Ferska wyprawa - zakończenie.

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Gruba, szara koperta z pieczęciami sztabowymi i książęcymi leżała na stoliku, rozerwana. Von Thorn-Janiczek siedział, popijając kawę i wpatrując się w dokument. Dawno wystygły, wojskowy ersatz nieprzyjemnie kąsał gardło, ale to nie było ważne. Sierżant sztabowy zerknął na leżącą kartkę, siadając również przy stoliku. Przez czas wyprawy do Feru stał się nieformalnym zastępcą dowódcy, wykonując specjalne rozkazy czy po prostu będąc doskonałym partnerem do polemiki na temat przyszłości misji. - Gratuluję awansu, panie majorze - uśmiechnął się, patrząc na dokumenty promujące kapitana do stopnia majora. - I odznaczenia - dodał, zerkając na pudełko, skrywające Srebrny Medal za Długoletnią Służbę. - Taaaak… - mruknął dowódca, dopijając kawę. Wejście namiotu lekko drgało w powietrzu, popychane delikatnym wiaterkiem, który niósł gwar obozowiska. - Wszystko się zmienia, prawda? - mruknął major do swego towarzysza i przeciągnął się, aż stawy chrupnęły. Wstał i sprężystym krokiem podszedł do stanowiska łączności. - Połączcie się z bazą w Punta. Mają przygotować w trybie zwykłym jednostki transportowe i zabezpieczenie. - żołnierz obsługujący systemy łączności skinął głową i rozpoczął procedurę łączenia się. - Wracamy do Punty… - mruknął cicho major.
kQ16349H.jpg

Ktoś, kto znał dawny Fer, mógłby złapać się za głowę. Albo przynajmniej poczuć, że się zgubił i trafił nie tam, gdzie zapragnął. Odkąd w rejon zniszczonego miasta weszło wojsko, zmieniło się dużo, by nie rzec - wszystko. Część ruin zamieniła się w pył - tu jeszcze unosił się delikatny, drażniący zapach materiałów wybuchowych używanych przez saperów. Stosy gruzu, które pozostały po wyburzeniach zostały wywiezione - część trafiła na ogromne składowisko odpadów, ktore powstało na południowo-wschodnich rubieżach, część trafiła do wód okalających Fer, tworząc wychodzący w morze cypel. W samym mieście, które teraz wydawało się czystsze i przestronniejsze nie zostało wiele budynków. Jedynie te, które miały wartość dla miasta - jak straż pożarna, dawny ratusz czy muzea - a także te, które nie groziły zawaleniem. Lub nie cuchnęły trupem. Żołnierze podczas patroli trafiali raz po raz na maruderów i rabusiów. Szkielety i płytkie groby - tak, to też nie był niecodziennych widok. Chrzęst łusek w pyle i między popękanymi płytami chodnikowymi też nikogo nie dziwił. Fer był upadły. Fer zrównano z ziemią. Ferowi dano nową szansę.
S6umC5g7.jpg

