Mikroświat 2070

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Kilka słów od autora
Wielokrotnie wielu twórców w różny sposób skubało temat przyszłości. Nie raz już widziałem tematy konkursów literackich, które traktowały o przyszłości naszej, Sarmacji, mikroświata. Chociaż science-fiction w żadnym calu nie jest mi bliskie (chociaż w sumie fajnie byłoby latać w tytanowym wdzianku i strzelać laserami), to jednak potrzeva spisania własnej wizji zwyciężyła.
Nie jest to jednak wersja najbardziej pozytywna ze wszystkich. Co prawda nie wieszczę upadku, ale z pewnością nie wszyscy chcielibyśmy dożyć takiego mikroświata.
Użyłem "prawdziwych" - wirtualnych danych. Opisuję coś, co stanie się z nami. Wszelkie zachowania jednak są fikcją literacką. Nie znam ludzkich charakterów i nie mogę zapewnić, że właśnie tak zachowałyby się osoby, których tożsamości użyłem.
"Pamiętacie, jak była" was "setka?" Zapraszam do lektury, pseudo-opowiadania, Mikroświata 2070. część I z N

Podmiejska Rezydencja Helwetyka
26 czerwca 2070, 18:56


Zasłonięte ciemnozielonymi zasłonami okna, lustro weneckie nie tylko wypełnia szyby, ale również zastawę stołową. Do dwóch szklanek nalano soku z rotryjskich malin, a obok nich postawiono elektroiluminorescencyjną świeczkę. Podwieszony pod sufitem stół, krzesła unoszące się w tunelu próżniowym delikatnie trzęsły się na wysokości. W kominku bulgotała pomarańczowa ciecz, termometr wskazywał 176 stopni. Puste talerze w ręku Helwetyka wskazywały na niedawno skończony posiłek.

Romański podchodzi do maszyny, układa talerze na stos, polewa je gęstym płynem, po czym odchodzi. W tym czasie talerze jakimś cudem same się wyczyściły.

Nagle drzwi otwierają się, do ponurego wnętrza wchodzi dosyć młody, przynajmniej w stosunku do emerytowanego władcy trzech tworów państwowych chłopak. Wygląda na inteligentnego, szykownie ubrany w garnitur, okulary z klasycznymi czarnymi oprawkami i w pantoflach. Włosy ma czarne, dosyć gęste chociaż nieszczególnie długie. Mimo to bardzo zadbane. Biały uśmiech przypomina kość słoniową.

- Witaj Helwetyku - rozlega się głos przybysza odbijający się echem po ścianach z andaluminium, połyskujących błękitem przy każdej zmianie częstotliwości dźwięku. - Jak się ...

Nim jednak zdążył dokończyć, krzesła z hukiem spadły na ziemię, łamiąc po nodze. Zgasła również paląca się dotychczas świeczka.

- Przeklęty Novak - przeklął pod nosem Helwetyk, ignorując przybysza - Kto mu dał ministerstwo elektryfikacji w eldorackim parlamencie?

- No jak to kto? - z przekąsem zapytał przybysz - czyżbyś już zapomniał, kto teraz rządzi Wielkim Królestwem Trizondalu? - dodał po chwili wyraźnie się uśmiechając.

- Tak, tak pamiętam. Od kiedy zapotrzebowanie na protony wzrosło, to braki w dostawach są naturalne - poddał się rozmyślaniom Romański. - Usiądź proszę - dodał po chwili wskazując leżące, połamane krzesło.

- Postoję, jeszcze byś mnie miał za te siedzenie na sumieniu - teraz już dosyć głośno zaśmiał się gość - Już widzę te nagłówki w Kronice. "z Ossolińskich-Bordoński Marceli ofiarą polimetynowo-ołowianego krzesła! Zginął, spadając z niego w podeldorackiej posiadłości emerytowanego Księcia, Namiestnika, Najwyższego Wodza, Nieomylnego Szamana Helwetyka Romańskiego."

- Powiedział co wiedział - odparł Helwetyk idąc do sąsiedniego pokoju.

Na granatowym puszystym jak wata cukrowa dywanie chrzęszczącym pod stopami stał bujany fotel. Na ścianach wisiały ramy na obrazy, w których odtwarzały się kolejne klatki z życia oglądającego. Szczególną uwagę przykuwała scena upadku Dominium Quardaskiego.

- Tak, pozostawienie Leocji nie było najodpowiedzialniejszą decyzją - pomyślał, po czym wziął pudełko stojące po lewej stronie, tuż obok klatki z domową, która była jedną z przyczyn Teutońskiego Maja.

Romański wrócił z pudełkiem do pokoju, po czym wyjął samonadmuchujący się cytrynowo-pomarańczowy fotel.

- Jak nie pęknie, to przeżyjesz - z podobnym jak wcześniej przekąsem zachęcił do zajęcia miejsca swojego gościa.

