Ferment, Piotr vel Bocian, 09.04.2020 r. o 01:13
Wojskowa akcja w Ferze okiem reportera

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
28fM3V2E.png

„Wstąp do wojska. Broń Ojczyzny”, „Zostań żołnierzem Księstwa” – każdy z nas od najmłodszych lat spotykał się z takimi plakatami zachęcającymi do zasilenia szeregów armii. Wprawdzie do czynnej służby mnie nie ciągnie, to jednak specjalnie dla czytelników wziąłem udział w jednej z akcji naszej armii. Przy okazji podzielę się zdobytą wiedzą jak wygląda zwykły dzień w koszarach. Specjalnie dla czytelników zostałem gościnnie członkiem jednej z drużyn, której dowodził kapral Wichura.

Ten dzień rozpoczyna się ponuro, bo od rana granatowe chmury opite deszczem przesłaniały niebo. Na terenie Feru trwają ćwiczenia, w ramach których działały cztery kompanie rozlokowane na przedmieściach zniszczonego miasta. Na początek głównym zadaniem jest pierwszy etap odbudowy Feru – odgruzowanie terenu i usunięciu ruin. Przy okazji kompanie dostały wyśmienitą okazję do przeprowadzenia ćwiczeń mających na celu wykorzystanie- ale też poprawienie -posiadanych przez nich zdolności. Manewry bowiem umożliwiały rozwinięcie zarówno umiejętności bojowych, ścisłej współpracy jak i lepszego radzenia sobie w sytuacji ogromnego przeciążenia stresem. Wszystko po to, by żołnierze do prawdziwej wojny byli przygotowani zarówno fizycznie jak i psychicznie.

W tym dniu po ruinach Feru przemieszcza się drużyna, w szeregi której gościnnie wstąpiłem. Ośmiu mężczyzn, którzy pochodzą z różnych stron i wychowani zostali w różnych rodzinach, mających odmienne historie życia, teraz łączy jeden cel, który realizują dla dobra Feru i ich byłych/obecnych/przyszłych mieszkańcach. Do mojej opieki został przydzielony szeregowiec Grzyb, który nie odstępuje mnie na krok. Jako cywil trzymam się zwykle z tyłu, jednak za mną zawsze znajduje się mój „ochroniarz” plus często dodatkowy żołnierz dla wsparcia - razem zabezpieczamy drużynę przed atakiem zza pleców. Nie wiadomo nigdy bowiem, co może się stać na tym opuszczonym terenie. Przemieszczam się razem z żołnierzami spokojnie, delikatnie stąpając po gruzach. Ważne jest dla nas, by zachować ciszę, dzięki której pozostaniemy na tym terenie niezauważeni. Wprawdzie Istotą patrolowania jest zapewnienie pełnej kontroli w danej strefie, czego nie robi się z ukrycia, jednak my nie do końca znamy teren. W dodatku wojskowi zyskują w danym dniu nowy cel - dzięki zdobytym przeze mnie informacjom wiemy, że w okolicy pojawili się groźni szabrownicy, których musimy namierzyć i zatrzymać.

j4dZLx8V.jpg
Żołnierze patrolując nieznaną okolicę muszą być przygotowani na atak z każdej strony.


Nie jest dla nas niespodzianką, gdy z nieba spadła kropla deszczu i uderza o hełm jednego z żołnierzy rozpryskując się dookoła. Jest to samotna kropla, jakby któryś ze zwiadowców badał teren. Już wkrótce pojawia się druga i trzecia stanowiąc pierwsze wsparcie. Chwilę później już w szybszym tempie zaczynają dołączać kolejne. Zaczyna się prawdziwy desant. Wkrótce spada na nas rzęsisty deszcz, który nas nie opuszcza do końca dnia. Wiatr powoduje, że nie daje się uciec przed spadającą cieczą i czuję się jak bohater filmu, który będąc żołnierzem tak opisywał to zjawisko: „Doświadczyliśmy każdego możliwego rodzaju deszczu. Były małe kapuśniaczki i wielkie ulewy. Deszcz zacinający z boku i taki, co padał jakby z dołu w górę.”

W trakcie przerw próbuję rozmawiać ze współtowarzyszami, ale wszyscy żołnierze są bardzo skryci i trudno wydobyć z nich nawet najmniejsze informacje o życiu prywatnym. Mimo bycia świadkiem ich rozmów nie wiem do końca czy zwracają się do siebie po nazwisku czy pseudonimami. Praktycznie wszyscy proszą nawet by nie używać ich imion, które podczas wspólnych rozmów od nich wydobyłem.

