Bullace Inc., Albert Felimi-Liderski, 01.08.2020 r. o 00:29
Wirtualne państwo – wirtualne emocje

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Ostatnimi dniami można było poczuć się w Sarmacji jak za dawnych lat. Flejm, wybuchowa aktywność, kryzys, a wszystko podniecane przez wyraziste osobowości. Powiało wandejską bryzą. Nostalgicznie. Pozostaje jednak świadomość, że po chwili rozrzewnienia nadejdzie kac i pytanie: co dalej?

Miewaliśmy przez blisko dwie dekady historii Sarmacji kryzysy i tąpnięcia większe i mniejsze, o skrajnie różnych przebiegach i spowodowanych przez różne postępowanie jednostek. Co ciekawe, w zamierzchłych czasach, a dokładniej w 2012 r. — pamiętanym w sarmackim wydaniu jedynie przez nieco ponad 30% aktywnych systemowo obywateli — miał miejsce incydent relatywnie podobny do tego, z którym mamy właśnie do czynienia.

W owym 2012 roku także ujawniono częściowe wyniki wyborów do Sejmu wąskiej grupie osób. Sprawca całego zamieszania, tak samo kreatywny i błyskotliwy jak kontrowersyjny Ivo Karakachanow odpowiadał przed sądem za czyn z art. 41 ust. 1 pkt 5 k.s. Został skazany.

Różnic między sytuacją księcia Filipa I Gryfa i Ivona jest jednak znacznie więcej niż podobieństw. Przede wszystkim – po wykryciu całej sprawy, Ivo błyskawicznie zdecydował się na publiczne przeprosiny, z góry akceptując w zasadzie dowolną karę za swoje zachowanie. JKM podjął decyzję zgoła odmienną, zachowując przynajmniej pozorny spokój i ograniczając się do złożenia niezbyt rozważnych, jak sam przyznał, aktów oskarżenia. Sprawa związana z rodem Hippogryfów jest dużo bardziej złożona – w akcie oskarżenia przeciwko FIG widnieje zarzut z art. 40. ust. 1. pkt 14 k.s. (agitacja wyborcza), co nie miało miejsca w przypadku z 2012 r. Na dodatek, czego nie można pominąć, tym razem oskarżonym jest sam Książę Sarmacji, co niewątpliwie wywołuje oburzenie wielu stron debaty publicznej.

Efekty? Konsensus opinii publicznej w sprawie Ivona oscylował wokół uznania sprawy za głupi błąd, który oczywiście zasługuje na karę, ale nie powinien on skazać samego sprawcy na wieczną infamię. Natomiast w przypadku ustępującego Księcia mamy wiele jawnych głosów potępienia, quasi-ruch społeczny i, no właśnie, abdykację. Nie należy oczywiście porównywać obu sytuacji 1:1, gdyż nowsze przewinienie jest cięższego kalibru, a cała sprawa zdaje się być bardziej śliska, biorąc pod uwagę rzekome polityczne ambicje rodu Hippogryfów, na czele ze zmianą konstytucji. Zarzuty kierowane w stronę Filipa Gryfa są poważniejsze. Zatem czy Jego Książęcej Mości nie powinno było zależeć na przeprosinach jeszcze bardziej niż diukowi Karakachanowi? Być może. Trudno jednak powiedzieć na co „grał” sam zainteresowany i co chciał osiągnąć swoim milczeniem. Nie to jest zresztą meritum niniejszego artykułu.

Mikronauci cenią sobie przeprosiny, a „drugie szanse” (a potem trzecie, czwarte) zdają się być niemal zagwarantowane w konstytucji. Nie trzeba sięgać daleko – wystarczy spojrzeć na osoby skazywane na przestrzeni lat na banicję lub wydalane z księstwa. Zdarzyło się nam mieć nawet księcia-banitę. Czy to oznaka patologii systemu? Skądże. Kiedy przewinieniami decydującymi o wyrzuceniu z naszej wspólnej zabawy jest pralnia wirtualnych libertów (ktoś znalazł już zaginione 20 milionów?), robienie słupów w celu wyłudzenia wirtualnych libertów, zabranie komuś wypasionego miecza na mapie, czy próba oderwania pikseli z wirtualnej mapy pikseli, to trudno latami chować urazę i blokować powrót takiej osoby w imię… w zasadzie czego? O ile w świecie realnym można z tym dyskutować, to w mikronacjach ludzie naprawdę się zmieniają. Pokazujemy tutaj tylko część naszych cech, kreujemy swoją postać i wizerunek, który w każdej chwili możemy zmienić. Powinniśmy mieć to na uwadze, szczególnie w obecnych czasach, kiedy średnia wieku uczestników naszej gry znacznie się obniżyła.