Śmigłowce wzbijały potężne chmury pyłu, który wdzierał się wszędzie - w oczy, pod mundur, w nosy i usta. Nawet chusty, zakrywające twarze i okulary na oczach nie do końca pomagały na tego wszędobylskiego diabła. To jednak nie przeszkadzało żołnierzom - jeden po drugim, spadochroniarze z 1. Ferskiego Batalionu Hybrydowego znikali w przepastnych gardzielach ładowni śmigłowców transportowych. Te, wypełniwszy się sprzętem i ludźmi wolno odrywały się od ziemi i odlatywały w kierunku bazy. - Wszystko zgodnie z planem? - zagadnął stojącego obok sierżanta major, zasłaniając usta przed chmurą pyłu. - Melduję, że połowa wojska w drodze powrotnej, na rozkaz majora przelot zabezpieczają samoloty szturmowe. - Jak na potwierdzenie słów sierżanta powietrze rozdarł ryk przelatującego SU-34. - Jednostki medyczne i saperskie już się zebrały, reszta chłopaków zabezpiecza i czyści teren - dodał żołnierz, pokasłując. Pył, ten pieprzony pył był wszędzie. - Dobrze. Polecę razem z ostatnim transportem - dodał major von Thorn-Janiczek. Jeszcze tydzień temu obóz tętnił życiem - teraz po nim zostawały jedynie ślady po namiotach i kontenerach, skrzętnie uprzątniętych przez oddziały logistyczne. Ciężki sprzęt już wyjechał, na miejscu zostały tylko lekkie jednostki, które można było transportować śmigłowcami. Straszące ruiny, które zastali podczas desantu, znikły. Gdzieniegdzie stały jedynie budynki - owszem, brudne, obdrapane i zarośnięte - ale jednak pozbawione otuliny z gruzu. Tak, miasto miało szansę się podnieść. A jego żołnierze zdobyli nowe doświadczenie. Ćwiczenia saperskie, strzeleckie, desantowe, przejmowanie celów osobowych i terenowych, poruszanie się po niebezpiecznym terenie - to wszystko stanowiło wartość. Major, lecąc ze swymi ludźmi do Feru, nie spodziewał się jednak, że jego ludzie nabiorą też bezpośredniego doświadczenia bojowego. Wspomniał, z lekkim uśmiechem, wymianę ognia z rabusiami dzieł sztuki. Modelowa akcja. Tak, powinien za to rozdać kilka awansów, ale to już w bazie. - Na wszystko przyjdzie pora… - mruknął do siebie, ignorując pytający wzrok sierżanta. I tu można by rzec, że odszedł w kierunku zachodzącego słońca, lecz byłoby to kłamstwo. Bo major poszedł po prostu odlać się w krzaki, by pełen pęcherz nie doskwierał mu podczas lotu z ostatnim plutonem zabezpieczenia.
5I76PCRo.jpg

- - -

W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom Ferskiej Wyprawy, którzy zaszczycili ją swoją obecnością. W kolejności chronologicznej:

Piotrowi III Łukaszowi, Piotrowi vel Bocianowi, Augustowi von Hagsen de La Sparasanowi, Taddeo van Hälsing-Marcjan-Chojnacki von Hippogriff-Piccolominiemu, Joanne Izabeli, Wilhelmowi Orańskiemu.

Całość historii z Ferskiej Wyprawy możecie zgłębić tutaj: http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=1036&t=29218&start=30.
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Filip I Gryf, Juliette Alatriste.
Serduszka
8 181,00 lt
Ten artykuł lubią: Alexander Rose, Albert Jan Maat von Hippogriff, Andrzej Fryderyk, Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek, Eugeniusz Maat, Felix Polon von Sarm, Laurẽt Gedeon I, Grzegorz Tomasz Jakub Czartoryski, Filip I Gryf, Guedes de Lima, Juliette Alatriste, Joahim von Ribertrop von Sarm, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Tutmozis Grenlandzki, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Juliette Alatriste
Planowana jest kolejną seria? :)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@Jul myślę, że na razie planuje odbudowę Feru :) Ale może kiedyś przy innej okazji... ;)
Odpowiedz Permalink
Tutmozis Grenlandzki
Przyjemnie się czyta.
Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Gratuluję dobrego cyklu opowiadań, bardzo przyjemnie się czytało. Spodziewałem się, że majora w krzakach zaatakuje zombie, albo przynajmniej coś go ugryzie w... to co się trzyma w ręku kiedy idzie się pod krzaczek, a potem dostanie wstrząsu anafilaktycznego.
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@AJPiastowski Nigdy nie wiadomo co kryje się w krzaku! A jakby to była zombiaczka..?
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
@BvTJ To by był wstrząs analfilaktyczny, czy kto tam co lubi.
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@AJPiastowski Wojacy KSZ nie boją się niczego. ;)
Odpowiedz Permalink
Filip I Gryf
Bardzo dobra seria - aż nostalgicznie, że się kończy. ;-)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.