Szeregowiec Mak jest najbardziej skryty ze wszystkich. Nie chce zdradzić swojego imienia nawet na potrzeby prywatnej rozmowy. Otwiera się dopiero, gdy zaczynam rozmawiać z nim o dostępnym żołnierzom wyposażeniu. Wydaje mi się, że jest najbardziej doświadczony ze wszystkich obecnych, a wojsko to całe jego życie, jak i również tradycja rodzinna. Jego ojciec, dziadek jak i dwaj bracia związani są z wojskiem, więc i jemu nie pozostawał inny los jak związać się z żołnierką na dobre. Ale to wszystko wiem od Kompotowicza, który w koszarach zajmuje pryczę tuż obok. Wydaje się, że są dobrymi przyjaciółmi. Od Maka dowiaduję się jedynie praktycznych rzeczy między innymi, że każdy z żołnierzy niesie ze sobą oprócz broni osobistej i amunicji do niej, także sprzęt sygnałowy (pistolet sygnałowy, flary, granaty dymne, itp.), a także przenośny sprzęt łączności. Mają także kamizelki kuloodporne, mapę i GPS. Na wszelki wypadek noszą też opatrunki osobiste, środki ochrony przeciwchemicznej i racje żywnościowe. Co jeszcze kryją pojemne kieszenie munduru pozostaje dla mnie tajemnicą, bo Mak po prostu milknie kończąc rozmowę i zabiera się za sprawdzanie broni.

3visfPet.png

Gdy dochodzimy do celu Kapral Wichura nakazuje całkowitą ciszę. Widziani przeze mnie mężczyźni muszą być najpierw dokładnie obserwowani, by sprawdzić jakie stanowią zagrożenie. Dostaję w żołnierskich słowach krótki rozkaz- mam siedzieć na tyłku i się nie odzywać dopóki nie zorientują się w sytuacji. Wysłany zostaje zwiad, który w ciągu kilku minut zdobywa potrzebne informacje, które na bieżąco są aktualizowane. Okazuje się bowiem, że mężczyzn jest więcej niż wcześniej widziałem. Kapral natychmiast łączy się z dowództwem i uzgadnia kolejne kroki. Słyszę rozmowę, dzięki czemu wiem, że podejrzani mężczyźni nie są zwykłymi szabrownikami. Są dobrze uzbrojeni i świetnie zorganizowani. Zostają wezwane posiłki, na które mamy czekać nie ruszając się z zajmowanego miejsca. Wichura kończy rozmowę z dowództwem i rozsyła żołnierzy, aby czuwali nad sytuacją. Razem ze mną zostaje Grzyb, który ma pilnować by nie odstrzelono mi pewnej części ciała. Korzystam z okazji i staram się zachowując ciszę przedostać się do najbliższego mi żołnierza, by móc dalej poznać prowadzić rozmowę i robić notatki.

Szeregowiec Klejowski, który służy w armii od niecałego roku, chowa się wśród ruin muru i przez otwory po cegłach obserwuje grupę uzbrojonych mężczyzn. Zgadza się na krótką rozmowę, ale informuje, że najważniejsza jest teraz obserwacja. Odpowiada mi na pytania szeptem. Klejowski przez pierwszy miesiąc służby przeżywał ciężko proces adaptacji. Musiał zapoznawać się z obowiązkami przyzwyczaić się do rytmu dnia. Na szczęście wkrótce przyszła stabilizacja. Żołnierze bowiem wraz z upływem czasu nabywają wiedzę i szereg umiejętności, które pozwalają na coraz lepsze wykonywanie swoich obowiązków. Klejowski nabywał doświadczenie i zgrywał się z zespołem, co dawało mu poczucie spokoju i wzrost poczucia kontroli. Teraz, jak sam przyznawał, służba była rutyną, chociaż nie byłą monotonią. Znał się dobrze z zespołem i rozumieli się bez słów. Przy okazji opowiedział o swoim codziennym dniu, bowiem czy słońce czy plucha dzień w koszarach ma swój ściśle uregulowany rytm, dlatego żołnierze muszą przestrzegać wyznaczonych zasad. Pobudkę mają już o godzinie 6 i w ciągu 5 minut muszą być gotowi na poranną, półgodzinną rozgrzewkę. Po niej odbywa się odśpiewanie hymnu, a następnie śniadanie i chwila wolnego czasu na poranną toaletę i sprzątnięcie swego łóżka. Później już czekają na nich wykłady, zajęcia sportowe na hali lub praktyczne ćwiczenia na poligonie. To teoria. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy żołnierze są na manewrach, a tym bardziej podczas takiej akcji jak teraz. Jest więcej patroli, działań w terenie i sytuacja może się diametralnie zmienić w ciągu kilku minut.