- A serce badałeś? Ostatnio też prawie pękło - odciął się Marceli, trafnie podsumowując ostatnie wydarzenia w Plemieniu Mochiritów.

- Dobra, wygrałeś - zrezygnował, przypominając sobie ostatnią porażkę z nową Szamanką.

Marceli zajął miejsce, wtenczas Romański wymienił nogę w krześle. Z drugiego co prawda po tych operacjach nie było co zbierać, ale teraz również on mógł sobie przysiąść. Długo jednak sielankowa atmosfera nie trwała. Drzwi znowu otworzyły się, tym razem z hukiem, a w nich pojawiła się kobieta. Kruczoczarne włosy i ciemny makijaż niedyskretnie podkreślały mroczne pochodzenie kobiety. Strój koloru włosów, ozdobiony kolcami sprawiał, że przybyszka wcale nie przypominała żadnej spośród mieszkanek Eldoratu noszących gorsety z zutylizowanego betonu.

- Kefas, kurwa - ryknęła kobieta - znowu zabrali protonoenergię

- Uspokój się - powiedział nieco rozdrażniony jej zachowaniem Helwetyk - Nie moja wina, że teraz zarządza tym Novak

- Kiedy Novaka nie ma od wczoraj - powiedziała - Ministerstwem od dzisiaj zarządza sam Hans

- No to jesteśmy zgubieni - mruknął pod nosem Marceli.

- Jak to Hans? - zdziwiony odparł Helwetyk - Przecież jeszcze wczoraj widziałem, jak Novak rozdziela energię na dzisiaj.

- No, a jakiś imbecyl przeprowadził zamach - żachnęła się przybyszka - zresztą skuteczny, Nowak już - lekko się zakrztusiła - gryzie glebę

- Jakby nie mógł ubić Hansa - znowu do siebie mruknął Marceli.

- To co ja mam z tym zrobić? - powiedział Romański - przecież wiesz Yenn, że obecnie nic nie zrobię

- Przestań pierdolić, przecież wiemy że możesz - ryknęła Yennefer - myślisz, że nie wiemy co ci zostało po opuszczeniu Leocji?

- Nie można - mruknął Helwetyk - nie można - powtórzył - to zbyt ryzykowne

- Boisz się ryzyka? - warknęła Yenn - zupełnie jakbyś zapomniał o sierpniu

- Nie było wtedy żadnego ryzyka - powiedział - zresztą, co ty tam wiesz o sierpniu

- Argh... dobra - odpowiedziała wychodząc - wiedziałam, Kefas, że na ciebie to nie można liczyć - słychać trzask drzwi.

- Jak zwykle - mruknął Romański.

- Z Andro, to by była niezła parka - zaśmiał się Ossoliński-Bordoński

- Jasne, a wolała mojego syna - przewrócił oczami - za jakie grzechy?

Marceli jednak nie zdążył znowu się odgryźć. Szybka rozmowa przez telefon zamontowany w uchu Marcelego wypełniona potakiwaniem profesora wyraźnie wskazywała, że sytuacja nie cierpi zwłoki. Gdy tylko rozmowa się skończyła, mężczyzna narzycił na siebie czarny płaszcz i wyszedł z mieszkania bez słowa. Romański był do tego już przyzwyczajony. Krople deszczu odbijające się od szyby były jeszcze lepiej słyszane.

- A poprzysiągłbym, że jeszcze chwilę temu widziałem promienie zatrzymujące się na kominku - pomyślał Romański, po czym położył się na nadmuchanym dla Marcelego fotelu. Chwilę później można było usłyszeć tylko głęboki, miarowy oddech.
Serduszka
8 337,00 lt
Ten artykuł lubią: Guedes de Lima, Filip I Gryf, Grzegorz Tomasz Jakub Czartoryski, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Joahim von Ribertrop von Sarm, Joanna Izabela, Adam Peterelli, Alexander Rose, Adam Jerzy Piastowski, Ludwik Tomović, Michał Franciszek Lubomirski-Lisewicz, Władysław Pijany, Esteladio, Cris Menago, BetelRigSun (Karol von Sarm).
Komentarze
Joahim von Ribertrop von Sarm
Super!

I ten Novak ministrem... LOL!
Odpowiedz Permalink
Joahim von Ribertrop von Sarm
P.S. skoro to część I z N to planowane są następne części?
Odpowiedz Permalink
Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek
@joahimvonribertrop Jak kiedyś zeszycik w którym piszę zacznie się wypełniać - tak, jak najbardziej :D
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Helwetyk w 2070 roku? Gdyby nie sci-fi to bym pomyślał...
FZ70FSyV.jpg
Odpowiedz Permalink
Daniel January von Tauer-Krak
najs
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Faktycznie fajnie opisane, podoba mi się :) zasłużona dotacja
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.