z cienia paproci trzeciego terrarium, swoim wyjątkowym pięknem, chwali się Czarna Mamba. Ten wąż o zabójczej historii rozpala wyobraźnię nie tylko na Afrykańskim stepie. Mamba jest duża i jadowita. Spotkanie z nią, gdy nie jest się za cudownym bezpieczeństwem szyby, dla prostego człowieka oznacza śmierć w męczarni. Mamba potrafi błyskawicznie naprężyć się i w olimpijskich skokach dopaść swoją ofiarę. Spędza sen z powiek całemu kontynentowi, a legenda głosi, że ponoć jest szczególnie łasa na krew ludzką, co w naturalnym środowisku oznacza morderczą sławę. Czarna Mamba nie bierze jeńców. Atakuje znienacka i powala dowolnego przeciwnika. Czarne mamby są w dechę. Naprawdę lubię te węże, bo zawsze gdy je widzę, budzą we mnie dreszcz niepohamowanych emocji.

„Nie, nie, naprawdę bardzo mi przykro, jest to co tutaj widać, mogę jeszcze panu polecić sernik japoński.” Ah, sernik japoński, zawsze kusisz tym swoim dobrym wyglądem, grzejąc się w ciepłym świetle wystawki. Niczego Ci nie brakuje, czemuż to nie mogę Cię teraz spróbować? Moją uwagę przykuwa wąż zbożowy albinos, siedzący w terrarium z nikim innym, niż pytonem siatkowym z samego serca Azji. Apropos, przypomniałem sobie z czym mi się kojarzy sernik japoński, otóż jedząc go kiedyś, natrafiłem na długi i dość obrzydliwy włos ukryty w środku. Coś we mnie pęka. Przez to jednorazowe doświadczenie wiem, że już nigdy nie wrócę do sernika japońskiego.

Dziękuję poirytowanej kasjerce, szybko żegnam się i wychodzę ze strefy gadów i smakołyków. Zza pleców dociera do mnie jeszcze informacja o wczorajszej szarlotce. Wpadnę jednak, jak znajdę rzeczywiście coś dla siebie w tej przepastnej ofercie dobroci.
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Piotr vel Bocian.
Serduszka
3 228,00 lt
Ten artykuł lubią: Piotr vel Bocian, Joahim von Ribertrop von Sarm, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Michał Jerzy Potocki, BetelRigSun (Karol von Sarm).
Komentarze
Severin von Verwaltung
Ta sama uwaga, co przy poprzednim artykule.
Odpowiedz Permalink
Prokrustes
Jak nie ma nawiązań do naszego świata?
Jest ZOO w Ruhnhoff (https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/9613).
Są konkursy kulinarne i karczma.

A pod wizerunkiem starej leniwej kobry na pewno ktoś się kryje.
Odpowiedz Permalink
Piotr vel Bocian
Proponuję zmienić początek:
Cytuję:
Gdy w drodze pracy, wjeżdżam do
i tutaj zamiast słowa "miasta" radzę wstawić nazwę konkretnego miasta znajdującego się w KS. W efekcie skala pochlebstw i serduszek momentalnie wzrośnie :)
Odpowiedz Permalink
Michał Jerzy Potocki
Ciekawy artykuł..
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.