3visfPet.png

Wkrótce docierają do nas posiłki. Drużyny z plutonu mają pomóc otoczyć obóz uzbrojonych mężczyzn, by żaden z nich nie uciekł. Trzeba zachować wyjątkową ostrożność, bo są oni uzbrojeni i nie wiadomo jakie kroki zdecydują się podjąć w chwili zagrożenia. Pada rozkaz gotowości. Jeden z żołnierzy na znak podnosi megafon i wykrzykuje do grupy otoczonych mężczyzn rozkaz poddania się. Podejrzani zachowują się tak, jakby byli przygotowani na taką ewentualność, bo nie czekają nawet na koniec komunikatu, tylko od razu otwierają do nas ogień. Wyglądają jak dobrze przeszkoleni najemnicy. Teraz wszystko dzieje się tak szybko, że nie wszystko jestem w stanie zaobserwować. Wojskowi z przybyłych drużyn także otworzyli ogień próbując unieszkodliwić atakujących. Każdy normalny cywil w tym przypadku schowałby się w zacisznym miejscu i przeczekał, jednak jak specjalnie dla Was, czytelników, z narażeniem życia stoję i staram się dokładnie relacjonować wydarzenia. Jeden z szabrowników zostaje trafionych. Wydaje się, że niegroźnie, jednak wokół niego pojawia się kałuża krwi, która rośnie w oczach. Nie ma kto mu pomóc, bo wokół każdy zajęty jest walką. Grupa zbrojnych mężczyzn oddaje serie z głośnego karabinu maszynowego. Na wyraźny rozkaz do użycia broni do walki włączają się pozostali żołnierze, w tym ci z mojej drużyny. Teraz z każdej strony śmigają pociski, a dookoła nas pojawia się znikąd kurz i pył. Widzę, że jeden z żołnierzy zostaje ranny. Nie wiem jak mocno, bo ze względu na odległość nie widzę dokładnie. Nagle obok mnie następuje wybuch granatu. Chmura kurzu wdziera się w oczy i nozdrza. W uszach świdruje nieprzyjemny odgłos wywołany falą uderzeniową. Razem z szeregowcem Grzybem nie mamy wyjścia, wycofujemy się nieco w bardziej bezpieczne miejsce - mimo wszystko życie jest najważniejsze.

Teraz siedzę pod murem bez możliwości rozejrzenia się po okolicy. Słyszę tylko ciągłe strzały, wybuchy granatów i zlewające się w jeden szum krzyki wydających rozkazy dowodzących oraz rannych. Każda minuta w takich warunkach trwa jak wieczność, jednak gdy w końcu następuje cisza, uszy wypełnia dziwna pustka. Wkrótce niedaleko ląduje medyczny śmigłowiec, z którego jeden po drugim wyskakują niosący pomoc medycy i wtapiają się we wszechobecne ruiny. Jeden z nich podbiega także do mnie chcąc ocenić mój stan zdrowia, jednak mimo kilku widocznych zadrapań odmawiam pomocy – gdzieś tam czekają na nią bardziej potrzebujący.

74DwvTms.jpg
Po dużym wysiłku fizycznym i psychicznym każdy żołnierz potrzebuje kilku minut, aby się zrestartować.

Następuje akcja sprzątania. Okazuje się, że kilkoro szabrowników mogło uciec przez kanały. Dowództwo rozważa dalsze kroki, a reszta żołnierzy sprawdza okolicę, szuka i liczy szabrowników sprawdzając ich stan, raportuje przełożonym o stanie uzbrojenia, a ranni odtransportowani są do bazy, gdzie zostanie im udzielona adekwatna pomoc. Każdy wie co powinien w danej sytuacji robić i wszystko chodzi jak w zegarku. Sprawnie przeprowadzona akcja wojska zapobiega kradzieży cennych dzieł sztuki. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tej akcji i poznać działanie naszych dzielnych żołnierzy.

7tsQvBTA.png

Rzeczywisty przebieg wydarzeń można obserwować w tym wątku.
Dotacje
3 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Michaś Elżbieta II, Gotfryd Slavik de Ruth, Filip I Gryf, Bartosz von Thorn-Janiczek.
Serduszka
7 252,00 lt
Ten artykuł lubią: Eugeniusz Maat, Albert Jan Maat von Hippogriff, Michaś Elżbieta II, Wilhelm Orański, Joahim von Ribertrop von Sarm, Alexander Rose, Esteladio, Gotfryd Slavik de Ruth, Grzegorz Tomasz Jakub Czartoryski, Filip I Gryf, Guedes de Lima, Felix Polon von Sarm, Bartosz von Thorn-Janiczek.
Komentarze
Michaś Elżbieta II
Porządną ścianę tekstu należy dotować
Odpowiedz Permalink
Joahim von Ribertrop von Sarm
Ciekawe.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Zazdroszczę tak dobrego piorą :) Czyta się to bardzo dobrze, jestem jak zawsze pod wrażeniem.
Permalink
Filip I Gryf
Mile się czytało - skończyłem, a byłem pewien, że dopiero zacząłem...

Bardzo ładnie opisane. ;-)
Odpowiedz Permalink
Piotr vel Bocian
Dziękuję pięknie wszystkim za pozytywne opinie, serducha i dotacje. Przepraszam za kilka literówek, które zauważyłem dopiero teraz.
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Bardzo dobrze opisane. :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.