Nie mam wątpliwości, że Filip I Gryf jeszcze wróci do czynnej aktywności w Sarmacji. Wróci, bo za dużo włożył w to zaangażowania. Był (i wciąż jest) integralną postacią swojego rodu, którego niewiarygodnie szybka ekspansja może imponować. Może zabrakło w tym wszystkim trochę chłodnej głowy i rzetelnej oceny sił. Filip I Gryf wróci, może ze skruchą, poczuciem winy i bagażem doświadczeń, a może z żadną z tych rzeczy. Ale Sarmacja bez względu na to przyjmie go z otwartymi ramionami. Bo tak już po prostu jest.

Przez lata obserwowałem w Sarmacji promowanie wyświechtanego sloganu „wirtualne państwo – realne emocje”. „Możesz być kim chcesz – prawnikiem, politykiem, dziennikarzem”. Warto jednak czasem przypomnieć sobie, że my tutaj tylko gramy w grę. Twój największy polityczny przeciwnik prawdopodobnie nie będzie miał najmniejszych oporów, żeby na zjeździe uścisnąć twoją dłoń, a potem coś polać. A następnie wrócicie do domów i dalej będziecie wrogami. Wirtualnymi. Bo o ile nasza gra jest trudna i potrafi dać w kość, o tyle możemy ją po prostu wyłączyć i iść na spacer. To wciąż tylko wirtualne państwo. I wirtualne emocje.
Serduszka
12 903,00 lt
Ten artykuł lubią: Grzegorz Tomasz Jakub Czartoryski, Joahim von Ribertrop von Sarm, Joanna Izabela, Prokrustes, Eugeniusz Maat, Filip I Gryf, ramael, Felix Polon von Sarm, Wojciech Hergemon, Tomasz Ivo Hugo, Guedes de Lima, BetelRigSun (Karol von Sarm), Cris Menago, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Karolina Aleksandra, Jakub Wiśniowiecki von Sarm, Brunon Krasnodębski, Alexander Rose, Henryk Leszczyński, Orjon von Thorn-Surma, Adam Jerzy Piastowski, Albert Jan Maat von Hippogriff, Juliette Alatriste.
Komentarze
Prokrustes
Zdecydowanie kluczowe dla powrotu - rozliczenie się z przeszłością. Na przykładzie Księcia-Banity widzieliśmy, że rozliczać się można wielokrotnie i jak kulą w płot ... nie mniej przynajmniej trzeba udawać.
Odpowiedz Permalink
Prokrustes
A dodam, że nie jest to aż tak straszne żeby złożyć samokrytykę. Bo przecież... właśnie... to państwo wirtualne.
Odpowiedz Permalink
Wojciech Hergemon
Warto też przypomnieć o tym.
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
I jeszcze kilka innych podobnych przypadków by się znalazło. Przepis o braku agitacji KKW został wprowadzony nie bez przyczyny, a po pewnym incydencie, gdy członek KKW wprawdzie nie ujawniał wyników wyborów, ale kierował do określonych osób agitację, wiedząc z dużym prawdopodobieństwem, jak zagłosują.

Także, nie pierwsza to i pewnie nie ostatnia taka sprawa. To w takich sprawach kryje się też atrakcyjność mikronacji jako miejsca budzącego emocje.

Bardzo mądry artykuł, swoją drogą.
Odpowiedz Permalink
Piotr de Zaym
Dobrze napisane. Ale... ale ja mam świadomość, że dla co najmniej kilku Sarmatów, państwo jest wirtualne, ale emocje całkiem realne. Byli tacy, co angażowali się całym sercem, duszą, wszystkim. Ciężko przeżywali porażki i cieszyli się z sukcesów. Nawet grając w najprostszą grę komputerową doświadczamy jakichś emocji. Co dopiero funkcjonując w mikronacjach.
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Wasza Królewska Wysokość (proszę mi wybaczyć, jeśli użyłam błędnego tytułu, nie do końca wiem, jak teraz wygląda protokół tytularny), ależ to jak najbardziej prawda. Myślę, że nawet więcej niż „kilku Sarmatów” przeżywało ogromne emocje podczas swojej bytności w mikronacjach. Niech kamieniem rzuci pierwszy ten, kto nie zawalił żadnej klasówki czy rzeczy w pracy z powodu przegranych (lub wygranych) wyborów.

Ja artykuł odebrałam nieco inaczej – że nie trzeba potępiać Księcia na wieki. I myślę, tak jak przed chwilą zasugerowałam na forum KD, że za jakieś pół roku czy rok już niewiele osób będzie przeżywało tę sytuację tak żywo jak dzisiaj. Wszyscy pamiętamy podobne przypadki, ale to raczej wspomina się po latach z rozbawieniem albo co najwyżej lekkim zirytowaniem.
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
@Karolina Teutoński Maj.
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Znaczy ja mówiłam o sytuacjach związanych z ujawnianiem wyników wyborów, a nie wyrzucaniem części obywateli z KS. To raczej inna półka.
Odpowiedz Permalink
Piotr de Zaym
@Karolina W Sarmacji jestem diukiem, w Hasselandzie - arcyksięciem i Królem-Seniorem ;)))
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.